Małysz na wzburzonej fali | | 2003.01.08 |
Janne Ahonen był w poniedziałek najszczęśliwszym człowiekiem w Bischofshofen. Kiedy po drugim skoku podjeżdżał do kamery telewizyjnej, pokazał rękawice, było na nich napisane "Moi Mico" ("Pozdrawiam mojego Mico"). Mico to 14-miesięczny syn Ahonena, już po wygranej w Innsbrucku Fin dedykował mu swoje zwycięstwo.
Ustatkował się? Dlaczego Janne Ahonen jest tak mocny w tym sezonie? - pytano jego trenera Tommi Nikunena. - W poprzednim roku Janne miał kłopoty zdrowotne, narzekał stale na kontuzjowane biodro i nie mógł dojść do pełnej formy fizycznej. Teraz jest zdrów jak ryba. A były trener Ahonena Mika Kojonkoski ma swoją wersję doskonałej dyspozycji Ahonena: - Janne był zawsze świetnym skoczkiem, ale miał zabawowy charakter. Niedawno ożenił się, ustatkował i wyniki sportowe musiały przyjść.
Ahonen już w pierwszych startach w PŚ w sezonie 2002/2003 imponował formą, był drugi i trzeci w Kuusamo, w Engelbergu stanął na najwyższym podium. To zawodnik, mimo dopiero 25 lat, niezwykle doświadczony, startuje w PŚ od 10 lat. W turnieju uczestniczył już po raz 11.
Austriackie "wilczki" Na wygraną w turnieju liczyli Austriacy, ich asami mieli być Hoellwarth, Widhoelzl, Goldberger. Starzy mistrzowie trochę zawiedli, Hoellwarth po słabszym występie w Bischofshofen spadł na 7. miejsce, Goldberger był 9., Widhoelzl 12. Ale furorę na turnieju robili młodzi Austriacy, Kofler skończył imprezę na najwyższym, 4. miejscu, w pierwszej "10" byli jeszcze 20-letni Liegl i 16-letni Morgenstern, który dopiero niedawno, w Engelbergu, debiutował w PŚ.
- Możemy tylko pozazdrościć Austriakom zaplecza - mówił w Bischofshofen Apoloniusz Tajner. - Ale też mają oni od lat znakomity system szkolenia, oparty m.in. o szkołę sportową w Stams. Młodzi Austriacy są świetnie wyszkoleni technicznie. Mając taką plejadę zawodników, mogą być spokojni o wyniki. O sile Austrii najlepiej świadczy fakt, że w klasyfikacji drużynowej wyprzedzają drugich Finów aż o ponad 1400 punktów!
Żeglowanie Adama My wracamy z turnieju z trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej Adama Małysza. Sukces to bezsporny. Polak zaimponował w Bischofshofen, w drugiej serii zagrał va banque, skoczył jak Małysz z najlepszych swoich lat. - Tak może skoczyć tylko zawodnik najwyższego światowego formatu. Nie załamał go pierwszy nieudany skok, notabene oddany podczas fatalnych warunków, tak mocnego wiatru w plecy nie miał żaden ze skoczków ścisłej czołówki - komentował dla telewizji austriackiej b. świetny skoczek Armin Kogler.
A jednak po występie Adama Małysza czuję pewien niedosyt. Skakanie Małysza przypomina trochę żeglowanie na fali. Raz na górze, raz na dole. Zaczął przeciętnie w Oberstdorfie, potem była druga lokata w Ga-Pa. W Innsbrucku i Bischofshofen uciekły Małyszowi dwukrotnie miejsca na podium. Zabrakło w konkursach dwóch dobrych skoków. Trener Tajner przyznaje, że nawet jego Małysz potrafi czasem zaskoczyć. Także my, dziennikarze, stojący na wybiegu skoczni, nigdy nie byliśmy pewni, jak skoczy Adam. Bardzo dobrze, dobrze czy też przeciętnie? Jest więc nad czym pracować. Problem teraz w tym - jak osiągnąć stabilną formę? Czy Adam ma startować we wszystkich konkursach o PŚ, czy też może powinien niektóre zawody odpuścić? To jest już problem naszego sztabu szkoleniowego.
Z zapleczem kiepsko! Kolejny problem naszych trenerów - co zrobić, aby pozostali zawodnicy choćby częściowo zmniejszyli dystans do Małysza? Ten turniej był nieudany dla pozostałych naszych reprezentantów. System ko okazał się dla nich zabójczy. Z trudem przechodzili kwalifikacje, a w konsekwencji potem wpadali na zawodników ze ścisłej czołówki.
Nasi reprezentanci bardzo krytycznie oceniali swoje starty. - Od pewnego czasu skaczę bardzo źle - mówił Tomasz Pochwała. - Na ten turniej nie ma co jechać, będąc w kiepskiej dyspozycji - mówił Robert Mateja. Niezadowolony był Marcin Bachleda, choć jako jedyny z zaplecza zasłużył na cieplejszą wzmiankę. Cztery razy był w czołowej "50", a pamiętajmy, że debiutował w turnieju. Ale po 11. i 18. miejscu w zawodach o PŚ zawodnik miał większe apetyty.
Młodzi zawodnicy wpadli w "dołek". Nie tylko fizyczny, ale i psychiczny. Trzeba ich jakoś odbudować. Czy treningi w Zakopanem, zamiast startu w konkursach o PŚ w Libercu, pomogą Marcinowi Bachledzie, Tomaszowi Pochwale i Tomisławowi Tajnerowi odzyskać formę przed zawodami w Zakopanem?
Andrzej STANOWSKI Dziennik Polski www.dziennik.krakow.pl
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|