Narty - skionline.pl
Jump to content
  • Wpisy na blogu

    • 0 comments
      Narty na przełęczy San Pellegrino? Czemu nie! Ośrodek narciarski San Pellegrino - Falcade jest jednym z sześciu w dolinie Val di Fassa. Położony wysoko, z doskonałymi trasami oraz wspaniałymi widokami na Dolomity sprawi, że z Twój narciarski urlop będzie udany.
      San Pellegrino, to miejsce dla początkujących, ale także dla wymagających, zaawansowanych narciarzy, na których czeka m.in. La VolatA - czarna trasa pucharu świata.
      Jeżeli wybierasz się w Dolomity, podpowiem Ci jaki skipass należy kupić, aby stoją na nartach lub desce podziwiać wspaniałą panoramę Pala di San Martino.
       
    • 4 comments
      Różowa, piękna Tofana... moim zdaniem z Tofan najładniejsza
      Czy rzeczywiście jest różowa? Tak... gdy pada na nią słońce właśnie ma taką barwę więc nie trudno zgadnąć, że nazwa Rozes pochodzi od specyficznego koloru tej góry.
      @sstar w innym wątku mojego bloga wywołał do tablicy tą górę. On zapamiętał ją jako... niezbyt urodziwą, niezbyt ciekawą do wchodzenia - chyba, że coś pomieszałem?  
      Dla mnie i dla Pauli Tofana di Rozes, to ślicznotka, a sama droga na nią niezwykle ciekawa. Podobnie jak Lagazoi przeorana historią, przeorana wojną.
      Na początku spójrzcie na nią (fotka wykonana w dniu kiedy wchodziliśmy na Tofanę di Mezzo) - czyż nie jest piękna?

      Początek szlaku, podobnie jak w przypadku wspomnianego wyżej, w nawiasie trekkingu, zaczynamy przy Schronisku Dibona.
      Następnie trawersujemy (widać na powyższym zdjęciu doskonale) ścianę różowej piękności ścieżką ciągnącą się w stronę przełęczy Falzarengo.
      W dniu podejścia nad szczytem zawisła chmura.

      Idziemy, idziemy, a z samego rana zero żywego ducha.
      Po ok godzinie dochodzimy do początku ferraty... mijamy go, bo wiem (wcześniej wyczytałem), że gdy pójdziemy odrobinę dalej i lekko w górę, spotkamy mega wojenną ciekawostkę.
      Kompletnie tego nie widać na zewnątrz, co w środku 😮 i jakich gabarytów.
      @JC może Lagazoi, Tofana... rys historyczny, wojenny, to byłby mega ciekawy temat na "Tajemnice Selli" ?
      Proszę... wejście wygląda tak:

      ...z zewnątrz niby jaskinia - ale to tylko ułuda.
      To tunele wydrążone w skale. W czasie I Wojny Światowej toczono tu niezwykle zacięte walki... jak myślicie, kto wygrał i jakie były strony konfliktu?
      Zaraz po wejściu tablica mówiąca nam, co tu się "odwalało"  

      Miejscówka ma naprawdę swój klimat.
      Czuć chłód, czuć specyficzny zapach historii.
      Widok przez "okno" strzelnicze w stronę ośrodka 5 Torri:

      Eksponat:

      Po zwiedzeniu korytarzy, wracamy na szlak. Cofamy się, by dojść do początku ferraty.
      Jest on niezwykły - wchodzimy w kolejny labirynt wojennych korytarzy.
      Na początek drabina podejściowa:

      Cywilizacja turystyczna:

      Otwory strzelnicze na początku dają światło i można normalnie iść.

      Później już nie ma tak łatwo. Trzeba zaświecić czołówkę, bo jest ciemno jak noc.
      Z sufitu kapie woda, jest mroczno i tajemniczo. Korytarze się zwężają i kluczą w skale... ile się tak idzie? Na moje oko co najmniej kilometr, dwa. Wyobraźcie sobie skalę prac, którą tu wykonali żołnierze... a pewnie to tylko niewielka część korytarzy w tej górze, niewielka udostępniona turystom.

      Wychodzimy na zewnątrz i idziemy piarżystym szlakiem trawersując dalej górę. Trzeba bardzo pilnować drogi ponieważ oznaczenia są bardzo sporadyczne i małe w formie niewielkich czerwonych kresek namalowanych farbą na większych kamieniach.

      Kosmiczny klimat...

      Trakt zamienia się powolutku w półkę skalną.
      Urokliwie!

      Gdzieniegdzie pojawiają się ułatwienia... moim zdaniem są one zbędne w wielu fragmentach.

      Dochodzimy do wodospadu - WOW, co za miejsce!

      Od tego punktu zaczyna się zabawa i prawdziwa ferrata  Dużo miejsc (na moje oko, na D).

      Fajnie!

      Po pokonaniu pierwszej, pionowej ścianki wchodzimy na kolejną półkę - trawersujemy ją, z fajną ekspozycją - w bok.
      Dochodzimy do drugiego wodospadu.
      Ten nas nieźle zmoczył. Sporo w nim wody - tuż przy nim nawet nie ma jak wyciągnąć aparatu. Przeciwdeszczówki się przydały.
      Mniej więcej to miejsce (trzeba się mocno przyjrzeć by zobaczyć wodę - ona jest i było jej sporo, na fotce to niewyraźnie wyszło):

      Widoczki się odsłaniają, a my jesteśmy coraz wyżej.

      Po pokonaniu trawersu, kolejny raz wchodzimy w pionową skałę.

      Sporo ułatwień i klamr. Idzie się przyjemnie, a nam towarzyszy duża ekspozycja.

      Chwila odpoczynku i dalej w górę!

      Przyjemnie  

      Uwielbiam spacery ponad chmurami  
      Po kolejnym pionie... trawersy - raz w lewo, raz w prawo...
      Za plecami, od czasu, do czasu - między chmurami, Marmolada.

      Dochodzimy do ostatniego poważnego, moim zdaniem najtrudniejszego fragmentu ferraty.
      Pionowa ścianka, z małą ilością punktów zaczepienia na nogi... z małą ilością dobrych chwytów.
      Było trochę zabawy i adrenalinki  

      Mega, mega fajny fragment z twarzą przytuloną nie raz do przepięknej barwy, skały.
      Ferrata Giovanni Lipella pokonana.
      Wychodzimy na piarżysko kopuły szczytowej. Pół godziny marszu w kamieniach i jest! Szczyt.
      Tofana di Rozes 3225 m n.p.m.

