Narty - skionline.pl
Jump to content

johnny_narciarz

Registered VIP Users
  • Content Count

    8,410
  • Joined

  • Days Won

    370

Everything posted by johnny_narciarz

  1. Jacek, spróbuj zaktualizować oprogramowanie, ponoć rozwiązuje problem. Najnowsze info z Facebooka z Grupy Gopro... Szóstka nie miała tego problemu.
  2. Niby mniejszy skok amora, napęd bardziej szosowy, ale w sumie to Full XC. Trochę to przekombinowane.... Może mieć większy sens dla osób, które dotychczas jeździły wyłącznie na szosie, ewentualnie Gravelu.
  3. No raczej nie dla mnie, bo elektryk... Moi koledzy teamowi też byli i wypatrzyli perełki, ale o tym później.
  4. Może do przyszłego roku to naprawią.
  5. Najstarsi zawodnicy maja w granicach 65 - 76 lat! Także nigdy nie jest za późno! Stanowią nawet sporą grupę startujących! Byle dochodzić do takich dystansów i obciążeń stopniowo. Są np. Brevety: 200, 300, 400, 600 i najdłuższy 1000 km. Polecam zwłaszcza Pomiechówek 400 - na początek idealny.
  6. Przede wszystkim bardzo dziękuję wszystkim za miłe słowa. Dokładnie tak to wygląda. Trzeba trzymać własne tempo, bo to daje najlepsze efekty, a jak już coś nie zagra, to się zaczyna prawdziwa walka o przetrwanie. Było ciężko, ale jeszcze bardziej by bolał drugi w tym roku DNF... Mitek, przeczytałem wcześniej, że chcesz pojechać Wisłę 1200. Jak najbardziej polecam! Koniecznie szybko się wpisz na listę i opłać startowe! Presja na ten maraton jest wyjątkowa! Trasa w tym roku była zdecydowanie ciekawsza, choć trudniejsza. Doszły przejazdy przez miasta - może to trochę męczące przebijać się przez turystów, ale za to ciekawe! No i więcej możliwości spożycia normalnego obiadu. Na pewno w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej. Nawet jakbyś nie mógł pojechać, bo coś wyskoczy, to organizator zwróci Ci kasę, a jak nie, to chętnych na odkupienie pakietu nie brakuje. No i ta atmosfera na tym maratonie! Zabawa jest wyjątkowa, tak jak i sami uczestnicy. Dokładnie tak jest! To głowa pracuje najbardziej i nawet doświadczeni ultrasi potrafią ulec swoim słabością. Wiesz, ja jestem zacofany w nowinkach elektronicznych, ale pomysł ciekawy. Tylko nie wiem, czy chcielibyście słuchać tyle przekleństw, co czasem wyrzucam z siebie... No dobra, dźwięk wyłączamy. Na chwile obecną ukończyłem oficjalnie 8 maratonów: Piękny Wschód 510, 2 x Wisła1200, BBT 1008, Pierścień Tysiąca Jezior 610, MRDP Zachód (1122km), MRDP Góry (1148km) i Marato Północ Południe (946km). Oprócz tego po za zawodami przejechałem się bardzo trudną trasą Tour de Silesia 510 (w limicie czasu) i nie ukończyłem Race Through Poland - przejechałem ok 300 km i z powodu kolana się wycofałem. Nieoficjalnie wylicytowałem też medal Tour de WOŚP i samemu odrobiłem trasę, która liczyła 200 km, a dokładnie 3 razy zrobiłem ponad 200 km. Co w przyszłym sezonie? Ponownie BBT, bo chcę pomóc koledze spełnić marzenie (przetargałem go na kole przez PTJ610), na pewno MRDP Wschód i? Myslę powtórzyć RTP, pojechać oficjalnie Tour de Silesię 510 (ma mieć aż 10 tys. przewyższenia!), chodzi mi też po głowie Maraton Troki - Grunwald -Troki w 610 rocznicę Bitwy pod Grunwaldem. Do zrobienia 1410 km... .Tylko na start mam 800 km i to mnie zniechęca. Za długa podróż i za drogo to wyjdzie. Być może załapie się na Karpackiego Hulakę (ok 600 km po Beskidach i Tatrach). PS.Tak wyglądała trasa Tour de Silesi 510 w tym roku, plus mój dojazd do niej (start i meta):
