Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
johnny_narciarz

Skitoury na Klimczoku

Recommended Posts

Dzisiejszy dzień postanowiłem spędzić tak jak najbardziej lubię, czyli na skitourach. Trochę mróz odstraszał, ale to mnie nie zniechęciło. Również łapiące mnie coś - drobne drapanie w gardle - też nie dało rady. Ostatecznie wybrałem się na Szyndzielnię i Klimczok, bo tu mam najbliżej i nie musiałem przebijać się przez korki...

Pod Dębowcem zameldowałem się ok. 9.30. To najlepsze miejsce do startu i do tego przyzwoity, bezpłatny parking. Kiedy tu dotarłem, zająłem miejsce gdzieś na końcu, a dla skitourowców - na początku. Nie gaszę silnika, bo nawet minuta bez rękawiczek jest koszmarem dla rąk! Musi być baaardzo zimno, ale ja termometru nie mam. Ale po każdej czynności, przybliżającej mnie do startu, chowam się do auta na rozgrzewkę. Przez to gramoling trwa, ale przynajmniej na starcie nie nabawię się odmrożeń. Trochę czasu zeszło, ale w końcu ruszam na szlak. Zabrałem ze sobą Ignacego, bo samemu nudno... Miałem coś w rodzaju drobnego przeziębienia, dlatego nie miałem ostatecznie ustalonych planów. Obawiałem się, że przedwcześnie będę musiał brać odwrót. Chyba to jednak wirusy się wycofały. Na rozgrzewkę podejście pod Dębowiec. Mało wymagające, ale rozgrzewające. Szybko okazała się, że mróz nie taki straszny, a ja zacząłem szybko nabierać temperatury. Super! Przy okazji obserwuję Dębowiec, na którym jeździ może 5 osób, a stacja działa już chyba ponad godzinę! Już wiem, że wolałbym tu pośmigać, niż stać w korku np. do Wisły. Warunki dobre - trasa wyratrakowana, ale jak to wcześnie ktoś fajnie określił: tak po polsku...   

P1150099.JPG

To jednak dla mnie tylko rozgrzewka i ruszam dalej do góry. Mijam schronisko, na którym jeszcze kręcę specjalne ujęcia do filmiku i cisnę do góry. Wahałem się tylko, czy iść tradycyjnym szlakiem czerwonym, czy może równoległy, nieco bardziej zróżnicowanym, chyba niebieskim. Ostatecznie wybieram ten czerwony, bo równomiernie nachylona trasa jest bardziej przyjazna, zwłaszcza kiedy człowiek nie w pełni sił. Niestety jest on też najbardziej uczęszczany i mimo mrozu trochu piechurów jest. Co mi tam! Ja realizuję swój własny plan, również jeśli chodzi o produkcję filmową... Czasem ludzie patrzą na mnie jak na idiotę - czemu? To wkrótce... Myślałem, że ciężko pójdzie, a tymczasem tempo całkiem dobre. Zwłaszcza jak na takie "betonowe buty". Szybko osiągam Saharę i dalej Szyndzielnię. Widoki po drodze fantastyczne! Dawno nie widziałem tak pięknej zimy w naszych górach!

P1150100.JPG

P1150117.JPG

P1150131.JPG

P1150135.JPG

P1150141.JPG

P1150144.JPG

Śniegu po drodze mało, dopiero w okolicach Szyndzielni więcej. Ale jest przewiany - są miejsca, gdzie jest go metr, są miejsca całkowicie odkryte. Szlak dla piechurów przetarty jest do schroniska na Szyndzielni. Dalej kopny śnieg, który jednak tourowcom nie przeszkadza. Talerzyk na Szyndzielni nie działa. Niby śniegu dość, ale pewnie chodzi o brak działającej gondoli... Nie po to się tu wspinałem, więc cisnę dalej. Pokonuję trasę koło orczyka i dalej w stronę szczytu, a później Klimczoka. Dopiero od 1000 m.n.p.m. widać sporą pokrywę śnieżną. Niemal jak jakaś granica. Taka ciekawostka - w kominiarce, mimo mrozu, głowa mocno się pociła. Ale kiedy ją zdjąłem, żeby nieco wysuszyć włosy (przy temp. poniżej - 20), było idealnie przez dłuższy czas. Dopiero przy szczycie Klimczoka zacząłem odczuwać skutki mrozu... Również moja kamerka odczuła temperaturę. Do pewnego momentu, przy kręceniu różnych scen, standardowo się rozładowywała. Gdzieś od ok. 1000 m.n.p.m. nagle straciła połowę, a za chwilę całą pojemność akumulatora. Co jest grane? Mróz tak ją ściął? Mimo wskazywania wyładowanej baterii, kręcę kolejne ujęcie i wszystko wychodzi ok. Chowam ją do ciepłej kieszeni,w nadziej, że odzyska moc. Może to tylko "nieporozumienie". Na wszelki wypadek robię kilka ujęć aparatem, który zdecydowanie lepiej sobie radzi w tych warunkach. 

