TCS Najsmutniesza ekipa zawodów | | 2005.12.30 |
Fin Janne Ahonen (broni Pucharu Świata) wygrał w niemieckim Oberstdorfie inauguracyjny konkurs 54. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Adam Małysz zajął dopiero 13. miejsce, chociaż po pierwszej serii był siódmy - pisze Trybuna
13 pozycja Adama Małysza jest wykładnią - nawet ponad stan - jego możliwości. Po serii próbnej (dopiero 35. odległość, mpozostali Polacy jeszce gorzejÉ) zapowiadała się klęska. Ale potem było jednak 121 metrów, łatwe przeskocznie rywala z pary - Estończyka Jensa Salumae (105) i obiecująca 7. pozycja na półmetku. W finale (rozbieg słusznie podwyższono do 24. belki) Małysz co prawda nie odstawał od najlepszych szybkością najazdu na próg, ale poszybował tylko na 124. metr. Był to jednak dopiero 19. wynik serii, co oznaczało spadek Polaka na 13. pozycję. Pozostali reprezentanci wypadli jak zwykle, czyli fatalnie.
To był konkurs prawdy. Bo wiatr jednako dla wszystkich wiał z tyłu skoczni, nie było "szukania noszeń i powietrza" i nawet Boreasz Szaranowicz nie szalał w teoretyzowaniu o dmuchaniu. To był konkurs dla prawdziwych skoczków będących w formie. Dlatego wielkim mistrzem był Ahonen, Janda miał kłopoty, odrodził się Ljoekelsoey, a do życia wrócił zapomniany staruszek Okabe. Poza tym w pięknym Oberstdorfie - perle alpejskiego okręgu Algau - była piękna pogoda, tłumy wokół najnowocześniejszej skoczni świata, a produkująca tzw. sygnał telewizja RTL wspięła się na techniczne niebiosa.
Był to konkurs przełomowy, bo wysłannicy TVP (a głównie wspomniany Zimoch) zaczęli wreszcie przed wielomilionowym audytorium odkłamywać obraz bożka-Malysza, który zresztą sami stworzyli i kultywowali. Małysz nigdy nie wygrał w Oberstdorfie, ale nie o to chodzi. Usłyszeliśmy wreszcie prawdę o błędach w przygotowaniach, o konieczności przeprosin z profesorem Blecharzem i dziwnej trenerskiej myśli Hansa Kuttina. Myśli ulotnej jak wiatr, bo niewidocznej. O zamknięciu się PZN (tego z zawieszonym przez ministra Lipca zarządem czyli żywego trupa) na naukowe nowinki. O złej atmosferze w kadrze (tej smutnej), gdzie obowiązuje "zasada zwieszonej głowy". Albo więc polscy skoczkowie to beztalencia bez ambicji i woli walki, albo leniuchy-pasibrzuchy, albo źle szkoleni sporttowcy.
Więcej w Trybunie
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|