Narty - skionline.pl
Jump to content
  • Wpisy na blogu

    • By Zagronie in Zagronie, wspomnienia 0
      Post 18
      Góry Kardamonowe
      Piątego września
      Pożegnanie z Ryśkiem jest zimne. Robi mnie i Andrzejowi  propozycje, aby z nim się zabrać. Wydaje się mu, że jak ma w kieszeni więcej zielonych i dużo czasu, to każdy ma te same możliwości. Zostaje na razie w Madrasie. Stąd w połowie września ma za sto dolarów zabrać się jakimś niewielkim stateczkiem handlowym do Singapuru. Załatwił sobie to już z kapitanem w porcie. Ma zamiar dotrzeć do Indonezji i wrócić przez Afrykę.
      Też bym tak chciał, gdybym miał dolary, nie pracował w biurze projektów, gdzie łaskawie zgodzono się na urlop bezpłatny, dołożony do zaoszczędzonego normalnego. W kraju została przecież Rysia z trzyletnim Darkiem. Za tysiąc dolarów można by było objechać świat. Do Indonezji statkiem, stamtąd do Japonii też stateczkiem.
      Przeskoczyć Ocean Spokojny do Ameryki. Na towarowym stateczku można coś tam robić, choćby czyścić  i zarobić parę dolarów. W Stanach też można  zarobić parę zielonych, jak twierdza bywalcy i do Europy. Robiłem sobie takie kalkulacje - marzenia w głowie.
      My(Andrzej i ja) natomiast jedziemy do Madurai. Do wagonu wpychamy się z Andrzejem na tak zwanego „chama”, ponieważ nie mamy rezerwacji. Proponują nam wagon typu „open”, (otwarty) - bez potrzeby rezerwacji miejsca do spania. Jest tu tyle ludzi, co śledzi w beczce. W tym klimacie jazda takim wagonem, to dla nas samobójstwo. Szczęściem współpasażerowie są mili i nie protestują, z wyjątkiem jednego typa w dziurawych skarpetkach.
      Pociąg wąskotorowy,  zwany ekspresem  Madras -Trivandrum jedzie przez kraj Tamilów. Na polach ryżowych wre praca. Po ścięciu ryżu zostały suche, twarde rżyska. Pokrywane są wodą, aby rozmiękły. Potem w tej wodzie brodzą  bawoły  ciągnąc swoje sochy. Na karkach rogatych, ciemnych zwierząt - zwanych indyjskim traktorem, zamocowano drewniane jarzmo. Od  którego biegnie do sochy długi mocny drąg. Socha to kawał  spiczastego kloca z zamocowanymi rączkami. Proste to narzędzie nie orze jak pług i nie odwraca skib. Tylko rozrywa namoczone korzenie ryżu i spulchnia ziemię.
      Z sochą mocuje się chudy człowiek, brodząc boso po kolana w błocie. Na innym miejscu, to niby zaorane sochą błoto, jest wygładzane  długą deską, ustawiona na sztorc, którą też ciągną  bawoły. Wyrównane w ten sposób błotko jest pokrywane cienką warstwą wody. Do tej wody kobiety wtykają wcześniej przygotowane sadzonki ryżu. Bardzo egzotycznie i kolorowo to wygląda.
      Ale tylko wygląda. Kilkanaście kobiet w kolorowych sari, z bosymi nogami w błocie, pochylone nad wodą w palącym słońcu, sadzi  to zboże tropików.  Sadzonki spięte w pęczki, roznoszą młodzi chłopcy. Każdą roślinkę należy w określonych odstępach wepchać w błotko ukryte pod wodą. Za rzędem  przesuwających się kobiet rośnie stopniowo zielona ruń, zasadzonego ryżu. Przed nimi jest część dziewiczego poletka czekającego na swoją kolej.
      Tło dla tej grupy barwnych, ciemnych, pochylonych nad wodą  kobiet stanowią zagajniki palm kokosowych i plantacje bananowców.  Jedziemy równolegle do wybrzeża w kierunku przylądka Komorin. Gdzieś tam daleko za cieśniną powinien już być Cejlon.
