Biega, bo lubi
Philip Boit i tak ma sporo szczęścia. Biorąc pod uwagę, że na ogół zajmuje miejsca blisko końca stawki, albo wręcz ją zamyka, cieszy się nadzwyczajną popularnością. Miał kontrakt reklamowy z wielką firmą, trenował go sam Bjoern Daehlie... No, ale nie każdy jest pierwszym Kenijczykiem w historii, którego przyłapano na bieganiu na nartach.
Oczywiście, koneserzy tego sportu mogą marudzić, co to za bieganie, człapanie raczej. Ale nieodmiennie Boit budził zainteresowanie mediów, sympatie kibiców i doping na trasach - gdziekolwiek się pojawił. Nie inaczej było i w Oslo, gdzie ponoć kończy swoją sportową karierę. Ponoć, bo podobną deklarację składał już przed Igrzyskami w Vancouver, ale słowa nie dotrzymał. I dobrze.