P1150153.JPG

P1150150.JPG

P1150161.JPG

P1150167.JPG

P1150170.JPG

P1150172.JPG

Poszło sprawnie i szybko osiągnąłem cel główny, czyli Klimczok i ku mojemu zdziwieniu, dziś działa tutejszy talerzyk! Po raz pierwszy w życiu trafiam tu na działający wyciąg! Takiej okazji nie mogłem przegapić! Sytuacją zainteresował się też inny skitourowiec, ale jakoś nie miał chęci na rozeznanie sytuacji. Może przez niemal całkowicie zamarznięte okulary? Fakt faktem, widziałem tylko jedno oko... Ja postanowiłem  drążyć temat i zacząłem wypytywać. "Tak, mogę kupić karnet, ale na górze, u pana Krzysia". Na szczęście nie ma problemu i szybko się dogaduję. Niby jest tu jakiś cennik, ale raczej umowny. Dostaję godzinkę jazdy za... 10 zł! Bez zastanowienia biorę i zaczynam śmigać, po całkiem dobrze przygotowanym stoku. Ponieważ nie ma tu naśnieżania, jazda odbywa się wyłącznie po naturalnym śniegu. Nice! Razem ze mną jeździ może 6 osób. Jak to fajnie brzmi, kiedy wszędzie frekwencja mocno wykracza po za możliwości ośrodków. Ale mróz daję się we znaki! Ściągnięcie rękawiczki na dłużej niż minuta - niemożliwe! Natychmiast ręka sztywnieje i boli... Ale jakbym mógł nie zrobić parę zdjęć, czy ujęć filmowych? 

P1150184.JPG

P1150185.JPG

P1150189.JPGP1150186.JPG

Ciekawostka - GoPro spędziło blisko pół godziny w ciepłej kieszeni, i ? Bateria 52%! Super! Będą ujęcia z jazdy trasą z Klimczoka! Od tej pory jednak oszczędzam kamerkę, bo widocznie -24 st. jej nie służą. Tyle ponoć pokazywały termometry na górze. Wierzę, bo dawno nie spotkałem się z takim mrozem. Ostatnim razem na Kasprowym, jakieś 5 lat temu, kiedy było -30 st... Rękawiczkę można ściągnąć na max 1 minutę. Później ból i sztywna rękawiczka... Ponowne rozgrzewanie trwa zbyt dużo czasu. Jest pięknie, ale przy takim mrozie trudno w pełni czerpać przyjemność z jazdy, czy po prostu z przebywania w górach. Wirusy, na szczęście, dawno wywiesiły białą flagę. Ponownie kilka specjalnych ujęć i kręcenie filmików z jazdy. Te ostatnie z przerwami na... rozgrzewkę kamery. Staram się oszczędzić jak najwięcej elektronów. Trzeba jeszcze coś zachować na zjazd. Ale w tym momencie żałowałem, że nie zabrałem ładowarki! Schroniska są pod ręką...

 

Pośmigałem godzinkę i czas się zwijać. Mimo wysiłku, temperatura w butach narciarskich spada i zaczyna mnie szczypać w palce u nóg. Nie chce mi się drałować do schroniska na Klimczoku, więc cisnę na górę i w stronę Szyndzielni. Warun do jazdy fajny, ale brakuję nachylenia, żeby nie trzeba było się odpychać. Każdy zjazd w puch to jakby kotwicę rzucił... Nie ma gdzie nabrać prędkości. Nawet na Szyndzielni rozpęd jest minimalny. Najlepiej jechać po ubitym,wtedy idzie. Mimo wszystko, gdzie się da, tam w puchu. Cisnę nieco przez las, trochę szlakiem... Byle do dołu i byle się gdzieś ogrzać. Taka ciekawostka - nie zaciągnąłem czapki na całe uszy i... w pewnym momencie czuję jakby mi je mroziło. Kiedy dotknąłem palcem, było już sztywne... Trzeba reagować na bieżąco. Oczywiście nic się nie stało. :)

