Narty - skionline.pl
Jump to content
  • Similar Content

    • By artix
      Dzień zaczął się niewinnie. Rodzinka śpi w hotelu, ja mam wolne dla siebie, więc wymykam się po cichu i udaje się ... wiadomo gdzie, KW.
      Ma być lampa 😀
      Zdziwienie na parkingu w Kuźnicach że nikt nie chce ode mnie ani grosza , dziś free 😳
      Walę więc pod kasy aby być na górze jednym z pierwszych. I tu się zaczyna😀 W kolejce toczą się rozmowy a obok nie stoi gość z szerokimi dechami. Sam też takie zabrałem.  W kasie na pytanie czy jest skipas No Limit pan odpowiada że na szczęście nie ma. Pytam, na szczęście dla kogo? 🤔😡 W gondoli zaczynam rozmawiać z kolegą ze sztachetami i dowiaduje się że jest nastawiony tylko i wyłącznie na offpist, a po 12:00 zamierza uderzyć dalej w góry na turach.  Kurna , jestem sam, facet ma plan i zna każdą linie na KW. Jest okazja 😉 Na górze pytam czy mogę z nim pojeździć? Zgadza się i jest moim przewodnikiem. Zaoralismy co się dało na Kasprowym po obu stronach. Las, zleby, pod wyciągiem. Mielismy plan na jeden poważny lajn ale służby parku stanęły na naszej drodze. To był dla mnie poligon. Puch na przemian z wywianym terenem w postaci lodu. Dałem radę i mam nowego kolegę poznanego przez ten piękny sport. Nawet była wspólna herbata i kabanosy w przerwie. Kolega Przemek miał wszystko w plecaku jak na skiturowca przystalo😀
      Fotek nie ma wiele  bo nie było czasu. 
      Mam dostać parę filmów które Przemek kręcił w czasie przygody .
      Mam tyle.




    • By pasazer85
      W dniach 23 lub 24 marca planuje wyjazd na Kasprowy Wierch. Wyjazd z Bielska Białej o godz 6 rano. Mam 3 wolne miejsca w samochodzie. Chętnych zapraszam. 
    • By aceshigh
      Witam
      W tym roku (mam 16 lat) byłem na nartach pierwszy raz od kilku lat. Zacząłem od Małego Cichego i jeździłem tam bodajże 4 dni. No niestety po tych czterech dniach czułem zdecydowany niedosyt, ponieważ nudziła mnie ta trasa, była po prostu zbyt łatwa. Największa prędkość jaką tam uzyskałem to 65km/h. Po Małym Cichym zdecydowałem, że pójdę na Harendę. Bez większego problemu poradziłem sobie z czerwonym szlakiem. Potem poszedłem na czarny FIS i też bez większego problemu poradziłem sobie, nie wywracałem się ani nic i jeździło mi się wspaniale ale rzecz której mi brakowało to taki górski klimat, alpejski można powiedzieć i trasa była też za krótka, nie jeździłem tam oczywiście pługiem czy na krechę, po prostu normalnie i bez większych trudności. Zakończyłem już moją podróż około miesiąca temu, ale czuję straszny neidosyt i w przyszły weekend planuję się wybrać na kasprowy, prawdopodobnie na tą czerwoną trasę. Czy to jest dobry pomysł z moimi umiejętnościami? Czuję się dosyć pewnie po obejrzeniu filmików na których dzieci w wieku 12 lat radziły sobie tam pługiem. Okropnie mi się podoba klimat tego szczytu i bardzo chciałbym go zaliczyć w tym roku.
      Powinienem się tam wybierać, czy raczej dać sobie spokój?
    • By Cosworth240
      Od dawna pomysł spróbowania skitour'ów chodził mi po głowie ALE... no właśnie z jednej strony zachęcały mnie relacje kolegów z forum (m.in. relacja z Norwegii i połączenie jachtu i skitour'ów to dla mnie najlepszy wątek jaki kiedykolwiek zaistniał na tym forum), opowiadania kto co kupił i dlaczego też jakoś rozpalały wyobraźnie - bo ja akurat lubię kupować różne sprzęty; no ale z drugiej strony jak do jasnej ciasnej się do tego w ogóle zabrać i jak zacząć. Tu z pomocą znów przyszło forum - ktoś podpowiedział w jakimś tam wątku, że istnieje coś takiego, jak Skitourowe Zakopane i działająca w ramach tej inicjatywy Skitour School.
      No więc gdzieś to wszystko sobie w mojej głowie kiełkowało, choć pojawiło się pytanie, jak podołać kondycyjnie, bo do tej pory jakoś nigdy wielkim miłośnikiem chodzenia po górach nie byłem. Na szczęście jakieś 3 miesiące przed swoimi 40-tymi urodzinami, postanowiłem sobie, że w wieku 40 lat doprowadzę się do formy w jakiej nie byłem mając lat 30. Zacząłem więc trochę treningów na siłowni, trochę biegania, sporo roweru - zwłaszcza ostatnio odkąd pod choinką znalazł się trenażer Tacxa i odkryłem świat Zwift. Do tego trochę zmieniłem zasady odżywiania i tak mniej więcej w ciągu ok.10 mies. doprowadziłem swoją kondycję do przyzwoitego poziomu, przy okazji tracąc jakieś 11-12 kg.
      Nakłoniwszy jeszcze moje kuzynostwo - udaliśmy się do Kuźnic na spotkanie z przygodą. Najpierw wydano nam sprzęt. Na nogi dali mi takie coś:

