Narty - skionline.pl
Jump to content
  • Wpisy na blogu

    • By Zagronie in Zagronie, wspomnienia 4
      Post 22
       
      Jurek
      W Polsce, po wyprawie dostałem od Jurka opracowanie - Hindukusz Zebak`u – KW Kraków 1974 r.   Przetłumaczone na język angielski. Szczegółowy opis tego rejonu górskiego.  Z mapami graniowymi,  panoramami szczytów i dolin. Z podanymi wysokościami. Wszystko to było robione ręcznie przez jego żonę, na podstawie zdjęć, które uczestnicy różnych wypraw dostarczali Jurkowi. I on sam robił. Jurek miał swoją metodę określania wysokości ze zdjęć.
      Świetny materiał, dla alpinistów zainteresowanych tą właściwie dziewiczą grupą górską. Ze szczytami i zalodzonymi ścianami znacznie wyższymi niż Alpy, może z wyjątkiem Mont Blanc i rejonu Matterhornu. To mi blaknie, ponieważ było odbijane z kalki, jak rysunki w biurach projektów w owym czasie. Warto dodać, że Jurek był jednym z najlepszych znawców Hindukuszu. Cenionym wśród alpinistów zagranicznych.
      Bardzo miło wspominam Jurka. Był bardzo odpowiedzialny za ludzi. Dbał bardzo o bezpieczeństwo w górach. Poświęcił się w późniejszym wieku jego kwestiom.  Interesował się  wpływem starzenia się organizmu alpinisty, na jego wydajność w górach.
      Był okres w 1995 roku, że byłem w fatalnym nastroju psychicznym, z powodu utraty bliskiej osoby. Jurek wtedy współpracował z  Towarzystwem Nauk o Ziemi, które urządzało wycieczki w Alpy, dla ludzi, których interesowała „turystyka” na wyższym poziomie. Wejścia turystyczne, ale na szczyty alpejskie. Czy chodzenie  po lodowcach. Jurek był przewodnikiem i instruktorem.  Jaki sprzęt  należy posiadać i jak się go używa. 
      Udało mi się wtedy namówić go na wyjazd do Austrii. Miałem auto. Weszliśmy, min., na Johannisberg i Grossglockner.  Przed tym wyjazdem, parę   miesięcy urządzałem sobie marszobiegi,  po dziesięć kilometrów.  Ale i tak na początku myślałem, że ducha wyzionę. Stary Alpinista. Starszy ode mnie o dziesięć lat.  Miałem jeszcze propozycję wspólnego skituringu w Tatrach.  Na tym by się może nie skończyło.
      Wtedy jego syn Józek pasjonował się w zjazdami skialpinistycznymi. Napisał zresztą potem wspólnie z  Karolem Życzkowskim przewodnik - „Narciarstwo Wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich”- 2004 r.  Dowiedziałem się z  niego jaki  był trudny mój zjazd(dr. nr 2.7) z kolegą, czterdzieści kilka lat temu, z Miedzianego(2233 m ). W kierunku schroniska w Pięciu Stawach Polskich.
      Pojechaliśmy w  Tatry, na początku maja Fiatem 127 Rysia „Brudasa’".  Miał znajomego górala, którego zabudowania stały niedaleko Wodogrzmotów Mickiewicza. Zaparkowaliśmy obok jego stodoły i Doliną Roztoki podeszliśmy do schroniska w Pięciu Stawach Polskich. Zjechałem z Januszem z Walentkowego Wierchu(2156 m). A na końcu  z Koziego Wierchu(2291 m). Ładnym, szerokim żlebem(dr. nr 2.28), na  „puszczonym” leciutko firnie. Rysiek nie jeździł z nami. Na nartach wtedy radził sobie, zdaje mi się, dosyć kiepsko. Niemniej po latach spotkałem go jako instruktora narciarskiego.
      Na Miedziane weszliśmy od schroniska, przez Szpiglasową Przełęcz i dalej granią, do małej przełączki, gdzie zaczynały się dwa żlebiki.  Zjechaliśmy prawym. Na górze była resztka  świeżego śniegu na zamarzniętym podłożu, potem firn wiosenny, niżej coraz bardziej mokry. Maksymalne nachylenie - 42 st.
      Był to okres, gdy miałem ciągoty do takich zjazdów. Udało mi się dokonać kilka zjazdów w Tatrach Wysokich. Między innymi, z Krzyżnego przez Dolinę Waksmudzką, do szosy do Morskiego Oka i przez Dolinę Pańszczycy. Zjazd z  Zółtej Turni. W Tatrach Zachodnich  zjazd z Kasprowego Żlebem pod Palcem do Doliny Kasprowej.  Granią z biwakami, na początku kwietnia, od Kasprowego do Przełęczy Pyszniańskiej  i inne. Nazywano to wtedy narciarstwem wysokogórskim. Nie było tego dużo. Więcej w zamierzeniach.
      Propozycja Jurka wspólnego skituringu była kusząca. Nie mogłem jednak opuścić niedawno poślubionej damy mego serca. Która się zakochała nie tylko we mnie, ale i w nartach. Nie dałoby się tego skituringu pogodzić z nauką jazdy żony na nartach.  I wspólnymi wypadami  w góry. To było pasjonujące dla mnie doświadczenie, jak można opanować ten piękny sport od zera, nawet w zaawansowanym wieku. Powstała historia nauki jazdy pani Zagroniowej. Nie żałuję absolutnie swojej decyzji. Są w życiu ważniejsze sprawy, niż własne pasje, czy własny egoizm.
       
