Narty - skionline.pl
Jump to content
Jeeb

Zermatt - Cervinia startuje

Recommended Posts

Dnia 16.03.2019 o 19:29, moloo napisał:

A jedziesz ?

jadę 12 kwietnia

 

11 godzin temu, Capricorn napisał:

od jutra będzie luźniej.

wrzuć jakąś fotke

 

 

 

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minutes ago, Jeeb said:

jadę 12 kwietnia

wrzuć jakąś fotke

Ja jadę na weekend majowy - 28.12. - 05.05.2019 :) o też mam nadzieję, że choć trochę pojeżdżę ...

tak - czekamy na fotki ...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wrzucę z Materhornem od właściwej strony. Jakieś 15 lat temu przestałem robić zdjęcia na nartach - na wszystkich są jakieś góry lub ludzie z piwem i/lub apfelstrudlem😉. Ale tę  górę sfotografuje na pewno. Z kronikarskiego obowiązku dodam że dzisiaj było duuuzo zimniej i bardzo wietrznie. Oraz mało ludzi, dużo Polaków. W naszym ośrodku apartamentowym jest nasz bus z 6 osobami i jeszcze 2 inne z SRC i WE. Od jutra zapowiadana jest pogoda "cud malina". A teraz idziemy zrobić roberka... 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 18.03.2019 o 09:56, moloo napisał:

majowy - 28.12. - 05.05.2019

to postaram się dla Was jeszcze trochę śniegu zostawić

Łapiecie się na darmowy skipass ale pamiętaj że Zermatt od 2 maja przechodzi na letni rozkład jazdy kolejek

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minutes ago, Jeeb said:

Łapiecie się na darmowy skipass ale pamiętaj że Zermatt od 2 maja przechodzi na letni rozkład jazdy kolejek

tzn. masz jakiegoś linka do tego rozkładu ? dzięki ...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten niby darmowy  skipass to ściema jak każde FREE SKI - ceny apartamentów dających niby darmowy karnet są z kosmosu w tym okresie.

  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 18.03.2019 at 09:32, Jeeb said:

jadę 12 kwietnia

 

wrzuć jakąś fotke

 

 

 

 

 

Taka sytuacja😎. Więcej zdjęć nie będzie bo muszę się smarować kremem😉 Krótko mówiąc jest czad!

20190319_094446 (1).jpg

20190319_094534 (1).jpg

20190319_105021 (1).jpg

20190319_131740 (1).jpg

20190319_105002 (1).jpg

  • Like 8
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po powrocie, krótkie podsumowanie.

Pierwszy raz byłem od włoskiej strony i miałem obawy czy będzie wystarczająco dużo czasu na transfer do Szwajcarii i zwiedzenie tej części. Nie ma z tym problemu, my jeździliśmy przez Theodoulpass - ok. 8,45 z Cervinii, ok. 9.00 otwierali górne krzesła Bontadini i o 9.30 można być w Zermatt. Ten przejazd to w sumie 16 km, w tym 11 km zjazdu. Można oczywiście przebić się na Rothorn przez Gornergrat czyli nie przez miasto. Pamiętam dyskusję w jakimś wątku na temat długości najdłuższych zjazdów: z Klein Matterhorn - do Valtournenche 15,2 km ( w tym 200 m krzesła po drodze), do Cervinii - 9 km czystej jazdy.

Pogoda to 6 dni słońca, pierwsze 2 dni wiatr i brak przejazdu przez grań więc zwiedzanie włoskiej strony (dłużej niż 2 dni bym się tam nudził, ale to moja opinia). Nowa kolejka (2018 rok)  na Klein Matterhorn przepiękna - wagoniki projektowane przez Pinifarina, pojemność 28 osób siedzących na wygodnych kanapach, wagoniki idą "ciągiem" a nie jak poprzednio 2 wielkie wagony na 150 osób na stojąco, kolejki brak.