  7. Na wstępie wszystkim bardzo dziękuję za kibicowanie i wsparcie. Ten maraton był dla mnie chyba najtrudniejszym do ukończenia, kosztował mnie najwięcej bólu. Nie raz rozdarłem japę, wykrzykując coś niecenzuralnego. Ale od początku. Po MRDP Góry byłem bardzo optymistycznie nastawiony, tam miałem 15 tys przewyższenia i bez większych problemów podjechałem wszystko. Na mecie nadal mogłem normalnie chodzić, co najlepsze. Wydawało mi się, że ten maraton nie będzie już jakiś mega wymagający. Nawet zapowiedzi pogody były dość optymistyczne. Planowałem go przejechać coś w okolicach 50 -55 godzin, a jakby warunki sprzyjały, to nawet szybciej. Niestety nie sprzyjały. Ruszyliśmy o 9:00 spod latarni na Helu i już po kilku minutach jazdy pierwszy mocniejszy deszcz! Na szczęście 5 minut i przeszło. Później jeszcze druga porcja, zanim opuściliśmy półwysep. Aż do Władysławowa jazda pod silny wiatr z prędkością ok 40 km/h! Puściłem się za silną grupą, bo chciałem żeby mnie pociągnęli. Niestety ruchliwe rondo we Władysławowie potargało grupę i nici z niecnego planu. Kiedy skręciliśmy na południe, wiatr mieliśmy z boku. Mocno przeszkadzał, ale tempo całkiem rozsądne. Razem z młodszym kolegą rozpoczęliśmy mocniejszą jazdę, ale jakoś nikt mi zmian nie dawał. Dobre 100 km ciągnąłem grupę, choć często zwalniałem. Sam mam tyrać? Kiedy zaczęły się pagórki, na podjazdach się urwałem i z młodszym kolegą wspólnie już zasuwaliśmy. Ale mocny początek odczuwałem i musiałem zwolnić. Niestety młodszemu koledze ciężko wytłumaczyć, że trzeba się oszczędzać i nie patrzyć na innych. Choć taka współpraca dużo daje, to chyba jednak wole jeździć sam. Pierwszy kryzys dopadł mnie w nocy, mocno muliłem, ale mojego kolegę dopadł jeszcze większy. Do tego niskie temperatury też dawały popalić! Nie dało się tak po prostu drzemnąć pod wiatą. Ja chciałem jechać non stop, kolega spać, a że tak razem jechaliśmy, to straciłem sporo czasu. Normalnie nie zatrzymałbym się nawet na minutę! Przez to strasznie wymarzłem i chyba stąd późniejsze problemy... Już przed południem zaczęło mnie bolec kolano, więc odpuściłem z tonu i zacząłem jechać lekkim swoim tempem. Mój młodszy kolega zaczął mi odjeżdżać, bo nie mogłem się puścić za nim, ani dać mu sensownej zmiany. Ale jego też dopadł kryzys i chwile później go wyprzedziłem i zanim się zoriętowałem - został daleko w tyle, ze nawet na długich prostych go nie widziałem. Złapałem swoje tempo i to było słuszne posunięcie. Szkoda, że tak późno! Niepotrzebine straciłem mnóstwo czasu i niejako sposób jazdy i odpoczynków doprowadziły do problemów z kolanem. Ale myślę też, że brak odpowiednio długie regeneracji po MRDP Góry był tu kluczowy. Powinno się odpoczywać co najmniej 6 tygodni a nie 2... Mimo problemów, jakoś się poruszałem, ale przyznam, że środek Polski jest dość nudny... Płasko, pola, czasem las i nic więcej. Czasem trudno zmotywować się do jazdy. Późnym wieczorem kolano już zaczęło mocno protestować, aż w końcu musiałem stanąć. Po przemyśleniach znalazłem sensowny nocleg i postanowiłem odroczyć decyzje do rana. Niewiele to dało, do tego nie usłyszałem budzika i straciłem