Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.07.2016 w Odpowiedzi

  1. Po świętowaniu,czas było ruszyć na dół,a dokładnie do Domu Śląskiego,gdzie była baza i można się było napoić,zjeść ile kto tylko chciał. Tylko co z tego kiedy ja nie byłem w ogóle głodny? Nawet pić mi się za bardzo nie chciało. Nic to,ruszyłem z medalem na piersi i wielkim uśmiechem na twarzy,po drodze dopingując jadących jeszcze do góry. Dojechałem do Domu Śląskiego,znalazłem sobie jakieś miejsce na odpoczynek i odebrałem moje rzeczy z busa.Plecaczek mały,więc zabrałem jedynie dwie bluzy,pelerynę i... ręcznik. Zdjąłem przemoczoną koszulkę,wytarłem się i ubrałem dwie suche bluzy. To był dobry pomysł,ale przy tej temperaturze,tj. 13 st. i dużej wilgotności powietrza,mimo wszystko zrobiło mi się zimno. Właściwie oczekiwanie na zjazd na dół to chyba była najgorsza chwila dla mnie. Ale przynajmniej najadłem się owoców,ciastek, dostałem tego tyle,że większość zwiozłem na dół! Organizatorzy zadbali o nas. No i przyszedł ten moment - pilot się ustawił (nie wolno samodzielnie jechać) i ruszyliśmy. Najlepsze - 350 osób jedzie non stop na hamulcu,bo stromo i wszyscy praktycznie mają tarczówki... Swąt z klocków poszedł niemały! Mi się starły do reszty i muszę je szybko wymienić. Kiedy wyjechaliśmy z parku i wjechaliśmy na drogę,trochę niemiła niespodzianka - droga nie byłą zamknięta dla ruchu samochodowego! Dla mnie to błąd,kiedy taka ilość kolarzy jednocześnie wjeżdża na asfalt. Byli tacy,co samochody wyprzedzali,a tu zza zakrętu autobus! Jak się zorientowałem,że ruch odbywa się normalnie,jechałem grzecznie w szeregu. A tak fajnie można było się rozpędzić... Trudno. Dojechaliśmy do centrum,gdzie czekały nas owację - przyjemnie. Ci,którzy dzień wcześnie nie odebrali pakietów startowych,mogli zrobić to teraz. Ja już odebrałem,więc pozostało odebrać Dyplom i się powłóczyć po centrum na rowerze i nacieszyć z sukcesu. Pakiet startowy - wspominałem wcześniej o dość sporej opłacie. Owszem,ale przynajmniej każdy uczestnik ma sporo pamiątek. Dokładnie to: medal,koszulka,Dyplom, pakiet kosmetyków Lirene, do tego spora wyżera na górze i jeszcze parę drobiazgów,jak np. plakat. Zdjęcia niestety musiałem sobie wykupić. Wspomniałem wcześniej o specjalniej klasyfikacji dla "tłuściochów" - gdybym na takowym jechał,byłbym trzeci! Fakt - startowały 4 osoby (ze mną byłoby 5),ale i tak stanąć na pudle i mieć dodatkowy medal,czy nagrody,byłoby przyjemnie. Może za rok się skuszę,bo mam na celu grubasa... Mój wynik: - Open: 223 miejsce na 350 osób (ale startowało ostatecznie chyba 344) - M3 (30 - 39 lat): 90 miejsce na 125 startujących. Gdyby mnie zakwalifikowali jak na Magurce do M4,byłbym 46 na 66 startujących.Tka byłem chyba najstarszy w swojej kategorii... Najważniejsze jednak,że wyjechałem nie dotykając nogą ziemi od centrum Karpacza do samego szczytu! Wiele osób z lepszym czesm ode mnie pod koniec prowadziło rower... Mój czas to 1:37:30. Pełną informację o zajętym miejscu i uzyskanym czasie dostałem niemal natychmiast SMS-em! No i podium. Kategoria Open: Najmłodsza uczestniczka: 60+ - najstarsi uczestnicy w tańcu... Impreza zorganizowana perfekcyjnie. No może ten zjazd,ale to drobiazg. Będę miał sporo wspomnień na długi czas.Warto było! Co dalej? Teraz trochę odpoczynku i się zobaczy.Wpisałem się co prawda na Uphill Beskidy - cykl 5 zawodów - ale ze względu na nawał pracy i terminy niektórych z nich,chyba zrezygnuję. Myślę poszukać czegoś wyjątkowego,tak jak nasza Śnieżka. Może na Słowacji,może w Alpach? Chyba nie będę się rozdrabniał,bo zwyczajnie nie mam na to pieniędzy i czasu. No i jeśli mam gdzieś wystartować,to chcę mieć z tego trochę pamiątek,a to nie takie oczywiste. Z Magurki jedyne co mi zostało to numer startowy... W tym cyklu Uphill Beskidy,na koniec zabierają nawet to! Na razie myślę o Polar Skitour w Zawoi,a w przyszłym roku może 4-dniowy maraton MTB w Karkonoszach. Może JC podrzuci jakiś pomysł,bo kto jak nie on wie co i gdzie się dzieje? :wink:
    3 punkty