Podziękowania dla JurekByd który natchnął mnie jesienią do zwiedzania tego ośrodka od strony Aosty - sprawdziło się świetnie (bo mieliśmy bardzo dobrą pogodę)

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia ‎24‎.‎03‎.‎2019 o 09:01, Capricorn napisał:

zwiedzanie włoskiej strony (dłużej niż 2 dni bym się tam nudził,

to w takim Szczyrku nudzisz się po 2 godzinach ? 😃

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Jeeb napisał:

2019.04.14.JPG

2019.04.15.JPG

2019.04.16.JPG

2019.04.17.JPG

2019.04.18.JPG

2019.04.19.JPG

2019.04.20.JPG

2019.04.21.JPG

2019.04.22.JPG

2019.04.23.JPG

2019.04.24.JPG

2019.04.25.JPG

2019.04.26.JPG

Kiedy tam się kończy sezon? W tym roku to chyba będzie bez przerwy przy takiej ilości śniegu, muszę tam kiedyś wpaść się ponudzić ;).

Edited by Sariensis
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, gruchauho napisał:

Rewelacyjna pogoda i na zdjęciach widać że pusto.

był jeszcze tekst ale jak wkleiłem foty to zniknął, potem edytowałem, pisałem jeszcze raz i też się nie chciało wkleić bo przekroczyłem jakiś limit ???

To były wspaniałe 2 tygodnie wielkanocne .- 7,5 dnia lampa, 3,5 zadyma i 2 dni bez słońca ale z minusowymi temp. i doskonałym śniegiem

Przez 3 dni można było pojeździć w PUCHU, dawno nie było takich warunków w 2 ostatnich tygodniach kwietnia

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Sariensis napisał:

Kiedy tam się kończy sezon? W tym roku to chyba będzie bez przerwy przy takiej ilości śniegu,

Włosi kończą 5 maja ale otwierają już 29 czerwca a Szwajcarzy kręcą na okrągło

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.04.2019 o 23:58, Jeeb napisał:

to w takim Szczyrku nudzisz się po 2 godzinach ? 😃

Jakkolwiek to nie zabrzmi - to wolę mieć większy wybór tras niż mniejszy 😉 A w Szczyrku nie byłem i się raczej nie wybieram... Z racji miejsca zamieszkania na 1 czy 2 dni mam do wyboru kilkadziesiąt ośrodków w Sudetach. Na dłuższy wyjazd wolę pojechać w Alpy... Fajnie było zobaczyć jeszcze raz na Twoich zdjęciach Monte Cervinio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Rumcayz
      Od zeszłego roku po głowie chodziło mi nartowanie w cieniu Matterhorna, w zasadzie całe lato gdzieś w tyle głowy miałem zakodowane, że w tym roku spędzę tydzień w Cervini. Niestety, jak to z planami bywa, od listopada zaczęło się wszystko sypać: a to znajomi z którymi miałem jechać się wysypali (bo termin, bo dzieci, itp.). Doszło do tego, że w terminie urlopu poza mną i Zuzą nikogo chętnego na wyjazd w Alpy nie zebrałem i w zasadzie pogodziłem się z myślą (nie żebym narzekał ), że wylądujemy gdzieś pod Großglockner'em, albo w Val di Sole. W międzyczasie znalazłem objazdówkę pewnego biura podróży (co ma wygodę w nazwie) po Dolinie Aosty. Tylko ja byłem bardzo sceptyczny odnośnie jazdy autokarem, a Zuza była bardzo sceptyczna odnośnie lotu samolotem, więc nie brałem tego zbyt poważnie. I tutaj do gry wszedł marboru ze swoją relacją, smaka narobił niesamowitego a i wywołał lekkie (delikatnie powiedziane) ukłucie zazdrości. Tak więc po krótkim, acz merytorycznym akcie perswazji, operacja Aosta została rozpoczęta. Prognozy wyglądały zachęcająco, co prawda pierwsze dwa dni miały być pochmurne i nieco śnieżne, ale potem wszystkie prognozy wieściły lampę. A w rzeczywistości? Było nawet lepiej!
       