kolejne 3 godziny! Jednak siadłem na rower i postanowiłem jechać do skutku. Pogoda przyjemna, kolano na razie funkcjonuje, tempo dobre. Tylko czy mając 26 godzin czasu, góry przed sobą i do przejechania 361 km to się może udać? Na MRDP Góry potrafiłem robić w takim terenie ok 400 km na dobę na świeżych nogach, a przy końcu ok 350 km na dobę. Ale teraz jadę na jednej nodze... Po płaskim wyrabiałem średnio coś w granicach 23 - 25 km/h z postojami itd. Postanowiłem więc zmienić taktykę jazdy. Żadnych restauracji, zjazdów na stacje benzynowe, dłuższe posiłki itp. Jechałem niezbyt szybko, ale non stop. Kiedy jadłam? zaczynam stromy podjazd, a na jego początku jest sklep i nie ma w nim ludzi, tzn. jakiejkolwiek kolejki. Kupiłem 3 bułki, kabanosy i jedząc ruszyłem z buta pod górkę. Jechać i tak tego nie mogłem. Skończyłem jeść, skończyła się tez górka. Zero straty czasu! Jak już musiałem stanąć na siku, od razu przemyślenia co trzeba zrobić jeszcze przy rowerze, lub sobie, żeby za chwile nie stawać ponownie. Jakieś przebieranie, ładowanie urządzeń - wszystko co konieczne na raz. Kiedy miałem w dół, pozycja max aero i tak bez pedałowania póki prędkość nie spadła poniżej 25 km/h. Jak był "przeciwstok" rozpęd, aby jak najwięcej ujechać górkę bez męczenia nogi. Efekt? Przez pierwsze 10 godzin machnąłem ponad 200 km! część już po górach! W każdą godzinę pokonywałem od 19 do 22 km. Wyjątek to jedna przerwa przy sklepie, w którym pani zrobiła mi kanapki i wtedy wyszło 18 km/h. Chętnie bym tam posiedział dłużej, ale musiałem się uwijać. Jedną zjadłem na miejscu, resztę już w drodze! Kiedy wjeżdżałem już w Beskidy, tempo nieco spadło. Do tego zaczęło kropić. Ciągle jednak wyrabiałem sobie co raz większą rezerwę czasu do limitu. Niestety tak jak zapadł zmrok, zaczęło więcej padać. Dogoniłem nawet, ku swojemu zdumieniu, mojego młodego kolegę, do którego miałem dobre 10 godzin straty! zaczęły go boleć Achillesy i zwolnił. Przez jakiś czas jechałem w większej grupie, ale strasznie zamulali i miałem obawy o limit czasu. Do tego robiło mi się zimno - byli za wolni. Oderwałem się i dalej już własnym tempem. To była słuszna decyzja! Teraz zaczęły się najtrudniejsze podjazdy i moje tempo jeszcze spadło! Na Krowiarkach straciłem nawet odrobinę nadrobionego czasu. Później też łatwo nie było, podjazdów treściwych było dużo więcej niż Wam się wydaje! Ciągle robiłem obliczenia w głowie, jaką średnia muszę mieć, żeby dotrzeć na czas. Ta na szczęście z każdą godziną spadała. Gdzieś o drugiej w nocy pogoda dosłownie się zesrała! Ulewa na całego i 6 st na plusie. Całkowicie przemoczony już nie byłem w stanie się rozgrzać nawet pod górkę! Nie mogłem się też zatrzymać na stacji, bo już bym nie ruszył. Gdzieś 30 km przed metą doszedł jeszcze silny mroźny wiatr. Byłem bliski rezygnacji, ale dotrwałem do Gliczarowa, a tam wreszcie jakby deszcz osłabł i nawet udało się zagrzać. W tym momencie musiałem utrzymać średnia poniżej 3km/h, więc już byłem jedna nogą na mecie. Do tego zrobiło się jasno. Jeszcze trochę męczarni, dogoniłem jakiegoś zawodnika i 6:59 melduję się na mecie. Nie wierzę, ale się udało. Zszedłem nawet poniżej 70 godzin. Te 361 km przejechałem w czasie poniżej 24 godzin! Pozostało się tylko kurować i opieprzać. Drugi sezon ultra zakończony!