      Na horyzoncie majaczą Góry Kardamonowe. Nazwa pochodzi od rośliny, która jest znaną przyprawą. Są to góry całkowicie pokryte roślinnością. Sięgają do niecałych trzech kilometrów nad poziomem morza. Żyją w nich, między innymi, tygrysy. Obrazki dokoła  nas, jak z książki o tropikach. Niestety nie wszystko jest książkowo-różowe. Od okna leci gorący wiatr.
      Wieczorem jesteśmy w Madurai.  Przyczepia się do nas chłopak i natrętnie proponuje hotel. Nie chcemy i chodzimy razem z gówniarzem od hotelu do hotelu. Nigdzie nie ma miejsc. Co u licha!? Domyślam się, że szczeniak daje jakieś znaki za naszymi plecami. Go! Zjeżdżaj ! I okazuje się, że w następnym hotelu jest już miejsce. Noc jest gorąca. Madurai to chyba najcieplejsze miejsce na południu Indii. Leży w głębi lądu i nie sięga tutaj wpływ morza.
      6.09
      Z nieba leje się żar. W banku wymieniamy forsę. Niestety nie chcą mi rozmienić przy tym   pięćdziesięciu zielonych na mniejsze banknoty. Mam za duże banknoty i mogą być później  kłopoty w tym sensie, że lepiej jest wymieniać mniejsze sumy, bo kursy się nieco różnią w różnych miejscach.
      Ważniejsze jest jednak to, że lepiej jest mieć przy sobie dolary, niż równowartość miejscowej waluty, mającą za granicą wartość papieru. Rupie są niewymienialne. Dlatego strzeżemy naszych zielonych, jedynego naszego zabezpieczenia. Bez pieniędzy człowiek, szczególnie tu, staje się nikim.
      Po południu zwiedzamy Tirumli Kayah. Pałac pochodzi z siedemnastego wieku. Niezbyt ciekawy. Potem Meenakshi Temple. Świątynia nie jest dziełem sztuki. Ciekawe jest jedynie to, że jest czynna. Wchodzi się do niej przez hall, gdzie jest mnóstwo kramów. Dalej jest basen rytualny. Centralny punkt stanowi sanktuarium, gdzie miejscowa dewotka nie chce nas wpuścić. Jakiś gość interweniuje i możemy spojrzeć do środka.
      W głębi widać posążek Boga a przed nim długi stół. Dłuższą częścią skierowany do wejścia. Wzdłuż jednej dłuższej strony stołu stoją wierni. Po  drugiej  – kapłan z dziwną lampką  wykonujący  jakiś obrzęd, Przechodząc przy tym od jednego Hindusa do drugiego. Przed  wejściem czeka kolejka wiernych. Na wprost wejścia zamknięte ogrodzenie, w środku którego, na małym postumencie znajduje się posążek, jakby małego cielęcia.
      Ten motyw powtarza się prawie we wszystkich świątyniach. Oglądamy małe wewnętrzne kapliczki. Za ogrodzeniem są posążki przybrane szatami. W jednej kaplicy oglądam  bardzo duży posąg. Od  dołu budowa ciała kobiety z dużym gołym biustem i  głową z trąbą słonia, siedzącej na tronie. Wierni przystają i mówią kilka słów modlitwy. W świątyni składa się ofiary. Na  małych, płaskich koszyczkach znajdują się jarzyny, owoce, czy też specjalnie plecione wieńce. Niektóre sanktuaria są puste w środku. Filary ozdabiają maszkarony.
      Bramy wejściowe(Gopuram) są ozdobione  niesamowita ilością rzeźb. Trafiamy na taką bramę już  po restauracji. Posążki są  jaskrawo kolorowe, takie jakie dawniej były na wszystkich  Gopuram. Przedstawiają sceny, których treść jest mi zupełnie nie znana. Aby zorientować w tym wszystkim należałoby skończyć studia, ze specjalnością sztuka Indii. Nieco na ten temat poczytałem, ale to zdecydowanie za mało.  