      Dzień 1 i 2 - przelot i Valtournenche.
      Według planu wylot do Turynu o 11:45 w sobotę 09.02, stamtąd autokarem do Montjovet. Wchodząc na lotnisko chwilę po 9:00 zwróciłem uwagę na samolot do Turynu, godzina 5:35 (linie Travel Service), planowany odlot o 12. Szybka odprawa i kawka, a w międzyczasie komunikat, że opóźniony samolot do Turynu zwiększa opóźnienie do godz. 14. Nie zazdroszczę 🤔. Włochy powitały nas słonecznie, acz z lekką mgłą; mnie już nosiło, żeby pójść na stok. Jakoś trzeba było przeżyć do niedzieli, choć prognozy były umiarkowane. Jak się okazało, pierwszego dnia pojechaliśmy do Valtournenche (część ośrodka Zermatt-Cervinia), gdyż silne wiatry unieruchomiły sporą część innych ośrodków. 8:30 wyjazd spod hotelu, na miejscu byliśmy jakąś godzinę (z drobnym hakiem) później. Szczytowe partie gór spowite chmurami, z rzadka nieśmiało wyglądało słońce; po stronie Szwajcarskiej wcale nie było lepiej. O trasach nie ma w sumie co się rozpisywać, świetnie przygotowane, pusto, widoczność dobra, na kontrast też nie było co narzekać. Zdjęć też raczej nie robiłem, trochę szkoda mi było czasu, a perspektywie i tak mieliśmy powrót w to miejsce na przynajmniej jeszcze jeden dzień. Szybka rozgrzewka na trasie numer 9 (łagodny zjazd przy dosyć wolnym krzesełku), a następnie przenosiny pod Cime Bianche. Trasa numer 15 - cudo. Długaśny zjazd po urozmaiconym stoku, w zasadzie co kawałek zmiana nachylenia, do perfekcji brakowało tylko większej ilości zakrętów, ale nie można mieć wszystkiego. Obok poprowadzona trasa numer 5, również fajna, choć 15 dużo bardziej przypadła mi do gustu. W tej części ośrodka (poza krótką wycieczką na stronę Cervini) spędziliśmy większość dnia. Od 14:30 zaczął sypać śnieg, z minuty na minutę coraz gęstszy; wzmógł się również wiatr. Na sam koniec dnia zaliczyłem jeszcze zjazd jedynką do samego dołu stacji. Górny odcinek do Salette rewelacyjny, zjazd do dolnej stacji gondolki nieco zatłoczony i zmrożony. Fajna okazja do poćwiczenia slalomu, ale trzeba było mocno uważać, bo każdy fałszywy ruch mógł się skończyć kolizją.
       
      Subiektywna ocenia dnia: 7/10.
      Mapa ośrodka: 

      Fot. 1. Widok z okolic Salette na zachód.

       
      Dzień 3 - Pila.
      Ponownie wyjazd o 8:30, przejazd do Aosty, pod dolną stację ośrodka Pila trafiliśmy chwilę przed 10.Zachmurzenie nadal było spore (choć również dosyć często przebijał błękit nieba), górna część ośrodka zamknięta z powodu wiatru. Jeśli miałbym jakoś zgrabnie opisać Pilę, to użyłbym określenia "tatrzański" - większość tras prowadzi przez lasy, tylko najwyższa część ośrodka (niestety tego dnia nie czynna; nie jeździły krzesła: Couis 1, Couis 2 oraz Grimondet) miała trasy wytyczone do kotłów górskich. Bardzo wygodnie rozwiązane są połączenia między trasami, szkoda tylko, że krzesełka w większości się wloką. Zdecydowanie najciekawsze było krzesło na Leisse, z którego prowadzą rewelacyjne zjazdy trasami 12 i 13. Prawdopodobnie bardzo bym się polubił też z trasą numer 2, prowadzącą pod krzesełkiem Chamole, niestety była ona dość mocno zatłoczona, przez co nie dane mi było jej w pełni przetestować tak, jak lubię (wysoka prędkość, długi skręt). Nie zmienia to faktu, że ośrodek mi się spodobał, panowała w nim bardzo przyjemna, kameralna atmosfera.
      Subiektywna ocena dnia: 7,5/10. Trzeba będzie tu wrócić kiedy wszystko będzie działać!
      Mapa ośrodka: 

      Fot. 2. Widok w kierunku Aosty ze środkowej części trasy nr 13.

