TCS Żółw Małysz | | 2005.12.30 |
Nie mam formy. No, nie mam na to, by wygrywać. Ale staram się z całych sił. Robię wszystko, co każą trenerzy - kręcił głową Adam Małysz. 13. miejsce w Oberstdorfie odbiera mu szanse na wygranie nie tylko całego Turnieju Czterech Skoczni, ale nawet na podium - pisze Gazeta Wyborcza
W Niemczech ogólnonarodowy lament. Po tym, jak Sven Hannawald skończył karierę, a Martin Schmitt już tylko odcina kupony od dawnej świetności, spadła oglądalność skoków w telewizji RTL, która wykłada ogromne pieniądze na tę dyscyplinę. W 2002 roku TCS przyciągał przed telewizory ponad 13 mln widzów, rok temu - niewiele ponad 5,5. Do tego następców nie widać. Michael Uhrmann, Alexander Herr czy George Spaeth nie tylko umiejętnościami nie dorównują swoim wielkim kolegom, ale i popularnością. Na skoczniach próżno szukać odważnych deklaracji nastolatek i transparentów: "Michael, chcę mieć z tobą dziecko". W czasach Schmitta to była normalka.
Małysz dostał w magazynie zapowiadającym 54. TCS przydomek żółw. Powód oczywisty - jest rekordzistą najmniejszych prędkości na progach skoczni w Garmisch-Partenkirchen (88,4 km/h), Innsbrucku (88,5 km/h) i Oberstdorfie (92,2 km/h). Kiedy ustanawiał te rekordy, nie przeszkadzało mu to w osiąganiu dobrych wyników - trzeci w Oberstdorfie, siódmy w Ga-Pa i drugi w Innsbrucku.
Więcej w Gazecie Wyborczej
| powrót
Aktualne wiadomości w twojej poczcie!
|
Szukaj
|