Narty - skionline.pl
Jump to content

Recommended Posts

2 minuty temu, szplukasz napisał:

Dla mnie wszystko powyżej jednego piwa podczas dnia na nartach to przesada. Nie chciałbym się zderzyć z kulturalnym pijanym narciarzem. Pijany zawsze będzie stwarzał zagrożenie

Nie tylko z pijanym nie chciałbyś sie zderzyć ... ;)

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alkohol niczym się nie różni od innych substancji psychoaktywnych. Różni się jedynie tym że jest społecznie akceptowana. Więc mimo prób(prohibicja) niestety jest przez społeczeństwo, mówiąc delikatnie, akceptowana.

Problem jest w tym że nie ma różnicy między wypadkiem na drodze a na stoku. Rutynowo wezmą na badanie i jak coś znajdą, to konsekwencje będą identyczne jak te z drogi. W tym momencie wszystkie wykupione ubezpieczenia narciarskie  można sobie w kieszeń wsadzić.

Jedyna różnica jest taka że policja rzadziej każe dmuchać w balonik.

Po piwku rośnie u nas tolerancja na zwiększone ryzyko a percepcja akurat w drugą stronę.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozwolę sobie dodać od siebie dwa słowa. W zeszłym roku udało mi się "zaliczyć" dwie spektakularne gleby. Jedną na Łomnicy (zderzenie z narciarzem), drugą na Red Devil w Mayrhofen (uniknięcie zderzenia).

Jeśli chodzi o incydent z Łomnicy, to jeśli miałbym oceniać, to była to jednoznacznie moja wina (byłem tym, który był nieco z tyłu), natomiast absolutnie nie mam pojęcia co mógłbym zrobić w celu uniknięcia zderzenia. Zdarzenie miało miejsce bodaj w dolnej części trasy nr. 6, na ściance w dolnej części. Z jednej strony jechałem wolno (acz nieco szybciej niż narciarz poniżej) i nie zmieniałem gwałtownie toru jazdy, z drugiej strony warunki było mocno ciężkie, bo stok był cały oblodzony. Przede mną z jednej strony dziecko, z drugiej grupka narciarzy. W pewnym momencie kompletnie straciłem krawędź (może na żyletkach ostrzonych 10 minut wcześniej byłoby inaczej), a pech chciał że w tym samym momencie i dziecko i grupka narciarzy jechali w tę samą stroną, tj. do środka stoku. Z dwojga złego wybrałem kolizję z dorosłym, która swoją drogą musiała wyglądać komicznie: zahaczyłem go nieznacznie krawędzią narty i gdy zobaczyłem że traci równowagę, to popchnąłem go w kierunku stoku (żeby jeśli już to upadł w mniej niebezpieczną stronę). W tym momencie moje nogi zrobiły coś dziwnego bo wyleciałem w powietrze i wylądowałem dobre 20 metrów dalej. Pozbierałem się i po krótkiej rozmowie okazało się że ze współkolizjantem wszystko w porządku, mam tylko nadzieję, że nie ma mi tego za złe, bo wyrzuty sumienia mam do dzisiaj. Natomiast ja się poturbowałem solidnie. Morał z tego taki: noście kaski i ostrzcie narty jak najczęściej. 

Z kolei w Mayrhofen nieco podobna sytuacja: końcówka dnia, dużo muld i odsypów w dolnej części trasy. Zjeżdżam sobie spokojnie przy krawędzi stoku, tyle że drugi narciarz (jak na złość jedyny oprócz mnie na stoku -.-) non stop podjeżdżał coraz bliżej krawędzi stoku, która była moim torem jazdy. No i jak podjechał za blisko, to przy próbie uniku (niefortunnie, bo na wysokim odsypie) znowu mnie katapultowało. Próbowałem ustać, ale co przydzwoniłem w śnieg to moje. Morał? Noście kaski tym bardziej. Jestem przekonany, że bez kasku wylądowałbym w szpitalu. W najlepszym wypadku.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, szplukasz napisał:

Dla mnie wszystko powyżej jednego piwa podczas dnia na nartach to przesada. Nie chciałbym się zderzyć z kulturalnym pijanym narciarzem. Pijany zawsze będzie stwarzał zagrożenie

Idę krok dalej. Nie piję alkoholu podczas uprawiania sportu. Kiedyś była o tym dyskusja, ale zostałem zakrzyczany. Wielu uważa piersiówkę za stały i obowiązkowy element narciarstwa.