      Fot. 3. Widok z tego samego miejsca na wschód, w kierunku Pointe Valetta

      Fot. 4, 5. Widok w tym samym kierunku, z dolnej części trasy nr 13.


      Fot. 6. To samo miejsce, widok w kierunku Aosty.

      Fot. 7. Widok na górną część ośrodka, w kierunku Couis 1 i Couis 2 z górnej stacji krzesła La Nouva.

      Fot. 8. To samo miejsce, widok w kierunku Pointe Valetta.

      Fot. 9. Widok z górnej części trasy nr 12 w kierunku krzesła Couis 2.

      Fot. 10. To samo miejsce, widok na wschód. Jest już po południu, a trasy nadal w idealnym stanie.

      Fot. 11. Widok z baru/restauracji u wylotu trasy 5a w kierunku Pointe Valetta.

       
      Dzień 4 - La Thuile.
      RE-WE-LA-CJA - w końcu pełna lampa! Ale od początku Wyjazd spod hotelu 8:30, na miejscu byliśmy przed 10; do gondolki weszliśmy... chwilę przed 11? Przed naszym autokarem jechał autokar z biura podróży Olimp. Na górnym parkingu okazało się, że nie ma miejsc, więc musiał wykręcić, co mu zajęło dobre 15 minut. Kolejne 25 minut zajęło mu wjechanie na dolny parking, bo kierowca miał straszny problem ze zmieszczeniem się pomiędzy słupkami wjazdowymi (fakt, było wąsko). Jak już wjechał, od niechcenia rzuciłem, że teraz to nasz kierowca pewnie wjedzie tam na raz. Zrobił to! A nasz autokar był kapkę większy, tak więc ogromny szacunek dla kierowcy. Szybko udaliśmy się gondolką na Les Suches a następnie krzesełkiem (wolnym, niestety) na Chaz Dura. Widoki w każdym kierunku nie do opisania. Z jednej strony Mont Blanc, z drugiej Glacier du Rotor, przed nami dziesiątki kilometrów tras - poezja.
      Mapa ośrodka:

      Fot. 12. No cześć!

      Fot. 13. Widok z Chaz Dura w kierunku Glacier do Rotor. Fot. 13-1, to samo miejsce, nieco w lewo.


      Fot. 14. To samo miejsce, widok w kierunku Mont Blanc.

      Fot. 15. To samo miejsce, rzut oka na francuską stronę ośrodka.

       
      Fot. 16, 17. Na krzesełkach na Chaz Dura i Col de Fourclaz (to drugie szybsze!) spędziłem większość dnia; trasy 9A i 9 oraz 10 to to, co tygryski lubią najbardziej. W ich dolnej części usytuowana jest bardzo przyjemna knajpa (oznaczenie F na mapie), ze świetną pizzą, jeszcze lepszym bombardino! i przecudowną panoramą. Nie obyło się jednak bez strat - na stacji pośredniej kolejki Col de Fourclaz połamałem kijek i resztę dnia jeździłem tak, jak widać na zdjęciu 17. Brawo ja! 🤣

      Fot. 18, 19, 20. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na stronę francuską ośrodka. Zjazd trasą nr 8 to kolejne cudo, niestety mocno wiało i nie chcąc ryzykować utknięcia po "niewłaściwej" stronie góry wróciliśmy do Włoch. To wiązało się z wjazdem na Belvedere, z którego rozciągają się cudowne widoki zarówno w kierunku La Thuile, jak i La Rosiere. Nie ma co opowiadać, zdjęcia będą lepsze niż tysiąc słów. Pierwsze dwa zdjęcia (18, 19) to rzut na puste stoki lotniska po stronie włoskiej, zdjęcie 20 to panorama na stronę francuską.


