Garniewicz i Klimek zdobyli mistrzowskie tytuły w slalomie
W rozegranym na zakopiańskiej Harendzie slalomie najlepsi okazali się ci sami zawodnicy, którzy zdominowali rywalizację w gigancie dwa dni temu. Karolina Klimek (AWF Kraków) potwierdziła, że w środowisku akademickim nie ma sobie równych, a Mateusz Garniewicz (Politechnika Poznańska) przerwał hegemonię Jakuba Ilewicza (AWF Katowice), który od kilku sezonów regularnie stawał na najwyższym stopniu podium.

Na zawodników, którym udało zakwalifikować się do finału, czekała fantastycznie przygotowana, twarda trasa. Z dużym zdziwieniem uczestnicy mistrzostw patrzyli na miejsce startu do dzisiejszego slalomu. Ekipa obsługująca zawody wykorzystała zaledwie połowę długości trasy. W finale nie znaleźli się przypadkowi alpejczycy, więc nie brakowało głosów, że tak krótki slalom to delikatnie mówiąc pomyłka.
Po pierwszej części rywalizacji wśród kobiet największe szanse na tytuły mistrzowskie miały Katarzyna Leszczyńska (ASP Warszawa), która uzyskała czas 28,24 s. oraz Karolina Klimek, ze stratą 0,01 s. do liderki. Z trzecim czasem 30,48 s. na metę wjechała Karolina Mrózek (AWF Kraków). W kategorii mężczyzn po drugi złoty medal zmierzał Mateusz Garniewicz. Świeżo upieczony mistrz Polski z giganta uzyskał w pierwszym przejeździe czas 26,04 s. Drugi wśród mężczyzn z rezultatem 26,18 s. był Maciej Kominko (AWF Kraków). Jakub Ilewicz tracił do lidera 0,43 s. i zapachniało niespodzianką: najlepszy alpejczyk poprzednich mistrzostw mógł nie obronić tytułu. Jak sam przyznał pojechał zbyt asekurancko.
Podczas oglądania drugiego przejazdu wielu zawodników z niedowierzaniem kręciło głowami i przecierało oczy. Ustawiacz wykazał się sporą fantazją: niektórzy powiedzieli, że tak arytmicznego slalomu z mnóstwem kombinacji figur i dziwnymi odległościami między bramkami w życiu nie widziało. Rywalizacja w drugim przejeździe odbywała się po tej samej trasie dla kobiet i mężczyzn. Prawo startu miało 15 najlepszych zawodniczek oraz 30 zawodników z najlepszymi czasami.
Trzecie miejsce na podium obroniła Karolina Mrózek, uzyskując łączny czas 1:01,75. Brawurowo i praktycznie bezbłędnie pojechała Karolina Klimek, wykręcając najlepszy rezultat drugiego przejazdu - 30,71 s., tym samym nie dając szans na złoto Katarzynie Leszczyńskiej. Prowadząca po pierwszej części zawodniczka ASP Warszawa nie dała rady i przegrała w sumie o 0,35 s. Mimo to, przyznała, że jest bardzo zadowolona ze swojego występu i cieszy się ze srebra.
Wszyscy czekali na decydujące rozstrzygnięcia wśród mężczyzn. Walka o czołowe pozycje zapowiadała się wyjątkowo ciekawie. Podrażniony porażką w pierwszym przejeździe Jakub Ilewicz pokazał bardzo dynamiczną, agresywną jazdę i wydawało się, że ciężko będzie zbliżyć się do jego czasu 27,84 s. Po osiągnięciu mety przez Macieja Kominko wiadomo było, że walka o złoto rozegra się między zawodnikami, którzy reprezentowali nasz kraj na uniwersjadzie w Turcji. Zakopiańczyk nie dał rady bardziej utytułowanemu rywalowi i po uzyskaniu czasu 28,52 s. zajmował drugą pozycję z łącznym wynikiem 0:54,70. Na starcie pozostał prowadzący po pierwszym przejeździe Mateusz Garniewicz. Bezbłędnie pokonał trasę i rozbudował przewagę nad Jakubem Ilewiczem do 0,61 s. Tym samym zdobył drugi tytuł w tegorocznych mistrzostwach i pokazał, że krajowa czołówka musi się z nim zacząć poważnie liczyć.
Wielkim przegranym tegorocznych mistrzostw na pewno jest Mateusz Habrat (AWF Kraków), który serią siedmiu wygranych slalomów w AZS Wintercup zgłaszał aspirację do złota. Niestety nieudane kwalifikacje uniemożliwiły start w finale i walkę o medale zawodnikowi z Zakopanego.
Niektórzy z zawodników niezbyt profesjonalnie podeszli do zawodów finałowych i przesadzili ze świętowaniem podczas wczorajszego podsumowania cyklu AZS Wintercup. Fatalna dyspozycja w slalomie może zaważyć na pozycji uczelni w klasyfikacji generalnej Akademickich Mistrzostw Polski.
Powiedzieli po zakończeniu zawodów:
Karolina Klimek (AWF Kraków): Na starcie do drugiego przejazdu nie czułam się zbyt pewnie, ale postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i się po prostu "rzucić". Nie miałam innego wyjścia: Kasia stała na starcie tuż za mną, więc miała przegląd sytuacji. Musiałam jechać na maksa. Slalom był "ciekawie" ustawiony: zero rytmu, bardzo dużo figur, spore wręcz gigantowe odległości w niektórych momentach. Ogólnie nie za bardzo mi się podobał. Żałuję, że nie był dłuższy, bo wtedy miałabym szansę nadrobić ewentualne błędy, ale to ukłon w stronę słabiej jeżdżących zawodniczek: róbmy to dla wszystkich, a nie tylko dla najlepszych.
Mateusz Garniewicz (Politechnika Poznańska): Ustawienie slalomu w drugim przejeździe było bardzo szybkie. Bałem się trochę, że przez tą szybkość mogę mieć jakieś problemy ze zmieszczeniem się we wszystkich skrętach. Po pierwszym przejeździe miałem sporą przewagę nad Kubą, także szansa na zwycięstwo była spora i chciałem dojechać z dobrym rezultatem do mety. Ruszyłem bardzo mocno, a w drugiej części slalomu, gdy zaczęły się wypuszczone bramki, to lekką dozę bezpieczeństwa zachowałem. Udało się dojechać i powiększyć przewagę o 0,18 s. Przyznam, że głównie nastawiałem się na walkę w gigancie, ale udało się też wygrać w slalomie, także jestem bardzo zadowolony.
Jakub Ilewicz (AWF Katowice): Wydaje mi się, że do dzisiejszych zawodów podszedłem za bardzo lajtowo. Pierwszy przejazd pojechałem za spokojnie, przytrzymywałem narty za długo w skrętach, myślę że to właśnie pierwszy przejazd zaważył o przegranej. Liczyłem, że będzie tak jak wczoraj w kwalifikacjach i wygram. Żałuję, że slalom był taki krótki, miałem nadzieję, że będzie puszczony od samej góry. Ustawienie, mówiąc delikatnie, też było dość ciekawe. Nie jechałem jeszcze nigdy zawodów, na których wyjazd z każdej figury byłby na banana (przelot, przyp. red.).
Michał Szypliński | www.ntn.pl
