Dlaczego Kowalczyk upodobała sobie Livigno?
- Odpowiednia wysokość, doskonale przygotowane trasy, a także możliwość wyciszenia się to najważniejsze powody ponownego wyjazdu Justyny Kowalczyk na treningi we włoskie Alpy. Uważa jeden z trenerów liderki Pucharu Świata w biegach narciarskich Rafał Węgrzyn.
Jeśli przerwa między zawodami Pucharu Świata trwa więcej niż tydzień mistrzyni olimpijska prawie zawsze przeznacza ten czas na treningi we Włoszech. W tym sezonie wyjątkiem był jedynie okres świąt Bożego Narodzenia, w którym odwiedziła rodzinę.
O uwielbieniu do tego rejonu może świadczyć to, że w listopadzie Kowalczyk i trener Aleksander Wierietielny pokonali w trzy dni (m.in. ponad 24-godzinny rejs promem) ponad trzy tysiące kilometrów z Kuusamo do Livigno, by móc tam pracować. Podróż z Otepaeae, gdzie w miniony weekendy odbyły się zawody PŚ, nie była tak wymagająca.
- Z Estonii do Monachium dotarli samolotem. Na lotnisku czekał samochód, którym szybko i sprawnie dostali się na miejsce. Powiedział Węgrzyn.
Polka Alpy opuści tylko na czas zawodów w rosyjskim Rybińsku (4-6 lutego). Następnie wróci do Włoch, by dalej przygotowywać się do mistrzostw świata w Oslo oraz poprzedzających je zmagań w Drammen.
