Świat uciekł Małyszowi | | 2006.01.16 |
Można śmiało powiedzieć, że Adam Małysz i jego opiekunowie wciąż błądzą. Formy jak nie było, tak nie ma - czytamy w Rzeczpospolitej.
Nasz as skończył mistrzostwa świata w lotach na dwudziestym miejscu. A do igrzysk olimpijskich w Turynie pozostał niespełna miesiąc.
Mistrz świata Norweg Roar Ljoekelsoey mówi cichutko, prawie szeptem. Wygląda na delikatnego, wrażliwego mężczyznę, który przypadkiem znalazł się w tym towarzystwie. To jednak złudzenie. Skoczek z Trondheim dwa lata temu w Planicy wygrał mistrzostwa świata w lotach, a w Kulm powtórzył to osiągnięcie. Przed nim tylko Niemiec Sven Hannawald dwa razy z rzędu wygrał taką imprezę.
Trener Norwegów Mika Kojonkoski i sam Ljoekelsoey mówią, że te mistrzostwa były dla nich ważniejsze od Turnieju Czterech Skoczni. Zawodnik przyznał też, że wcale nie był pewien sukcesu. W piątek poczuł się fatalnie. Przeziębienie dopadło go w najmniej spodziewanym momencie. Miał gorączkę i kłopoty z oddychaniem. W drugim dniu mistrzostw gorączka ustąpiła, ale samopoczucie wciąż nie było najlepsze. Być może dlatego Espen Bredesen, kiedyś mistrz olimpijski i mistrz świata, dziś pracujący dla norweskiej telewizji, stawiał na Tommy'ego Ingebrigtsena. Adam Małysz też miał swojego faworyta. Mówił, że nie będzie silnych na Widhoelzla i niewiele się pomylił. Gdyby nie słabszy drugi skok (tylko 182,5 m), Austriak mógłby myśleć o zwycięstwie.
Więcej w Rzeczpospolitej
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|