      Fot. 21. Zjazd trasą nr 18 z Belvedere do Arnouvaz to jedna z lepszych rzeczy jakie mnie spotkały na tym wyjeździe; zastanawiam się tylko, dlaczego nie pociągnąłem zjazdy na sam dół, trasą nr 6, prosto do La Thuile. Trochę szkoda, ale przynajmniej jest po co wracać!

      Fot. 22. To już niestety koniec dnia. Gdzieś koło 16 trzeba się było zbierać do autokaru, postanowiłem więc przetestować trasę Pucharu Świata, a więc łączony zjazd czarnymi: dwójką i trójką. To chyba pierwszy zjazd który wzbudził we mnie respekt, zwłaszcza pionowa ścianka na łączeniu tras 3 i 2 robiła wrażenie. Co nie zmienia faktu, że idealna kondycja stoku (twardo, ale nie lodowo!) i relatywna pustka na nim panująca sprawiły, że można było się śmiało rozbujać i wycisnąć z nóg pełnię możliwości. To uczucie gdy wbija Cię w stok na wypłaszczeniu zaraz za ścianką - czysta ekstaza. Na zdjęciu: widok z najniżej położonej ścianki na trasie nr 3 w kierunku miasteczka La Thuile. Niestety zjazd na "dwójkę" przegapiłem i nie mogę sobie tego darować; ale nic straconego, jest kolejny powód żeby wrócić do La Thuile!

       
      Subiektywna ocena dnia: 9/10. Była by dycha, gdyby nie to co stało się dwa dni później, ale o tym zaraz, bo teraz czas na...
       
      Dzień 5 - Monterosa. 
      Wyjazd standardowo o 8:30, choć tym razem autokar odbierał nas jako ostatnich. Do Stafal dojechaliśmy o 10, pod gondolką szybki serwis (i zakup nowych kijków ), po czym udaliśmy się gondolką w kierunku Alagny, na Passo Salati. Na początek rozgrzewka na niebieskich trasach do Cimalegna (Fot. 23) i podziwianie panoramy na Alpy Zachodnie i dolinę Padu z Passo Salati (Fot. 24, 25, 26, 27). Następnie zjazd w górnej części czerwoną, a w dolnej czarną trasą do Stafal. Chciałem go przetestować w optymalnych warunkach (mało ludzi, nie rozjeżdżona trasa) i byłem wniebowzięty. Zjazd z Passo Salati do Gabiet to niecałe(?) 4 kilometry lotniska na którym można się rozbujać na 100 % możliwości. Z Gabiet do Stafal zjazd jest dużo bardziej techniczny, wąski i kręty. Generalnie umieralnia i odpoczywalnia, więc z byłem z siebie bardzo zadowolony, że zjechałem go krótkimi skrętami na raz, delektując się każdym ruchem. Jedyny minus, że dolna połowa tej trasy, to bardzo łagodny, wąski trawers po zboczu góry. Nic ciekawego, ale trening slalomu w górnej części rekompensował tę "niedogodność" z nawiązką. Zdjęć z części poniżej Gabiet nie mam, szkoda mi było tracić czasu, wybaczcie
      Mapa tras:

      Fot. 23. Niebieska trasa do Cimalegna, prawdą mówiąc - nudna.

      Fot. 24, 25, 26, 27. Widok z Passo Salati na zachód (fot, 24; daleko w tle Monte Viso - charakterystyczny ostrosłup na horyzoncie), północny zachód (fot. 25), południe (fot. 26, 27; zdjęcia tego nie oddają, ale można było dostrzec Apeniny). Ośrodek reklamowany jest jako otoczony największą liczbą czterotysięczników w Alpach, natomiast gdzieś zgubiła się skala i tego w ogóle nie czuć. W kwestiach widokowych najbardziej podobała mi się perspektywa na dolinę Padu, reszta mnie jakoś nie porwała.

