Aksel Svindal - powrót i pierwsze zwycięstwo | | 2008.04.11 |
W cztery miesiące po bardzo groźnym wypadku w kanadyjskim Beaver Creek Norweg Aksel Lund Svindal powrócił na trasy. Co więcej, powrót ten odbył się w niezwykle spektakularnym stylu. Podczas Verbier High 5, narciarskiej imprezy organizowanej tradycyjnie na początku kwietnia na stokach tego szwajcarskiego kurortu, utalentowany Norweg pokonał zawodników czołówki Pucharu Świata.
Svindal, najlepszy zawodnik sezonu 2006/07, zwycięzca dwóch z czterech pierwszych edycji zawodów zaliczanych do pucharowej klasyfikacji w ubiegłym sezonie, w finale slalomu równoległego w Verbier pokonał Szwajcara Didier Cuche’a. Slalom był ostatnią z serii pięciu konkurencji rozegranych w ramach imprezy (m.in. rywalizowano w biciu rekordu prędkości, w gigancie i w ski-crosie).
W ostatecznej klasyfikacji Verbier High 5 na 3. miejscu uplasował się Szwajcar Didier Defago, drugi zawodnik ostatniego supergiganta tego sezonu, rozegranego trzy tygodnie temu w Bormio.
Dla Aksela Svindala był to pierwszy poważny test i pierwsze zawody po dłuższej przerwie (dopiero miesiąc temu Norweg rozpoczął z powrotem treningi na śniegu). Próba wypadła pomyślnie; pochodzący z Oslo alpejczyk udowodnił, że odzyskuje swój dawny impet i świetną formę, jaka pozwoliła mu zdominować stawkę w ubiegłorocznym sezonie.
- Jestem naprawdę zadowolony. Dzisiejszy dzień był dla mnie niezwykle ekscytujący i przy tym świetnie się bawiłem. Oczywiście trudno porównywać te zawody do rywalizacji w Pucharze Świata, ale sam klimat współzawodnictwa i dotarcie do finału w slalomie równoległym sprawiło, że czuję się świetnie - komentował Svindal na gorąco. - Zwycięstwo zawsze cieszy, bez względu na to, w jakich zawodach bierze się udział.
- W tej chwili oczywiście nie jestem jeszcze gotów do startu w Soelden, ale dzisiejszy dzień pokazuje, że jestem na dobrej drodze i że wkrótce mogę być tak mocny jak przed wypadkiem.
- Dobrze czułem się dzisiaj na trasie giganta, a zawody były bardzo ekscytujące. Dużo przyjemności sprawił mi moment, kiedy przed startem poczułem to charakterystyczne napięcie - ściśnięcie w żołądku i szybsze bicie serca. Byłem mile zaskoczony moją niewielką stratą. Przez ostatnie parę tygodni dużo trenowałem, ale nie na tyczkach; nie odzyskałem więc jeszcze dawnego automatyzmu w pokonywaniu bramek.
- W momencie kiedy okazuje się, że nie można robić tego, co do tej pory było codziennością, człowiek uświadamia sobie co tak naprawdę stracił. Mnie tej zimy ogromnie brakowało atmosfery towarzyszącej zawodom Pucharu Świata. Tak więc teraz zamierzam zrobić wszystko, by za sześć miesięcy w Soelden być w pełni gotowym do kolejnego sezonu. Na razie chcę ostrożnie kontynuować treningi i pojeździć trochę na nartach u siebie w Norwegii. Później przyjdzie czas na ustalenie grafiku na lato. Dzięki dobremu planowi kondycyjnemu udało mi się odzyskać taki stopień wygimnastykowania, jaki miałem przed wypadkiem. Reszta jest już tylko kwestią czasu i cierpliwości. Najważniejsze, że jasno określiłem sobie do czego zdążam i jaki cel przed sobą stawiam.
- Obecnie czuję, że mam w sobie mnóstwo energii i jestem gotów ciężko pracować, by wrócić do formy z listopada ubiegłego roku. Oczywiście nie ma gwarancji, że uda się to osiągnąć szybko; powrót może zabrać trochę czasu. Ale z drugiej strony - kto wie - może się również zdarzyć i tak, że rezultaty nadejdą szybciej niż ktokolwiek jest w stanie przewidzieć. Na razie mogę powiedzieć tyle, że na pewno na starcie pierwszych zawodów przyszłego sezonu w Soelden stanę gotowy i zmotywowany.
W tegorocznej edycji Verbier H5, otwartej zarówno dla amatorów jak i zawodników, wzięło udział blisko 300 narciarzy i snowboardzistów.
Ze znanych alpejczyków w Verbier ścigali się m.in. Szwajcar Daniel Albrecht, zwycięzca dwóch edycji zawodów PŚ w ubiegłym roku, drugi zawodnik ostatniego slalomu tego sezonu rozegranego parę tygodni temu w Bormio, Marco Buechel z Lichtensteinu, specjalista od konkurencji szybkościowych oraz aktualny mistrz olimpijski, obecnie już niestartujący, Antoine Deneriaz.
W rywalizacji pań najlepsza okazała się szwajcarska alpejka Fraenzi Aufdenblatten. W boju o palmę pierwszeństwa poległa najlepsza w damskiej stawce w tym sezonie Lindsey Vonn, która w slalomie równoległym zaliczyła niestety upadek. W Verbier ścigały się również: aktualna mistrzyni olimpijska Julia Mancuso i jej dobra koleżanka Chemmy Alcott.
Na drugim miejscu klasyfikacji generalnej pań uplasowała się niestartująca od pięciu lat Słowenka Spela Pretnar, zdobywczyni Kryształowej Kuli w slalomie w 2000 roku. Trzecia była (również niestartująca obecnie) Szwedka Janette Hargin.
W Verbier Amerykanki Mancuso i Alcott ogłosiły oficjalnie, że w czerwcu planują wyprawę na Kilimandżaro. Zebrane fundusze przeznaczone zostaną na działalność organizacji promujących aktywność sportową wśród dzieci niepełnosprawnych (jedną z nich jest organizacja Right to Play). - Wyprawa potrwa tydzień i nie będzie to z całą pewnością łatwe zadanie, ale wszyscy jesteśmy gotowi i niezwykle zmotywowani - mówiła Mancuso, mająca za sobą właśnie serię testów narciarskich i urlop na Hawajach. - Planujemy zgromadzić 20 tys dolarów. Do tej pory udało się zebrać 7 tys. - poinformowała.
Podczas tegorocznej imprezy w Verbier odbyła się aukcja charytatywna na rzecz organizacji Right to Play. Udało się zgromadzić dochód w wysokości 40 tys. dolarów. Chemmy Alcott wystawiła na aukcji T-shirt z autografem pięciokrotnego zwycięzcy Wimbledonu, Rogera Federera.
Do Verbier przyjechał również znany ze swojego zamiłowania do nart brytyjski piosenkarz James Blunt. Był jedną z pierwszych osób, od których gratulacje z okazji swojego powrotu odebrał Aksel Svindal. Blunt, który do Verbier przyjechał prosto ze swego koncertu w Genewie, nie krył, że postawa Norwega, którego miał okazję spotkać tutaj właśnie po raz pierwszy, zrobiła na nim ogromne wrażenie.
Patrick Lang
Opracowanie: skionline.pl
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|