Lato na nartach w Les Deux Alpes
Środek wakacji, a grupka sześciu zwariowanych ludzi wybiera się na narty. Zapakowaliśmy się w dwa samochody. W Hondzie Civic jechały dwie osoby sprzęt narciarski oraz jedzono, a w Nissanie Almera reszta. Wyruszyliśmy w trasę do Francji planując przystanek w Livigno.Zabraliśmy ze sobą do testów sprzęt firmy Blizzard, który udostępniła nam firma Greenland z Mikołowa, oficjalny przedstawiciel Blizzarda na Polskę.

Wyjechaliśmy w piątek wieczorem, by nad ranem znaleźć się w Livigno. W Livigno znajduje się strefa wolnocłowa i wszystkie artykuły są bez podatku VAT. Paliwo kosztuje ok. 3 zł w przeliczeniu na polską walutę. Litr Absoluta - 29 zł !!! Zrobiwszy zakupy, napoiwszy benzyną autko, zjedliśmy śniadanko i udaliśmy się w dalszą drogę, ponieważ przed nami było jeszcze ok. 600 km.

Oddalając się z Livigno coraz bardziej na południe obserwowaliśmy jak temperatura na zewnątrz samochodu systematycznie wzrasta by w Mediolanie osiągnąć apogeum 33 stopni Celsjusza.Po męczącej drodze, paru serpentynach na końcu drogi wspięliśmy się w końcu na wysokość 1650 m, gdzie naszym oczom ukazało się piękne miasteczko Les 2 Alpes.
Część naszej ekipy już była na miejscu (to Ci, co nie jechali przez strefę wolnocłową) nakierowała nas na apartament. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy, że mieszkamy na 11 piętrze w najwyższym budynku w mieście.Ale za to, jakie widoki mieliśmy warunki noclegowe, jakie zastaliśmy przeszły nasze najskromniejsze oczekiwania.Apartament był dla 10 osób, a my mieszkaliśmy w nim w szóstkę. Na wyposażeniu kuchni była mikrofalówka, opiekacz, lodówka, zmywarka i komplet talerzy na ok. 20 osób.
W tym dniu po obchodzie miasteczka położyliśmy się wcześniej spać, by na drugi dzień wstać o 6.30 rano !!! Pragnę wspomnieć, że wyciągi w okresie letnim na lodowcu kursują od godziny 7 do 13. Potem można jeszcze być na górze i się opalać lub posiedzieć w knajpce na wysokości 3200 m. Gondole zwożące ludzi z lodowca kursowały do 17.Niedziela powitała nas słońcem, ale także silnym wiatrem. Jak się później okazało koło godziny za silnym by orczyki na górze mogły kursować. I tak o godzinie 11 myśleliśmy, że skończyło się jeżdżenie. Dzięki naszemu pechowi - zostawiliśmy przy górnej stacji orczyka kilka par nart - dowiedzieliśmy się, że kursuje jeszcze "kret" (Funiculare), wwożący ludzi tunelem na szczyt góry. I tak pojeździliśmy do godzinki 12.30.