      Na szczycie tradycyjna nagroda - puszka zimnej Coca-Coli, drobne jedzenie, przebranie, kilka fotek i droga w dół.
      Widoczki ze szczytu, to może przesuwających się chmur... (wcześniej na szlaku załapał nas półgodzinny deszcz ze śniegiem):

      Widoki są zachwycające w takiej scenerii i kołderką...

      Jesteśmy między chmurami!

      Wracamy drogą normalną kierując się do schroniska Rifugio Camillo Giussani.
      Docieramy do niego klucząc w skałach i kamiennym piargu po mniej więcej 1,5 godziny.

      Tutaj robimy kolejną przerwę.
      Kawa i coś słodkiego w takich okolicznościach przyrody? Bezcenne.
      Zwiedzamy poniżej schroniska znajdujące się zabudowania i ruiny zabudowań... co tu było? Pewnie pozostałości wojenne, bądź pozostałości po jakiejś starej infrastrukturze turystycznej? Ktoś coś wie na ten temat?
      Dalszy szlak jest łatwy ale niezwykle widowiskowy widokowo.
      Co kilka kroków oglądamy się za siebie.

      Kończymy naszą wyprawę po 8 godzinach i 37 minutach niespiesznej wędrówki i wspinaczki.
      Ślad GPS: Tofana de Rozes 3225 m npm | Hike | Strava
      To był jeden z piękniejszych naszych dni w górach.
      @sstar namawiam do powtórki tego szlaku  my z pewnością kiedyś tu wrócimy.
      Pozdrawiam serdecznie
      Mariusz "marboru"
  • Albums

  • Topics

  1. Pogadajmy

    1. Tematy narciarskie

      Rozmowy na tematy ogólne związane z narciarstwem

      21.2k
      posts
    2. Chcę Wam o tym powiedzieć

      Rozmowy na tematy ważne ... nie związane w narciarstwem.

      29.3k
      posts
  2. Ski Gear

    1. Sprzęt narciarski

      Narty, buty, wiązania, odzież, akcesoria

      19.1k
      posts
    2. Dobór sprzętu

      Na czym jeździć, jak zacząć, jak kupować, jak dobierać - porady, pytania, odpowiedzi

      28.7k
      posts
    3. Tuning sprzętu

      Ostrzenie, regeneracja, smarowanie, suszenie, narzędzia, porady

      3.6k
      posts
    4. Testy sprzętu

      Podziel się swoimi uwagami dotyczącymi sprzętu, który używasz.

      3.7k
      posts
    5. Giełda sprzętu narciarskiego

      Kup - Sprzedaj - zamień

      Oferty zawierające tylko odnośnik do portali aukcyjnych będą usuwane!

      4.5k
      posts
  3. Stacje narciarskie

    1. Polska

      Ośrodki narciarskie w Polsce

      51.8k
      posts
    2. Alpy

      Stacje narciarskie w Alpach - Austria, Francja, Niemcy, Słowenia, Szwajcaria, Włochy

      22.2k
      posts
    3. Słowacja, Czechy

      Stacje narciarskie na Słowacji i w Czechach

      9.9k
      posts
    4. Samochodem na narty

      Jak przygotować auto, jak dojechać, jak przewozić narty, opony, łańcuchy, opłaty, dojazd, informacje, porady

      6.1k
      posts
    5. Warunki narciarskie - pogoda

      Informacje o warunkach narciarskich, prognozach, pogodzie, wasze obserwacje

      37.1k
      posts
    6. Reszta świata

      Tu wstawiamy informacje o ośrodkach narciarskich "reszty świata"

      1.5k
      posts
  4. Technika jazdy na nartach

    1. Race

      Jazda na bramkach, slalom, gigant, technika, porady

      1.6k
      posts
    2. Carving, funcarving

      Informacje o technice carvingowe - jak zacząć, jak doskonalić, ewolucje

      5.4k
      posts
    3. Freeride, freestyle

      Porady, bezpieczeństwo, technika

      1.7k
      posts
    4. Poczatkujący na nartach

      Informacje, pytania, odpowiedzi dla wszystkich tych, którzy mają pierwszy kontakt z narciarstwem.

      4.3k
      posts
  5. Wyjazdy na narty

    1. 27.4k
      posts
    2. Wolne miejsce w samochodzie

      Jedziesz na narty, masz wolne miejsce w samochodzie lub szukasz transportu? Wpisz propozycję wyjazdu tutaj.

      1.2k
      posts
    3. Wspólne wyjazdy, odstapię kwaterę, szukam kwatery.

      Masz już rezerwację i nie możesz pojechać? Szukasz kogoś na to miejsce? Szukasz kompanów na wspólny wyjazd? Tu wstaw swoją ofertę ofertę (tylko oferty niekomercyjne)
      Ważne! Wstawiając ofertę przedstaw się, napisz kilka słów o osobach które jadą, zainteresowaniach. Oferty w stylu - mam wolne miejsce od - do! Kto jedzie? - będą usuwane!

      5.1k
      posts
  6. Sport

    1. Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...

      Zawody, kalendarz imprez, relacje, wyniki, zapowiedzi

      11.2k
      posts
    2. Zawody dla amatorów

      Informacje, daty, wyniki, relacje ...

      2.4k
      posts
  7. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

    1. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

      Informacje o sprzęcie, technice jazdy, terenach do jazdy

      7.6k
      posts
  8. Aktywne Lato

    1. Rowery

      Wszystko o rowerach, trasach rowerowych i sprzęcie

      8.5k
      posts
    2. Rolki

      Rozmawiamy o rolka: o tym gdzie jeździć, jak jeździć, o sprzęcie i technice

      399
      posts
    3. Wypoczynek w górach

      Trekking, wspinaczka, rafting, canyoning. Dyskusje o sprzęcie, trasach i ciekawych miejscach.

      2.3k
      posts
    4. Wypoczynek nad wodą

      Windserfing, kiting, żeglarstwo, pływanie

      1.4k
      posts
    5. Bieganie

      Tutaj piszemy o bieganiu

      236
      posts
  9. Nasze sprawy

    1. Forum info

      Informacje o nowym forum, zasady użytkowania, problemy, opinie ....

