Narty - skionline.pl
Jump to content
  • entries
    60
  • comments
    64
  • views
    1,834

Zagronie

316 views

 Share

Post 22

 

Jurek

W Polsce, po wyprawie dostałem od Jurka opracowanie - Hindukusz Zebak`u – KW Kraków 1974 r.   Przetłumaczone na język angielski. Szczegółowy opis tego rejonu górskiego.  Z mapami graniowymi,  panoramami szczytów i dolin. Z podanymi wysokościami. Wszystko to było robione ręcznie przez jego żonę, na podstawie zdjęć, które uczestnicy różnych wypraw dostarczali Jurkowi. I on sam robił. Jurek miał swoją metodę określania wysokości ze zdjęć.

Świetny materiał, dla alpinistów zainteresowanych tą właściwie dziewiczą grupą górską. Ze szczytami i zalodzonymi ścianami znacznie wyższymi niż Alpy, może z wyjątkiem Mont Blanc i rejonu Matterhornu. To mi blaknie, ponieważ było odbijane z kalki, jak rysunki w biurach projektów w owym czasie. Warto dodać, że Jurek był jednym z najlepszych znawców Hindukuszu. Cenionym wśród alpinistów zagranicznych.

Bardzo miło wspominam Jurka. Był bardzo odpowiedzialny za ludzi. Dbał bardzo o bezpieczeństwo w górach. Poświęcił się w późniejszym wieku jego kwestiom.  Interesował się  wpływem starzenia się organizmu alpinisty, na jego wydajność w górach.

Był okres w 1995 roku, że byłem w fatalnym nastroju psychicznym, z powodu utraty bliskiej osoby. Jurek wtedy współpracował z  Towarzystwem Nauk o Ziemi, które urządzało wycieczki w Alpy, dla ludzi, których interesowała „turystyka” na wyższym poziomie. Wejścia turystyczne, ale na szczyty alpejskie. Czy chodzenie  po lodowcach. Jurek był przewodnikiem i instruktorem.  Jaki sprzęt  należy posiadać i jak się go używa. 

Udało mi się wtedy namówić go na wyjazd do Austrii. Miałem auto. Weszliśmy, min., na Johannisberg i Grossglockner.  Przed tym wyjazdem, parę   miesięcy urządzałem sobie marszobiegi,  po dziesięć kilometrów.  Ale i tak na początku myślałem, że ducha wyzionę. Stary Alpinista. Starszy ode mnie o dziesięć lat.  Miałem jeszcze propozycję wspólnego skituringu w Tatrach.  Na tym by się może nie skończyło.

Wtedy jego syn Józek pasjonował się w zjazdami skialpinistycznymi. Napisał zresztą potem wspólnie z  Karolem Życzkowskim przewodnik - „Narciarstwo Wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich”- 2004 r.  Dowiedziałem się z  niego jaki  był trudny mój zjazd(dr. nr 2.7) z kolegą, czterdzieści kilka lat temu, z Miedzianego(2233 m ). W kierunku schroniska w Pięciu Stawach Polskich.

Pojechaliśmy w  Tatry, na początku maja Fiatem 127 Rysia „Brudasa’".  Miał znajomego górala, którego zabudowania stały niedaleko Wodogrzmotów Mickiewicza. Zaparkowaliśmy obok jego stodoły i Doliną Roztoki podeszliśmy do schroniska w Pięciu Stawach Polskich. Zjechałem z Januszem z Walentkowego Wierchu(2156 m). A na końcu  z Koziego Wierchu(2291 m). Ładnym, szerokim żlebem(dr. nr 2.28), na  „puszczonym” leciutko firnie. Rysiek nie jeździł z nami. Na nartach wtedy radził sobie, zdaje mi się, dosyć kiepsko. Niemniej po latach spotkałem go jako instruktora narciarskiego.

Na Miedziane weszliśmy od schroniska, przez Szpiglasową Przełęcz i dalej granią, do małej przełączki, gdzie zaczynały się dwa żlebiki.  Zjechaliśmy prawym. Na górze była resztka  świeżego śniegu na zamarzniętym podłożu, potem firn wiosenny, niżej coraz bardziej mokry. Maksymalne nachylenie - 42 st.

Był to okres, gdy miałem ciągoty do takich zjazdów. Udało mi się dokonać kilka zjazdów w Tatrach Wysokich. Między innymi, z Krzyżnego przez Dolinę Waksmudzką, do szosy do Morskiego Oka i przez Dolinę Pańszczycy. Zjazd z  Zółtej Turni. W Tatrach Zachodnich  zjazd z Kasprowego Żlebem pod Palcem do Doliny Kasprowej.  Granią z biwakami, na początku kwietnia, od Kasprowego do Przełęczy Pyszniańskiej  i inne. Nazywano to wtedy narciarstwem wysokogórskim. Nie było tego dużo. Więcej w zamierzeniach.

