Rok jakich mało! Cała prawda o polskich biegach
Mijający rok większość fanów biegów narciarskich zapamięta przez pryzmat ogromnych sukcesów Justyny Kowalczyk. W marcu Polka obroniła Kryształową Kulę za triumf w PŚ, a kilka tygodni wcześniej wywalczyła trzy medale igrzysk olimpijskich. Postawę pozostałych biegaczy najlepiej przemilczeć.
Polskie biegi narciarskie = Justyna Kowalczyk. Takim równaniem z perspektywy zagranicznego kibica należałoby określić sytuację tej dyscypliny w Polsce. W 2010 roku pozostali zawodnicy byli tylko tłem dla najlepszej biegaczki świata. Gdy Justyna walczyła o zwycięstwo w niemal każdym starcie, pozostali reprezentanci tylko w kilku przypadkach pokusili się o wywalczenie jakichkolwiek punktów Pucharu Świata. Mariusz Michałek, Maciej Kreczmer, Sylwia Jaśkowiec i Kornelia Marek tylko w pojedynczych startach byli w stanie zaistnieć w pucharowej rywalizacji.
Rok jakich mało. Biegi narciarskie
- Polscy biegacze poza Justyną Kowalczyk nie istnieją. Tak dokonania pozostałych zawodników w 2010 roku podsumował Marek Rudziński, ekspert i komentator Eurosportu. - Wyniki, jakie osiągają są przykre. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to mam tu na myśli przede wszystkim Macieja Kreczmera. Wydaje się, że zawodnik, który biega tyle lat powinien przynajmniej łapać się do "40" w pucharowym sprincie. Pozostali traktowani są jak inwestycja w przyszłość. Jednak na razie wygląda to tak, jakby ich nie było, dodał.
- U pań, wyłączając Justynę Kowalczyk, miniony rok też wyglądał słabo. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że większość z nich dopiero zaczyna. Justyna przebijała się do czołówki pięć lat. A je na razie od czołowych zawodniczek dzieli przepaść. Pytanie czy będą miały ochotę, siłę i wytrwałość, aby wciąż pracować i zbliżać się do miejsc punktowanych w Pucharze Świata, powiedział Marek Rudziński.