      Tu pierwsza zaskoczenie. Jasne czytałem na forum, że buty są dość lekkie, ale okazały się nie tylko lekkie, ale i super komfortowe. Prawie jak w kapciach. 
      Potem do kompletu dostałem jeszcze takie narty firmy Atomic:

      Oczywiście całości dopełniały kije, no i foki.
      Okazało, że ktoś jednak musi nam wytłumaczyć jak się w ogóle w to ustrojstwo wpiąć. Potem pokazano nam jak założyć foki. Na szczęście w warunkach bez wiatru, z nartami opartymi o płot, to ten "pierwszy raz" poszedł dość sprawnie i foki pięknie skleiły się ze ślizgiem.
      Teraz przyszła pora na to, aby instruktor Kuba - TOPRowiec i super fajny człowiek - pokazał jak prawidłowo wyglądać powinien nasz "krok":

      No i tak powoli towarzystwo zaczęło się wprawiać. Na początku Kuba trochę popoprawiał pewne niedociągnięcia i grupa ruszyła w górę.
      Na pierwszy dzień zaplanowano dojście szlakiem z Kuźnic do Myślenickich Turni i trawersikiem do dolnej stacji krzesła na Goryczkowej. Potem zjazd. Po drodze była przerwa na herbatkę, kanapkę oraz ćwiczenia jak posługiwać się sprzętem lawinowym. Okazało się, że to szukanie detektorem, to niekoniecznie jest taka prosta sprawa i mogę sobie wyobrazić, że w sytuacji ekstremalnej, gdy pod śniegiem leży człowiek, zwłaszcza osoba bliska, to sprawa staje się jeszcze trudniejsza i warto mieć temat przećwiczony na 10-tą stronę. Oczywiście dla nas były to póki co tylko ćwiczenia, bo nie poruszaliśmy się w terenie gdzie groziły nam lawiny. 
      Kilka rzeczy powodowało, że szybko czuję się nieco dziwnie - chyba pierwszy raz w życiu będąc w Kuźnicach kompletnie nie obchodzi mnie jak długa jest kolejka do wagonika; ba... po stosunkowo krótkim czasie i odkryciu jak przyjemne jest to szwędanie się po szlakach i obcowanie z naturą, wkrada się do głowy taka myśl - jak Ci ludzie w ogóle mogą mieć jakąś przyjemność w wyjeżdżaniu do góry jakimś wagonikiem. Wreszcie - kwestia pogody. Ja generalnie na narty staram się nie wybierać w dzień, w którym jest mały kontrast; jakaś tam wisząca mgiełka, a jak już się wybiorę, to zwykle nie bardzo czerpię z tego przyjemność i mówię sobie, po cholerę jechałeś na te narty. Tymczasem tutaj kompletnie mi to nie przeszkadza. 
      Tutaj parę widoczków z soboty:


      Przychodzi czas na niedzielę. Ma być mniej ćwiczenia, a więcej tourowania. W zasadzie jedynym nowym elementem są zakosy. Mają się nam dzisiaj przydać. Towarzystwo w dobrych humorach. Już wiemy, że ski tourowanie sprawia wielką frajdę. Wiele rzeczy - jak choćby zakładanie fok - idzie sporo sprawniej niż dzień wcześniej. Plan na dziś, to dotrzeć z Kuźnić, przez Kalatówki;  do "S"a; podejście pod "Polaka" (tu wcielamy w życie zakosy, choć momentami bardziej po to aby potrenować, a nie z konieczności); Patelnia i w górę na Kasprowy.
      Od rana sporo pada. Już widać, że będzie na pewno bardziej "przygodowo" niż dzień wcześniej:

      Widoki przednie, a śniegu coraz więcej:



      Idziemy, coraz wyżej, ale nie dane nam niestety będzie dojść tego dnia na szczyt Kasprowego. Wieje coraz mocniej; śnieg nie odpuszcza i Kuba podejmuje jedyną słuszną decyzję - kończymy na wysokości Patelni. Oczywiście pojawia się jakieś rozczarowanie, bo bardzo chcieliśmy dojść na samą górę, ale musimy zaufać człowiekowi, który niejedną grupę prowadził, w TOPR służy i zna te góry lepiej od nas. Trochę na otarcie łez Kuba bierze łopatę i robi przekrój przez śnieg aby pokazać nam jak wyglądają różne warstwy śniegu; jak się mogą utworzyć lawiny. Na patelni wyglądało to tak:


       
      Po pewnym rozczarowaniu związanym z niezdobyciem Kasprowego, przyszedł czas na zjazd. I tu stało się coś, co spowodowało, że szybko zapomnieliśmy o tym, że czegoś nie zrobiliśmy a planowaliśmy. Zjazd w dziewiczym puchu po kolana. Od czasów nastoletnich tego nie robiłem i już zapomniałem jaką frajdę to sprawia. Jest genialnie. Lekki sprzęt skitourowy pozwala na robienie tego z mniejszym wysiłkiem niż na normalnych nartach. Niestety na tym etapie mój Iphone odmówił współpracy, a battery pack jest na dnie plecaka, więc zdjęć nie ma. Ale co tam zdjęcia - w głowie są piękne wspomnienia. 
      Zjeżdżamy do Kuźnic. Pojawia się w głowie myśl - szkoda, że to już koniec. A zaraz po niej - kiedy mam kolejny wolny weekend, bo muszę to powtórzyć ;-) Już wiem, że na pewno złapałem bakcyla. Wiele rzeczy się na to złożyło. Na pewno także podejście ekipy organizatorów i instruktorów. Atmosfera tych szkoleń jest naprawdę bardzo fajna i pewnie jeszcze, z któregoś skorzystam. Do tego mam otwarty rachunek ze Szczytem Kasprowego.  
      Oczywiście teraz zaczyna się rozmyślanie, czy kupować sprzęt, a jak tak, to jaki...  na pewno muszę kupić plecak, bo całą tą tourę zaliczyłem z plecakiem, który nadaje się bardziej do szkoły niż w góry. To mi najbardziej przeszkadzało - dyndający plecak. Na razie po jednym wieczorze ustaliłem, że moimi faworytami są Deuter Freerider Pro albo Mammut Nirvana Pro. Wiem, że koledzy, którzy walczą o każdy gram, pewnie stwierdzą, że za duże i za ciężkie, ale z perspektywy weekendowego szwędania sie, to myślę że pojemność w okolicach 30-35 litrów dla mnie będzie w sam raz.
      Po szkoleniu czas na drogę do Krakowa. Śnieg zrobił swoje. Google Maps krzyczy, że łatwo nie będzie. Po 3h 15 min i niezliczonej ilości zjedzonych batonów energetycznych firmy Aptonia, które mi zostały w nadmiarze, zameldowałem się pod domem. Wiem, że muszę to powtórzyć. Tu jeszcze zdjęcie z drogi - zima piękna w Tatrach i okolicach:

       

    • By aklim
      Dzisiaj rozpocząłem skiturowo sezon 2017/2018 .
      Wybór padł na Kasprowy Wierch , bo na rozruch ta góra jest w sam raz , tym bardziej , że prognozy zapowiadały dosyć intensywne opady śniegu od wczesnych godzin rannych . Na dodatek się sprawdziły   . Start i powrót do samochodu zaparkowanego w Kuźnicach na nartach . Warun śniegowy , jak na datę w kalendarzu , baaardzo dobry . Jedyną upierdliwością dzisiejszego dnia była dosyć mocna mgła w partiach szczytowych . Może jeszcze spora wilgotność powietrza  była mało sympatyczna , ale w knajpie na górze mieliśmy możliwość  trochę się wysuszyć i ogrzać .
      Ogólnie super , kolano po operacji dało radę , więc pełen optymizm  .
      Kilka zdjęć :

       
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...