KOWALCZYK MA ZŁOTO!!! Wreszcie pokazała Bjoergen!
Cudowny koniec igrzysk w wykonaniu Justyny Kowalczyk! Doczekaliśmy się w Vancouver Mazurka Dąbrowskiego! Najlepsza polska biegaczka musiała ciągle przełykać gorycz porażek z Marit Bjoergen, ale w biegu na 30 km klasykiem była najlepsza! Odwieczną rywalkę pokonała o 30 setnych sekundy!

Bieg trzymał w napięciu od początku do samego końca. Tak jak wszyscy się spodziewaliśmy, w głównych rolach wystąpiły Kowalczyk i Bjoergen, i to na nich swoją uwagę skupiały kamery telewizyjne.
Justyna od początku kontrolowała wydarzenia. Gdy chciała zrobić selekcję w grupie zawodniczek, narzucała tempo. Gdy musiała złapać tchu, zjeżdżała na dalszą pozycję i po chwili wracała na czoło. Pokaz siły dała na dziesiątym kilometrze, gdy po raz pierwszy zmieniła narty. Powstałą w ten sposób stratę natychmiast odrobiła.
Dziesięć kilometrów dalej Polka postanowiła drugi raz wymienić deski. Wtedy praktycznie zadecydowały się losy wyścigu. Wykorzystując pit-stop Justyny, do przodu skoczyła Norweżka Kristin Steira. Po chwili wyłoniła się czołówka: Steira, Kowalczyk, Bjoergen. Jeszcze kilkaset metrów i stało się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Piorunujący atak przeprowadziła Bjoergen!
Norweżka chwilę utrzymywała kilkumetrową przewagę. Dwa kilometry przed metą Justyna wykonała wspaniałą kontrę, wyszła na prowadzenie i zyskała trochę dystansu nad Bjoergen. Po tylu przebiegniętych kilometrach braki siłowe trzeba było nadrabiać charakterem. A tu Kowalczyk nie ma sobie równych.
Zawodniczka z Kasiny Wielkiej miała co nieco do udowodnienia Bjoergen i ani myślała pozwolić Norweżce na wywalczenie czwartego złotego medalu na tych igrzyskach. Na swoim koronnym dystansie musiała się jej wreszcie odgryźć i powetować sobie niepowodzenia w biegu na 10 km, sprincie i biegu łączonym.
Srebro i brąz nie zadowalał Justyny Kowalczyk, choć przyznawała, że jako sportowiec czuje się spełniona. Ze wszystkich sił chciała jednak zdobyć złoty medal, między innymi dlatego, by zdjąć z Polaków klątwę Wojciecha Fortuny, który w 1972 roku jako jedyny do tej pory polski sportowiec został mistrzem na zimowych igrzyskach.

Do kulminacyjnego punktu tego emocjonującego biegu doszło osiemset metrów przed metą. Przyczajona za plecami Norweżki Justyna Kowalczyk zmieniła tor i niesamowitą pracą rąk zaczęła zdobywać nad rywalką kolejne metry. Bjoergen uczepiła się jednak Kowalczyk i na ostatniej prostej biegły narta w nartę.
Finisz trzymał w napięciu do ostatnich metrów, a nawet ostatnich centymetrów. Polka wpadła na metę ułamki sekundy przed Marit Bjoergen. Była tak wyczerpana, że ręce w geście triumfu uniosła na moment, po czym upadła wyczerpana.
Inna z Polek Kornelia Marek też wspięła się na wyżyny swoich umiejętności i wywalczyła w tym biegu świetne jedenaste miejsce. W sumie mieliśmy cztery Polki w czołowej trzydziestce, bo Sylwia Jaśkowiec była 25., a Paulina Maciuszek 29. Brązową medalistką została Finka Aino Kaisa Saarinen, która dobiegła na metę z ponad minutową stratą do naszej złotej dziewczyny.