    • By Zagronie in Zagronie, wspomnienia 0
      Post 21
      Kabul
      Pojechaliśmy wszyscy na zakończenie wyprawy do Kabulu. Przyjechać do tego kraju nie można było bez wizy. Bez innej, wyjazdowej, się nie wyjedzie.  I znów jedziemy wzdłuż Kokczy, do  szosy Mazar-i Szerif – Kabul. Cieplutko, kończy się lato. Szosa przecina kolejne ramiona Hindukuszu. Mijamy kolejne doliny, prawie pustynne.   W nich wędrowały stada owiec i  kóz. Spotykaliśmy także wielbłądy.  Zwierzęta są w ciągłym ruchu, w poszukiwaniu czegoś do skubnięcia.
      Parę razy, kilkaset metrów od szosy, gdzie było nieco zieleni,  rzucały się w oczy  namioty. Mające czarny, duży dach z płótna, oparty na palikach. Zupełnie otwarty u dołu. Pod takim przewiewnym namiotem jest chłodniej w piekielnym upale. Nomadzi. W Afganistanie było  ich podobno cztery miliony. Ludzie bez stałych domów.  Szli już  ze swoimi stadami owiec, kóz, z końmi i całymi rodzinami  niżej, do Pakistanu. Do doliny Indusu. Spędzą tam zimę. Tam będzie trawa i ciepło. Wyżej w  góry, w Hindukusz,  wrócą na wiosnę. Na zieloną trawkę.
      Trafiliśmy na dolinę, w której rośnie nawet ryż. Zbiór tylko jeden raz w roku. Zatrzymujemy się przed czajhaną.  Podają tu ten miejscowy specjał. Ciemne, sypkie ziarna. Podany z kawałkami baraniego mięsa. Po tygodniach polskich konserw, wszystko tu mi bardzo smakuje, gdy jest świeże, z ognia.  Odbudowuję szybko,  moje wychudłe w Hindukuszu ciało.
      Podjeżdżamy pod Salang. Przełęcz w wysokim  ramieniu, Hindukuszu. Wyżej pojawiają się plamy śniegu. Szczyty w tym rejonie sięgają pięć tysięcy, z małymi polami lodowymi. Przełęcz ma 3300 m. Przejeżdżamy ją tunelem, trzysta metrów niżej. Na drodze spory ruch ciężarowy. Zdominowany przez angielskie „Bedfordy”. Auta są maksymalnie obciążone. Droga ma czasem strome podjazdy. Samochód na najniższym biegu nie jest w stanie jechać prosto do przodu. Więc jedzie sobie slalomem. Od prawej do lewej. Za tunelem ostry zjazd po zakrętach. W kotlinę Kabulu. Zatrzymaliśmy się przed  czajhaną. Przyjemnie jest w cieniu,  wypić niedużą  szklaneczkę, bardzo słodkiej herbatki.  Mamy towarzystwo w turbanach. Spokojnie rozmawiające przy swoich  szklaneczkach. 
      Mijamy Bagram,  lotnisko. Bagram jest   teraz znany na całym świecie, jako potężna baza wojskowa. W której też byli polscy żołnierze. Jesteśmy już prawie w Kabulu. Jeszcze tylko przed miastem rzut oka, na jakiś  duży kompleks „europejskich” budynków za metalowym płotem. Budynki się okazały nie europejskie, tylko amerykańskie. Ponieważ ten imponujący obiekt był ich ambasadą.  Kwaterujemy się w hotelu Friends.
      Hotel, jak hotel. Ale też nie należy sobie absolutnie kojarzyć takiego obiektu z europejskim hotelem. Nawet jednogwiazdkowym. Pościel tu nie istnieje. Przynosi się własną. Łóżka na ogół są. Niekoniecznie z materacami. Miejsce do siku jest. Woda też. Ale nie musi  być zawsze. I  jej instalacja była ograniczana do prostej armatury jednego, czy kilku  kurków. Ale można spać legalnie. W razie spacerów po okolicy, nie musi się chodzić  z  wypchanym plecakiem. Zostaje w hotelu  i  jest pilnowany. Taki był nasz Friends. Miał jeszcze jedną, ogromną zaletę. Cienisty ogród.  W którym się świetnie spało na materacu plażowym.
      Mając przed sobą parę dni, na beztroski urlop w  egzotycznym kraju, nie omieszkałem skorzystać ze sposobności bliższego poznania stolicy kraju wysokich gór.  Położona w kotlinie górskiej, na wysokości dwóch kilometrów, ma w lecie całkiem przyjemny klimat. Do zwiedzania nie było tu za dużo.  Poważny zabytek, o poziomie światowym był  w Bamianie.  Ogromna statua Buddy, 55-cio metrowa.  Nie było  do tego miejsca  kosmicznie daleko. Niestety nie było czasu i pieniędzy by tam jechać.  Fanatyzm religijny i materiały wybuchowe zniszczyły potem to, co wybudowano i stało półtora tysiąca lat.
      Zostały więc  nam tylko wycieczki do środka miasta. Przez który płynęła rzeka Kabul. W lecie był to bardzo szeroki  rów, obramowany ściankami betonowymi na obu brzegach. W  środku coś malutkiego i podejrzanego ciekło.  Rzeka płynie do Indusu. Jak wyglądała jej dalsza droga, dowiedziałem się za trzy lata.
      Domy biedoty Kabulu wspinały się w górę, na okoliczne wzgórza.  Im biedniej  tym wyżej. Miasto jest zbudowane na stokach. Za miastem na wzgórku zauważyłem jakiś obiekt, przypominający z daleka coś na kształt zamku. Pytam człowieka, co to jest? Pałac szacha. Ale teraz go tu nie ma.  Z tronu w pałacu zrzucił go niewdzięczny zięć. Wrócił po wielu latach do kraju. Ale zapewne tylko po to, by tu umrzeć.
      Był jeszcze porządek w kraju. Rządził zięć Daud, teraz prezydent. Ten porządek widoczny był w działaniach policji. Idąc raz ulicą widzę, że z pobliskiej szkoły wychodzi tłumek dziewcząt. Wszystkie w ciemnych, jednakowych „sukienkach”. Pod spodem mają jasne pantalony. Na głowie jasna chusta. Idą afgańskie nastolatki przyglądając się, jak działa ich policja. Dwóch krzepkich mundurowych okłada długimi pałami, leżącego na  chodniku człowieka.  Prosta i skuteczna metoda przywracania porządku w społeczeństwie. Jak również praktyczna lekcja wychowawcza.