      3.9k
      posts
    2. Tematy dot. skionline.pl

      Nowości, problemy, awarie, uwagi, sugestie

      3k
      posts
    3. WZF skionline.pl

      Relacje ze spotkań forumowiczów.

      1.3k
      posts
    4. Konkursy

      Konkursy dla użytkowników forum

      3k
      posts
  10. Stare forum

    1. 14.6k
      posts
    2. 5.1k
      posts
    3. 782
      posts
    4. 1.2k
      posts
    5. Euro 2008

      Wszystko na temat Euro 2008

      177
      posts
    6. Lato 2008

      Wszystko o wypoczynku w lecie

      167
      posts
    7. Olimpiada Pekin 2008

      Rozmawiamy o wydarzeniach związanych z Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie

      100
      posts
  • Blogs

    1. Narty na przełęczy San Pellegrino? Czemu nie! Ośrodek narciarski San Pellegrino - Falcade jest jednym z sześciu w dolinie Val di Fassa. Położony wysoko, z doskonałymi trasami oraz wspaniałymi widokami na Dolomity sprawi, że z Twój narciarski urlop będzie udany.

      San Pellegrino, to miejsce dla początkujących, ale także dla wymagających, zaawansowanych narciarzy, na których czeka m.in. La VolatA - czarna trasa pucharu świata.

      Jeżeli wybierasz się w Dolomity, podpowiem Ci jaki skipass należy kupić, aby stoją na nartach lub desce podziwiać wspaniałą panoramę Pala di San Martino.

       

    2. Różowa, piękna Tofana... moim zdaniem z Tofan najładniejsza :)

      Czy rzeczywiście jest różowa? Tak... gdy pada na nią słońce właśnie ma taką barwę więc nie trudno zgadnąć, że nazwa Rozes pochodzi od specyficznego koloru tej góry.

      @sstar w innym wątku mojego bloga wywołał do tablicy tą górę. On zapamiętał ją jako... niezbyt urodziwą, niezbyt ciekawą do wchodzenia - chyba, że coś pomieszałem? :D 

      Dla mnie i dla Pauli Tofana di Rozes, to ślicznotka, a sama droga na nią niezwykle ciekawa. Podobnie jak Lagazoi przeorana historią, przeorana wojną.

      Na początku spójrzcie na nią (fotka wykonana w dniu kiedy wchodziliśmy na Tofanę di Mezzo) - czyż nie jest piękna?

      DiRoses.thumb.jpeg.df82789b71579866571243118562aa99.jpeg.900ef06a07aa0192f3060464add61b09.jpeg

      Początek szlaku, podobnie jak w przypadku wspomnianego wyżej, w nawiasie trekkingu, zaczynamy przy Schronisku Dibona.

      Następnie trawersujemy (widać na powyższym zdjęciu doskonale) ścianę różowej piękności ścieżką ciągnącą się w stronę przełęczy Falzarengo.

      W dniu podejścia nad szczytem zawisła chmura.

      1.thumb.jpg.ddcc15cc9419c2705749eca56ab6b931.jpg

      Idziemy, idziemy, a z samego rana zero żywego ducha.

      Po ok godzinie dochodzimy do początku ferraty... mijamy go, bo wiem (wcześniej wyczytałem), że gdy pójdziemy odrobinę dalej i lekko w górę, spotkamy mega wojenną ciekawostkę.

      Kompletnie tego nie widać na zewnątrz, co w środku 😮 i jakich gabarytów.

      @JC może Lagazoi, Tofana... rys historyczny, wojenny, to byłby mega ciekawy temat na "Tajemnice Selli" ?

      Proszę... wejście wygląda tak:

      2.thumb.jpeg.1808cb3a18f16d929f23491f21fc760f.jpeg

      ...z zewnątrz niby jaskinia - ale to tylko ułuda.

      To tunele wydrążone w skale. W czasie I Wojny Światowej toczono tu niezwykle zacięte walki... jak myślicie, kto wygrał i jakie były strony konfliktu?

      Zaraz po wejściu tablica mówiąca nam, co tu się "odwalało" ;) 

      3.thumb.jpeg.ec6fc8b3d65632f7a2d610a0c59dcf27.jpeg

      Miejscówka ma naprawdę swój klimat.

      Czuć chłód, czuć specyficzny zapach historii.

      Widok przez "okno" strzelnicze w stronę ośrodka 5 Torri:

      4.thumb.jpeg.45ec6bde6d4328c590aa68dd7b540bd5.jpeg

      Eksponat:

      5.thumb.jpeg.ba2d3f5c1fa5ad1dbedcab09f33eb9cb.jpeg

      Po zwiedzeniu korytarzy, wracamy na szlak. Cofamy się, by dojść do początku ferraty.

      Jest on niezwykły - wchodzimy w kolejny labirynt wojennych korytarzy.

      Na początek drabina podejściowa:

      6.thumb.jpeg.5cf4418d48225b3fff65f1ad6c1a0829.jpeg

      Cywilizacja turystyczna:

      7.thumb.jpg.9353ca42eb35bb704a558a4b3df501b8.jpg

      Otwory strzelnicze na początku dają światło i można normalnie iść.

      8.thumb.jpeg.a2b637aaffa77a120145f58738c36ceb.jpeg

      Później już nie ma tak łatwo. Trzeba zaświecić czołówkę, bo jest ciemno jak noc.

      Z sufitu kapie woda, jest mroczno i tajemniczo. Korytarze się zwężają i kluczą w skale... ile się tak idzie? Na moje oko co najmniej kilometr, dwa. Wyobraźcie sobie skalę prac, którą tu wykonali żołnierze... a pewnie to tylko niewielka część korytarzy w tej górze, niewielka udostępniona turystom.

      9.thumb.jpeg.cd703862355244d8f5f6693dda8980a2.jpeg

      Wychodzimy na zewnątrz i idziemy piarżystym szlakiem trawersując dalej górę. Trzeba bardzo pilnować drogi ponieważ oznaczenia są bardzo sporadyczne i małe w formie niewielkich czerwonych kresek namalowanych farbą na większych kamieniach.

      10.thumb.jpeg.9a9cd8f1a7651cfc0bb92c342fe1f44c.jpeg

      Kosmiczny klimat...