Szlak pokonałem szybko i na deser pozostał Dębowiec. Rano jeździło może 5 osób, teraz frekwencja wyraźnie większa, ale bez kolejek do wyciągu. Mi to nie przeszkadza i ostatni mój odcinek pokonuję sprawnie i z ciasnymi skrętami. Warunki narciarskie tutaj, mimo pory, wciąż dobre! No, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej teraz. Dojechałem do końca i pozostało mi tylko porobić fotki i wracać... Piękny dzionek był! Będzie co wspominać!

P1150199.JPG

Na koniec gondolki z Szyndzielni - gdyby były w bardziej rozsądnej cenie, to sam bym sobie kupił! Pozostaje je zapamiętać i wspominać. Tak jak ten wypad. 

P1150207.JPG

Pięknie było, choć ja nie lubię stycznia... Ale taki może być!

Pozdrawiam,

Johnny.

PS.Filmik będzie, ale trochę inny... ;) 

  • Like 24

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Fantastyczna relacja i cudne zdjęcia. Po co ja wyjechałem z Polski:mad: No i dawaj ten filmik bo zaraz jajo zniosę. Teraz to już na pewno nie pójdę już spać.  

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Maciek... i to jest to!!!!

Świetny dzień na nartach i wyprawa. Obserwowałem na Endomondo i czekałem na ten opis i zdjęcia.

Fantastyczne, te Wasze pagórki i zazdrość, że ja takich nie mam :( 

Działający gdzieś stok, kolejny na rubieżach narciarskiego świata - piękny! Uwielbiam takie miejscówki.

GoPro na takim mrozie - niestety pada, trzeba chować do kieszeni bądź plecaka i wyjmować tylko na kręcenie - noszona na klacie padnie szybko :( ja w razie czego zawsze w kieszeni mam zapasowy akumulator.

Dzięki za relację...

...właśnie, również wybieram się na rubieże :) 

Piękna pogoda turowa u Was... tylko gnać w Góry.

Zdrówka Maćku!

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, marionen napisał:

Fantastyczna relacja i cudne zdjęcia. Po co ja wyjechałem z Polski:mad: No i dawaj ten filmik bo zaraz jajo zniosę. Teraz to już na pewno nie pójdę już spać.  

Mam nadzieję że jeszcze jedna relacja skiturowa z weekendu i sprzedasz sezonówke :D

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, MarioJ napisał:

Mam nadzieję że jeszcze jedna relacja skiturowa z weekendu i sprzedasz sezonówke :D

Mario, nie mam całosezonówki, miałem ją w zeszłym roku.... 

Moja sezonówka to skitoury! B| ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, johnny_narciarz napisał:

Obiecany filmik ze Skitourów,ale... No właśnie, obejrzyjcie... ;)

"Ignacy na Skiturach" :D

hahaha muzyczka Maćku wymiata :D

A Ignacy?

Te jego uszy mi się kojarzą z czymś... ;)

boruta.jpg

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Szalony atak relacji skiturowych! :) to chyba jakaś zorganizowana akcja :P

Filmik z Ignacym genialny! :D ale się uśmiałem :)

Maciek podobno fajny zjazd jest z Szyndzielni do Bystrej, sporo rzadkiego lasu, a u góry polany, wychodzi jakieś 300-350mH. Tylko przez ostatnie lata mało śniegu... ale może jak ten śnieg siądzie i dosypie nowe 50cm to uda się go zrobić :)

Pozdr
Tomek
 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzięki Tomasz! :) 

Kiedyś szedłem pieszo w zimie z grupką znajomych na Klimczok, ale się pogubiliśmy... :D

Może następnym razem spróbuję z tamtej strony. 

Fajna opcja jest też z Wapienicy - startujemy na Szyndzielnię, dalej Klimczok, Błatnia i z powrotem do Wapienicy. :) 

Również pozdrawiam. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze jeden filmik na dokładkę... 

W sobotę byłem na skitourach na Klimczoku, a w niedzielę powtórzyłem częściowo trasę (dojechałem na Szyndzielni), ale na rowerze. Miłego oglądania. :) 

 

Edytowano przez johnny_narciarz
  • Like 7

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ale relacja, okolice, widoczki, zdjęcia i filmik z Ignacem :) Klasa, a na dokładkę dołożyłeś fatbike'a :P Jak możesz jechać na nim 1-2 km/h ???