      Kręciłem się po bazarze, podglądając ludzi. Aparat zarejestrował,  przypadkowo scenę z kobietami. Trzy panie całkowicie zasłonięte, coś oglądają. Z za siteczek na twarzy nie widać nawet oczu. Ale coś ciekawego jest widoczne u jednej z nich. Torebka! Wskazująca, że to wyższej jakości wyrób. Może z Europy, od znanego w modzie producenta. Pani nie jest biedna. Jest zapewne żoną bogatego Afgańczyka.  Tradycji musi dochować. Pod suknią może mieć najlepsze materiały z całego świata.  Zupełnie inne problemy ma matka trójki chłopców, siedząca na ziemi.
      Inna scena. Trzech panów, w szatach typowych dla tego ludu. Ale cieńszych, czystych, z lepszego materiału. Pan w środku ma małe pudełeczko, jak z kremu. W środku coś ciemnego. Ciemno zielony proszek. Szczypta tego proszku wzięta w dwa palce i pod język. Ten z prawej otwarł już buzię. Często się to spotykało.  Powracała na chwilę energia. Nie, było problemu, by popalić sobie fajkę z czymś, po którym się odlatywało. Fajki wodne to był powszedni widok.
      Zręczność rzemieślnicza Afgańczyków, podejrzana w Fajzabadzie,  była widoczna w sklepach, które u nas nazwano by metalowymi.  Było tu mnóstwo ozdób, najróżniejszych, z kamieniami półszlachetnymi. Ładnie oszlifowane kamyki były wmontowane w metal. Najcenniejszym, miejscowym kamieniem był  ciemnoniebieski „lapis lazuri”. Z którego wydobycia słynie kraj.
      Ale były tu też  inne ciekawe rzeczy. Broń. Masowo „produkowana”, dla turystów i miejscowych. Wyglądała na zabytkową. Pistolety, jak z przed kilkuset lat. Strzelby. Czy z tego dało się strzelać? Chyba tak, przynajmniej z niektórych modeli. Wydawało mi się czasem, że prawie każdy Afgańczyk musiał obowiązkowo posiadać palną broń. Całe zestawy najróżniejszych noży. I innych narzędzi tnących. Co do tego wyrobu miałem wątpliwości. Ta stal była kiepska. Na takie wyroby musi być stal specjalna, narzędziowa.  Taka stal była droga, ponieważ tylko najbardziej rozwinięte kraje ją produkowały. Ta zręczność Afgańczyków do metalu przeniosła się potem na AK-47. Ale to drażliwy temat.
      Jak się zgłodniało, to można było przeznaczyć skromne dewizy na  pysznego skwierczącego nad grillem szaszłyka, ze świetnej baraniny. Do której nasza się nie umywa. W Kabulu było wtedy zatrzęsienie winogron. Różnych odmian. Wszystkie bardzo słodkie.  Słońca w lecie, w Afganistanie jest , aż za dużo. Cukier się obficie tworzy w gronach. Najsłodsze zwane „kisz-misz”,  malutkie, bezpestkowe, były suszone na rodzynki. Których góry, o różnych odcieniach owocu, sprzedawane były na bazarze. Melony, kawony też dla nich był sezon.
      Atrakcją w pobliżu hotelu była uliczka „Chicken Street”.  Na tej ulicy było dużo sklepików, w których stoły klatki z kurami. Które, głupie, w niewoli, znosiły jajka. Ale też w klatkach były bardziej męskie osobniki. I takiego można było sobie kupić żywego lub martwego. Martwy był oskubany, gotowy prawie do konsumpcji. Znacznie później w Tunezji ten proceder był udoskonalony. Wskazany palcem  kurczak był błyskawicznie pozbawiany życia.
      Maszyna z parą, czy też gorącą wodą, bez trudu radziła sobie z piórami. Proszę! Pan sobie życzy bez bebechów? Ruch  nożem  i  gotowe.  Z początku,  licząc dolary na codzienne wyżywienie, kupowałem te kurczaki. Za każdym razem moje serce krwawiło. Wiadomo z jakiego powodu.  Niektórzy to nawet maleńkiego robaczka nie zabiją.  Przeszedłem na droższy wikt. Kupowałem  gotowe  filety z indyka.
      Nie chodziliśmy, na „kurzą, kurczakową” ulicę, tylko z powodu tych pożytecznych ptaków. Na tej ulicy było mnóstwo sklepów z kożuchami. Kożuchy w tym okresie w Polsce to było coś pożądanego. Panie miały kożuszki z Nowego Targu. Panowie większe, też z tych okolic. Kożuch był drogi.  Szybko rozeszła się po Polsce wieść, że w Afganistanie są piękne kożuchy. Wyszywane i tanie. Wyszywane rzeczywiście były. Kolorowe nici, najróżniejsze wzory, przepiękne.
      Ale jak tanie?  To jest, dla każdego włóczącego się po świecie, wielka zagadka. Nie ma karteczek z cenami.  Sprzedawca zapytany o cenę, podaje ją błyskawicznie. Jakie są kryteria z jego strony. Wygląd klienta, ocena ile ma w kieszeni, jak jest zdeterminowany i  jeszcze może kilka czynników wpływających na cenę, których nie znam.
      Chciałem kupić dwa kożuchy, dla żony i siebie. Zaszpanujemy w Krakowie.  Mam parę zielonych, ale chcę wydać, jak najmniej.  Pytam o cenę. Drogo!  Mogę zaproponować mniej. Zacznie się  dyskusja. Ale to trochę głupio i nie poważnie tak uzgadniać, gdy w końcu zauważam, że ten kożuch mi się już teraz nie podoba, ma jakąś wadę. Po cholerę ta cała gadka. A stosów kożuchów i sklepów jest tu tyle, że głowa boli.
      Czytałem różne wspomnienia ze wschodu, tych co tam już byli. Podkreślano, że Arabowie lubią się targować. Że, jak taki się nie potarguje, to nie jest zadowolony. Większych idiotyzmów trudno się było spodziewać. Sprzedawca się targuje, bo i klient uparty, by dać mniej. To jest jedyny powód targów.  Jaki idiota na świecie nie sprzedałby za podaną  cenę. Gdyby klient zapłacił i poszedł sobie. 
      Wymyśliłem - mając podaną cenę, zaproponuję jedną czwartą.  Jeśli mnie złapie w drzwiach, to jesteśmy blisko prawdy. Po kilku próbach i uprzejmym, wyrozumiałym uśmiechu, bez dalszej reakcji, podniosłem poprzeczkę.
      Kupiłem dwa kożuchy za  pięćdziesiąt parę zielonych. Długo w nich nie szpanowaliśmy. Były kiepsko zszyte. Nie mieli dobrej technologii  wyprawiania. Nasi to byli mistrzowie w tej dziedzinie. Skóra po deszczu szybko sztywniała. Szwy się rozłaziły. Włosy wypadały.  Ale niektórzy handlarze na tym nieźle zarobili.
       