      Fot. 28, 29, 30, 31. Po chwili nadszedł czas na zjazd czarną V3 do Pianalunga i czerwoną na sam dół do Alagny. Czarna V3, mimo że dość mocno uczęszczana, była rewelacyjna. Świetne warunki (twardo, ale nie lodowo), dużo zmian kierunków, w górnej części stosunkowo wąsko, na dole prawdziwe lotnisko.


      Fot. 32. Widok z Pianalunga na trasę V3 i urwisko pod Cimalegna.

      Fot. 33, 34. Panorama z czerwonego zjazdu do Alagny oraz panorama miasteczka z okna wagonika. Górna część trasy cudowna, niestety w dole na zmianę kasza, przetarcia i (prawie) lód. Zjechane, ale w tych warunkach nie było sensu tam wracać.

      Fot. 35, 36, 37. Pół dnia prawie minęło, przyszedł czas na obiad. Z tarasu widokowego w restauracji na Passo Salati otwiera się cudowna panorama na Alpy Zachodnie (Fot. 35). Resztę dnia katowaliśmy czerwony zjazd z Passo Salati do Gabiet.

       
      Subiektywna ocena dnia: 7/10. Nie udało nam się wyskoczyć do Frachey i Champoluc; chętnie tu wrócę, choć czegoś mi tu brakowało. Niezbyt wiele tras (choć czerwone i czarne bardzo ciekawe!), poza tym upierdliwe połącznia między dolinnymi końcami tras a gondolami (trzeba drałować 5 minut z nartami, niby żaden problem, ale nie zachęca do częstego zjeżdżania na sam dół. Z pewnością jest to świetne miejsce na freeride, ale warunki śniegowe jakoś (przynajmniej mnie) nie zachęcały: sporo wystających skałek i kamieni, do śnieg typu szreń. Z perspektywy tego wyjazdu całość ratowała bajeczna trasa Passo Salati-Gabiet oraz czarny zjazd Passo Salati-Pianalunga.
       
      Dzień 6 - Matterhorn Ski Paradise
      Wyjazd spod hotelu standardowo 8:30, na miejscu byliśmy o 9:30. Niestety znowu zaparkowaliśmy w Valtournenche, co nam pokrzyżowało nieco plany, bo chcieliśmy jak najszybciej udać się na stronę szwajcarską. Szybko kupiliśmy suplementy do karnetów (35 Euro), po czym udaliśmy się w podróż gondolką, krzesełkiem, krzesełkiem orczykiem i jeszcze raz gondolką na Plateau Rosa.
      Mapa ośrodka:

      Dojazd na Plateau Rosa zajął nam dobre 40 minut. Natomiast to co działo się potem... tu nie ma co pisać, to jest definicja raju! Wszelkie słowa są zbędne i nie oddadzą nawet 10% odczuć. Nowa gondola Leitnera z Trockner Steg na Klein Matterhorn wprawia w opad szczęki. Widoki ze szczytu również. Zjazd z Klein Matterhorna do Trockner Steg to typowo lodowcowa historia: szeroko jak na lotnisku, generalnie niezbyt stromo, ale są momenty. Z Trockner Stegg to Schwarzsee prowadzi bajeczna trasa 66, na której z każdym metrem zmienia się perspektywa na Matterhorn. Zjazd z Schwarzsee do Zermatt (przez Furi), najpierw czarną, a potem czerwoną trasą to również orgazm dla wszystkich zmysłów na raz. Gondolka z Zermatt na Trockner Steg prowadzi bez żadnych przesiadek, można za to wyjść na jednej z trzech stacji pośrednich. Panorama z Trockner Steg, to również najlepszy co się możne trafić dla oczu: Mattergorn, Zermatt, Monte Rosa, Klein Matterhorn na jednym ujęciu - bomba! Na sam koniec dnia zjazd z Theodulpass do Plan Maison (rewelacyjne czerwone trasy w kilku wariantach), powrót na Plateau Rosa i szybciutko trasą numer 1 przez Salette do Valtournenche (tego dnia cała trasa nr 1 do samego końca była rewelacyjna; w górnej części twarda i szybka, w dolnej miękka, iście wiosenna).
      Fot. 38. Zawsze chciałem takie mieć!