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, marcinn napisał:

Maciek a gdzie Ignacy...

Wolne ma czy na chorobowym :D

Powiedział mi, że mnie chyba poj... i poszedł spać. ;) :D

11 minut temu, kmarcin napisał:

 Jak możesz jechać na nim 1-2 km/h ???

Dzięki! :)

To chyba błąd GPS. Czasem w lesie nieco się gubi. :) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj wybrałem się w trasę na skiturach Wapiennica - Błatnia - Klimczok - Szczyrk Biła

@johnny_narciarz zazdroszczę że udało Ci się przejechać tym wyciągiem. Ja zrobiłem sobie tylko pozowane zdjęcie

ruszy dopiero pod koniec stycznia

Zjazd z Klimczoka do Biłej świetny! Pasmo Klimczoka jest bardzo mało popularne narciarsko, wczoraj nie spotkaliśmy nikogo.

49461899_1107009486147986_1198736998790070272_n.jpg

  • Like 8
  • Thanks 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W zeszłym roku byłem na skiturach na Klimczoku 3 razy. Udało się nawet dwukrotnie pojeździć na orczyku, więc takie połączenie skiturów z jazdą wyciągiem bardzo lubię. Jutro chyba ponownie tam zawitam razem z Andy, ale chyba wyciąg jeszcze działać nie będzie....Natomiast na sanki może być całkiem fajnie, śniegu powinno być dość bo znajomy w piątek zjeżdżał na nartach i mówił że końcówka przed Dębowcem ostrożnie a tak to spokojnie bez kamieni!

IMG_20180217_111154.jpg

IMG_20180217_113921.jpg

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

  • Podobna zawartość

    • Przez johnny_narciarz
      Dziś wybraliśmy się do Zawoi, ale na skitoury. Ruszyliśmy spod Centrum Górskiego (już byłego) i trasami rowerowymi skierowaliśmy się na Mosornego Gronia. Odwilż na całego, śnieg ginie w oczach. Musiałem się od razu porozbierać. Wrażenia już nie takie jak przy mrozie i świrzym opadzie, ale i tak było fajnie! 
      No to start!

      Jak widać śniegh mokry i brudny, głównie igliwie

      Na azymut, gdzie nas poniesie

      W pewnym momencie niezły Zonk: śnieg się skończył! 

      Na szczęście tylko może 100 metrów trzeba było nosić narty, ale musielismy nieco skorygować plany i poszliośmy jakąś drogą. Okazuję się, że nie jesteśmy tu sami - Yeti!

      Jest też staw...

      Po śladach doszedłem do wniosku, że tu się myje Yeti...

      Ciśniemy dalej drogą

      Ciekawa nazwa... 


      To będzie nasza dalsza trasa, dopóki nas zbytnio nie znudzi... Chwila przerwy.


      Wiosna to czy jesień?



      Gipkość kontra pomysłowość...  

      Blisko celu


      Cel osiągnięty




      Czas na zjazd, niestety trasą. Warunki iście wiosenne, ale śniegu sporo! Ja nawet lubię cos takiego, ale prawie rozpadał sie desazcz i trzeba było uciekać.





      Mosorny w skrócie

      Kolejny super spędzony dzień w doborowym towarzystwie.  
       
    • Przez surfing
      Moje odkrywanie Krynicy
      Start Słotwiny









      Planowane podejście na Słotwiny

      Wejście w kierunku Słotwiny przy drodze do hotelu Eris

      Dolna stacja wyciągu - całkiem z lewej, kasa -wjazd 2zł i biały domek

      Trasa powoli zarasta samosiejkami ale podejście i ewentualny zjazd bez ukrytych przeszkód.



      Nowy wyciąg Słotwiny Arena gotowy - odebrany czeka na śnieg.