      Zdjęcia:
      1. Nomadzi. Namioty nomadów
      2. Centrum. Centrum Kabulu
      3. Ulica. Ulica w pobliżu centrum. Miłośnicy motoryzacji odgadną szybko, jakie osobowe samochody jeździły po Kabulu w roku 1973.
      4. Rzeka. Rzeka Kabul.  Wpada do Indusu. Zapewne bardzo wzbierała, na wiosnę, gdy topniały śniegi w Hindukuszu.
      5. Bazar. Bazar nad rzeką Kabul.
      6. Meczet. Główny meczet.
      7. Uliczka. Domy miasta  wspinają się wysoko na stoki.
      8. Restauracja. Gęsta zabudowa stoków. Obok opon stoi sobie łóżko z plecionki. Powszechnie używane od Iranu do Indii. Można sobie było wędrować z własną „sypialnią”.
      9. Drzewa. Im wyżej to skromniejsze domy.
      10. Domy. Domy mieszkalne Kabulu w roku 1973. Widać po stojaku z przewodami, że była tu energia elektryczna.
      11. Kobiety. Kabulskie elegantki.
      12. Matka.  Przypuszczam, że tych trzech chłopców. Z lewej ci goście coś przedają do jedzenia. Obok niej leży cały jej dobytek.
      13. Opium. Panowie zażywają miejscowy dopalacz.
      14. Uczennice. Smutne dziewczęta wracają z e szkoły.
      15. Handel. Handel na bazarze. Sprzedawali świetne winogrona.
      16. Sprzedawca. Handel „obnożny”. Osiołek transportuje sprzedawany towar. Powiększając nieco zdjęcie, widać nieco w prawo od  osiołka, wiszące połcie mięsa. Sklep  mięsny.  Mięso było  czasem płukane w  pobliskiej "dżuji"(rowie z wodą).
      17. Na głowie. Co ten człowiek sprzedaje? Kukurydzę? Nie miał problemu, by zmienić miejsce sprzedaży.
      18. Waga. Tak ważono. Znowu sprzęt, tak jako łóżko, spotykany od Iranu po Indie. Dalej nie byłem. Więc nie wiem, jak tam ważono towar.


