      Fot. 39-58. RAJ
      Fot. 39. widok w górę Theodulgletscher, w kierunku Plateu Rosa.

      Fot. 39. Trockner Steg, widok na Zermatt.

      Fot. 40. Trockner Steg, widok na Monte Rosa.
      Fot. 41. Trockner Steg, widok na Klein Matterhorn.

      Fot. 42. Panorama z Trockner Steg.

      Fot. 43. Matterhorn z górnej części trasy 66.

      Fot. 44. To samo miejsce, widok na Zermatt.

      Fot. 45. To samo miejsce, widok na Dufourspitze.

      Fot. 46. Samojebka z legendą.

      Fot. 47, 48, 49, 50. Matterhorn z Zermatt oraz z okna gondolki wiodącej z miasteczka na Trockner Stegg. Fot. 50 - product placement

      Fot. 51. Apeniny z tarasu widokowego na Klein Matterhorn.

      Fot. 52. To samo miejsce, masyw Mont Blanc w tle, w dole Theodulgletscher.

      Fot. 53. Panorama z górnej części trasy 85.

      Fot. 54, 55. To samo miejsce, węższe ujęcia.

      Fot. 56. Widok na Cervinię z górnej części trasy 6 bis.

      Fot. 57. To samo miejsce, widok nieco na prawo, w kierunku Matterhorna/Cervino.

       
      Subiektywna ocena dnia: 10/10, RAJ! Tu trzeba wrócić, jak objeździłem 15-20% to i tak będzie dobrze. Pod Matterhorn'a MUSZĘ wrócić na cały tydzień białego szaleństwa inaczej nie będę spełniony jako narciarz . Niektórym spodobało się tak bardzo, że utknęli po szwajcarskiej stronie 🤣. Opcje: nocleg na miejscu (~200E); helikopter do Cervini (450E); taksówka do hotelu przez przełęcz świętego Bernarda (1100E). Ja bym wybrał azyl
       
      Dzień 7 - Punta Hellbroner i Courmayeur.
      No cóż, po wizycie w raju moje oczekiwania nie były zbyt wysokie - po prostu czułem, że tego się nie da przebić. I miałem rację. Nie zrozumcie mnie źle - Widoki z Punta Helbronner są cudowne, Mont Blanc robi ogromne wrażenie, a Courmayeur to bardzo przyjemna (choć chimeryczna) stacja narciarska. Na początek (na miejscu byliśmy chwilę przed 10) wybraliśmy się na Punta Helbronner. Nie będę ukrywał, wrażenia są, ale dla własnego dobra zamieniłbym miejscami dzień 6 i 7  
      Mapa ośrodka:

      Fot. 58. Taras widokowy na Punta Helbronner, ja, Mont Blanc i Alpy Zachodnie.
      Fot. 59. To samo, tylko beze mnie  

      Fot. 60. Widok z tarasu widokowego na Punta Helbronner w kierunku Aguille du Midi (po lewej) i Dent du Géant.

      Fot. 61. To samo nieco bardziej w prawo (widok na wschód); w tle majaczy Matterhorn.

      Fot. 63, 64. Dwie panoramki: pierwsza na południe, druga na zachód i północny-zachód.

       
      Na tarasie spędziliśmy jakieś 1,5h; o 12 byliśmy już na dole i pakowaliśmy się do gondolki Val Veny. Szybko przedostaliśmy się na południową część ośrodka i po bajecznym zjeździe wzdłuż gondolki Col Checruit wyskoczyliśmy na pizzę. Widok z tarasu jak na zdjęciu poniżej (Fot. 65). Trasa pod gondolką była przeze mnie testowana już w grudniu, tym razem warunki nieporównywalnie lepsze. W ogóle wszędzie było pusto, więc można się było bardzo przyjemnie rozbujać i pohulać.