Wieczorkiem się ochłodziło i nawiedziła nas burza, jak się na drugi dzień okazało na wysokości powyżej 3000 m spadł śnieg !!!Poniedziałek znów "lampa" na dworze, ale dość chłodno i jeździło się po dobrze zmrożonym, przygotowanym przez ratraki śniegu. Puściło dopiero ok. południa. Takie warunki były już do końca tygodnia.
Ale żebym nie pisał samych zalet lodowca w Les 2 Alpes, wymienię parę wad.1. Obsługa nie umiała w ogóle podawać orczyków.2. Wyciągi orczykowe zbyt często stawały na jakiś czas.3. Ekipa - głównie deskarze wjeżdżali sami na orczykach dwuosobowych, przez co robił się zacisk w kolejce.4. Było zbyt wiele klubów i zawodników tak, że ktoś słabiej jeżdżący musiał bardzo uważać, by nie zostać stratowany przez lepiej jeżdżących.Dobrą informacją jest to, że przy rezerwowaniu apartamentów (tak kilka miesięcy wcześniej) można zarezerwować sobie stok treningowy bez dodatkowych opłat.
A co po nartach? W cenę karnetu wliczona była dowolna ilość wejść na basen oraz na lodowisko na otwartym powietrzu, które czynne było od godziny 20 do 23. Dodatkowo mieliśmy do wykorzystania 10 zjazdów torem saneczkowym, podobnym do tych, które są w Polsce na Czantorii, czy Gubałówce. Za free było też strzelanie z łuku, nauka tenisa, golfa oraz pływanie żaglówką po jeziorze. Po południu nie było czasu na nudę.
Wieczorami można było potańczyć dyskotece, napić się piffka w knajpkach, zjeść fondue, posłuchać muzyki live, a także pójść pooglądać konkurs "mokrego podkoszulka". Staraliśmy się, aby nasz program był jak najbardziej urozmaicony: trochę w domowym zaciszu, trochę śpiewy na ulicy. Polecam gorąco fajną knajpkę " Piano Bar", gdzie są organizowane koncerty na żywo i goście grają naprawdę dobrą muzę. W ciągu tygodnia pobytu nie spotkaliśmy ani jednego Polaka, a także Niemca. Byli natomiast Koreańczycy, zawodnicy z jakiegoś klubu Yong Pyong ;), kluby z Włoch i Francji.Tydzień upłynął pod znakiem dobrej zabawy na nartach i nie tylko.Przed wyjazdem słyszałem opowieść, że w Maso Corto jeździło się po lodzie, że na Tuxie tylko 40 cm śniegu, a raczej lodu. A myśmy jeździli po prawdziwym śniegu!
Powrót także odbył się przez Livigno, gdzie zjedliśmy pyszną kolację w naszej ulubionej pizzerii, zapijając, kto nie prowadził, winem oraz Grappą Meli Verde - o smaku Zielonego Jabłuszka. Niestety podczas wyjazdu z Livigno zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez obsługę stacji benzynowej, że tunel do Szwajcarii jest czynny do 22. NIEPRAWDA !!! Tunel otwarty jest ZAWSZE do godziny 20 wieczorem. Przez błąd w sztuce musieliśmy wracać do Bormio i dalej przez przełęcz Passo Stelvio, najwyżej położoną przełęcz, dostępną dla samochodów w Europie. Zjeżdżając naliczyliśmy 49 zakrętów o 180 stopni. Koszmar! Dobrze, że nikt się nie zwymiotował w samochodzie ;)Nadrabiając około półtorej godzinki podróży nad ranem znaleźliśmy się z powrotem w szarej rzeczywistości, czyli w Polsce.
Kilka słów o nartach, które miałem przyjemność testować we Francji.
Blizzard SL Titanium, długość 160 cm, promień skrętu 13m. Zawodnicza narta slalomowa. Uważam, że chyba jedna z najlepszych nart, na których jeździłem. Idąca płynnie na krawędzi. Łatwo bardzo zapoczątkowuje się na niej skręt, bardzo łatwo i szybko zmienia krawędź. Narta jadąca po każdym rodzaju śniegu, od zmrożonego po wiosenną "bryję".Moja ocena w skali 0-5 to 5-
Blizzard SXP, długość 163 cm, promień skrętu 13 m.Narta z kategorii Cross Carve.Narta idealna do funu oraz do lekkiego slalomu. Bardzo dobre trzymanie krawędzi, możliwość ich szybkiej zmiany przy użyciu małej siły. Podczas dużej prędkości narta dobrze tłumi drgania. Podczas jazdy na wprost narta trochę "myszkuje", ale jest to spowodowane dość dużym jej taliowaniem.Odpowiednikiem tej narty jest np. Atomic SL 9.12, który jednak trochę przewyższa właściwościami Blizzarda SXP. Moja ocena to 4+
Blizzard CXP TI, długość 158 cm, promień skrętu 13 m.Narta nie posiadając płyty, uniwersalna, choć można na niej pojechać nawet funa.Typowa deska do "wożenia dupy". Lekka, łatwa i przyjemna.Moja ocena to 4 z czystym sercem.
Robert Psiuk