      Idąc z powrotem do hotelu spotykamy krąg ludzi. W środku człowiek stojący jakby na głowie, tylko jej nie widać, ponieważ do szyji jest zupełnie zakopana w ziemi. Facet klepie się po brzuchu, a towarzystwo dookoła wybucha śmiechem. Wieczorem przez ulicę obok obok hotelu przeciąga mała procesja. Niosą obraz  oświetlony lampą i ubrany kwiatami. Nad obrazem parasol. Obraz poprzedzają osobnicy grający na wydłużonych bębnach. Rytm muzyki jest bardzo interesujący.
      Na kolację spożywamy ananasy. Chyba jeden z lepszych owoców na świecie. To jest bardziej  jarzyna, bo rośnie na polu jak buraki.
      Odjeżdżamy do Trivandrum. Jakoś zdobyło się miejsce do siedzenia, a nawet do spania. Świeci księżyc w pełni. Pociąg jedzie do góry. Przekroczymy  przełęcz w Górach Kardamonowych, zwaną Południową Bramą Indii. 
      Zdjęcia:
      1. Sadzenie ryżu. W tle człowiek z bawołem przygotowuje kolejne poletko do sadzenia.
      2. Bawoły. Rozbawione towarzystwo kobiet na wozie, który ciągną przed światynią bawoły.
      3. Kolory Gopuram. Takimi kolorami szczyciły się wieże po zbudowaniu. Setki lat i intensywne deszcze pozbawiły je kolorów. Tu kolory został odrestaurowane.
      4. Płaskorzeźba. Nie wiem, gdzie zrobiłem to zdjęcie. Sądzę, że gdzieś w świątyni w Madurai.  Płaskorzeźba jest ciekawa, ponieważ przedstawia człowieka z głową knura. Który trzyma na ręce młodą dziewczynę. Druga - niżej  stoi z błagalnym gestem. W środku, u dołu jest być może zrozpaczona matka.
      Notka!
      Kupiłem sobie na koniec pobytu w Deli książeczkę, za równowartość 2,5 $, „Indian Art”. Wydaną przez Fratelli Fabri Editore, Mediolan – 1966 r. I przetłumaczoną w 1972 r na angielski, oraz wydaną przez Octopus Books Limited w Londynie.  Kredowy papier, kolorowe zdjęcia. Obejmuje ona także - Cejlon, Afganistan, Nepal i Tybet, Tajlandię, Birmę i Indonezję. Fajnie się to czyta.
      Historię Indii tworzyli pierwotnie Ariowie(p. post nr 1), potem Persowie, Grecy i wyznawcy Islamu(Mogołowie). Pierwsz wzmianki o cywilizacji w Indiach pochodzą  z czwartego tysiąclecia przed Chrystusem. Rozwinęła się wtedy bardzo zaawansowana cywilizacja w Dolinie Indusu(miasta Harappa i Mohenjo-daro). Która zniknęła nagle po ok. dwu tysiącach lat. Przypuszcza się, że przyczyną mogły być zmiany klimatyczne, na terenie na którym się rozwijała.
      Ariowie opanowali Indie tysiąc pięćset lat przed nową erą. Przynieśli ze sobą ich święte księgi „Wedy”. Które potem tworzyły podstawy Hinduizmu, Buddyzmu i  Dźinizmu(Janism). Pod koniec ostatniego tysiąclecia przed nową erą dynastia Maurjów podporządkowała sobie liczne małe królestwa tego subkontynentu. Maurjowie wyznawali Buddyzm.  I z tego okresu pozostało w Indiach wiele zabytków.
      Hinduizm, którego początki sięgają wierzeń Ariów, nigdy nie zaniknął z kontynentu, tylko był wyznawany przez niższe warstwy społeczne. Kilkaset lat po nowej erze mała, prowicjonalna dynastia Gupta z Biharu opanowała północne i centralne Indie.  Guptowie wyznawali storoindyjską religię, w której główną część oddawano Wisznu, Krysznie i Sziwie. Zaczęły powstawać pierwsze świątynie hinduistyczne.   Buddyzm stopniowo zaczął być wypierany w stronę Himalajów.
      W drugiej połowie, drugiego tysiąclecia po nowej erze północne Indie zostały opanowane przez najeźdzców z północy(Mogołowie), przynoszących islam. Powstały wtedy tak wspaniałe zabytki, jak Tadj Mahal w Agrze.
       