      13.thumb.jpeg.a434b50868be869ca93eeee1559d6102.jpeg

      Trakt zamienia się powolutku w półkę skalną.

      Urokliwie!

      11.thumb.jpeg.3e9a69042ad23a23e16c3a1e803d063c.jpeg

      Gdzieniegdzie pojawiają się ułatwienia... moim zdaniem są one zbędne w wielu fragmentach.

      12.thumb.jpeg.0ea634fd3e2d21eae757a5af68124da7.jpeg

      Dochodzimy do wodospadu - WOW, co za miejsce!

      14.thumb.jpeg.4e80942b776ef9c0d1f3cbcf87c46be7.jpeg

      Od tego punktu zaczyna się zabawa i prawdziwa ferrata :) Dużo miejsc (na moje oko, na D).

      15.thumb.jpeg.322fb48dbad6c318c5d7a3980a2a622f.jpeg

      Fajnie!

      16.thumb.jpeg.81e72190db2dc06874c49f8b35c61bcc.jpeg

      Po pokonaniu pierwszej, pionowej ścianki wchodzimy na kolejną półkę - trawersujemy ją, z fajną ekspozycją - w bok.

      Dochodzimy do drugiego wodospadu.

      Ten nas nieźle zmoczył. Sporo w nim wody - tuż przy nim nawet nie ma jak wyciągnąć aparatu. Przeciwdeszczówki się przydały.

      Mniej więcej to miejsce (trzeba się mocno przyjrzeć by zobaczyć wodę - ona jest i było jej sporo, na fotce to niewyraźnie wyszło):

      17.thumb.jpg.129e94dc9c1e98e87b9eb38a96af4a50.jpg

      Widoczki się odsłaniają, a my jesteśmy coraz wyżej.

      18.thumb.jpg.dc933681c3ef1b9260d345927785ac71.jpg

      Po pokonaniu trawersu, kolejny raz wchodzimy w pionową skałę.

      19.thumb.jpeg.3a6565ef98f19e3722319ee4f09b1f18.jpeg

      Sporo ułatwień i klamr. Idzie się przyjemnie, a nam towarzyszy duża ekspozycja.

      20.thumb.jpeg.ef23884fa828f6c34b0cff8c18d92521.jpeg

      Chwila odpoczynku i dalej w górę!

      21.thumb.jpeg.8b9462df1e3720e24048e34afafe8f40.jpeg

      Przyjemnie :) 

      22.thumb.jpg.7d7e46025d6f944b250c410332966619.jpg

      Uwielbiam spacery ponad chmurami :) 

      Po kolejnym pionie... trawersy - raz w lewo, raz w prawo...

      Za plecami, od czasu, do czasu - między chmurami, Marmolada.

      23.thumb.jpg.8db72e9a568da0636f79aa62cefe0b29.jpg

      Dochodzimy do ostatniego poważnego, moim zdaniem najtrudniejszego fragmentu ferraty.

      Pionowa ścianka, z małą ilością punktów zaczepienia na nogi... z małą ilością dobrych chwytów.

      Było trochę zabawy i adrenalinki :) 

      24.thumb.jpeg.441455ab3072560430958befaf5a8eaf.jpeg

      Mega, mega fajny fragment z twarzą przytuloną nie raz do przepięknej barwy, skały.

      Ferrata Giovanni Lipella pokonana.

      Wychodzimy na piarżysko kopuły szczytowej. Pół godziny marszu w kamieniach i jest! Szczyt.

      Tofana di Rozes 3225 m n.p.m.

      25.thumb.jpeg.278a560e6d95b3a158cab0423fe7074d.jpeg

      Na szczycie tradycyjna nagroda - puszka zimnej Coca-Coli, drobne jedzenie, przebranie, kilka fotek i droga w dół.

      Widoczki ze szczytu, to może przesuwających się chmur... (wcześniej na szlaku załapał nas półgodzinny deszcz ze śniegiem):

      26.thumb.jpg.a83dfa0ae3f4b77112da5b02f7396fd0.jpg

      Widoki są zachwycające w takiej scenerii i kołderką...

      27.thumb.jpg.2e82bb9bfcc4970a5ab617aeff05e5c9.jpg

      Jesteśmy między chmurami!

      28.thumb.jpeg.8aa4e7ccd393427fe95e436cfb30cd34.jpeg

      Wracamy drogą normalną kierując się do schroniska Rifugio Camillo Giussani.

      Docieramy do niego klucząc w skałach i kamiennym piargu po mniej więcej 1,5 godziny.

      29.thumb.jpg.bbe9d54f6d57d2aa87047fe64345e2aa.jpg

      Tutaj robimy kolejną przerwę.

      Kawa i coś słodkiego w takich okolicznościach przyrody? Bezcenne.

      Zwiedzamy poniżej schroniska znajdujące się zabudowania i ruiny zabudowań... co tu było? Pewnie pozostałości wojenne, bądź pozostałości po jakiejś starej infrastrukturze turystycznej? Ktoś coś wie na ten temat?

      Dalszy szlak jest łatwy ale niezwykle widowiskowy widokowo.

      Co kilka kroków oglądamy się za siebie.

      30.thumb.jpg.55522d5622916ecf437fdce8789868d4.jpg

      Kończymy naszą wyprawę po 8 godzinach i 37 minutach niespiesznej wędrówki i wspinaczki.

      Ślad GPS: Tofana de Rozes 3225 m npm | Hike | Strava

      To był jeden z piękniejszych naszych dni w górach.

      @sstar namawiam do powtórki tego szlaku :) my z pewnością kiedyś tu wrócimy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Mariusz "marboru"

    3. Dwa dni tegorocznej majówki spędziłam na trekkingu w słowackich górach, w niewielkim paśmie Gór Choczańskich, wciśniętych pomiędzy Tatry Zachodnie, Jezioro Liptowskie i Małą Fatrę. W przeciwieństwie do bardziej znanych sąsiadów nie ma tutaj parku narodowego, tak więc szlaki dostępne są cały rok, a nie od połowy czerwca - jak w Tatrach. Pomimo tego i pomimo bliskości polskiej granicy nawet w długi, słoneczny weekend nie było tutaj tłumów. Zapraszam na krótką relację z rodzinnej wycieczki:

      Wielki Chocz (1608 m npm.)

