Małysz: Austriacy i Niemcy zrobiliby to za darmo
Polskie piekiełko niestety dotknęło też osoby Adama Małysza. Wokół jego pożegnalnej imprezy rozpoczęła się walka o pieniądze. Wygląda na to, że każdy chce zarobić na moim zakończeniu kariery, ile tylko może, żali się skoczek.
Mająca odbyć się w końcu marca impreza "Skoki do celu", która ma być jednocześnie zwieńczeniem przepięknej kariery najlepszego w dziejach polskiego skoczka, ma przyciągnąć do Zakopanego dziesiątki tysięcy fanów chcących podziękować Małyszowi za to, co zrobił dla nich i dla polskiego sportu. Po zamieszaniu związanym z kosztami wynajmu Wielkiej Krokwi zawody stanęły jednak pod znakiem zapytania.
Strony (organizator Testa Communications oraz Centralny Ośrodek Sportu) z pewnością wreszcie się dogadają co do kwoty, ale niesmak pozostanie, bo całkiem niepotrzebnie zrobiło się niezdrowe zamieszanie.
Polskie piekiełko daje znać o sobie nie pierwszy raz. Gdyby Małysz chciał być złośliwy, machnąłby ręką i zadecydował o organizacji imprezy pożegnalnej za granicą. Wtedy, zgodnie z zasadą "chytry dwa razy traci", nie zarobiłby ani COS, ani firma Testa Communications.
