Narty - skionline.pl
Jump to content

Blogs

Rowerem dookoła Czarnego Gronia

Hotel Czarny Groń, to doskonałe miejsce na aktywny wypoczynek. W pobliżu mamy szeroki wybór szlaków pieszych po Beskidzie Małym, które także można wykorzystać jako doskonałe trasy rowerowe. Ruch turystyczny jest tu znacznie mniejszy niż w Beskidzie Żywieckim lub Śląskim, co sprawia, że spokojnie i bez bezpiecznie będziecie mogli wspinać się na okoliczne szczyty. Ja zaplanowałem trasę z Rzyków przez Czarny Groń, Potrójną, Leskowiec z powrotem pod hotel Czarny Groń. Drugiego dnia moje pobytu zapla

JC

JC in Rower

Rowerem przez wyspę Brač (Vlog185)

Trzeci dzień mojego pobytu w Chorwacji i trzeci vlog, w którym zachęcam Was do zwiedzania chorwackich wysp na rowerze. Po wizycie na wyspie Hvar, wcześnie rano, środkiem transportu morskiego, dostałem się do portu Bol - urokliwego miasteczka położonego na wyspie Brač. Tu czekał już na mnie rower, którym udałem się w liczącą ponad 25 km wspinaczkę na najwyższy szczyr chorwackich gór, liczącą 778 m Vidovą Gore.    

JC

JC in Rower

🇭🇷 Wyspa Hvar rowerem cz. 2 (Vlog184)

Przed Tobą druga część filmu z mojego wyjazdu na chorwacką wyspę Hvar. Po wizycie w miejscowości Stary Grad przejechałem do wioski Dol, gdzie w Konobie Kokot miałem przyjemność doświadczyć chorwackiej gościnności w trakcie lunchu. Było co zjeść i to bardzo dobrze zjeść. Myślę, że Pan  @Robert Makłowicz  byłby usatysfakcjonowany jakością i ilością potraw. Następnie, z obniżonym środkiem ciężkości, przejechałem przez równinę Stari Grad - starożytne rolnicze tereny Hvaru i zakończyłem swój długi, r

JC

JC in Rower

Wyspa Hvar rowerem cz. 1

Chorwacja, to nietypowy, jak dla mnie, kierunek. Jednak pojeździć rowerem po chorwackich wyspach w maju, kiedy turystów brak, a pogoda wręcz wymarzona... to wręcz dokonały pomysł. Na zaproszenie strony chorwackiej miałem przyjemność sprawdzić, jak przygotowane są dwie wyspy Dalmacji - Hvar i Brać, na przyjęcie aktywnie wypoczywających na rowerach. Z wyspy Hvar materiału uzbierało się dość sporo, więc podzieliłem go na dwie części. Zapraszam na pierwszy odcinek, miłego oglądania.  

JC

JC in Rower

Choszczno i Barlinek Trasą Pojezierzy Zachodnich

W kalendarzu maj, a w kąciku blogowym na skionline wciąż zima. Skoro nikt się nie kwapi, to zrobię pierwszy krok ku cieplejszej porze roku i zapraszam na relację z rowerowej wycieczki z minionej niedzieli. Wiele inwestycji w turystykę rowerową w województwie zachodniopomorskim realizowanych jest w ostatnich latach w ramach projektu Urzędu Marszałkowskiego. Jednym ze szlaków długodystansowych jest Trasa Pojezierzy Zachodnich (nr 20), biegnąca od mostu granicznego w Siekierkach przez Myślibór

tanova

tanova in Rowerem

Zimowy Hintertux (Vlog181)

W połowie marca wybrałem się do doliny Zillertal. W planie były wizyty w ośrodkach narciarskich położonych w dolinie, bez wizyty na lodowcu. Jednak, kiedy sprawdziłem warunki narciarskie, sprawdziłem, że mogę zjechać do doliny "czerwoną jedynką" oraz uświadomiłem sobie, że byłem na zimowym Hintertuxie ponad 20 lat temu, decyzja o zmiennie planów zapadła bardzo szybko. Jak wygląda Hintertux, kiedy wszystkie trasy są otwarte, zobacz na filmie.  

