Katarzyna Karasińska: "Dobry koniec sezonu mobilizuje mnie do dalszej pracy" | | 2011.05.05 |
Katarzyna Karasińska to najbardziej utytułowana alpejka w polskiej kadrze. Najlepsze wyniki osiągała w latach 2005-2007, kiedy była 22. zawodniczką klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w slalomie, a na mistrzostwach świata zajmowała 16. i 21. miejsce. Rok temu zdecydowała się na indywidualną pracę z trenerami Dietmarem Thoenim i Piotrem Wądołowskim. Polka jest zadowolona z tej decyzji i liczy, że w kolejnym sezonie wyniki będą coraz lepsze. Zapraszamy do lektury wywiadu z Katarzyną Karasińską.
Alicja Kosman: Trenujesz indywidualnie z własnym trenerem. Skąd taki wybór?
Katarzyna Karasińska: Tak jest dopiero od roku. Podjęłam decyzję, aby rozpocząć indywidualne szkolenie i muszę powiedzieć, że jestem z tego zadowolona. Współpraca w grupie nie układała mi się tak dobrze, jak powinna, nie służyło mi to i potrzebowałam zmiany. Możliwe, że miało to związek z poprzednim trenerem. Ludzie, z którymi dziś współpracuję, są dla mnie bardzo życzliwi i wszystko bardzo dobrze się układa. Teraz moim głównym trenerem jest Dietmar Thoeni z Austrii i to do niego należą ostatecznie decyzje. Pan Piotr Wądołowski jest drugim trenerem i serwismenem. Właściwie sama znalazłam sobie trenerów i działa to dobrze. Za nami dopiero jeden sezon, więc trudno oczekiwać, że wszystko uda się zmienić w jeden sezon. Potrzeba czasu, jestem dobrej myśli.
Zatem Katarzyna Karasińska to indywidualistka?
- Nie, to też nie jest tak, że tylko ja i trener i nikt więcej. Możliwość trenowania samemu pozwala mi paradoksalnie na to, aby łatwiej podłączyć się do kogoś innego. Jednej osobie łatwiej, niż grupie. W tym roku trenowałam z wieloma różnymi dziewczynami z Pucharu Świata i to była dla mnie spora nauka, bo one są lepsze ode mnie i osiągnęły w sporcie bardzo dużo.W okresie przygotowawczym, gdy trenujemy na lodowcach, przyłączamy się też często do chłopców z innych krajów. Można bardzo dużo podpatrzeć na treningach mężczyzn i nauczyć się od nich czegoś nowego. Wiadomo, że jest to zupełnie inne środowisko. Chłopcy są w różnym wieku i pochodzą z różnych krajów i wiele można się od nich nauczyć. Styl męski różni się bardzo od damskiego i nawet jeśli punktowo alpejczycy są ode mnie gorsi, to lepiej wykonują wiele technicznych elementów.
Są zatem jakieś minusy?
- Czasami wiadomo, wracam sama do hotelu i jest mi trochę smutno, nie ma możliwości, aby porozmawiać z kimś o mniej ważnych rzeczach. Ale takie chwile zdarzają się tylko czasem. Może po prostu z wiekiem przychodzi taka chwila, kiedy człowiek postanawia zacząć działać na własną rękę. Plusów indywidualnego treningu jest według mnie zdecydowanie więcej niż minusów.
Jesteś zadowolona z tego sezonu?
- Raz było lepiej, raz gorzej. Ogólnie brakuje jeszcze, aby na zawodach wychodziły mi dwa dobre przejazdy. Bywało, że tylko pojedyncze przejazdy były dobre, a przecież w slalomie, w którym się specjalizuję, tak samo ważne są obie próby. Na mistrzostwach świata miejsce nie było jakoś bardzo dobre, ale myślę, że warto cieszyć się z drugiego przejazdu, który był na wysokim poziomie. W pierwszym zabrakło trochę szczęścia, aby dostać się do pierwszej 30. i potem pojechać z przodu, bo warunki miały wtedy znaczenie. Nie ma jednak co rozpamiętywać, tylko przyjąć do wiadomości te rezultaty. Ogólnie jestem zadowolona z tego sezonu, a jego końcówka była najbardziej udana. Powróciłam do FIS-punktów, które miałam na początku sezonu, zatem zakończenie było fajne. To mobilizuje mnie do dalszej pracy.