    • By Zagronie in Zagronie, wspomnienia 0
      Post 17
      Kanczipuram
      Czwartego września
      Postanawiamy zwiedzić świątynie w Kanchipuram(Kanczipuram) i okolicy.  Praktycznie można to jedynie zrobić wykupując wycieczkę w  jakimś biurze podróży.  Tak też uczyniliśmy.  Autobus  do Kaczipuram odjechał punktualnie. Jest to jedno z siedmiu świętych miast Indii. Odwiedzenie ich jest marzeniem każdego Hindusa. Najpierw zwiedzamy pierwszą z brzegu  świątynię.
      Wchodzi się na dziedziniec świątyni przez bramę wejściową z wysoką wieżą zwaną Gopuram. Wysoką na kilkadziesiąt metrów wieżę tworzą, kolejne piętra  zapełnione rzeźbami. Takie piętro, ma  jakieś pomieszczenia w środku  i  biegnący dookoła nich  taras, na którym stoją rzeźby. Wyjście na niego odbywa się przez otwór,  ze środka wieży,  widoczny pomiędzy rzeźbami. Tarasy są dosłownie zatłoczone rzeźbami i  kolejne piętra zwężają się w kierunku szczytu wieży, tworząc schodkową piramidę.
      W środku, po przejściu bramy,  jest właściwa świątynia podparta filarami. Każdy filar jest ozdobiony płaskorzeźbą. Centralny punkt świątyni stanowi drzewo Mango, pod którym brał ślub, chyba Wisznu ze swoja wybranką. Jeden z panteonu bogów hinduskich.
      Kapłan zaprasza mnie do obejścia drzewa. Tylko w prawo. W lewo obchodzi się przy pogrzebach. Obchodzę. Daje mi jakąś sadzonkę, pyta o nazwisko, przykłada do głowy czarkę i żąda ofiary. Jest zaskoczony niską kwotą jednego dolara. Obok  jest święty, rytualny basen. Woda w nim jednak nie zachęca do kapieli.
      Następna świątynia jest w podobnym  stylu, tylko znacznie większa. Tu przed nią widzę po raz pierwszy w Indiach słonia. I to świętego, świątynnego. Pomalowany w różne wzory. Jedzie na nim kilka osób.  Obok świątyni stały duże jakby wozy ze szpiczastymi wysokimi dachami. Miały prawdopodobnie jakiś związek z religią, bo wydawały się służyć do niczego.
      Postój na obiad. Obiad, niestety, nie wchodzi w koszty wycieczki, jak w przypadku  Agry. Postanawiam z Andrzejem(Rysiek został w Madrasie) skorzystać z  miejscowej  restauracji dla Hindusów.  Będzie na pewno taniej i  dodatkowo poznamy, jak wygląda taka restauracja.
      Przy wejściu nad korytkiem mamy kilka  kraników z wodą. Można sobie umyć rączki, ale mydło musi być własne. To i tak dużo. Siadamy na drewnianej ławie przy długim stole. Kelner w krótkiej spódniczce, z pod której stercza chude, brązowe, bose nogi,  rozkłada przede nami umyty kawałek liścia bananowca.
      Stos, tych ociekających wodą „talerzy”, piętrzy się przy wejściu. W sporym, metalowym wiadereczku  miał biały, sypki ryż. Nasypuje chochelką  na środku liścia duży, biały stożek. Paruje on i wygląda  bardzo apetycznie.
      Przybiega w spódniczce następny. W naczyńkach, które można nazwać nie dwojaczkami, ale szósteczkami, bo jest sześć takich sklejonych ze sobą czarek ze wspólnym uchem u góry, są różne, kolorowe sosy.
      Hindusi  są jaroszami, więc nie ma tu śladu mięsa. Można sobie było zażyczyć do wyboru dowolny sos - przyprawę. Przy wyborze kierowałem się kolorem. Bardziej mi odpowiadały jaśniejsze barwy. I tak nie wiedziałem, co jest z czego. Polał wybranym przeze mnie kolorami  mój  stożek.
      Hindus je, ugniatając  z  tego stożka palcami kulkę ryżową, która następnie  wkłada do buzi.  Dałoby się i nam tak robić. Potrzeba nieco wprawy. Tylko te obawy? Choroby tropikalne! Tyle się czytało o nich w książkach. Prosimy więc o łyżki. Nie chcą nam dać łyżek. Wreszcie ustępują  i  po zamieszaniu w całej restauracji, przynoszą nam gdzieś  z zaplecza dwie sztuki. Jaki z tego wniosek? Na przyszłość należy nosić własną łyżkę. Smacznie sobie podjedliśmy i tanio.