JC

JC in Narty

Zakończenie sezonu w Szklarskiej Porębie

Marzec – i chyba już ostatni wypad na narty. Ciągnie mnie do Szklarskiej Poręby – to miejsce coś w sobie ma. Udało mi się wykroić wolny przedłużony weekend - myślę, że będzie pięknie. Dzisiaj pobudka przed świtem – 5.15 i o wschodzie słońca ruszamy w drogę spod Szczecina. Słoneczna pogoda towarzyszy nam cały czas, aż do wieczora. W południe jesteśmy na miejscu, w Białej Dolinie. Stąd też można wejść na narciarskie trasy biegowe w kierunku Jakuszyc i dalej, wgłąb Gór Izerskich. Idziemy

tanova

tanova in narty

Zieleniec Sport Arena

Zieleniec Sport Arena, ośrodek narciarski, który pewnie wielu z Was zna lepiej niż ja. Mam jednak nadzieję, że vlog przypomni Wam trasy, po których jeździliście, a osoby, które nie znają Zieleńca zachęci do odwiedzenia. Tym bardziej, że aktualne warunki narciarskie oraz marcowe słońce to idealne połączenie, które docenia każdy narciarz.  

JC

JC in Narty

Zapraszam do Innsbrucka

W tym vlogu nie będę jeździł na nartach, ale to nie znaczy, że film nie będzie powiązany z tematami narciarskim. W moich dwóch poprzednich vlogach zaprezentowałem Wam dwa ośrodki narciarskie Schlick 2000 i Kuehtai, z których możecie korzystać, dzięki wyjątkowej ofercie miasta Innsbruck i Doliny Stubai. W tym odcinku zapoznam Was z bardzo interesującymi miejscami, które możecie odwiedzić mając w kieszeni Ski plus City Pass. Zapraszam do stolicy Tyrolu - Innsbrucka    

JC

JC in Narty

Kuehtai w Tyrolu

Ośrodek narciarski Kuehtai planowałem odwiedzić od dłuższego czasu. W tym sezonie się udało, przy okazji wizyty w Innsbrucku, gdzie sprawdzałem działanie skipassu SKI plus CITY PASS. Liczące ok 40 km tras Kuehtai, to ośrodek "ski in - ski out", czy wychodząc z hotelu zapinacie narty i na nartach wracacie. Jest to też najwyżej położony ośrodek narciarski Austrii. SKI plus CITY PASS - umożliwia korzystanie z 13 ośrodków narciarskich w dolinie Stubai i regionie Innsbrucka, oraz daje dostęp 22

JC

JC in Narty

Schlick 2000 w dolinie Stubai

Wybrałem się do stolicy Tyrolu - Innsbrucka, aby osobiście sprawdzić jak działa SKI plus CITY PASS. Schlick 2000 w dolinie Stubai, to pierwszy z ośrodków narciarskich, jaki odwiedziłem w czasie mojego pobytu. SKI plus CITY PASS - umożliwia korzystanie z 13 ośrodków narciarskich w dolinie Stubai i regionie Innsbrucka, oraz daje dostęp 22 ciekawe miejsca oraz pozwala się relaksować w trzech krytych basenach w stolicy Tyrolu i okolicach.  

JC

JC in Narty

Szwajcaria Bałtowska

Szwajcaria Bałtowska, jedna z najlepszych stacji narciarskich w Górach Świętokrzyskich. Przyjechałem tutaj pierwszy raz, aby sprawdzić jaka jest oferta narciarska, ale także jak można spędzić czas po nartach. Zaproszę Was na łyżwy, na spotkanie z dinozaurami, sprawdzę czy warto tu przyjechać kamperem oraz co oferują tutejsze wypożyczalnie.    

JC

JC in Narty

Mój pierwszy raz w Hochkoenig

W Hochkoenig gościłem pierwszy raz i... planuję tam wrócić. 120 kilometrów, doskonałych, wytyczonych jako "huśtawka narciarska" tras narciarskich robi wrażenie. Tym bardziej, że ośrodek poleciłbym osobom, które szukają stromych, szeroki tras. Zaletą jest także położenie, z naszej południowej granicy do Hochkoenig jest ok 800 km.  

JC

JC in Narty

Skitury w Hochkoenig

Hochkoenig w Ski amade, to region narciarski, który odwiedziłam pierwszy raz. Słyszałem wiele dobrego, o tej "huśtawce narciarskie", ale dotąd nie miałem możliwości osobiście sprawdzić tutejszych tras i infrastruktury. Jako, że przed moim przejazdem dobrze sypnęło, w pierwszy dzień, postanowiłem wybrać się na skitury, aby nacieszyć się głębokim puchem i wspaniałym widokami z dala od tras narciarskich. Na te przyjdzie czas w następnym filmie.  