  • Like 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Rumcayz napisał:

Pozwolę sobie dodać od siebie dwa słowa. W zeszłym roku udało mi się "zaliczyć" dwie spektakularne gleby. Jedną na Łomnicy (zderzenie z narciarzem), drugą na Red Devil w Mayrhofen (uniknięcie zderzenia).

Jeśli chodzi o incydent z Łomnicy, to jeśli miałbym oceniać, to była to jednoznacznie moja wina (byłem tym, który był nieco z tyłu), natomiast absolutnie nie mam pojęcia co mógłbym zrobić w celu uniknięcia zderzenia. Zdarzenie miało miejsce bodaj w dolnej części trasy nr. 6, na ściance w dolnej części. Z jednej strony jechałem wolno (acz nieco szybciej niż narciarz poniżej) i nie zmieniałem gwałtownie toru jazdy, z drugiej strony warunki było mocno ciężkie, bo stok był cały oblodzony. Przede mną z jednej strony dziecko, z drugiej grupka narciarzy. W pewnym momencie kompletnie straciłem krawędź (może na żyletkach ostrzonych 10 minut wcześniej byłoby inaczej), a pech chciał że w tym samym momencie i dziecko i grupka narciarzy jechali w tę samą stroną, tj. do środka stoku. Z dwojga złego wybrałem kolizję z dorosłym, która swoją drogą musiała wyglądać komicznie: zahaczyłem go nieznacznie krawędzią narty i gdy zobaczyłem że traci równowagę, to popchnąłem go w kierunku stoku (żeby jeśli już to upadł w mniej niebezpieczną stronę). W tym momencie moje nogi zrobiły coś dziwnego bo wyleciałem w powietrze i wylądowałem dobre 20 metrów dalej. Pozbierałem się i po krótkiej rozmowie okazało się że ze współkolizjantem wszystko w porządku, mam tylko nadzieję, że nie ma mi tego za złe, bo wyrzuty sumienia mam do dzisiaj. Natomiast ja się poturbowałem solidnie. Morał z tego taki: noście kaski i ostrzcie narty jak najczęściej. 

Z kolei w Mayrhofen nieco podobna sytuacja: końcówka dnia, dużo muld i odsypów w dolnej części trasy. Zjeżdżam sobie spokojnie przy krawędzi stoku, tyle że drugi narciarz (jak na złość jedyny oprócz mnie na stoku -.-) non stop podjeżdżał coraz bliżej krawędzi stoku, która była moim torem jazdy. No i jak podjechał za blisko, to przy próbie uniku (niefortunnie, bo na wysokim odsypie) znowu mnie katapultowało. Próbowałem ustać, ale co przydzwoniłem w śnieg to moje. Morał? Noście kaski tym bardziej. Jestem przekonany, że bez kasku wylądowałbym w szpitalu. W najlepszym wypadku.

Cześć

Historia opowiedziana w dobrej wierze z częściowo idiotycznym morałem. Podstawowy wniosek jaki powinieneś wyciągnąć z tej historii to nauka jazdy i patrzenia dalej, przewidywania itd. Co Ci kask pomoże jak w kogoś walniesz bo..."absolutnie nie mam pojęcia co mógłbym zrobić w celu uniknięcia zderzenia" i nie będziesz miał iluzorycznego wyboru między dzieckiem a dorosłym tylko będą same dzieci? Miałeś pewnie z dziesięć możliwości aby zderzenia uniknąć tylko nie miałeś aparatu aby to zrealizować, brak umiejętności technicznych, brak zdolności przewidywania wydarzeń na stoku. Zwłaszcza o tym drugim aspekcie mówimy.

Nie może być takiej sytuacji, że w kogoś walisz. Nie ma prawa się zdarzyć i nie ma przed tym obrony żadnej a każda taka sytuacja może się skończyć tragicznie, każda. Co z tego, że masz kask czy że ktoś miłą kask po śmierci?

Słuszna jest za to druga część wniosku i bardzo ważna - należy dbać o sprzęt. Jeżeli masz tępe,nieposmarowane, krótko - nieprzygotowane - narty to jesteś tak samo winien jak w przypadku bezpośredniego uderzenia. To tak jakbyś świadomie wyjechał na drogę samochodem bez hamulców i spowodował wypadek.

Bardzo słusznie, że przywołałeś dbałość o sprzęt jako obowiązek każdego narciarza.

