Powrót JB Grange’a w wielkim stylu - zwycięstwo w Levi
2010.11.21
JB Grange fot. Rossignol
Wystarczyło zaledwie 11 miesięcy, by Grange’a po zerwaniu więzadeł w Beaver Creek powrócił w pełnej formie! Alpejczyk z Valloire zabłysnął talentem pokonując dwóch medalistów z Vancouver i odnosząc spektakularne zwycięstwo w slalomie rozegranym w ostatnią niedzielę w fińskim Levi.
Koszulka z siódmym numerem startowym wydaje się być dla Grange’a szczęśliwa, bowiem już kilkukrotnie z tym właśnie numerem stawał na pucharowym podium. Zawody rozpoczęły się dla Francuza bardzo pomyślnie - w porannym przejeździe Jean Babtiste wykręcił najlepszy czas. W popołudniowej serii był również najszybszy, pewnie "wjeżdżając" na najwyższy stopień podium. 6-krotny triumfator slalomów zaliczanych do klasyfikacji Alpejskiego Pucharu Świata był poruszony tak udanym powrotem na "białą arenę".
- Naprawdę wzruszyłem się słuchając Marsylianki! To z pewnością jedno z ważniejszych zwycięstw! - komentował szczęśliwy Grange.
- Jestem szczęśliwy, bo udany powrót zawdzięczam bardzo ciężkiej pracy. Chciałem znów wygrywać, a w przygotowania włożyłem mnóstwo wysiłku. Myślę jednak, że po pechowym zeszłym sezonie należy mi się trochę radości.
- Przed przyjazdem do Finlandii miałem dobre przeczucia - całkiem dobrze poszło mi w pierwszych zawodach sezonu w Soelden; w slalomie, jednak wszystko się może zdarzyć. Tym razem, nie tak jak w Austrii, od razu złapałem rytm. Jechałem płynnie i pewnie, dlatego udało mi się złożyć dwa dobre przejazdy. Zwłaszcza na górze miałem świetne czucie nart. Sądzę, że był to jeden z najlepszych slalomów w moim wykonaniu.
- Drugi przejazd poszedł mi naprawdę gładko. Nie stresowałem się, czułem się bardzo pewnie, co pomogło mi utrzymać idealny rytm od początku do końca. - mówił Grange, który na narty powrócił 26. czerwca w Val d’Isere.
Jak zauważył Jean Baptise, to kolejne zwycięstwo w zawodach, w których już w pierwszym przejeździe wykręca najlepszy czas!
- To jakiś zabawny omen, ale mam nadzieję wygrywać również zawody bez presji, że muszę być najszybszy już w pierwszej serii. Niemniej jednak, muszę przyznać, że powrót w tak dobrej formie i w tak krótkim czasie jest dla mnie wielkim sukcesem. Teraz już wiem, na czym stoję! Nie jestem pewien, czy dziś jestem w lepszej kondycji niż przed kontuzją, lecz widać, że nie zmarnowałem "przymusowego" urlopu.
Bolesne chwile za mną… - Oczywiście nie było łatwo siedzieć na wózku i oglądać zawody w telewizji. Ciężka była również długa rehabilitacja, postanowiłem jednak wykorzystać ten czas na przemyślenia i plany dotyczące mnie i mojej sportowej kariery. Miałem chwile zawahania, ale teraz naprawdę cieszę się z powrotu. Zwycięstwo w takiej chwili ma dla mnie wyjątkowy smak - wielka radość ogarnęła mnie już na mecie!
- Nie chcę składać jeszcze deklaracji na wyrost, ale chciałbym osiągać dobre wyniki również w gigancie. Będę startował w Beaver Creek - pechowym dla mnie miejscu, gdzie w zeszłym roku doznałem kontuzji.
- Najbardziej czekam na starty w Val d’Isere, gdzie - w czerwonej koszulce lidera - będę mógł ścigać się na oczach własnej publiczności.
Po kilku dniach odpoczynku i krótkim treningu, JB udaje się do Stanów, gdzie weźmie udział w niektórych z rozgrywanych konkurencji zaliczanych do serii NOR-Am. Później próba sił w gigancie na stoku w Beaver Creek. Rendez-vous, którego nie można przegapić!