Wierietielny chciał uderzyć delegata w twarz
Po aferze w Davos Justyna Kowalczyk rozchorowała się. Jej forma przed sobotnim biegiem na 15 km stylem dowolnym ze startu wspólnego w La Clusaz to jeden wielki znak zapytania. - Nie zdziwię się, jeżeli sędziowie znów coś wymyślą, przestrzega z kolei w "Super Expressie" Aleksander Wierietielny.
- Niestety, nie mamy żadnego sposobu, żeby temu zapobiec. Mogą zrobić wszystko, denerwuje się Białorusin.
Wzburzonego trenera Justyny, który kiedyś pełnił służbę w wojskach pancernych, "Super Express" zapytał, czy nie miałby ochoty wypalić z działa, by wyrazić swoje oburzenie na tych, którzy zdyskwalifikowali jego pupilkę.
- Z działa bym nie strzelał. Ale miałem ochotę strzelić w twarz delegata technicznego, gdy twierdził, że Justyna nie miała prawa wybrać korytarza na finiszu biegu, zwierzył się Wierietielny.
