Igelitowe szaleństwo pod skocznią
W Zakopanem obok Wielkiej Krokwi można jeździć na nartach. Nie jest to wcale wiadomość zaliczana do kaczek dziennikarskich, czy też spowodowana nagłymi opadami śniegu. Przy skoczniach narciarskich ruszył po prostu stok pokryty igelitem. W czasie otwarcia zaprezentowano pokaz jazdy w starym stylu oraz odbyły się pierwsze igelitowe zawody.
Stok wraz z wyciągiem powstał dzięki dwóm osobom: Piotrowi Toporowskiemu (właścicielowi terenu) i pomysłodawcy inwestycji: Jarkowi Sitarzowi.
- To pierwsza taka trasa w Małopolsce, a jedna z pierwszych w kraju. Obok wyciągu jest wypożyczalnia nart oraz punkt gastronomiczny, mówi Jarek Sitarz.
Otwarcie mimo deszczowej pogody oglądało wielu turystów i zakopiańczyków. A było na co popatrzeć.
Na stoku zaprezentowano historię narciarstwa w Tatrach. Była więc jazda o jednym kiju zaczerpnięta jeszcze z czasów prekursora narciarstwa Stanisława Barabasza. Góralscy ratownicy TOPR w strojach z początku ubiegłego stulecia ratowali turystkę, która niezbyt pilnie wsłuchiwała się w to, co mówili do niej instruktorzy.
Na stoku pojawili się też najmłodsi narciarze z zakopiańskich szkół. Na koniec odbyły się pierwsze w historii Zakopanego zawody narciarskie na igelicie.
Stok ma długość 150, a szerokość 15 metrów. Szusować na igelicie można od godz. 9.30 do wieczora, trasa jest też sztucznie oświetlona. Karnet 12-przejazdowy to wydatek 15 złotych, a wypożyczenie sprzętu kosztuje 10 złotych za pierwszą godzinę i 6 za następne.
Jak mówili ci narciarze, którzy zażyli już igelitowego szaleństwa, jazda niewiele różni się od szusowania na śniegu. (PP)
Dziennik Polski www.dziennik.krakow.pl
