Świętuj z nami 30 lat
Sport

Słów kilka o przygodzie olimpijskiej

Zbliża się magiczny czas, dla każdego kibica sportów zimowych, czyli XXI Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które w dniach 12-26 lutego odbędą się w kanadyjskim Vancouver. O tym, czym dla sportowca jest olimpiada i komu z polskiej ekipy najbardziej potrzebny jest doping fanów rozmawialiśmy z bielską olimpijką Dorotą Kwaśny-Lejawą.

Do Olimpiady w Vancouver pozostało już tylko kilkanaście dni. Od 12 lutego oczy całego sportowego świata zwrócone będą na to liczące ponad pół miliona mieszkańców miasto położone w zachodniej Kanadzie. Zmagania zawodników będzie również śledziła Dorota Kwaśny-Lejawa, która na Igrzyskach występowało trzykrotnie: w 1992 r. w Albertville, w 1994 r. w Lillehammer oraz w 1998 r. w Nagano. - Miałam jechać także na kolejne Igrzyska do Salt Lake City, ale z powodu kontuzji źle przygotowałam się do sezonu i byłam przez to w słabej formie. Nie pomogło nawet to, że rok wcześniej w Mistrzostwach Świata w Lahti zajęłam 16. miejsce w biegu łączonym, co dawało mi przepustkę do kadry na igrzyska - wspomina Kwaśny-Lejawa.

W wiosce mieli nawet fryzjera

Dla Pani Doroty każda kolejna olimpiada to czas wspomnień.

- Udział w igrzyskach olimpijskich to jest coś wspaniałego. To przede wszystkim ogromne przeżycia, których nawet nie da się opisać, ale to także duży stres i odpowiedzialność, bo każdy chce na tych zawodach wypaść jak najlepiej. Cały czas myśli się o swoim starcie, bo nie po to trenowało się cztery lata, żeby kiepsko wypaść. Jedynie w Nagano trochę z koleżankami z ekipy pozwiedzałyśmy, ale też nie za wiele - uśmiecha się bielszczanka, która swój najlepsze starty olimpijskie notowała pod panieńskim nazwiskiem - Kwaśny.

- W indywidualnych startach najlepiej wypadłam w Albertville, gdzie zajęłam 21. miejsce w biegu łączonym. Z kolei w Lillehammer wraz z koleżankami ze sztafety zajęłyśmy 8. miejsce, mówi Kwaśny-Lejawa. Dla każdego zawodnika udział w igrzyskach jest czymś wyjątkowym i to nie tylko ze względu na rywalizację w zawodach, ale także z powodu tego, co dzieje się poza arenami sportowych zmagań. Mieszkaliśmy w wiosce olimpijskiej, która jest takim małym miasteczkiem wybudowanym na potrzeby igrzysk. Proszę sobie wyobrazić, że tam był nawet fryzjer, śmieje się sympatyczna zawodniczka i dodaje, że zawsze czekało się na wieści o dobrych występach Polaków. - Dobre miejsca koleżanek i kolegów z reprezentacji dają jeszcze większą motywację, mówi Pani Dorota.

Nieprzygotowani na " Kowalczykomanię"

Dorota Kwaśny-Lejawa wraz z Bernadettą Bocek-Piotrowską i Katarzyną Gębalą były ostatnimi biegaczkami narciarskimi z Bielska-Białej, które poznały smak startu na olimpiadzie. Dlaczego?

- W Bielsku nie ma klubu, który wspierałby biegi narciarskie i na razie nie słyszę, żeby ktoś miał ochotę ten stan rzeczy zmienić. Wiem, że pojawiła się grupa dzieci, które trenują w Bystrej i może właśnie wśród nich będzie ktoś, kto kiedyś pojedzie na olimpiadę? - zastanawia się Kwaśny-Lejawa i dodaje, że wbrew wielu opiniom głoszącym, że w dzisiejszym świecie dzieci i młodzież interesuje tylko telewizja i komputer, jest wiele dzieciaków, które chcą uprawiać sport, potrzebny jest tylko ktoś, kto wyciągnie do nich rękę i odpowiednio je zainteresuje.

- Ja chodziłam do Szkoły Podstawowej nr 25 w Cygańskim Lesie i tam na lekcjach wychowania fizycznego zabierano nas na narty, z którymi szybko się oswajaliśmy. Później przychodzili trenerzy biegania i robili nabór do klubu, w którym rozwijało się swoje umiejętności. Teraz w Bielsku czegoś takiego nie ma, zanikło to zupełnie, mówi 15-krotna Mistrzyni Polski.

Trudno się ze słowami bielskiej olimpijki nie zgodzić. Należy jedynie ubolewać, że w Bielsku-Białej (mieście położonym u stóp Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego) tras biegowych, gdzie można by pobiegać na nartach nie ma prawie wcale... A szkoda, bo zainteresowanie biegami narciarskimi po sukcesach Justyny Kowalczyk jest naprawdę duże. Co prawda choć na razie nie jest ono tak wielkie, jak kilka lat temu słynna już "Małyszomania", to z każdym kolejnym sukcesem Justyny, sympatyków biegów narciarskich przybywa i warto by to wykorzystać.

Pamiętajmy o tych nieco słabszych!

Dorota Kwaśny-Lejawa zapewnia, że podczas startów polskich zawodników na Igrzyskach w Vancouver, będzie mocno ściskała za nich kciuki.

- Będę kibicować wszystkim naszym reprezentantom, ale najbardziej polskim biegaczkom. Szczególnie będę trzymać kciuki za nasze młode zawodniczki, bo one nie osiągnęły jeszcze tak dużo jak Justyna Kowalczyk, a przecież też bardzo ciężko pracują, żeby osiągać dobre wyniki. Dlatego właśnie te młode dziewczyny trzeba wspierać najmocniej, żeby dawać im motywację do dalszej pracy, tłumaczy Pani Dorota.

Dodajmy, że w Vancouver wystąpi najprawdopodobniej 47 Polaków. Wśród nich na olimpijskich arenach będziemy mogli oglądać sześciu sportowców z naszego regionu: w skokach Adama Małysza i Stefana Hulę, w biathlonie Magdalenę Gwizdoń, a w konkurencjach snowboardowych Paulinę Ligocką, Michała Ligockiego i Mateusza Ligockiego, który dołączył do kadry po wycofaniu się jednego z Japończyków ( Mateusz był pierwszym rezerwowym na listach FIS w snowboardcrossie).

Najprawdopodobniej polscy skoczkowie nie będą mogli uczestniczyć w ceremonii otwarcia igrzysk, bo kilka godzin przed ceremonią odbędą się kwalifikacje do konkursu na skoczni K-90, a już następnego dnia będą walczyć o olimpijskie medale. Ja na pierwszych moich igrzyskach też nie mogłam być na ceremonii otwarcia, bo następnego dnia miałam swój start. Bardzo tego żałowałam, dlatego na następnych uparłam się, że na ceremonii muszę być. To było coś przepięknego, mówi Dorota Kwaśny-Lejawa.

źródło: www.super-nowa.pl

Dodaj skionline.pl do ekranu

iPhone i iPad Safari

  1. Stuknij Udostępnij (w nowszym Safari najpierw „•••”).
  2. Przewiń listę i wybierz „Do ekranu początkowego”.
  3. Stuknij „Dodaj”.

W innych przeglądarkach na iPhonie ta sama opcja jest w menu Udostępnij.

Więcej o aplikacji