      Ostatnia miejscowość zwała  się Mahabalipuram. Sławna  ze swych świątyń nadbrzeżnych. Nadbrzeżne, bo położonych blisko morza(Oceanu Indyjskiego). Jedna stała nawet na plaży.  Metoda budowania była prosta. Wybierało się odpowiednią skałę i obkuwało z zewnątrz, aby wyglądała jak świątynia. Wewnątrz  skały wykuwano pomieszczenia. Powstawał więc  kamienny budynek, bez murowania.
      Chodzimy po piasku wokół świątyni. Stoją przy niej rusztowania. Odbywa się tu konserwacja, bo czas jednak robi swoje i kamień jest już z zewnątrz zaokrąglony, rozmyty. Stoi w dodatku tuż przy słonej wodzie oceanu.
      Z kolei oglądamy relief skalny zwany Gangawatarana – zejście Gangesu na ziemię. Jest to ogromna płaskorzeźba. Z prawej strony, u dołu jest grupa słoni. Jeden maleńki stoi pod brzuchem matki. Po skale z płaskorzeźbą chodzą kozy.
      Przenosimy się dalej od brzegu oceanu w miejsce, gdzie stoją kolejne wykute z obłej, dużej skały świątynie,  podobno Durgi i Sziwy. Na  placu obok tych budowli leży sobie duży stos zielonych kokosów.  Faceci sprzedają niedojrzałe kokosy. Mleczko ich gasi dobrze pragnienie. Mają coś w rodzaju krótkich sierpów, a może to forma maczety i zdecydowanym ruchami odcinają koniec. Robią dziurkę, podają i można pić. Smak kokosowego mleczka jest nieokreślony, ale w tym klimacie każdy napój jest dobry.
      W Dehli kupiłem raz orzech dojrzały. Z grubej zielonej skóry, które mają te na stosie, pozostały brązowe jakby włosy. Usunąłem je i dużym scyzorykiem z piłką chciałem się dobrać do środka. Wyjątkowo odporna skorupa. Ale w końcu rozłupałem go i w środku był kokos, w postaci grubej na centymetr białawej masy przylepionej od wewnątrz skorupy. Spróbowałem to jeść. Twardy  i bez specjalnego smaku. Wysuszona masa, ze środku orzecha,  zwana była koprą i wożona do Europy statkami żaglowymi.  
      Zdjęcia:
      1.  Kanczipuram, Gopuram.  Wieża świątynna, zwana Gopuram, lub Gopura. Stawiana na wejściu do świątyni hinduistycznej.
      2. Thiruvannamalai. Świątynia Sziwy w tej miejscowości. Musiałem podejść wyżej, w stronę świętej góry Arunachala, by zrobić to zdjęcie kompleksu świątynnego.  Kompleks zajmuje 10 hektarów, jeden z największych w Indiach. Był budowany między szesnastym a siedemnastym wiekiem. Ma cztery wysokie gopuram, z których największa ma 11 pięter i 66 metrów wysokości.
      3. Szczyt Gopuram_1.  Wykonany przez teleobiektyw. Gopuram nie były prostymi budynkami. Na każdym piętrze był szereg postaci wykonanych jako płaskorzeźba lub prawie rzeźba, związanych z  religią, hinduizmem. 
      4. Szczyt Gopuram_2.  Przykład innego szczytu.
      5. Basen w Arunachalaleshwarar Temple. Taką nazwę nosiła ta świątynia Sziwy. Zawiera wiele osobnych „kaplic”(shrins) poświęconych Sziwie i jego małżonce Parvati.
      6. Byk. Nani. Święty Byk. Umieszczany na fladze wyznawców Boga Sziwy. 
      7. Wozy. Dlatego taka  nazwa? Ponieważ pod tymi szpiczastymi dachami był wózek, na którym się opierały.
      8.  Mahabalipuram. Świątynia nadbrzeżna w tej miescowości. Ósmy wiek.
      9. Mahabalipuram, Gangawatarana. Płaskorzeźba  skalna o wymiarach dziesięć na trzydzieści metrów. Gangawatarana(narodziny Gangesu). Ganges symbolizowała struga wody, płynąca  z góry zagłębieniem(rowkiem) w skale do zbiornika. Wszystkie postacie z lewej  i prawej strony tego zagłębienia skierowane są ku „Gangesowi”.
      10. Słoń. Fragment  Gangawatarana.  Zagłębieniem z lewej strony słonia płynął „Ganges”. W wodzie  pływały „ryby”. Jedna, wyższa, mająca głowę i tułów mężczyzny. Niższa - kobieta. To moja interpretacja. Nie wiem, co by powiedzieli eksperci od hinduizmu.
      11. Rathas_1. Mahabalipuram. Nazwa”Rathas”  oznacza „Ritual Chariots”(Rytualne Wozy).  Wykuwane były ze stojącej skały. I mają trzynaście wieków. Nie wiadomo, czy służyły jako światynie. 
      12. Rathas_2. Tu miałem okazję spróbować mleczka kokosowego.  Sprzedawca przygotował stos zielonych koksów. Przyjechała „wycieczka” z Madrasu, więc ludziom chciało się pić.