      Podobno z tego szczytu, dającego nazwę całemu masywowi, są najlepsze panoramy w całej Słowacji. Postanowiliśmy to sprawdzić w słoneczny poniedziałek, 1 maja. Na Chocz prowadzi gwiaździście kilka szlaków z różnych miejscowości. Najkrótszy i chyba najpopularniejszy jest niebieski, od zachodu - z wioski Valaska Dubova. My wybraliśmy trasę z północy, od strony Jasenovej, bo można zaliczyć pętlę (a właściwie ósemkę) z połączenia szlaków czerwonego i zielonego (do Dolnego Kubina). Możliwe - choć dłuższe - jest również dojście od południa szlakami z Likavki, Rużomberoka i Liskovej, a także od wschodu - z miejscowości Lucky. 

      IMG_20230501_104907.thumb.jpg.57eab68e71e31dd1ccb213739db48156.jpg

      Jak widać - do pokonania jest ponad 1000 m przewyższenia i to przez większość czasu - stromym podejściem, a potem - takimż zejściem. A oto i bohater dnia:

      314103976_IMG_20230501_105734(1).thumb.jpg.8e5f42bde58ad7258483d2e8a2d4fdc0.jpg

      Początkowy fragment szlaku prowadzi przez błotniste leśne drogi wzgórza Bralo, widocznego na pierwszym planie, potem wychodzimy na planinę, a następnie zaczyna się ostre podejście już w granicach rezerwatu przyrody.

      IMG_20230501_114759.thumb.jpg.29d24176508a276523f98581b93438a3.jpg

      Trudy podejścia wynagradzają nam krokusowe łąki - tam, gdzie tylko zejdzie śnieg, pojawia się zaraz liliowy kobierzec.

      IMG_20230501_131429.thumb.jpg.7634ad5c2756574e054c2c0f6270f4e5.jpg

      IMG_20230501_131342.thumb.jpg.8a94f7efeb49acf617a9a4a33b15d5ab.jpg

      Śniegu na szlaku jest jeszcze sporo - powyżej 1200 m npm. Niektórzy idą nawet w raczkach - niegłupi pomysł. Mnie z konieczności muszą wystarczyć górskie buty.

      IMG_20230501_133425.thumb.jpg.7e8dd46b18a44b207d4325f724112c53.jpg

      Za to im wyżej, tym lepsze rozpościerają się widoki, jak na przykład tutaj - na Małą Fatrę:

      IMG_20230501_140514.thumb.jpg.254b23f5842066e2eb659fb9cf42094d.jpg

      Ostatni fragment szlaku ubezpieczony jest łańcuchami, choć tak naprawdę nie są potrzebne, bo wejście po skałkach nie jest trudne. Na szczycie zaskoczył nas niezły tłumek ludzi.

      IMG_20230501_142822.thumb.jpg.a62addfc3e9baf9dbb3ddf775b7373fe.jpg

      IMG_20230501_142441.thumb.jpg.47a016a695029245874f2afc8508a2dd.jpg

      Ale widoki faktycznie super:

      IMG_20230501_142515.thumb.jpg.1c6a63903f008251b86e9e8edcd62d15.jpg

      Schodzimy zielonym szlakiem, tzw. letnią drogą. Śniegu tutaj faktycznie jakby trochę mniej. Z widokiem na Wielką Fatrę:

      IMG_20230501_151905.thumb.jpg.c9171d032869d3a95025762ee11c9e7c.jpg

      IMG_20230501_153532.thumb.jpg.18b38a84fc46cdb09ef80ee8bf0b79ce.jpg

      Stredna Polana - to tutaj odbija niebieski szlak do Valaski Dubovej. My kontynuujemy zejście szlakiem zielonym.

      IMG_20230501_153411.thumb.jpg.b96083e5b2e739926de16e3d04474171.jpg

      Po łagodniejszym fragmencie do polany Drapać zaczyna się długie, bardzo strome zejście wąską i krętą ścieżką przez las mieszany. Odzywają mi się kolana - z dezaprobatą. 

      Chwila relaksu po zejściu na polanę Zasadce:

      IMG_20230501_163704.thumb.jpg.bfc44e9c2e1777e6684747794aa694e6.jpg

      Ostatni fragment to wędrówka szlakiem zielonym, a potem polną drogą bez szlaku do Jasenovej, z widokami na okoliczne wzgórza i formacje skalne. Na kolejnym zdjęciu - Ostra i Tępa Skała koło Vysnego Kubina, a w oddali ośrodek narciarski Kubinska Hola (chyba?):

      IMG_20230501_165432.thumb.jpg.dbe10f8628835b9acf03bfe11f937d64.jpg

      Około siedemnastej docieramy do punktu wyjścia. Zasłużyliśmy na dobry obiad - a że na trasie na Wielki Chocz nie ma żadnych schronisk czy kiosków z gastronomią, lądujemy w Valasce Dubovej w Janosikowej Karczmie na pysznej pizzy. Polecam.

      IMG-20230501-WA0011.jpg.edbe24c22218fc79a558e4cd7332579a.jpg

      [cdn.]

       

    4. Zagronie
      Latest Entry

       

      Post 26

      Baku, Kijów

      Dwudziestego trzeciego września

      Rano lecimy do Baku. Samolot jest już znacznie większy.  Odrzutowiec TU-135. Pogoda kiepska. Widać z góry szare pustynie, potem pojawia się morze. A na nim wieże naftowe. Morze Kaspijskie jest płytkie. Pomiędzy wieżami biegną nad wodą pomosty. Wież przybywa, jest ich coraz więcej, lepiej też już widocznych, bo samolot schodzi w dół. Pomostów też przybywa. W wodzie stoi już cały las wież. Widać Baku. Plątanina pomostów dąży w kierunku miasta. Lądujemy.

      Po obu stronach drogi z lotniska do miasta wieże i rury do transportu ropy.  Biegnące po ziemi we wszystkich możliwych kierunkach. Jesteśmy w Baku. Idziemy spacerkiem nad morze. Ładna zatoka i przyjemny bulwar z restauracyjkami.

      Mamy nieco miejscowego grosza, po udanym handlu. Herbatę podają tu z dużych samowarów.  Trochę na sposób afgański. Dostaje się duży, ceramiczny czajnik herbaty i do tego szklaneczkę. Na spodku leżą kawałki cukru, które się ssie, popijając ze szklaneczki gorącą, gorzką herbatą.