Pozostali Polacy też mieli całkiem udany koniec sezonu.
- Możliwe, że wszyscy wiedzieli już, że to końcówka i na luzie wszystko wyszło lepiej. Albo właśnie zmobilizowali się do ostatnich startów sezonu. Różne powody wpływają na wyniki różnych osób. To wszystko bardzo cieszy.
Jak zamierzasz sprawić, aby oba przejazdy były równie dobre?
- Trenerzy mówią, że przede wszystkim muszę poprawić technikę i właśnie nad tym będę dużo pracować w okresie przygotowawczym. Muszę przyjmować nieco bardziej swobodna pozycję i jechać na większym luzie. Może wtedy sie uda. Jest też szansa zmiany nart. Niedawno byłam na dwudniowych testach w Austrii i sprawdzałam narty innej firmy. Teraz się zastanawiamy, czy zostać na Salomonach, czy zmienić. Rozmowy są prowadzone, bo nie wystarczy, abym dostała narty, tylko muszą one też być na dobrym poziomie. W tym roku miałam Salomony i jestem z nich bardzo zadowolona. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że jeśli się nie uda zmienić, to i tak mam bardzo dobre narty, a jeśli zmienię, to na jeszcze lepsze.
Dwa dni wystarczą, aby wybrać dobre narty?
- Czasem już przy pierwszych skrętach można odczuć różnicę w prowadzeniu nart. Wiadomo, każda firma ma własny patent na budowę nart. Im dłużej człowiek pojeździ na danych nartach, tym lepiej się do nich przyzwyczai. Nawet jeśli na początku sprawiały trudność, to później z czasem przestaje to robić problem. Teraz wiele firm łączy buty z nartami i jako komplet bardzo dobrze to działa.
Znajdzie się jeszcze czas na odpoczynek po sezonie?
- Tydzień temu byłam na lodowcu, właśnie na tych testach. Dłuższa przerwa dopiero przede mną, bo w czwartek będę mieć zabieg ortopedyczny, który już od dłuższego czasu odkładałam na później. Właściwie do dziś zastanawiałam się, czy to na pewno jest konieczne, ale po konsultacji z doktorem Szymanikiem doszliśmy do wniosku, że to jest jedyne dobre rozwiązanie. Przerwa potrwa około trzech tygodni, zanim rana się zagoi i będzie można ćwiczyć w stu procentach. W sumie to okres, kiedy jest czas na takie rzeczy, zatem nie powinnam wiele stracić, a później nie będę już mieć problemów z tym podczas sezonu.
W czym tkwi problem?
- To jest stara sprawa, która ciągnie się od lat. Odzywało się to w każdym sezonie. To narośl na kości na palcu u nogi, która czasem nie stanowi problemu, a czasem przez kilka dni rozwija się tam stan zapalny i utrudnia mi treningi i starty. Wiadomo, jak boli to człowiek czuje dyskomfort i trudniej mu się skupić na pracy. Półtora roku temu miałam podobny zabieg w innym miejscu i od tamtej pory nie ma problemów, zatem jestem dobrej myśli, że teraz też się uda. Pierwsze dni po zabiegu to na pewno będzie czysty odpoczynek, będę chodzić o kulach. Ale po tygodniu będę mogła już zacząć na przykład jeździć na rowerze stacjonarnym.
Kiedy rozpoczną się przygotowania do kolejnego sezonu?
- W związku z zabiegiem prawdziwe treningi zaczną się dopiero końcem maja, kiedy ruszymy na lodowiec. Gdzie dokładnie, trudno powiedzieć - wszystko zależy od warunków atmosferycznych.
A uda się wygospodarować czas na coś poza nartami?
