Nie dziwię się Mariannie...
I to choć wiemy o wiele więcej o tym co działo się na zakrytym przed naszymi oczami poniedziałkowej trasy biegu stylem klasycznym, o współpracy Włoszki z Norweżką. Nasi koledzy z Francji i Niemiec, którzy mieli wystawione tam posterunki, potwierdzili, że Marianna Longa specjalnie niemal stanęła i czekała na Marit Bjoergen. A potem przez 5-6 kilometrów biegła razem z nią. Niewątpliwie pomogła Norweżce wygrać, przyznała to zresztą sama Bjoergen.
W przeciwieństwie do wielu nie wietrzę w tym działaniu teorii spiskowej i wcześniej zawartej umowy między zawodniczkami lub ekipami. Na miejscu Marianny zrobiłbym to samo! Wiedząc, że nie dam rady znakomitościom spróbowałbym pobiec z jedną z nich, bo dawało to szanse na trzecie miejsce. Był już taki przypadek w historii. Podczas igrzysk w Lake Placid na własne oczy widziałem jak Norweg Aunli stanął na kilometrze po starcie i czekał aż dobiegnie Szwed Wassberg. A potem razem z nim, raz prowadząc, raz dając szansę Szwedowi biegł aż do finiszu. Szwed o jedną setną sekundy (!!!) wyprzedził Fina Mieto a Norweg zajął trzecie miejsce.
