Klęska Bjoergen pod nieobecność Justyny
Niewiele odrobiła Marit Bjoergen do Justyny Kowalczyk. Pod nieobecność polskiej królowej nart w Libercu Norweżka nie zdołała awansować nawet do finału sprintu. Wygrała Kikkan Randall przed Hanną Falk i Celine Brun-Lie. Za tydzień prawdziwe ściganie w Otepää.

Kowalczyk, która tydzień temu w cuglach wygrała Tour de Ski, już wcześniej zdecydowała, że do Liberca nie pojedzie.
- Tam będzie rozegrany sprint i sprint drużynowy, czyli dla Justyny właściwie jeden start, który nic by jej nie dał. Wolimy ten czas poświęcić na przygotowania do kolejnych ważnych dla nas biegów - wyjaśniał trener biegaczki Aleksander Wierietielny.
Z kolei Marit Bjoergen dokładnie odwrotnie. Norweska supergwiazda odpuściła sobie Tour de Ski, ale Liberec potraktowała jako kolejną stację przed mistrzostwami świata na przełomie lutego i marca.
Bjoergen jak zwykle była typowana do zwycięstwa, ale zawiodła na całej linii. W swoim biegu półfinałowym była trzecia za rodaczką Celine Brun-Lie i Francuzką Laure Barthelemy, a miała za słaby czas, by awansować do finałowej szóstki jako lucky looser.
W Libercu wygrała specjalistka od biegów sprinterskich, czyli tym samym główna rywalka Bjoergen. W sobotę Kikkan Randall znów zaimponowała formą. Sprzyjała jej dość płaska trasa, a na dodatek potrafiła wyciągnąć lekcję. W ćwierćfinale o włos przegrała z Petrą Majdić, ale w finale nie miała już konkurencji.