      Ma tu być ładne stare miasto. Zobaczymy więc, jak to jest w praktyce. Już nieco się naciąłem na Samarkandzie. Orbis organizował tam wycieczki i pisano dużo u nas, jaka tam jest  egzotyka i wspaniałe zabytki. W czasie powrotu z  Hindukuszu nieco sobie tam pospacerowałem. Z dużym jednak rozczarowaniem.

      Widzimy mury miejskie Baku. Od trzynastego do dziewiętnastego wieku. Dość prymitywnie to tu restaurują. Stare miasto jest wewnątrz nich.  Wąskie uliczki. Meczet. Jakieś fragmenty dworu Szirwanszacha. Zdaje się szesnasty wiek. Nic specjalnie ciekawego. Może już jestem zepsuty po Iranie i Indiach.

      Hotel jest najbardziej luksusowy, jaki  mamy w  ZSSR, ale otrzymany po małej awanturze. Jest telewizor. Niestety, tak jak w Taszkiencie - zepsuty. Łazienka nieco zdewastowana. Ale za  to z gorącą wodą.

      24.09.

      Lecimy dziś do Kijowa. Wczoraj w Inturiście,  przy kupnie biletu lotniczego, wyrażono wielkie zdziwienie. Skąd my znaleźliśmy się w Baku? Nie mieliśmy prawa tu być!  Z Termezu powinno się nas było wyekspediować najkrótszą drogą do Polski.

      A mnie chodziło po głowie, że mając sporo rubli jak na mnie, moglibyśmy ewentualnie polecieć sobie do Irkucka i zobaczyć Bajkał. Jedno z moich marzeń. Zarzuciłem tą myśl, bo nie chciałem stresować żony, dodatkowym opóźnieniem i niewiedzą, gdzie jestem. I tak była wystarczająco zestresowana moich wyjazdem do Indii. Wiedziała przecież z praktyki w Iranie, jakich niespodzianek można się spodziewać w czasie takich wojaży jak nasze. Teraz wiedziała, że już wracam do domu. Pisałem kartkę o przewidywanej trasie powrotu.

      Teraz tu w Baku było już wiadomo, że nad żaden Bajkał byśmy nie polecieli. Nie sprzedano by nam biletów. Kasjerka na lotnisku w dalekim Termezie była zdaje się nie bardzo gramotna  i nie powinna nam była sprzedać lotu do Baku, Tylko wprost do Kijowa przez Taszkient. No więc musieli z konieczności nam załatwić jak najszybciej lot do Kijowa, by „inostrańcy” nie włóczyli się po terytorium bratniego kraju.

      Lecimy razem z jakąś polską wycieczką starszych pań, które tu węszą za złotem. My też powęszymy. Bo co robić z rublami, które kupiliśmy za dolary, w pośredni sposób, poprzez chusteczki dla Uzbeczek?  Kupimy złoto czternastokaratowe, bo tylko takie tu sprzedają  i sprzeda się go u nas u Jubilera.

      W sumie cała operacja, biorąc u nas czarnorynkowy kurs zielonego, daje pewne dobre przebicie. Musimy sobie, jak jest okazja, powetować nieco straty, poniesione w Indiach przez głupią żądzę przygody. Nie lepiej to byłoby siedzieć w domu i ciułać na samochód?  Podliczając te kilka eskapad - do Iranu, Afganistanu i Indii zebrałoby się może na jakąś, giełdową Skodę.

      Samolot znów inny. Tym razem Ił-18. Turboodrzutowy. Mam szczęście. Znowu mam miejsce przy oknie. I to właściwej strony. Czteromotorowy. Spoglądam przez okienko na skrzydło z przyczepionymi dwoma potężnymi silnikami. Każdy ma  ogromne śmigło z czterema łopatami.  Nagle łopaty skrajnego silnika zaczęły się pomału obracać. Szybkość ich wzrosła i z silnika buchnął bury dym.

      Silnik zaskoczył. Obroty śmigieł  gwałtownie wzrosły. Już nie było widać pojedynczych obracających się łopat, tylko lekko drgające w miejscu śmigieł  powietrzne koło. Silnik grzmiał. Przyszła potem kolej na  następny, a  z drugiej strony na  pozostałe dwa. Koncert czterech potworów zagłuszał wszystko. Samolot drgał. Po uniesieniu się powietrze drgawki ustały, ale huk i wirujące koła za oknem pozostały.

      Lecimy najpierw na północ, omijając łańcuch Kaukazu, od strony Morza Kaspijskiego, a potem wzdłuż tego łańcucha na zachód. Właściwa strona dla mnie jest ta, z której widać góry. Oglądam wspaniałą panoramę  ośnieżonych gór. Wprawdzie trochę daleko, ale widać nieźle.

      Nie leci też tak wysoko, jak duże odrzutowce. Wysokość gór wzrasta. Widać jakąś dużą grupę. Może to Uszba? Opisywana często w literaturze górskiej zalodzona grupa górska w Kaukazie.

      Potem widać potężny, dwuwierzchołkowy szczyt o łagodnych stokach. Wiem doskonale jak się nazywa - Elbrus. Najwyższy szczyt Kaukazu. Też podobno wygasły wulkan jak Demawend w Elbursie. Zaledwie niższy do niego tylko kilkadziesiąt metrów. Ale za to potężnie zalodzony. Tylko to on może być. Widać doskonale przełączkę między szczytami. Po minięciu tej góry samolot bierze zwrot na północ i Kaukaz znika. Widok był wspaniały. Białe chmury w dole i białe góry na horyzoncie. Kończy się moja indyjska przygoda.

      Epilog

      Co mi pozostało w pamięci po poznaniu Indii? Zaledwie po ich dotknięciu, a raczej muśnięciu. Pozostała wdzięczność Stwórcy, że się urodziłem w Polsce, a nie w Indiach! Byłem wykształcony, miałem pracę. Mieliśmy mieszkanie M-4 i telewizor czarno-biały. Wprawdzie się często psuł, ale zawsze udawało mi się go naprawić. Mieliśmy syna i nawet nowy samochód  Syrenę.

