Małysz jest pewny. Zawinił zły zeskok | | 2011.01.28 |
- Byłem poturbowany, miałem kilka siniaków, ale generalnie jest w porządku. Nie ma żadnych przeciwwskazań do skakania - mówi w "PS" Adam Małysz, który wraca do rywalizacji po upadku w Zakopanem. Dzisiaj mistrz nie wystąpi w kwalifikacjach, ale zobaczymy go jutro w konkursie drużynowym.
Pański upadek na Wielkiej Krokwi wyglądał groźnie. Jak pan się czuje kilka dni po tym pechowym starcie?
Samopoczucie mam dobre. Byłem poturbowany, miałem kilka siniaków, ale generalnie jest w porządku. Nie ma żadnych przeciwwskazań do skakania. Decyzja o kolejnych występach zależy ode mnie. Doktor Aleksander Winiarski powiedział, że jeśli psychicznie czuję się dobrze, to mogę startować. Więc do Willingen jadę. W środę przeprowadziłem trening. Wprawdzie nie na skoczni, ale wszystko jest w porządku.
A psychicznie jest już pan gotowy do rywalizacji?
Skoki narciarskie należą do sportów ekstremalnych i wiemy, że wypadki się zdarzają. Trzeba to brać pod uwagę. Z drugiej strony nikt nie chce zrobić sobie krzywdy. Kiedy już wiedziałem, że nie wyciągnę tej narty, to próbowałem upaść jak najbezpieczniej. Chciałem przelecieć przez ramię i to chyba uratowało moje kolano. Mogło przecież stać się to samo co z Ville Larinto, który zerwał więzadła.
Ten upadek to kwestia pańskiego błędu czy rezultat zbyt miękkiego zeskoku?
Gdyby zeskok był normalny, wtedy bez problemów dociągnąłbym nartę. Myślę, że w miejscu gdzie lądowałem była dziura, po tym jak upadł Emmanuel Chedal. Natomiast mój błąd był taki, że przy telemarku wylądowałem lewą nogą na kant narty. (...)
Więcej na stronie eurosport.pl
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|