      Fot. 66, 67, 68. Po obiedzie wjechaliśmy leciwymi gondolkami Youla i Arp na Cresta d'Arp, najwyżej położony punkt ośrodka. Widoki wręcz dziewcze, aż się prosiło o założenie świeżego śladu (tylko jak potem wrócić do autokaru? :D). Stąd zjazd najpierw krótką czarną (nie ma jej zaznaczonej na mapce powyżej), a następnie czerwoną trasą do Col Chercruit. Na koniec dnia przenieśliśmy się na północną część ośrodka, w końcu częściowo oświetloną przez powoli zachodzące słońce. Bardzo przyjemne są trasy między krzesełkami Plan de la Gabba i Bertolini, reszta mnie raczej nie zachwyciła: głównie niebieskie trawersy i tępa kasza, która wyrywała z butów po wyjechaniu z zacienionej części stoku.

      Subiektywna ocena dnia: 8/10. Fajnie, nawet bardzo, ale La Thuile oraz (przede wszystkim) Zermatt-Cervinia, to jednak inna liga. Warto tutaj przyjechać, ale 1-2 dni to jest max, żeby się tutaj nie zacząć nudzić. Jeśli o mnie chodzi... Wrócę tu na pewno, z uwagą obserwowałem możliwości zjazdu z Punta Helbronner do La Palud (dolna stacja kolejki Skyway) i wyglądało to bardzo kusząco. Jeśli trafię na podobną pogodę i znośne warunki śniegowe, następnym razem raczej nie odpuszczę i wynajmę przewodnika do zjazdu Marboru, co Ty na to?  
      To by było na tyle, niestety ten tydzień minął w mgnieniu oka, a od jutra powrót do szarej rzeczywistości (czyli knucia planów odnośnie następnych wyjazdów! )
      Pozdrawiam!
       
       
    • By marboru
      Klamka zapadła - jedziemy , a dokładnie lecimy ponownie w odległe rejony Alp.
      12 stycznia wylot z Warszawy i sześć dni nartowania w Dolinie Aosty.
      Dawno nie byliśmy na zorganizowanej imprezie ale cena okazała się atrakcyjna i kupiliśmy ( @Piotr_67 - może dołączycie?). Hotel w St. Vincent, śniadania, obiadokolacja, lot, transfery autokarem, karnet narciarski w cenie. Poniżej 3000 PLN za osobę wydaje się nam niewygórowaną okazją.
      Plan narciarski:
      2 dni Cervinia (wstępnie w trakcie jednego z dni planujemy przejechać do Zermatt - dopłata do karnetu 35 EUR).
      1 dzień Pila
      1 dzień La Thuile
      1 dzień Monte Rosa
      1 dzień Courmayeur
      Popatrzyłem na kamery i już się nie mogę doczekać  
      Widok na Matterhorn - kamera z Cervinii:

      Oczywiście w pokoju będziemy mieli wifi, więc relacja będzie online  
      Widok na Mont Blanc z kamery w Courmayeur:

      Panowie, Panie - może jakieś wskazówki co do odwiedzanych miejsc?
      Co koniecznie musimy zobaczyć, przejechać?
      Wszelkie rady i wskazówki mile widziane  
      Pozdrawiam
      marboru
    • By JurekByd
      ZERMATT - CERVINIA 05.04 - 13.04 Mam propozycję wyjazdu do topowego ośrodka,  leżącego u stóp Matterhornu - Zermatt - Cervinii ,  czyli najwyżej  położone trasy w Alpach , 358 km do naszej dyspozycji - tu po prostu każdy narciarz powinien odbyć pielgrzymkę choć raz w życiu . Mimo  iż jest to najdroższy ośrodek w Europie , udało mi się znaleźć dobrą ofertę - 2500 zł  za 7 dni w apartamencie przy stoku z 6 - dniowym karnetem międzynarodowym na obie strony - szwajcarską i włoską oraz oczywiście przejazdem komfortowym busem i wyżywieniem HB - śniadania i obiadokolacje .
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...