  8. Dzięki! Tak, również na szosie. To taki trochę towarzyski maraton, gdzie można łączyć się w grupy. Mam plan być na mecie ok południa w poniedziałek. Później pogoda ma się zepsuć...
  9. Takie tam z Helu: Kąpiel zaliczona!
  10. Jacek rozpoczął sezon narciarski, a ja dopiero kończę sezon maratonów... Dodam że w MRDP Góry zająłem 20 miejsce, bo kilku zawodników przede mną jechało w łatwiejsze kategorii "extreme" ( mogli jechać parami). Czas na ostatni start w sezonie, czyli Maraton Północ - Południe : start z Helu, meta w Bukowinie Tatrzańskiej w schronisku Głodówka. Do zrobienia 946 km w poziomie i 8000 m w pionie. Tutaj mozecie sledzic zawodnikow (Ja mam nr 63 ) : http://mpp.kolo-ultra.pl/gps
  11. Mam wersję z ABS i sprawdzony! Zatrudniłem rzeczoznawcę do oględzin. Dzięki. CBF to popularny motocykl i do tego sam silnik był wykorzystywany w innych maszynach Hondy. Nie ma najmniejszego problemu z częściami. Ciekawe rozwiązanie, ale brakuje kufra. Co prawda w niektórych stacjach można wynająć szafkę, ale to jeszcze nie jest powszechne. PS. Teraz zwróciłem uwagę, że można zastosować boczne kufry. Zainteresuję się tym.
  12. Ha ha ha, przespałem metę... Tak sobie przypomniałem... Na jedynym noclegu miałem ustawiony budzik na godzinę 2:30, czy jakoś tak. Na metę dojechałem 1:49, a ponieważ za mną już dojeżdżało jeszcze trzech zawodników, to na nich poczekaliśmy. Oczywiście odezwał się budzik i od razu jeden kolega rzucił: "bałeś się, że prześpisz metę?" Nie zrobiłem sobie fotki, ale bywam tam regularnie u rodziny. Może następnym razem.
  13. W dużej większości asfalt bardzo dobry! A chyba najlepszy w Bieszczadach, gdznie niemal non stop jak po stole! A samochodów zero...
  14. Tak na Continantal Grand Prix 5000 TL w rozmiarze 25 mm. Na ten maraton idealne, PS.Ten remont mostu w Istebnej przeleciałem ma nich 50 km/h i przeżyłem...
  15. Pisałem kiedyś, że chcę wrócić na motocykl? No to wróciłem! Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiłem, to pojechałem na narty. Taka zaległa relacja... Kupiłem taką niepozorną turystyczną maszynę Honda CBF 600. Dostałem nawet gratis fajny kufer. Po 20 latach przerwy miałem wątpliwości, jak sobie poradzę, ale tego się nie zapomina! Kilka przejazdów i szybko przekonałem się, że to wyjątkowo przyjazna i łatwa w opanowaniu maszyna. Skoro tak, to pozostało pomyśleć, jak zainstalować narty. Prę gum z haczykami i po sprawie! Po chwili walki udało się pewnie zainstalować narty, ale taki żagiel? Może być niebezpiecznie. Postanowiłem więc pojechać bocznymi drogami, nie przekraczając 80 km/h. Wyraźnie to był jakaś wartość graniczna. Powyżej moto było zbyt wrażliwe na podmuchy wiatru i nieprzewidywalne. Ale przy mniejszych prędkościach w pełni do opanowania. Tak dojechałem do BSA, gdzie miałem pośmigać w swój ulubiony sposób... Mały przepak, zmiana ekwipunku i na stok! Kurtka, spodnie, buty i kask motocyklowy bez problemu zmieściły się w kufrze zamykanym na kluczyk. Dokumenty itp. zabrałem ze sobą. Pozostało ubrać buty i na stok! Pogoda cudowna, warunki idealne! Śnieg znikał w oczach, bo temperatura osiągała 20 st w cieniu, ale wystarczyło białego nie tylko na ten dzień. Pojeździłem i się opaliłem, po czym przyszedł czas na powrót. Ponownie trzeba było ubrać zbroje motocyklową, przypiąć narty i do domciu. Moto narty zaliczone!