  • Albums

  • Tematy z ostanio dodanymi postami

  1. Aktywne Lato

    1. Rowery

      Wszystko o rowerach, trasach rowerowych i sprzęcie

      7.8k
      posts
    2. Rolki

      Rozmawiamy o rolka: o tym gdzie jeździć, jak jeździć, o sprzęcie i technice

      381
      posts
    3. Wypoczynek w górach

      Trekking, wspinaczka, rafting, canyoning. Dyskusje o sprzęcie, trasach i ciekawych miejscach.

      2k
      posts
    4. Wypoczynek nad wodą

      Windserfing, kiting, żeglarstwo, pływanie

      1k
      posts
    5. Bieganie

      Tutaj piszemy o bieganiu

      209
      posts
  2. Ski Gear

    1. Sprzęt narciarski

      Narty, buty, wiązania, odzież, akcesoria

      18.3k
      posts
    2. Dobór sprzętu

      Na czym jeździć, jak zacząć, jak kupować, jak dobierać - porady, pytania, odpowiedzi

      27.3k
      posts
    3. Tuning sprzętu

      Ostrzenie, regeneracja, smarowanie, suszenie, narzędzia, porady

      3.4k
      posts
    4. Testy sprzętu

      Podziel się swoimi uwagami dotyczącymi sprzętu, który używasz.

      3.5k
      posts
    5. Giełda sprzętu narciarskiego

      Kup - Sprzedaj - zamień

      Oferty zawierające tylko odnośnik do portali aukcyjnych będą usuwane!