       
       
    • Przez MarioJ
      Jest 7 kwiecień i jedziemy na ostatni wyjazd do Saastal. Ekipa skiturowa tym razem bardzo wielosobowa. Wujot, Kamil, Kierowca Jacek, Marionen i ja. W innej ekipie jedzie jeszcze Marioo z Warszawy, z którym jesteśmy w kontakcie, gdyż bardzo chce do nas skiturowo dołączyć. W dobrym czasie dojeżdżamy do Saas Grund, szykujemy się już do przebierania w pensjonacie a tu niespodzianka, Jacek mija pensjonat i tnie prosto do Saas Fee. Dzisiaj właściciel nie wpuszcza nas rano, może dopiero po południu. Mkniemy więc prosto na parking w Saas Fee i docieramy tam około 9 rano. Pogoda wyśmienita, pełne słońce i prognoza takaż na cały dzień. Zatrzymujemy się koło skiturowej pary Włochów którzy zaparkowali fajnym pseudo-camperem, miła wymiana uśmiechów i grzeczności narciarskich. Wybierają się na freeride tegoż dnia, a my idziemy na aklimatyzację na szczyt Fluchthorn 3795m. Na parkingu w przyjemnej pogodzie gramolimy się więc i przebieramy, pakujemy i dyskutujemy.
      Nasz cel leży za ośrodkiem Saas Fee na lodowcu Allalin, najkorzystniej ruszyć do niego ze schroniska Britannia. Wjeżdżamy więc wyciągami Alpin Express na Felskinn i udajemy się nad kociołek. Kontakt telefoniczny z Marioo i okazuje się że już zaczyna wjeżdżać wyciągiem na górę, jest troszkę do nas opóźniony ale miłosiernie na niego czekamy. Oczywiście nie czekamy biernie, tylko postanawiamy raz zjechać i spowrotem na Felskinn. Za drugim razem Marioo już dojeżdża i jesteśmy w komplecie w piątkę.


      Zjazd jeszcze raz kociołkiem i wciągamy się orczykiem do Egginerjoch (3010m). Znaną już dobrze drogą przechodzimy do schroniska Britannia, tam chwila odpoczynku i ruszamy. Poprzednim razem stąd zjeżdżaliśmy freerajdowo od razu w dół, tym razem jednak pójdziemy w górę lodowcą. Ruszamy około godziny 12:00. Nie wiem gdzie my zmarnowaliśmy te 3h, ale jakoś się roztrwoniły :-)

      Na początek zjeżdżamy kilkadziesiąt metrów verticala w dół po trawersie i się zatrzymujemy. Pora na założenie fok.  Jest cudowna wiosna w Alpach. Pogoda znakomita, słońce pali nawet przesadnie. Jak mocno, okaże się na naszych spalonych skórach wieczorem.


      Idziemy cały czas śladem podejściowym zrobionym przez innych skiturowców. Idzie nam się sprawnie. Nie ma większych problemów nawigacyjnych, nie jest bardzo stromo. Z pobliskich południowych stoków zaczynają się zsuwu mokrego śniegu, huk ogromny. My na szczęście jesteśmy w bezpiecznej odległości od tych stromych ścian.

      Widzimy już dobrze nasz cel po lewej na zdjęciu.
      Czyli od lewej na zdjęciu poniżej: Fluchthorn 3795m, Strahlhorn 4190m, przełęcz Adler Pass 3789m, Rimpfischhorn 4199m.
      Będziemy szli pomiędzy szczelinami w środkowej części zdjęcia.

      Kilka fotek z drogi.

      Tutaj widać przełęcz którą zjeżdża się przy wysiadce na środkowej stacji metra. Fajne nachylenie, ale tam nie idziemy.

      Popas:


      Dobrze się idzie tak do 3500m. Tutaj odcina mi tlen (innym chyba trochę też) i znacząco zwalniam, co 20-30 kroków muszę się zatrzymać i wyrównać oddech. Wszyscy idą za mną, więc powtarzają procedurę. Szczyt z bliska widoczny ma dużo lodu, które kształtuje ładne wzory.


      Powoli dochodzimy do podstawy samego szczytu, gdzie chwilę się wspólnie zastanawiamy nad drogą: czy z prawej czy z lewej. Sam szczyt jest kamienny, więc szukamy dojścia który będzie jak najdalej prowadził po śniegu. Ostatecznie wybieramy drogę bardziej z prawej.