JC

JC in Narty

Ski Amadé - powrót

Minęły dwa lata od ostatnich – jeszcze przedpandemicznych – rodzinnych nart w Alpach. Wtedy, w 2020 r., zainstalowaliśmy się w dolinie Gastein i objechaliśmy tamtejsze ośrodki oraz Hochkönig i Snow Space Salzburg (częściowo). Nie było okazji pojeździć we wschodniej części regionu – dobry powód, aby wybrać się na kolejny wyjazd. Pomimo pewnych trudności – o których później – ostatecznie wszystko się spięło i wczoraj dojechaliśmy do Radstadt. Przez pierwszą połowę podróży szalał huragan, ale

tanova

tanova in narty

Dolina Gastein - z Angertal do Bad Hofgastein

Dolina Angertal, to doskonałe miejsce, aby rozpocząć narciarski dzień w Gastein bez tłumów. W tym odcinku zapraszam Was na narty na tereny położona nad Bad Hofgastein. Na stokach gór Schlossalm i Hohe Scharte wytyczono trasy narciarskie o różnym stopniu trudności. Ma do tego miejsca sentyment, ponieważ tu zaczęła się moja przygoda z "zawodowymi nartami".    

JC

JC in Narty

Sportgastein i Alpentherme

Ośrodek narciarski Sportgastein zamykający dolinę Gastein, to mały, bardzo atrakcyjny teren narciarski dla ambitnych narciarzy. Czerwone i czarne trasy oraz tereny do jazdy w puchu, to idealne miejsce dal narciarzy, którzy szukają ciekawych i wymagających tras. W dolinie Gastein, po intensywnym dniu na nartach, odpoczniemy w Alpentherme, nowoczesnym kompleksie basenów termalnych, które znajdują się w miejscowości Bad Hofgastein.    

JC

JC in Narty

Val di Sole - Passo Tonale (Vlog169)

Co powiesz na noc w iglo? Taka możliwość jest na lodowcu Presena w Trentino. Gdzie szukać noclegu w śniegu na wysokości ponad 2700 m n.p.m. i ile to kosztuje dowiesz się z tego vloga. Zobaczysz także "czarną" trasą Paradiso, którą na zjechać z lodowca na przełęcz Tonale oraz zabiorę Cię do nietuzinkowego miejsca, w którym można zjeść dobry lunch.    

JC

JC in Narty

Sportgastein - dla wytrawnych narciarzy

Świetny, kameralny i wysoki... Taki jest Sportgastein! Niesamowite trasy, cudowne widoki - co więcej dodać? Byłem zachwycony tym miejscem! Relację znajdziecie pod poniższym linkiem: Tutejsze czarne trasy robią wrażenie! Lotniska: No i tutejszy szczyt został również zdobyty   marboru

marboru

marboru in SkiAmade

Powrót do królewskiego ośrodka - Hochkonig po raz drugi

Jak zwykle coś... ...co? Tym razem złośliwość przedmiotów martwych i awaria komputera. Miał być pisany blog "online" i niestety nie wyszło. Relację z podróży z @JC pisałem na telefonie - ehhh jak ja nie lubię tego robić, a ile pewnie błędów z tego pisania powstało. Wolę do tego samemu nie wracać, bo przecież edycji postów nie ma po takim czasie   By zachować kontynuację bloga zamieszczę po kilka zdjęć z odwiedzonych miejsc oraz powstawiam linki dla osób, które relacji nie czytały,

marboru

marboru in SkiAmade

Narty na końcu doliny Val di Sole

Passo Tonale, lodowiec Presena, Ponte di Legno, to połączone wyciągami ośrodki narciarskie położone na końcu doliny Val di Sole. Zapraszam Was na narty do krainy słońca, doskonałych tras oraz wspaniałych widoków.  