  • Albums

  • Tematy z ostanio dodanymi postami

  1. Aktywne Lato

    1. Rowery

      Wszystko o rowerach, trasach rowerowych i sprzęcie

      7.6k
      posts
    2. Rolki

      Rozmawiamy o rolka: o tym gdzie jeździć, jak jeździć, o sprzęcie i technice

      379
      posts
    3. Wypoczynek w górach

      Trekking, wspinaczka, rafting, canyoning. Dyskusje o sprzęcie, trasach i ciekawych miejscach.

      2k
      posts
    4. Wypoczynek nad wodą

      Windserfing, kiting, żeglarstwo, pływanie

      984
      posts
    5. Bieganie

      Tutaj piszemy o bieganiu

      209
      posts
  2. Ski Gear

    1. Sprzęt narciarski

      Narty, buty, wiązania, odzież, akcesoria

      18.2k
      posts
    2. Dobór sprzętu

      Na czym jeździć, jak zacząć, jak kupować, jak dobierać - porady, pytania, odpowiedzi

      27k
      posts
    3. Tuning sprzętu

      Ostrzenie, regeneracja, smarowanie, suszenie, narzędzia, porady

      3.3k
      posts
    4. Testy sprzętu

      Podziel się swoimi uwagami dotyczącymi sprzętu, który używasz.