Pozdrowienia serdeczne

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

Historia opowiedziana w dobrej wierze z częściowo idiotycznym morałem. Podstawowy wniosek jaki powinieneś wyciągnąć z tej historii to nauka jazdy i patrzenia dalej, przewidywania itd. Co Ci kask pomoże jak w kogoś walniesz bo..."absolutnie nie mam pojęcia co mógłbym zrobić w celu uniknięcia zderzenia" i nie będziesz miał iluzorycznego wyboru między dzieckiem a dorosłym tylko będą same dzieci? Miałeś pewnie z dziesięć możliwości aby zderzenia uniknąć tylko nie miałeś aparatu aby to zrealizować, brak umiejętności technicznych, brak zdolności przewidywania wydarzeń na stoku. Zwłaszcza o tym drugim aspekcie mówimy.

Nie może być takiej sytuacji, że w kogoś walisz. Nie ma prawa się zdarzyć i nie ma przed tym obrony żadnej a każda taka sytuacja może się skończyć tragicznie, każda. Co z tego, że masz kask czy że ktoś miłą kask po śmierci?

Słuszna jest za to druga część wniosku i bardzo ważna - należy dbać o sprzęt. Jeżeli masz tępe,nieposmarowane, krótko - nieprzygotowane - narty to jesteś tak samo winien jak w przypadku bezpośredniego uderzenia. To tak jakbyś świadomie wyjechał na drogę samochodem bez hamulców i spowodował wypadek.

Bardzo słusznie, że przywołałeś dbałość o sprzęt jako obowiązek każdego narciarza.

Pozdrowienia serdeczne

Nie mogę się nie zgodzić - całe zdarzenie było absolutnie z mojej winy i zapewne była spowodowana właśnie niedostatecznymi umiejętnościami (które swoją drogą na każdym wypadzie na narty staram się doskonalić, choćby dlatego, że zwyczajnie mi to sprawia frajdę), przyprawionymi chwilowymi warunkami na stoku, do których powinienem był się dostosować i je przewidzieć. Jeszcze powtórzę (tudzież doprecyzuję): to nie było zderzenie "na misia" (tak brzmi sformułowanie "zderzenie", a - stosując terminologię drogową - jest różnica pomiędzy stłuczką a zderzeniem; byłem w stanie na tyle zmienić kierunek jazdy, żeby nie wpaść bezpośrednio na drugą osobę)! Delikatnie tylko trąciłem krawędź cudzej narty - wystarczyło mi to do stracenia równowagi (tutaj zapewne kwestia umiejętności) - natomiast widząc, że i druga osoba traci równowagę, zdążyłem ją lekko odepchnąć w stronę "do stoku". I śmiem twierdzić, że zachowałem się w porządku, bo z tego co widziałem, osoba ta tylko klapnęła, wręcz usiadła na stoku. To co się działo ze mną jest najmniej istotne, bo podstawa to nie zrobić krzywdy innym.

Jeśli chodzi sytuację "co by było, gdyby były same dzieci", to mam na taki scenariusz jedną zasadę: generalnie staram się jeździć w jak największej odległości od młodych narciarzy, ewentualnie czekać, aż przejadą. Bezpieczniej zarówno dla mnie, jak i dla nich. Dziś bym się w tej sytuacji zachował inaczej, ale z każdej lekcji wyciąga się jakąś naukę, byle jej cena nie była zbyt wysoka.

Pozdrawiam!

  • Like 3
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć

Dzięki za rzetelną i zrównoważona odpowiedź. Moja intencja nie jest (bo może to tak wyglądać) deprecjonowanie czyichś umiejętności a jedynie wskazanie na fakt, że jeżeli w kogoś uderzamy to my jesteśmy winni i, że podstawowym sposobem myślenia i zasadą powinno być: nie mam prawa w kogoś uderzyć.

Dzięki jeszcze raz za zrozumienie

Pozdrowienia

  • Like 1
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, kael napisał:

A kogo wskazali byście jako winnego w sytuacji z załączonego linku?  https://www.sadistic.pl/zderzenie-na-stoku-vt486484.htm

Wydaje mi się że tu mamy ten przypadek że to narciarz będący niżej (czerwony) zawinił

Żaden, obydwaj się dostrzegli i zwolnili skręcając pod górkę - próbując przepuścić drugiego dołem, pech chciał że zrobili to w tą samą stronę. Mitek jak myślisz?

