Kowalczyk i Bjoergen już nie mogą spać spokojnie
Być może już w najbliższym czasie Justynie Kowalczyk i Marit Bjoergen wyrośnie poważna konkurentka do walki o zwycięstwa w najważniejszych biegach. Therese Johaug, bo o niej mowa, ma ku temu wszelkie predyspozycje, o czym przekonała wszystkich podczas weekendu w Val di Fiemme.

Filigranowa Norweżka była obok Justyny Kowalczyk zdecydowanie najlepszą biegaczką sobotniej i niedzielnej rywalizacji. W biegu na 10 km stylem klasycznym jako jedyna przez większą część etapu potrafiła dotrzymać kroku polskiej biegaczce. W niedzielę natomiast przeszła samą siebie, uzyskując najlepszy czas spośród wszystkich zawodniczek w biegu zakończonym morderczą wspinaczką na Alpe Cermis.
- Wcale nie dziwię się, że dziś najlepsza była Johaug - przyznała Kowalczyk po niedzielnym biegu. - Ta trasa była idealna dla jej stylu biegania i jej budowy. Zaskoczyła mnie na pewno jej wczorajsza dyspozycja, ale to kolejny dowód na to, że obecnie jest ona w świetnej formie. Myślę, że będzie ona bardzo mocna również w dalszej części sezonu - dodała.
Polska biegaczka zapewne wie, co mówi. Styl, w jakim 22-latka mijała na podbiegu Petrę Majdic, Ariannę Follis i Mariannę Longę dowodzi jej ogromnego talentu i doskonałego przygotowania. Na dziewięciu kilometrach niedzielnego biegu Johaug zdołała odrobić do Kowalczyk niemal dwie minuty.
- Jestem bardzo zadowolona ze swojego startu - powiedziała na mecie Norweżka. - To był chyba mój najlepszy bieg w życiu. Od początku czułam, że mam świetnie nasmarowane narty. Mój organizm czuł się równie dobrze. Dzisiaj byłam w świetnej formie - dodała Johaug, która drugim miejscem w klasyfikacji Tour de Ski wyrównała najlepsze osiągnięcia rodaków: Marit Bjoergen i Petter Northuga.