      3.5k
      posts
    5. Giełda sprzętu narciarskiego

      Kup - Sprzedaj - zamień

      Oferty zawierające tylko odnośnik do portali aukcyjnych będą usuwane!

      4k
      posts
  3. Stacje narciarskie

    1. Polska

      Ośrodki narciarskie w Polsce

      44.7k
      posts
    2. Alpy

      Stacje narciarskie w Alpach - Austria, Francja, Niemcy, Słowenia, Szwajcaria, Włochy

      19.5k
      posts
    3. Słowacja, Czechy

      Stacje narciarskie na Słowacji i w Czechach

      8.2k
      posts
    4. Samochodem na narty

      Jak przygotować auto, jak dojechać, jak przewozić narty, opony, łańcuchy, opłaty, dojazd, informacje, porady

      6k
      posts
    5. Warunki narciarskie - pogoda

      Informacje o warunkach narciarskich, prognozach, pogodzie, wasze obserwacje

      31k
      posts
    6. Reszta świata

      Tu wstawiamy informacje o ośrodkach narciarskich "reszty świata"

      1.3k
      posts
  4. Technika jazdy na nartach

    1. Race

      Jazda na bramkach, slalom, gigant, technika, porady

      1.4k
      posts
    2. Carving, funcarving

      Informacje o technice carvingowe - jak zacząć, jak doskonalić, ewolucje

      5k
      posts
    3. Freeride, freestyle

      Porady, bezpieczeństwo, technika

      1.6k
      posts
    4. Poczatkujący na nartach

      Informacje, pytania, odpowiedzi dla wszystkich tych, którzy mają pierwszy kontakt z narciarstwem.

      3.7k
      posts
  5. Wyjazdy na narty

    1. 25.1k
      posts
    2. Wolne miejsce w samochodzie

      Jedziesz na narty, masz wolne miejsce w samochodzie lub szukasz transportu? Wpisz propozycję wyjazdu tutaj.

      1.1k
      posts
    3. Wspólne wyjazdy, odstapię kwaterę, szukam kwatery.

      Masz już rezerwację i nie możesz pojechać? Szukasz kogoś na to miejsce? Szukasz kompanów na wspólny wyjazd? Tu wstaw swoją ofertę ofertę (tylko oferty niekomercyjne)
      Ważne! Wstawiając ofertę przedstaw się, napisz kilka słów o osobach które jadą, zainteresowaniach. Oferty w stylu - mam wolne miejsce od - do! Kto jedzie? - będą usuwane!

      4.8k
      posts
  6. Sport

    1. Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...

      Zawody, kalendarz imprez, relacje, wyniki, zapowiedzi

      10.4k
      posts
    2. Zawody dla amatorów

      Informacje, daty, wyniki, relacje ...

      2.4k
      posts
  7. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

    1. Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm

      Informacje o sprzęcie, technice jazdy, terenach do jazdy

      5.2k
      posts
  8. Pogadajmy

    1. Tematy narciarskie

      Rozmowy na tematy ogólne związane z narciarstwem

      19.6k
      posts
    2. Chcę Wam o tym powiedzieć

      Rozmowy na tematy ważne ... nie związane w narciarstwem.

      28.5k
      posts
  9. Nasze sprawy

    1. Forum info

      Informacje o nowym forum, zasady użytkowania, problemy, opinie ....

      3.5k
      posts
    2. Tematy dot. skionline.pl

      Nowości, problemy, awarie, uwagi, sugestie

      3k
      posts
    3. WZF skionline.pl

      Relacje ze spotkań forumowiczów.

      1.3k
      posts
    4. Konkursy

      Konkursy dla użytkowników forum

      3k
      posts
  10. Stare forum

    1. 14.6k
      posts
    2. 5.1k
      posts
    3. 782
      posts
    4. 1.2k
      posts
    5. Euro 2008

      Wszystko na temat Euro 2008

      177
      posts
    6. Lato 2008

      Wszystko o wypoczynku w lecie

      167
      posts
    7. Olimpiada Pekin 2008

      Rozmawiamy o wydarzeniach związanych z Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie

      100
      posts
Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...