W lotnictwie rozwiązano ten problem w taki sposób, że zamontowano urządzenie ostrzegające o kolizji - TCAS. TCAS ze sobą "gadają" i jak samoloty są na kolizyjnym to ostrzegają ich o tym i dają komendy w którą stronę mają skręcać aby do kolizji nie doszło.. Dla nas raczej nikt takiego wynalazku nie wymyśli, ale kto to wie....

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, kael napisał:

A kogo wskazali byście jako winnego w sytuacji z załączonego linku?

Filmik nie pokazuje jak jest ukształtowany stok, skąd dokąd się jedzie. Dlatego wskazanie winnego na jego podstawie jest niemożliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, fredek321 napisał:

Filmik nie pokazuje jak jest ukształtowany stok, skąd dokąd się jedzie. Dlatego wskazanie winnego na jego podstawie jest niemożliwe.

Według mnie konfigurację terenu łatwo odczytać. Kamerzysta był najwyżej, zielone spodnie trochę niżej a czerwony jeszcze niżej. Dla mnie zielony wjechał w tor jazdy niżej jadącego narciarza i jest winien kolizji.

W ogóle to mi wygląda na sytuację gdy do niżej biegnącej płaskiej trasy (tam poruszał się czerwony) dochodzi stromszy odcinek po którym jechał zielony.

 

Pozdro

Wiesiek

Edited by Wujot

Share this post


Link to post
Share on other sites

Filmik mało pokazuję ale widać że "zielony" nic nie zrobił aby uniknąć zderzenia, a miał chwilkę na reakcję, jego postawa sugeruję że raczej to mało doświadczony narciarz.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Sapient napisał:

Filmik mało pokazuję ale widać że "zielony" nic nie zrobił aby uniknąć zderzenia, a miał chwilkę na reakcję, jego postawa sugeruję że raczej to mało doświadczony narciarz.

Po prawdzie czerwony też był mało czujny - mógł  odbić w prawo. Co prawda niewielka prędkość trochę ograniczała te możliwości (trzeba to było przewidzieć odpowiednio wcześniej) ale zawsze są kije, można dać z łyżwy. A przede wszystkim widząc tego "paralitę" mieć na uwadze niebezpieczeństwo.

Pozdro

Wiesiek

Share this post


Link to post
Share on other sites
48 minut temu, Sapient napisał:

Filmik mało pokazuję ale widać że "zielony" nic nie zrobił aby uniknąć zderzenia, a miał chwilkę na reakcję, jego postawa sugeruję że raczej to mało doświadczony narciarz.

Ale zauważ, że zielony zobaczył czerwonego na chwilę przed zderzeniem po wykonaniu skrętu w prawo. 

Tam się jakieś dwie trasy krzyżują? Z tak krótkiego nagrani i bez znajomości terenu ciężko wskazać winnego.

Czekajcie? Zielony był wyżej więc wg dekalogu WINNY :)

Edited by szplukasz

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Jeeb napisał:

zielony winny

Zielony i winny i jakby nieco otępiały, nie wiem jak mógł przywalić w tego człowieka na prawoskręcie, chyba za bardzo był skupiony na strzałce wskazującej kierunek trasy numer 5 ;) i po prostu nie widział narciarza nadjeżdżającego z prawej, co nie zmienia faktu, ze jest głąbem lub używając słownictwa forumowego-tępakiem :).

Edited by Sariensis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ku przestrodze, Skolnity pusta  trasa czerwona, testowałem nowe narty i dynamiczną jazdę gigantem na całej szerokość trasy, dodam że na taką jazdę pozwalam sobie tylko na pustej trasie.

Jak ruszałem nie było nikogo na górze i przede mną, nie spodziewałem się że ktoś mnie dogoni, w czasie jazdy skupiłem uwagę tylko do przodu, po przejechaniu 3/4 trasy metr przed dziobami przejechało mi dwóch dobrze jeżdżących starszych facetów!

Takiego numeru na trudnej trasie to się nie spodziewałem, wystarczyło żebym pociągną zakręt o ułamek sekundy dłużej i mogło być bardzo źle, bo suma naszych szybkości była krytyczna- oni jechali ok 90 km/h.

Człowiek uczy się cale życie, jednak w każdych okolicznościach warto kontrolować górę.

Nawet nie chciało mi się z nimi gadać- towarzystwo z czarnej Skody Suberb co jednym samochodem zablokowało 3 miejsca parkingowe.

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, surfing napisał:

Ku przestrodze, Skolnity pusta  trasa czerwona, testowałem nowe narty i dynamiczną jazdę gigantem na całej szerokość trasy, dodam że na taką jazdę pozwalam sobie tylko na pustej trasie.