  16. Znakomicie! Różnica wyraźna, dobra inwestycja. Nie tylko obręcze wymieniłem na superlekkie karbonowe Nextie, ale też założyłem najlepsze opony o niskim oporze toczenia i na mleku (bezdętkowo). Nie ważyłem się, ale zazwyczaj zaraz po zawodach jestem lżejszy o jakieś 3 - 4 kg. Po dwóch dniach waga wraca do normy. Średnia z całości jazdy to 13,67 km/h, ale gdyby liczyć samą jazdę - ok 60 godzin - to już wychodzi coś w okolicach 20 km/h. W sumie zająłem 26 miejsce na 65 startujących (dojechało do mety chyba 55 osób) z czasem 85:44 (czas skorygowany o dokładną godzinę startu). Zrobiłem dokładnie 1173 km. Pozdrówka. Paru ich było, ale na takie zawody to trzeba jechać możliwie na lekko. Cała trasa to praktycznie non stop góra-dół z dużą ilością stromych podjazdów.
  17. Trochę wschodu objechałem podczas Piękny Wschód 510 i w tym roku podczas Pierścienia Tysiąca Jezior 610. Trzecia część na pewno będzie łatwiejsza, ale i tak da nam popalić! Zdjęć wiele nie robiłem, bo się uwijalem...
  18. Serdecznie wszystkim dziękuję za kibicowanie, a @marionen i @Annaa za królewskie ugoszczenie i dostarczenie mnie na start - jesteście wspaniali! To był zdecydowanie najtrudniejszy maraton, w którym wziąłem udział. Zupełnie inna liga niż wszystko, co przejechałem dotychczas. Niemal non stop góra - dół, gdzie nachylenie w okolicach 20% było czymś normalnym! Chyba najtrudniejsza próba był podjazd pod jakiś hotel na Podhalu, większość tam wymiekla i prowadziła rower. Ja to wziąłem na raz i wyjechałem, ale serce miło biło chyba 200 na minutę! Myślę, że tam może być nawet 30%! Swoją drogą podjechałem wszystko bez zsiadania z roweru. Pogoga w dumie odpisała, ale w Cieszynie zlapala mnie mocna burza. Sciana deszczu! Przeczekalem, a następnie dojechałem do Ustronia, gdzie postanowiłem wziąć nocleg. Dobra decyzja, choć już się niebo rozjasnialo. Ale 3 noce bez snu nie obskocze. Ruszylem 4 rano, przespalem moze 3 godz.,ale tresciwie! Podjazdy w okolicach Istebnej moga zniszczyć, ale widoki z rana super! Wiedziałem,że burze w rejonie Podbeskidzia i Podhala na pewno będą, więc szybko chciałem opuścić te rejony, mimo widoków. Udało się jedną burze przeczekać pod wiatą i myślałem, że już dalej na sucho. Niestety w okolicy Głodówki złapał mnie deszcz, choć raczej nie groźny. Chyba miałem sporo szczęścia, bo co chwila wjeżdżalem w miejsca, gdzie dosłownie przed chwilą musiało padać! Jeszcze w Pieninach mocna nocna harowa i wreszcie troche płaskiego, lub kazdy w dół. Ale i tu czasem trafił się "niewinny" podjazd 19%. Powoli wjezdzalem w Bieszczady, gdzie znalezienie choćby czynnego sklepu spozywczego jest wyzwaniem. Raz zlekceważylem problem i za to zapłaciłem... Na głośnym żołądku trudno robić kolejne podjazdy. Ale za to ta cisza... Bieszczady to idealny teren na rower! Asfalty idealne! Rzadko zdarzają się źle i raczej to niewielki procent, do tego kompletny brak ruchu samochodowego. Często jeździłem całą szerokością drogi... Niestety temperatury dawały się we znaki i na jakieś 30 km przed Ustrzykami Górnymi miałem mocny kryzys. Ale co się dziwić, kiedy od 6 rano zjadłem 3 bułki