      W niedzielę, a potem nawet w sobotę, bo Gierek pozwolił na sześć wolnych sobót w roku, jechaliśmy do Okocimia, gdzie mama spędzała z moją siostrą wakacje. W zimie były wypady na narty. Byłem szczęściarzem życiowym. Spłynął na mnie ogromny spokój. Nasze polskie problemy były jakieś małe, nikłe, bez porównania w stosunku do tego, co tam zobaczyłem.

      Ceny

      Termez - 5 rubli za przewóz kutrem po Amudarii do Ajratanu w Afganistanie.

      ● Afganistan

      Ajratan - Mazar-i Szerif - 30 Afs(afgani-waluta w Afganistanie).

      Hotel w Mazar-i Szerif – 30 do 60 Afs.

      Mazar-i Szerif – Kabul(ok. 600 km) - wynajęta taksówka – 100 Afs plus bagaż(pow. 20 kg – 15 Afs za 7 kg).

      Hotel w Kabulu - 25 Afs(Friends Hotel – Shar-I Nau).

      Kabul – Peszawar(ok. 500 km) - 100 Afs, plus opłata za bagaż jak z Mazar-i Szerif.

      Wymiana: 1$ = 43 do 45 Afs

      ● Pakistan

      Peszawar Hotel, ok. 5 Rp(rupii pakistańskich).

      Peszawar – Lahore – 25 Rp autobus(może wrosnąć do 40 Rp – zależnie od pojazdu).

      Hotel w Lahore – 6 Rp.

      Lahore – Amritsar – pociąg - ok. 6  Rp.

      Wymiana 1 $ = 9,5 Rp

      ● Indie

      Przelicznik; 1 $ = 8,7 R .W niektórych rejonach Indii  dawano za dolara nieco ponad 9 R

      Amritsar – Deli – pociąg - ok. 26 R(rupii indyjskich).

      Hotel(w stylu indyjskim) w Deli – 2 do 10 R.

      Deli – Chandigarth – pociąg (266 km)- 18 R.

      Chandigarth – Manali –autobus(300 km) - 23 R, plus bagaż.

      Manali – Hotel – 6 R.

      Manali – Keylong – Darcha (170 km)– 13 R.

      Hotel w Keylong – 3 R.

      Kulis – 25 do 30 R na dzień do 30 kg.

      Koń(muł) – średnio 25 R na dzień – 60 kg.

      Pociąg na trasie Dehli – Madras – Trivandrum – Bangalore – Bombay – Janhsi  - Dehli- 7500 km. Bilet specjalny zakupiony w Boroda House p. 35. Tzw. circular ticket – 196,9 R.

      Ceny autobusów – średnio- ok. 6 do 8 R za 100 km.

      Ceny pociągów – 40 R za 1000 km(2 klasa-sypialny), plus opłata za rezerwację miejsca 5,5 R

      Autobusy miejskie 30 pesa(z podziału rupii na 100 części).

      Potrawy w Indiach

      Mutton biriyani – ryż z baraniną(kawałkami), cebulką i kapustą – smaczny.

      Reis biriyani – ryż po wegetariańsku do tego 4 do 6 różnych bardzo ostrych sosów - podawany na południu Indii.

      Porotta albo Barotta – bardzo smaczne placuszki o różnych wymiarach, zależnie od okolicy – spotykane tylko na południu.

      Puri – też smaczne placuszki o dość różnej konsystencji – sprzedawane na północy.

      Placuszki z ryżu(południe) – niezbyt smaczne.

      Czapati(Chapati) – placki z mąki i wody, cienkie i o smaku przypieczonego ciasta na makaron – północ kraju.

      Jajka – sadzone, gotowane, omlet.

      Ryba z curry, ryba pieczona – południe, wybrzeże.

      Napoje

      Herbata z mlekiem – całe Indie

      Kawa(naturalna) z mlekiem – więcej na południu, gdzie jest tańsza od herbaty z mlekiem

      Mleko słodzone(bawolic, kozie)

      Napoje butelkowane – cola, fanta, woda sodowa i jeszcze inne – raczej słodkie

      Owoce

      Piru – owoc podobny do jabłka, ale smaku bliżej nieokreślonym, smak może pośredni między papierówką a dynią

      Ananas

      Orzech koksowy – dojrzały posiada mało mleczka a dużo miąższu. Niedojrzały gasi dobrze pragnienie. Zawiera ok. trzy czwarte szklanki mleczka. Są z grubsza biorąc - podłużny i podobny kształtem do orzecha laskowego – tylko b. duży.

      Banany – duże i małe żółte, zielone, czerwono-brązowe.

      Jabłka – tylko północ.

      Gruszka-jabłko? – smak podobny do gruszki.

      Mango – sezon lipiec, sierpień.

      Pomarańcze – mało soczyste i smaku gorszym od tych kupowanych w naszym kraju.

      Cytryny – malutkie z cienką skórką(limonki).

      Japoński owoc – czerwony, podobny do pomidora o zwartym miąższu. Zatyka jak niedobra gruszka.

      Winogrona.

       

                                                                                                                              

       

       

    5. Dłuższą chwilę mnie nie było na forum, ale wracam z relacją z wczorajszej wycieczki.

      Ostatni wyjazd w góry był w maju, tęskniłam strasznie za Tatrami, i już na prawdę stawałam na głowie żeby udało się zgrać dzień wolny z ładną pogodą. Obserwacja prognozy od kilku tygodni, trasa obmyślana jakiś czas temu i w końcu udało się - niedziela powinna być ok. Bałam się, że niedziela  w Tatrach to zły pomysł, ale z tego co zauważyłam to Tatry Zachodnie nie są aż tak oblegane jak Morskie Oko, Giewont czy inny Kasprowy. No więc tak: piątek i sobota 12 h w pracy na nogach, a w niedzielę pobudka o 4 i w drogę.... :)

