Kowalczyk widzi się w roli... tenisistki!
W dzisiejszym Przeglądzie Sportowym Justyna Kowalczyk odpowiada na pytania internautów. Biegaczka mówi m.in. o szkole, zawrotnych prędkościach na stromych zjazdach i kim zostałaby gdyby nie wybrała narciarstwa.
- W szkole zawsze byłam prymuską. Przeczytałam wszystkie możliwe lektury. Szczególnie lubię Mistrza i Małgorzatę, mówi złota medalistka z Vancouver.
Co by robiła jakby nie była biegaczką? Może bym się sprawdziła w wielobojach lekkoatletycznych, bo jestem bardzo wszechstronna. Widzę się także w roli tenisistki, bo do tej dyscypliny mam niezłe warunki fizyczne. Na myśl przychodzi mi także piłka ręczna, ale chyba wolę sporty indywidualne, dodaje.
Zapytana o prędkości na trasach biegowych Kowalczyk przyznaje, że na stromych zjazdach osiąga nawet prędkość 70 km/h. Bywa, że czapkę zdmuchnie, twierdzi biegaczka cytując słowa Tomka Sikory.
Polka przyznaje, że nigdy nie straciła wiary w siebie. Uwierzcie mi, trenuje tak dużo, że daje mi to ogromną pewność siebie. Dzięki temu zdobyłam już bardzo dużo, ale na pewno nie zabraknie mi dalszej motywacji, mówi.
Kilkugodzinne wyczerpujące treningi są dla Justyny często bardzo monotonne, dlatego stosuje różne ćwiczenie uzupełniające. Pływam, jeżdżę na rowerze, na nartorolkach, wsiadam do kajaka albo uprawiam Nordic Walking.
Kowalczyk opowiada również, że przez pierwsze dwa lata treningu śmiano się z niej, że bez nart na nogach byłaby szybsza. Z tamtych czasów mam wiele bolesnych wspomnień ze zdecydowanie zbyt częstych spotkań ze śniegiem. Ale ja zawsze byłam przekorna i uparta. Na początku narty były tylko dobrym przerywnikiem w nauce. Ciągle wierzyłam jednak, że będzie lepiej, kończy Kowalczyk.