      4k
      posts
  3. Stacje narciarskie

    1. Polska

      Ośrodki narciarskie w Polsce

      45.3k
      posts
    2. Alpy

      Stacje narciarskie w Alpach - Austria, Francja, Niemcy, Słowenia, Szwajcaria, Włochy

      20.2k
      posts
    3. Słowacja, Czechy

      Stacje narciarskie na Słowacji i w Czechach

      8.3k
      posts
    4. Samochodem na narty

      Jak przygotować auto, jak dojechać, jak przewozić narty, opony, łańcuchy, opłaty, dojazd, informacje, porady

      6k
      posts
    5. Warunki narciarskie - pogoda

      Informacje o warunkach narciarskich, prognozach, pogodzie, wasze obserwacje

      31.2k
      posts
    6. Reszta świata

      Tu wstawiamy informacje o ośrodkach narciarskich "reszty świata"

      1.3k
      posts
  4. Technika jazdy na nartach

    1. Race

      Jazda na bramkach, slalom, gigant, technika, porady

      1.4k
      posts
    2. Carving, funcarving

      Informacje o technice carvingowe - jak zacząć, jak doskonalić, ewolucje

      5.1k
      posts
    3. Freeride, freestyle

      Porady, bezpieczeństwo, technika

      1.6k
      posts
    4. Poczatkujący na nartach

      Informacje, pytania, odpowiedzi dla wszystkich tych, którzy mają pierwszy kontakt z narciarstwem.

      3.7k
      posts
  5. Wyjazdy na narty

    1. 25.1k
      posts
    2. Wolne miejsce w samochodzie

      Jedziesz na narty, masz wolne miejsce w samochodzie lub szukasz transportu? Wpisz propozycję wyjazdu tutaj.

      1.1k
      posts
    3. Wspólne wyjazdy, odstapię kwaterę, szukam kwatery.

      Masz już rezerwację i nie możesz pojechać? Szukasz kogoś na to miejsce? Szukasz kompanów na wspólny wyjazd? Tu wstaw swoją ofertę ofertę (tylko oferty niekomercyjne)
      Ważne! Wstawiając ofertę przedstaw się, napisz kilka słów o osobach które jadą, zainteresowaniach. Oferty w stylu - mam wolne miejsce od - do! Kto jedzie? - będą usuwane!

      4.8k
      posts
  6. Sport

    1. Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...

      Zawody, kalendarz imprez, relacje, wyniki, zapowiedzi

      10.5k
      posts
    2. Zawody dla amatorów

      Informacje, daty, wyniki, relacje ...

      2.4k
      posts
  7. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

    1. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

      Informacje o sprzęcie, technice jazdy, terenach do jazdy

      5.4k
      posts
  8. Pogadajmy

    1. Tematy narciarskie

      Rozmowy na tematy ogólne związane z narciarstwem

      19.9k
      posts
    2. Chcę Wam o tym powiedzieć

      Rozmowy na tematy ważne ... nie związane w narciarstwem.

      28.8k
      posts
  9. Nasze sprawy

    1. Forum info

      Informacje o nowym forum, zasady użytkowania, problemy, opinie ....

      3.8k
      posts
    2. Tematy dot. skionline.pl

      Nowości, problemy, awarie, uwagi, sugestie

      3k
      posts
    3. WZF skionline.pl

      Relacje ze spotkań forumowiczów.

      1.3k
      posts
    4. Konkursy

      Konkursy dla użytkowników forum

      3k
      posts
  10. Stare forum

    1. 14.6k
      posts
    2. 5.1k
      posts
    3. 782
      posts
    4. 1.2k
      posts
    5. Euro 2008

      Wszystko na temat Euro 2008

      177
      posts
    6. Lato 2008

      Wszystko o wypoczynku w lecie

      167
      posts
    7. Olimpiada Pekin 2008

      Rozmawiamy o wydarzeniach związanych z Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie

      100
      posts
Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...