      Wracając z pracy w piątek po 21 coś zaczęło piszczeć w aucie-koniec klocków. no po prostu swietnie....i po wyjezdzie sobie myślę. Na szczęście Miśkowi udało się jakieś znaleźć w garażu i w nocy zmieniał ....Pobudka o 4, zbieramy się, pakujemy rowery do auta - nie możemy znaleźć śruby od koła....dobra udało się, coś wymyślił :D Pogoda jakaś dziwna się wydaje, ale jeszcze słońce nie wzeszło więc mam nadzieję, że jednak będzie ładnie....jedziemy, coś chmury nad tymi Tatrami Zachodnimi. Misiek już zły bo to wygląda na burzowe chmury.....zaczęło padać po drodze, no po prostu myślałam, że zwariuje.....zaczyna wiać...no ale cóż, dojechaliśmy, pogoda się uspokoiła, ale dalej pochmurno, będzie co bedzie, nic nie poradzimy. Plan był, że dojeżdzamy rowerami do polany Trzydniowki, idziemy dalej z buta dalej w stronę schroniska, odbijamy w lewo na szlak papieski i tamtędy na Trzydniowiański i wracamy na Polanę Trzydniówkę od razu do rowerów i wracamy. No  i dobra, wysiadamy z auta, rowery przygotowane, Mikołaj chce dopompować powietrza, a tu powietrze zeszło całkowicie i nie chce się ruszyc.......no wszystkie znaki mówią zeby odpuscić.....w koncu jego rower został w aucie, a my wypozyczylismy rower z wypozyczalni.  Oczywiscie dokument tozsamosci został w aucie, dobrze ze ja mialam swój chociaz :P No dobra, ruszamy... dojechaliśmy do miejsca gdzie mamy zostawić rowery, i ruszamy dalej z buta, zaczyna padać....no świetnie. Nad Wołowcem widac ciemne szare ciężkie chmury, no jak nic na burzę....ja juz załamana i wkurzona...nie wiemy co robić, najrozsądniej byłoby wrócić, ale żal....na chwilę schowalismy się od deszczu pod drzewami....po jakims czasie przestalo padać, poszlismy w strone schroniska, Misiek jest za tym zeby wracac, albo dojsc do schroniska i wracac, ja stwierdziłam, że moze przeczekamy bo z drugiej strony powoli było widac słonce...w końcu doszliśmy do schroniska na Polanie Chochołowskiej. tam posiedzieliśmy, zaczeło wychodzic słonce, ale przy wysokosci ok 2000 m n.p.m. widać bylo chmury....po wielu dylematach Misiek mowi ze nigdzie nie idzie wyzej, wracamy, moze przejdzie moze nie, bezpieczniej zawrocic-wiedzialam ze ma rację, ale jednak mialam nadzieje, że sie rozpogodzi i ze pojdziemy. dobra, posiedzielismy jeszcze kolo wypasu owiec, zaczelo sie robić coraz ładniej, było ju z kolo 10.00 wiec dosc pozno, plan był inny, ale co zrobić. dobra, w koncu Misiek uległ i poszlismy na góre :D Na początku szlak był dość łagodny i szło się całkiem przyjemnie, słoneczko świeciło, wiał ciepły wiatr, raczej płasko niż mocno pod górę. Dopiero później szlak zaczął się piąć mocniej do góry, temperatura też robila swoje i mielismy coraz mniej sił. Podejscie na samą górę już w ogóle dało na w d....nogi :P masakra, ja już ledwo miałam siłe iść, a nie wiem jak Misiek doczołgał się do mnie haha co prawda został w tyle, a ja poszłam już sama na szczyt żeby odpocząć i zjeść :) Przed wyjazdem myślałam, czy nie zahaczyć o Kończysty Wierch jeszcze- to już tylko godzinka z trzydniowiańskiego, ale odpuscilismy. Może gdyby była wczesniejsza godzina to byśmy się zdecydowali, ale tak to odpuścilismy, poza tym na prawde byliśmy wypruci :P

      Na gorze odpoczęlismy, napatrzyliśmy się na przepiękne widoki i ruszylismy w dół Krowim Żlebem-cieszę się że taki kierunek wybrałam, bo zejście było dośc strome, dało nam też popalic, ale chyba jednak wolałam schodzić tędy bo jakbym miała wchodzic pod górę tak stromo to bym umarła w polowie drogi chyba haha. Z drugiej strony niby jakbym miala to strome podejscie za sobą to pytam tylko lżej by mi się schodziło tamtym szlakiem, sama nie wiem co lepsze, ale i tak i tak dałoby w kość:P po  dość długim schodzeniu, moje kolana i ścięgna miały już serdcznie dośc. Największym zbawieniem okazał się oczywiscie rower-przekonalismy się o tym juz nie raz. Zawsze jak idziemy gdzieś z Chochołowskiej to roweramy podjeżdzamy gdzie się da :) Jak juz się wsiądzie na rower w drodze powrotnej to nawet nie trzeba pedałować :D a jeszcze jak się mija tych wszystkich ludzi i za chwilę jest się na dole...no bajka :D Balismy się troche ze to niedziela i że będą tłumy-na szlaku na Trzydniowiański mijaliśmy moze 10 osob....schodzą już troche wiecej - troche ludzi wchodzilo dopiero, ale mimo wszystko było na prawdę baaardzo mało ludzi. Trzeba wiedzieć gdzie iść żeby nie było tłumów :P w samej Dolinie jednak dosc sporo ludzi-głównie rodziny z dziecmi, wracajac rowerem trzeba bylo uwazac bo potrafili isć całą szerokością, albo dzieci nieoczekiwanie wybiegały pod koła :P wiadomo jak to jest. Na koniec zjedlismy pyszny i nawet nie drogi obiadek w karczmie kawałek za wyjsciem z Doliny. Mało ludzi, tanio, krotki czas oczekiwania, a jedzonko przepyszne :D

      Mimo wielu przeciwności był to na prawdę udany i męczący(pozytywnie)dzień. a powrót? z Chochołowskiej do Mogilan pod Krakowem około połtorej godziny. A wyjechalismy kolo 17 dopiero.....jechalismy za google maps, zadnego korka, zadnych 2 czy 3 godzin na zakopiance jak straszyli ;)

      Także dzień przecudowny, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się znowu wrócić w Tatry:)

      Filmik będzie później, na razie kilka zdjęć :)

       

      1.jpg

      2.jpg

      3.jpg

      4.jpg

      5.jpg

      6.jpg

      7.jpg

      8.jpg

      9.jpg

      10.jpg

      11.jpg

      12.jpg

      13.jpg

      14.jpg

      15.jpg

      16.jpg

      17.jpg

      18.jpg

      19.jpg

      20.jpg

      21.jpg

      22.jpg

      23.jpg

      24.jpg

      25.jpg

      26.jpg

  • Forum Statistics

    25.3k
    Total Topics
    377k
    Total Posts
  • Members

Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...