- Gdy rozpocznie się sezon, to nie będzie czasu na nic innego poza treningami i startami. A teraz w okresie przejściowym na pewno byłoby fajnie znaleźć czas na wakacje, na przynajmniej 10-dniowy wyjazd do ciepłych krajów. Na razie po zabiegu nie będę mogła, ale może w maju się uda. Na szczęście studia już poza mną. Teraz mogę się skupić na samych nartach. Na pewno jest mi łatwiej, bo człowiek nie musi zaprzątać sobie głowy dodatkowymi sprawami. W sezonie i tak nie było na to czasu, żeby pojechać na uczelnię, a poza sezonem zamiast naprawdę odpocząć, to trzeba było wrócić do nauki i nadrabiać zaległości. Pozostałe dziewczyny z kadry pewno właśnie teraz są na tym etapie, a ja mogę odpocząć.
Jak zaczęła się twoja przygoda z nartami?
- W Zgorzelcu w ogóle nie ma gór, nie można jeździć na nartach. Ja od małej dziewczynki jestem w klubie Aesculap w Jeleniej Górze i właśnie tam po raz pierwszy zaczęłam jeździć na nartach. Na początku były to weekendowe wyjazdy, a później trafiłam do zawodniczej grupy. W niej moim pierwszym trenerem był właśnie pan Wądołowski. Wychowałam się zatem w Karkonoszach, dopiero później zaczęły się wyjazdy na lodowce. Było wtedy znacznie trudniej niż dziś, zwłaszcza finansowo. Ale wspomnienia mam bardzo dobre i fajnie się to wszystko poukładało. W Zgorzelcu mieszkam do dziś.
Trenujesz czasem w Polsce, czy tylko zagranicą?
- Większość czasu i tak spędzamy na lodowcach w Austrii, Włoszech czy Szwajcarii. W Polsce jest problem z treningiem, bo trudno przygotować trasy albo zdobyć pozwolenie na rozstawienie bramek. Ale mam to szczęście, że nieco ponad godzinę drogi samochodem jest Spindlerovy Mlyn w Czechach, gdzie są świetne warunki do treningu. Jednak konkretny trening prowadzi się prawie wyłącznie na lodowcu. W Zakopanem można trenować właściwie tylko slalom, choć widzę, że fajnie rozwija się Białka Tatrzańska czy Jurgów. Najlepszą okazją do jazdy po polskich trasach są Puchar Europy w Zakopanem czy mistrzostwa Polski. Szkoda, że w tym roku pogoda na mistrzostwach nie dopisała i nie udało ich się rozegrać. Możliwe, że rozegramy je w grudniu, ale jeszcze nic nie wiadomo. Grudzień to już jednak miesiąc z dużą ilością startów, więc będzie problem, aby zebrać wszystkich Polaków w jednym terminie.
Jakie masz plany na nowy sezon?
- Jeszcze nie wiem, na pewno będziemy się nad tym zastanawiać. Myślę, że coś zmienimy, ale trudno powiedzieć. W przyszłym roku nie ma ani mistrzostw świata ani igrzysk, zatem pozostaje mi Puchar Świata, Europy i zawody FIS. Na pewno celem będą zawody najwyższej rangi, czyli Puchar Świata, ale co konkretnie, to jeszcze zobaczymy - czy klasyfikacja generalna, czy poszczególne miejsca w zawodach... Na pewno będę też startować w zawodach FIS, szczególnie na początku sezonu, bo pomagają w przygotowaniu formy startowej. Wystąpię też w Pucharze Europy. Najpierw przydałoby się naprawić pozycję startową albo przez zawody FIS albo punkty Pucharu Europy. Wyższe miejsce w rankingu daje większą szansę na dobry wynik.
Slalom pozostanie twoją koronną konkurencją?
- Tak, cały czas stawiam na slalom. Jeżdżę też czasem giganty, ale traktuję je bardziej jako formę treningu do slalomu. Nie chcę giganta odkładać na bok, bo nie można cały czas jeździć tylko slalomu. Dobrze jest czasem wziąć udział w zawodach niższej rangi w gigancie, zmienić narty na inną długość, inny promień skrętu. To korzystnie wpływa później na slalom. Jednak główne ambicje nastawione są na slalom.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia. Źródło: Alicja Kosman / PZN
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|