Jak ruszałem nie było nikogo na górze i przede mną, nie spodziewałem się że ktoś mnie dogoni, w czasie jazdy skupiłem uwagę tylko do przodu, po przejechaniu 3/4 trasy metr przed dziobami przejechało mi dwóch dobrze jeżdżących starszych facetów!

Takiego numeru na trudnej trasie to się nie spodziewałem, wystarczyło żebym pociągną zakręt o ułamek sekundy dłużej i mogło być bardzo źle, bo suma naszych szybkości była krytyczna- oni jechali ok 90 km/h.

Człowiek uczy się cale życie, jednak w każdych okolicznościach warto kontrolować górę.

Nawet nie chciało mi się z nimi gadać- towarzystwo z czarnej Skody Suberb co jednym samochodem zablokowało 3 miejsca parkingowe.

 

Smutni “panowie” leczyli kompleksy? To jakaś nowa moda, w zeszly weekend mialem podobny przypadek na Łomnicy, przy czym ten “pan” nie byl dobrym narciarzem, chial tylko sie poscigac zajzdzajac drogę jak Tobie,  niestety nie dał rady na tych nartach z wypozyczalni I wytlumaczylem mu to i owo, ale problem “scigantów” jest zauważalny I teraz zagadka, co jesli przywalisz w takiego, przeciez jedziesz z góry, wiec twoja wina ...:).

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Sariensis napisał:

Smutni “panowie” leczyli kompleksy? To jakaś nowa moda, w zeszly weekend mialem podobny przypadek na Łomnicy, przy czym ten “pan” nie byl dobrym narciarzem, chial tylko sie poscigac zajzdzajac drogę jak Tobie,  niestety nie dał rady na tych nartach z wypozyczalni I wytlumaczylem mu to i owo, ale problem “scigantów” jest zauważalny I teraz zagadka, co jesli przywalisz w takiego, przeciez jedziesz z góry, wiec twoja wina ...:).

Szerokim łukiem..

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, surfing napisał:

Jak ruszałem nie było nikogo na górze i przede mną, nie spodziewałem się że ktoś mnie dogoni, w czasie jazdy skupiłem uwagę tylko do przodu, po przejechaniu 3/4 trasy metr przed dziobami przejechało mi dwóch dobrze jeżdżących starszych facetów!

Też uwielbiam taką jazdę, ale życie nauczyło mnie, że nawet na pustej trasie po 3 - 4 skrętach trzeba nieco odpuścić (rzut oka nie wystarczy, a jest niebezpieczny) i sprawdzić górę.

Problem tylko z pokonaniem euforii jaką daje taka jazda i zrobieniem przerwy.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam, co powiecie na taką sytuację ?

Do kilku narciarzy stojących w grupie podjeżdża kolejny a robi to od przodu grupy wykonując tzw.skręt "hokejowy"aż do zatrzymania, obsypując śniegiem spod nart  stojących tam ludzi. Podobna sytuacje można zobaczyć przy dojeździe do wyciągu, tzw,."hokejowe" zatrzymanie się przed ludźmi w kolejce do wyciągu.

Nie jest to odosobniony przypadek, to dzieje się wręcz nagminnie. Dywagując, niewiele trzeba aby stracić panowanie nad nartami, a uderzenie bokiem w grupkę narciarzy.....?

Parę razy zwracałem uwagę, podsuwając myśl o podjechaniu za ostatniego w grupie ale:  "tak się tylko bawimy, straszymy".

Jak coś w tych "żartach" nie wyjdzie, wtedy już będzie problem.

Pozdrawiam:

wariat jazdy Telemarkiem.

 

 

 

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, kptdenaturat napisał:

Do kilku narciarzy stojących w grupie podjeżdża kolejny a robi to od przodu grupy wykonując tzw.skręt "hokejowy"aż do zatrzymania

A skąd mają wiedzieć jak to robić?

Tak ich nauczono ( o ile byli uczeni)!

Notorycznie obserwuję instruktorów ustawiających grupy kursantów najazdem "od góry".

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, kptdenaturat napisał:

Witam, co powiecie na taką sytuację ?

Do kilku narciarzy stojących w grupie podjeżdża kolejny a robi to od przodu grupy wykonując tzw.skręt "hokejowy"aż do zatrzymania, obsypując śniegiem spod nart  stojących tam ludzi. Podobna sytuacje można zobaczyć przy dojeździe do wyciągu, tzw,."hokejowe" zatrzymanie się przed ludźmi w kolejce do wyciągu.