      Dochodzimy do małego wypłaszczenia, gdzie postanawiamy zdjąć narty i ostatni odcinek pokonujemy z buta. Zostawiamy plecaki, niektórzy zakładają raki, ja biorę przykład z Kamila i zapinam raki do uprzęży na wszelki wypadek, biorę czekan, jeden kijek i ruszam w górę po miękkim śniegu. Okazuje się że raki się nie przydadzą, tym bardziej że na skale trzeba je znowu zdjąć, a czekan jak najbardziej. Ostatni kawałek to łagodne podejście po skale wśród kamieni. Dochodzimy do szczytu, gdzie stoi oczywiście krzyż. Do szczytu pokonaliśmy 850m w górę. To fajne przewyższenie jak na pierwszy dzień i na aklimatyzację.
      Podejście zrobione z góry przez Kamila:

      Widok ze szczytu:

      I fotka z krzyżem. Brakuje mi jeszcze zdjęcia Wujota i Kamila.

      Wracamy na pieszo do nart i rozpoczynamy zjazd. Warunki są fajne i bezpieczne. Jest niezbyt gruba warstwa miękkiego śniegu, jeszcze nie całkiem rozjechanego. Tak do wysokości 2600m npm mamy bardzo fajne warunki zjazdowe, czyli 1200m verticala bardzo przyjemnej jazdy, po prostu powalającej.

      Później niestety zaczyna się prawdziwa walka, jest ciężka szreń. I po tej szreni pokonujemy 600m w dół. W tej części szreniowej jest bardzo fajny różnorodny teren złożony z parowów, kotlinek, żlebików, wąwozów. Istny naturalny snow park. Niestety, nie mieliśmy odpowiednich warunków, aby się tym cieszyć. W tym dniu to było generalnie wyzwanie, aby to przejechać. Od 2000m npm zaczyna się już jazda po twardym śniegu wzdłuż drogi, tras biegowych, które aktualnie nie są przygotowane. I jedziemy generalnie po wertepach 300m w dół. Ostatecznie suma zjazdu to 2100m verticala w dół. Coś niesamowitego, kończymy około godziny 18:00 koło naszego busa, którym przyjechał nasz sympatyczny kolega Sese.
      Fotka tego snow parku ale z innego dnia trochę gorsza widoczność:

      Wrócę jeszcze do naszych dwóch kolegów skiturowców. Marionnen szedł w tym dniu własnym tempem, miał wiele przygód i jeśli zechce to sam je opisze. Marioo z kolej szedł z nami, był wyposażony we wszelki potrzebny sprzęt, ale niestety został mocniej z tyłu i połączyliśmy się ponownie przy zjeździe.
      Wyjaśnienie jeszcze w sprawie wysokości. Większość źródeł, w tym przewodnicy z Saas, podają wysokość szczytu 3795m. Na mapie OSM podana jest wysokość 3802m. Przyjąłem jako wyznacznik, jednak tą mniejszą wysokość.
      Na koniec panorama ze szczytu chyba ze 270st. Sugeruję pobrać na dysk i oglądać na powiększeniu fragmentami.

      Foto by Mario & Kamil
       
    • Przez MarioJ
      Właśnie wracamy z doliny Saas. Pogoda dopisała i daliśmy radę zrealizować plan minimum ;-)
      Był zjazd aklimatyzacyjny żlebem o nachyleniu do 45 st i wejście w bardzo trudnej pogodzie na upragniony szczyt Allalina.
      Na razie zajawka z auta, więcej za kilka dni.

    • Przez MarioJ
      Założyłem taki wątek do dyskusji o deskach, chwalenia się modelami itp.
      Przeglądam wyprzedaże (już się zaczęły) i polecam szersze nowe narty TOUROWE w okazyjnych cenach, jeśli ktoś coś szuka. To są narty ze znakomitymi recenzjami, najwyższa półka (lekkie drewno + carbon). Zastrzegam że to są opinie wyczytane z recenzji i ewentualnie na forach. Salomon bardziej na stromizny, Mythic bardziej na freeride, Atomic to taki allmountain.
      Przed kupnem warto to sobie samemu zweryfkować, czy model na pewno spełni nasze wizje 

       
      SALOMON MTN Explorer 95 - 300€
      https://www.sport-conrad.com/en/products/salomon/mtn-explorer-95.html 
       
      ATOMIC Backland 95 17/18 - 350€
      https://www.sport-conrad.com/en/products/atomic/backland-95-sc.html 
       
      DYNASTAR Mythic 87 - 350€
      https://www.sport-conrad.com/en/products/dynastar/mythic-87-sc.html 
       
      DYNASTAR Mythic 97 - 479€
      https://www.bergzeit.pl/en/dynastar-mythic-97-tourenski-16-17-177cm/ 
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2018
×
×
  • Utwórz nowe...