z serem, a dochodziła już 16! Na szczęście w Cisnej trafiam na ekstra knajpe i zjadłem wielki obiad - placek po bieszczadzku. To mi dało nie małego powera i znowu sprawnie się wspinalem do Ustrzyk G. Udało się za dnia, choć byłem tam później niż chciałem. Czas jechać do Przemyśla. Jak ktoś myśli, że to już koniec najgorszego, to się może zdziwić! Sam dojazd do Ustrzyk Dolnych może zniszczyć! A to tylko część trasy. Dalej kierunek Arłamów i kolejne 6 tresciwych podjazdów, zanim dojedziemy do Przemyśla. Ale i w końcówce drobne górki były... W końcu meta! Czas lepszy niz zakladalem: 85:49. Od razu mam kwalifikacje do pelnej petli MRDP! Trzeba bylo sie zmiescic w 96 godzinach. Pierwsza noc jechałem, druga spalem ok 3 godz.,trzecią jechałem, czwartą dojechałem do mety o 1:49. Było ciężko, ale cel osiągnięty! Poszło lepiej niż zakładałem. Tyle teraz, powoli wracam do świata żywych... Pozdrawiam.
  19. Przekazuje: Góral jest wkurzony i grdyka mu skoczyla! Szuka sztruksu w Szczyrku, choć miała być Szwajcaria...
  20. A ja wiem gdzie jest trasa nr 6 i jak sie na nią wjeżdża. Faktycznie, nie jest ratrakowana i chyba wiem czemu. Ale o tym wszystkim napiszę i sfilmuję co trzeba jak tylko znajdę chwilę i uda mi się ponownie ubrać buty narciarskie... PS. Fajnie się te filmiki ogląda!
  21. W moim przypadku to nie operacja, a zmiana terminu mnie wyautowała. Operacja była ustawiona tak żeby się "zmieścić" miedzy zawodami fatbajkowymi a Dolomitami. No cóż, wyszło inaczej. Rozumiem, że okoliczności się zmieniły, więc nie mam jakiś żalów, czy coś, żeby nie było... Ale przyszły rok zaplanuje inaczej, bo jak widać, jest tyle nieprzewidywalnych zmiennych, że nie warto nastawiac się na jakiś konkretny wyjazd, czy termin. Cóż, słoneczka i metra śniegu życzę.
  22. No nareszcie! Jak dobrze Cie zobaczyć uśmiechniętego i na sztruksie! Wracaj do zdrowia jak najszybciej!
  23. Do nart czas powrócić! Nie wnikając w szczegóły, nie mogłem wyskoczyć z rana, więc pchać sie do Szczyrku ok godz. 12 nie miało sensu. Przynajmniej mi sie nie chciało. Postanowiłem ruszyć na Dębowiec - blisko i są już promocyjne karnety. Parking na pół pusty, zajmuje niemal Pole Position. Karnet na 2 godzinki to obecnie 29 zł. Ludzi nieco jest, ale widać, że to już nie ferie. Kolejek brak, najczęściej jechałem samemu na krześle. Nie inaczej na trasie - często mam pustą drogę przed sobą. Zwłaszcza w okolicy godz. 14. Stok już puścił, ale pod warstwą miękkiego łatwo dokopać sie do twardego i prędkości zaskakująco dobre! Bardzo przyjemne 2 godziny jazdy. Przetarć brak, choć miejscami śnieg zmienia kolor... Ale mają jeszcze mały zapas przy górnej stacji. Trochę pojeździmy. Dziś nawet nieco sypało, choc to było po kilka płatków raz na czas... Niestety moja noga jeszcze nie wpełni gotowa i często popuszczałęm klamry na wyciągu. Chyba jeszcze przydałoby sie nieco poczekać, choc serce nie pozwala. Najgorzej było ją wyciągnąć z buta - ból i jakby mi miała sie stopa odseparować... Mimo wszystko dobrze się szusowało i trudno będzie o tym fakcie zapomnieć...
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...