Nie jest to odosobniony przypadek, to dzieje się wręcz nagminnie. Dywagując, niewiele trzeba aby stracić panowanie nad nartami, a uderzenie bokiem w grupkę narciarzy.....?

Parę razy zwracałem uwagę, podsuwając myśl o podjechaniu za ostatniego w grupie ale:  "tak się tylko bawimy, straszymy".

Jak coś w tych "żartach" nie wyjdzie, wtedy już będzie problem.

Podobne zabawy u mnie na lotnisku robił gość na Quadzie, no i Quad wymknął mu się spod kontroli. Niestety, straszony tej "zabawy" nie przeżył. Pewnie część tych "zabaw", robiona jest przez narciarzy zupełnie nieświadomie. Warto podjechać i życzliwie wytłumaczyć, jakie to niesie zagrożenia.    

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.02.2019 o 16:24, gregre0 napisał:

A skąd mają wiedzieć jak to robić?

Tak ich nauczono ( o ile byli uczeni)!

Notorycznie obserwuję instruktorów ustawiających grupy kursantów najazdem "od góry".

Witam, w niedzielę poprosiłem o rozwagę grupkę sześcioosobową w tym właśnie temacie. Ten, który taki właśnie numer wykonaL, tj. "zatrzymanie hokejowe", po na chwili i krótkiej rozmowie zrozumiał dlaczego w przyszłości nie chce, aby jego przyjaciele zostali kalekami...

Z pozdrowieniami:

wariat jazdy Telemarkiem.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By marcin1812
      Abc holiday to firma, która nie dba o swoich klientów. W sytuacji wypadku (złamanie nogi) i potrzebnej pomocy, chcieli podać numer na taxi!! Rezydenci przede wszystkim zainteresowani zabawą. Rozumiem młode chłopaki chcą skorzystać ze swoich 5 minut:-) Postawa firmy to w dużym skrócie: brać kaskę, ale jak coś się masz numer na taxi lub pokażemy Ci gdzie jest stacja kolejowa! i nara bo zgodnie z regulaminem nie musimy być przyzwoici. To był mały wyjazd do Val di Sole, biuro dopiero w przeddzień wyjazdu podało szczegóły harmonogramu - więc nie wiesz czy masz brać wolne i czekać i czy możesz iść do pracy. Na miejscu do czasu wypadku wszystko ok, organizacja atrakcji współmierna do liczby uczestników - czyli na odczepnego ale tu nie mogę mieć pretensji, tego akurat się spodziewałem. ABC Holiday poległ na całej linii w momencie wypadku - najpierw kręcenie, że samochód nie działa, później, że mieli stłuczkę, a następnego dnia cudownie wrócił do sprawności gdy przewoził gości z rezydencji pod autokar! Brak jakichkolwiek predyspozycji do organizowania tego typu przedsięwzięć, usług turystycznych - właścicielom Abc holiday poleciłbym raczej zajęcie się innym rodzajem biznesu np. kurczaki z rożna wracają do łask:-) Zdecydowanie nie polecam powierzać swojego urlopu ABC Holiday.
    • By laryzbyszko
      Dwóch Polaków zderzyło się w Obergurgl. Jeden z nich nie żyje, drugi w ciężkim stanie w szpitalu...
       
      Artykuł: LINK
    • By paulaRevelations
      Witajcie
      W drodze do Zakopanego miałam wpadek samochodowy, samochód niestety jest w  strasznym stanie. Na szczęście nic poważnego mi się nie stało. Rzeczoznawca i strasznie nisko wycenił szkody mojego auta. Czy w tej sytuacji mogę coś zrobic?
       
    • By leitner
      Jedziesz krzesełkiem a tu nagla ŁUP! - drzewa przewraca się na kolej. Całe szczęście takie "chwile grozy" zdarzają się dość rzadko. 
      Moim jedynym takim ciekawszym przeżyciem na wyciągu był wjazd kanapą w małą trąbę śnieżną  https://www.facebook.com/YauteSavoie/videos/564107583792525/
       
       
    • By inbox98
      Witam
      Zostałam potrącona na stoku narciarz nawet sie nie zatrzymał. Dopiero poźniej został złapany. Dostałam już odszkodowanie, ale chciałabym starać się o zadośćuczynienie od niego. Jak je uzyskac?
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...