Świętuj z nami 30 lat
Sport

Za Justynę ściskanie pośladków

Spacerujący, albo zbierający grzyby i jagody, w Cygańskim Lesie (Bielsko-Biała), co jakiś czas napotykają dziwne obiekty, a może raczej tajemnicze budowle. Wchodząc do tego Lasu od strony Bielska, czy od Bystrej mogą zobaczyć coś, co wygląda na pozostałość po życiu dawno zapomnianych już ludów.

Pomiędzy drzewami pojawiają się strome, sztucznie utworzone, zjazdy-wybrzuszenia, jak się później informują u autochtonów - są to pozostałości po dwóch skoczniach narciarskich. Kamienne mury wijące się po zboczu górskim to, jak dumnie podkreślają miejscowi, kiedyś najdłuższy w Europie naturalny tor saneczkowy. Pośród runa leśnego, obok krzaczków jagód, prześwituje jakaś dziwna masa, chyba z gumy albo czegoś gumopodobnego. Poszarpana dziś resztka tej masy, wydaje się, została ułożona w wąską ścieżkę prowadzącą nie wiadomo gdzie. Tutaj, miejscowi są niemniej dumni, kiedy było lato sportowcy biegali ni to na nartach ni to na rolkach i trenowali przed zimą.

Do mety, nartami, na koniec sezonu, dobiegła Justyna Kowalczyk. Wygrała Mistrzostwa Świata, a potem tego świata Puchar, "Ta dziewczyna z Kasiny Wielkiej, gmina Mszana Dolna, nie szkodzi, gdzieś w Polsce" (z transmisji radiowej). Dobiegła do końca ostatniego w tym roku dystansu, przewróciła się zmęczona, ale wkrótce uśmiechnęła się do świata swym imponującym uzębieniem. Jednak tu skończyła się słodka, intymna chwila własnej radości ze zwycięstwa.

Natychmiast obok Justyny Kowalczyk pojawili się ci, którzy sami nazwali się ojcami sukcesu. Nie pomni na to, jakie kłody rzucali pod nogi zawodniczki i jej trenera, albo, że do tego dnia nie wiedzieli jak wyglądają biegówki. Pojawił się oczywiście prezes związku poruszających się w różny sposób na dwóch deskach - dumny ze "swego" sukcesu. Jest dumny, pomimo tego, że w trakcie sezonu zajmował się tylko i wyłącznie paru facetami, którzy na nartach wcale nie biegają, ale przypinają je sobie do butów i odrywają się od ziemi a wygrywa ten, kto kontaktu z ziemią nie będzie miał najdłużej. Sukces prezesa polegał głównie na tym, że związek wreszcie dał Kowalczyk spokój i wolną rękę. Dumni pojawili się też inni działacze, politycy (prezydent nawet dzwonił!), dziennikarze i kibice.

Jesteśmy dumni, jesteśmy Polakami, a wiadomo Justyna też jest Polką, więc to jakbyśmy my osobiście na tym śniegu biegli, te tysiące kilometrów, z kijem w ręce, w deszczu pod wiatr. Łzy w oczach większe niż u zawodniczki, uśmiechy trochę węższe, bo nie każdy ma tak wspaniały zgryz. Królowa zimy, Królowa nart, Królowa Polski (?), KRÓLOWA! Bieganie na nartach to POLSKA SPECJALNOŚĆ, niech OD NAS uczą się wszyscy! Politycy już wiedzą, że sukces zawdzięczamy ich ówczesnym (bo już nie rządzą) albo obecnym (bo właśnie rządzą) działaniom na niwie państwowej. Dziennikarze, bo pisali i pomagali zawsze. Kibice, bo z emocji ściskali pośladki i chlali piwo.

Zdjęcia, uśmiechy, poklepywanie po plecach - ODNIEŚLIŚMY SUKCES! I co dalej? A dalej będzie podobnie jak z innymi sukcesami. Pamiętacie jeszcze pana Leszka Blanika, pierwszego Mistrza Olimpijskiego w historii polskiej gimnastyki? Gość nie bardzo miał gdzie trenować, a żeby rozbieg do skoku był odpowiednio daleki musiał wbiegać na salę przez otwarte drzwi z korytarza. Czy jego zwycięstwo olimpijskie przełożyło się jakoś na rozbudowę sal gimnastycznych, również dla gimnastyków? Czy widzieli państwo choćby to, że podniecona misyjną myślą, telewizja publiczna zaczęła promować ten sport jakąś transmisją z zawodów gimnastycznych?

A Tomasz Majewski, kolejny mistrz olimpijski, po sukcesie w Pekinie doczekał się wyłącznie tego, że rozpadła się jego ekipa trenersko - wspomagająca, bo zabrakło kasy. A promocja lekkiej atletyki w TVP (hi hi), jeżeli już jest, to w środku nocy jako nocna atletyka.

A pamiętacie państwo jak wszyscy kochaliśmy piłkarzy ręcznych po porywających sukcesach w dwóch kolejnych turniejach o Mistrzostwo Świata? A ile później przyszkolnych boisk, wybudowanych kiedyś dla tej gry, zamieniono na samochodowe parkingi? Gdyby nie Polsat nikt tej dyscypliny nie widziałby na oczy przez następne lata.

Trochę lat temu biegi narciarskie w Polsce zbudował pewien nauczyciel z Mszany Dolnej. Udało mu się "wychodzić" pieniądze na narty dla uczennic ze swojej szkoły średniej. Narty dziewczynom rozdał i one do tej szkoły z okolicznych miejscowości po śniegu przybiegały. Cóż, kiedy dziś w trakcie obchodów sukcesu Justyny Kowalczyk nikt nie ma czasu ani nerwów kupić nart dla uczniów i uczennic.

Stanisław Frąckiewicz
www.super-nowa.pl

Podyskutuj o tym na forum

Dodaj skionline.pl do ekranu

iPhone i iPad Safari

  1. Stuknij Udostępnij (w nowszym Safari najpierw „•••”).
  2. Przewiń listę i wybierz „Do ekranu początkowego”.
  3. Stuknij „Dodaj”.

W innych przeglądarkach na iPhonie ta sama opcja jest w menu Udostępnij.

Więcej o aplikacji