  2. cz.2 Od siódmego kilometra zaczyna się robić stromiej i właściwie żadnej,nawet krótkiej przerwy - wypłaszczenia na odpoczynek.Tutaj był największy pogrom! Tutaj też wyprzedziłem najwięcej osób.Jedni zsiadali z rowerów zadyszani i powoli prowadzili swoje maszyny do góry,inni w ogóle siedli na poboczu z opuszczoną głową.Niektórzy leżeli na poboczu,z trudem łapiąc oddech,prosząc chyba siły wyższe o choćby małe wspomaganie. Część osób wykorzystała fakt,że obok schroniska był bufet i tam po prostu się zatrzymała na odpoczynek. No właśnie - picie. Zabrałem ze sobą litr napoju energetycznego,ale zdążyłem upić jedynie kilka łyków. Bufet całkowicie pominąłem,bo nie miałem czasu nawet pomyśleć,czy jestem spragniony. Bardziej byłem zajęty myślami jak poradzić sobie z potem z głowy,spływającym pod okulary,a w konsekwencji niemiłosiernie szczypiącymi oczami. W suwie w tym miejscu mamy ponad 3 km stromego podjazdu o nachyleniu ok. 20%. Przyznam,że ja też to odczułem i nawet chciałem przez chwilę się zatrzymać,ale przetrzymałem to i jak tylko zaczęło się wypłaszczać,natychmiast zmieniłem biegi na wyższe i przyspieszyłem. Co ciekawe,akurat jak dojeżdżałem do Równi pod Śnieżką - tu zaczyna się całkiem płaski teren - zza chmur wyjrzało słoneczko. Ale jak mi przygrzało po plecach,szybko uznałem,że wolę jednak nieco chłodu i cień. Wyprzedziłem tu jeszcze jakąś grupkę zawodników,zrobiłem kilka łyków napoju,tak zapobiegawczo i rozkręciłem nieco brykę. Równia zmienia się w zjazd,który pozornie wygląda na niezbyt stromy,ale ja tam bez pedałowania (bo dokręciłem do nieco ponad 30 km/h) rozwinąłem 60 km/h! Gdybym się postarał,mogłoby być więcej. Niektórzy się zwyczajnie przestraszyli i hamowali... Ja się wychyliłem nieco do tyłu i rura koło Domu Śląskiego! To zdjęcie jakiegoś turysty,który wrzucił parę fotek na google. Rozpęd wykorzystałem,to jeszcze tu 4 osoby wyprzedziłem. No i rozpoczął się ostatni etap - wyjazd na szczyt. Pamiętałem,że w większości nie jest on stromy,więc dość sprawnie go pokonywałem. Stwierdziłem,że nie ma sensu się już oszczędzać i jeszcze parę osób machnąłem. Wszystkie na poniższym zdjęciu. Chyba w ogóle zacząłem zbyt zapobiegawczo. Ostatnie kilkaset metrów byłem już właściwie pewny swego i czasami pokazywałem łapkę do góry fotografom na trasie.Tych było sporo i jak się okazało,to organizator ich chyba wynajął. Mogłem je odkupić za jedyne 35 zł. Jeszcze pod koniec gość przede mną spadł z roweru i omal mnie nie pociągnął ze sobą,ale się wybroniłem. Po tym stwierdziłem,że nie będę już wyprzedzał i ostatnie 200 metrów jechałem grzecznie w rządku. Mogłem machnąć jeszcze dwie osoby,ale było mi to już obojętne. Do tego zjeżdżający na dół i piesi mocno ograniczali możliwość ścigania się. Tu,nieco po prawej,jadę za trzema osobami Meta co raz bliżej... No i ja już pewny i szczęśliwy,że dotarłem. No i w końcu Śnieżka zdobyta! Medal na szyję i można świętować! Niezawodny Marionen Team zadbał o bardzo ważną rzecz: szampana! O tak,ten smakował wyjątkowo.Nie ukrywam,że miałem wiele satysfakcji i jeszcze nie dowierzałem,że to już koniec.A njalepsze w tym wszystkim,że podczas podjazdu ani chwilę nie przeszły mi myśli typu "na co ci to było".
    3 punkty
  3. Początkiem lipca wziąłem udział w 10 edycji Pętli Beskidzkiej. Do wyboru były 3 dystanse, a ja wybrałem najkrótszą trasę, czyli 96 km.Do pokonania było 5 pętli, na początku Zameczkiem go góry, a potem 5x Kubalonka z doliny Istebnej oraz 5x Stecówka z doliny Czarnej Wisełki. Na Stecówce znajdowała się też meta. Zawody odbywały się częściowo w zamkniętym ruchu a najniebezpieczniejszy zjazd Zameczkiem w dół był zamknięty dla ruchu samochodów! Choć ostrzegano nas że jak się pojawi samochód BOR-u na sygnale to mamy spiepszać na bok... Zjazdy poszły mi bardzo dobrze, tam nadrabiałem lub zyskiwałem, natomiast podjazdy starałem się jechać swoim tempem. Tym razem sił starczyło mi do końca i obyło się bez kryzysu, a i szczęśliwie defektu też nie miałem! Cieszę się bo ostatecznie wszedłem do pierwszej setki w swoim drugim starcie w zawodach szosowych, zajmując 90 miejsce w open. Na koniec zmagań został jeszcze zjazd do centrum Wisły na małe co nieco, wyszło tego dnia pond 100 km i 2500 w pionie. Serdecznie pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...