Propozycja Jurka wspólnego skituringu była kusząca. Nie mogłem jednak opuścić niedawno poślubionej damy mego serca. Która się zakochała nie tylko we mnie, ale i w nartach. Nie dałoby się tego skituringu pogodzić z nauką jazdy żony na nartach.  I wspólnymi wypadami  w góry. To było pasjonujące dla mnie doświadczenie, jak można opanować ten piękny sport od zera, nawet w zaawansowanym wieku. Powstała historia nauki jazdy pani Zagroniowej. Nie żałuję absolutnie swojej decyzji. Są w życiu ważniejsze sprawy, niż własne pasje, czy własny egoizm.

 

  • Like 4
  • Thanks 1
  • Haha 1
 Share

11 Comments


Recommended Comments

Piękne wspomnienia, szkoda że tu na forum mało ludzi to czyta.

Pamiętam dobrze 1 książkę jaką przeczytałem chyba właśnie w 1973 roku - Ostatni atak na Kunyang Chhish

Były marzenia ale wtedy wszystko rozbijało się o budżet.

Robiliście wtedy roboty wysokościowe czy całość zasponsorowało PTTK albo inne fundusze państwowe ?

Link to comment

Chciałem przeczytać relację, ale zanim wróciłem z urlopu to powstało 21 części. Objętość powala.

Warto by było wyodrębnić samą relację z wyprawy bez wątków pobocznych i innych wspomnień.

  • Haha 1
Link to comment
2 godziny temu, Spiochu napisał:

Chciałem przeczytać relację, ale zanim wróciłem z urlopu to powstało 21 części. Objętość powala.

Warto by było wyodrębnić samą relację z wyprawy bez wątków pobocznych i innych wspomnień.

Zawsze możesz poprzestać na oglądnięciu obrazków. :D 

Link to comment
W dniu 26.09.2021 o 13:29, Jeeb napisał:

Piękne wspomnienia, szkoda że tu na forum mało ludzi to czyta.

Pamiętam dobrze 1 książkę jaką przeczytałem chyba właśnie w 1973 roku - Ostatni atak na Kunyang Chhish

Były marzenia ale wtedy wszystko rozbijało się o budżet.

Robiliście wtedy roboty wysokościowe czy całość zasponsorowało PTTK albo inne fundusze państwowe ?

Nie było mnie przy komputerze. Większość forsy to pewnie PTKK. Jakiś udział prywatny. Wysokościowo tylko jedna praca, bardziej dla reklamy, że alpiniści nie tylko zebrzą, ale starają się sami zarobić na wyprawę. W cegielni w Brzesku pękła obręcz pod szczytem komina i zaczepiona wisiała u góry. Pod kominem była mała hała, gdzie ludzie robili te cegłówki. Koledzy sprowadzili TV Kraków.

Miałem spore doświadczenie z kominów  w cementowni w  Trzebini. Wysłali mnie na górę, by jakoś to poruszać i spadnie. Wychodziłem od środka po klamrach.  Trochę się pomęczyłem i poleciała na dół. Pamiętam tylko, że był wiatr. Komin był "cieniutki". Przy każdym podmuchu czułem, że się odchyla. To trochę dziwnie, że kupka cegieł, połączonych zaprawą jest elastyczna. Wszystko się  "kiwa". Wysokie żelbetowe kominy. Drapacze chmur itp.

  • Like 2
Link to comment

Zagronie - >

jeśli dobrze łączę kropki, to Elżbieta z wyprawy Irańskiej, została później Panią profesor.

Właśnie się dowiedziałem, że w sierpniu zmarła. :(

Mądry człowiek i wybitny fachowiec.

 

Link to comment
Godzinę temu, Zagronie napisał:

Pewny jesteś?  Elżbieta zmarła? Znasz może Janusza?  Nie mam żadnego kontaktu z nim. 

Bardzo mi przykro.

Wysłałem Ci wiadomość z klepsydrą.

Janusza nie znam. Ja w ogóle nawet nie lubię chodzić po górach. :)

Z panią profesor miałem zajęcia w czasie studiów, a potem parę razy zdarzyło mi się spotkać z nią na płaszczyźnie zawodowej.

Łańcuch skojarzeń który doprowadził mnie do rozszyfrowania waszej tożsamości, o ile prawidłowy, to wręcz nie do uwierzenia.

Od przypadkowo przeczytanej informacji o śmierci, przez kilka, zupełnie z górami niezwiązanymi, wpisów, do jednego lakonicznego zdania na popularnej witrynie, które spowodowało zapalenie żaróweczki. Po raz kolejny przekonuję się, jaki ten świat jest mały.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...