JC

JC in Narty

Pejo w Val di Sole (

Kameralny ośrodek narciarski Pejo w regionie Val di Sole, to kolejna stacja narciarska, do której dotarłem w trakcie mojej styczniowe podróży po Trentino we Włoszech. Ten niewielki, liczący zaledwie 20 km tras, ośrodek przywitał mnie doskonałą pogodą, wspaniałymi widokami i rewelacyjnymi trasami, których nie powstydziłyby się najlepsze narciarskie miejscówki. Zapraszam Was na trasy w Pejo, na ucztę kulinarną w starym młynie i wizytę w tutejszych termach, bo od wody wszystko się tutaj zaczęło...

JC

JC in Narty

Pinzolo i rakiety (Vlog166)

Ostatni dzień mojego pobytu w dolinie Val Rendena postanowiłem spędzić w trzecim ośrodku regionu Campiglio Dolomiti di Brenta - Pinzolo. Dojechałem tam gondolą, która łączy Pinzolo z Madonną. Pogoda, jak do we Włoszech, była doskonała. Szybko oskoczyłem najlepsze trasy i wróciłem do Madonny, gdzie po lunchu w restauracji Patascoss, wybrałem się na popołudniową wędrówkę na rakietach śnieżnych, aby zakończyć dzień, przy zachodzącym słońcu, w przepięknie położonym schronisku Malga Ritorto.

JC

JC in Narty

  • Blogs

    1. Hotel Czarny Groń, to doskonałe miejsce na aktywny wypoczynek. W pobliżu mamy szeroki wybór szlaków pieszych po Beskidzie Małym, które także można wykorzystać jako doskonałe trasy rowerowe. Ruch turystyczny jest tu znacznie mniejszy niż w Beskidzie Żywieckim lub Śląskim, co sprawia, że spokojnie i bez bezpiecznie będziecie mogli wspinać się na okoliczne szczyty. Ja zaplanowałem trasę z Rzyków przez Czarny Groń, Potrójną, Leskowiec z powrotem pod hotel Czarny Groń. Drugiego dnia moje pobytu zaplanowałem trasę po bardziej płaskich terenach położonych na północ od Andrychowa, która niestety został nagle przerwana.

       

    2. Świetny, kameralny i wysoki... Taki jest Sportgastein!

      Niesamowite trasy, cudowne widoki - co więcej dodać? Byłem zachwycony tym miejscem!

      838425601_Sport1.thumb.jpg.456f32d517b798a257df0be1caa292eb.jpg

      Relację znajdziecie pod poniższym linkiem:

      684331010_sport2.thumb.jpg.bf18344bf196b08261e724bd3615812d.jpg

      Tutejsze czarne trasy robią wrażenie!

      188605984_sport3.thumb.jpg.ab7adbe1ec7a4510a7d302ae37d8be3c.jpg

      Lotniska:

      1544885456_sport4.thumb.jpg.42b34a6d28b33311e4863f00aa080511.jpg

      No i tutejszy szczyt został również zdobyty :) 

      1451717860_sport5.thumb.jpg.a9fab87814b0495c1f16401cf4552aee.jpg

      marboru

    3. W kalendarzu maj, a w kąciku blogowym na skionline wciąż zima. Skoro nikt się nie kwapi, to zrobię pierwszy krok ku cieplejszej porze roku i zapraszam na relację z rowerowej wycieczki z minionej niedzieli.

      Wiele inwestycji w turystykę rowerową w województwie zachodniopomorskim realizowanych jest w ostatnich latach w ramach projektu Urzędu Marszałkowskiego. Jednym ze szlaków długodystansowych jest Trasa Pojezierzy Zachodnich (nr 20), biegnąca od mostu granicznego w Siekierkach przez Myślibórz, Choszczno, Ińsko aż po Pojezierze Drawskie i dalej do Szczecinka i granic województwa w Białym Borze. Jest też odnoga z Ińska przez Stargard do Szczecina i dalej pod granicę niemiecką w gminie Dobra. "Dwudziestka" liczy sobie około 330 km i mimo, że nie jest tak popularna jak trasa nadmorska Velo Baltica, to jest niemniej ciekawa, choć do tej pory znana mi jest tylko fragmentarycznie.

      Dlatego też korzystając z ładnej pogody i wolnego dnia postanowiliśmy z Darkiem podjechać do Choszczna i sprawdzić odcinek do Barlinka, który jest już prawie ukończony, a na którym nie byliśmy. Choszczno ma bardzo dobre połączenie kolejowe - można dojechać z różnych miejsc w Polsce, a ze Szczecina często kursują szynobusy z miejscami na rowery, takie jak ten:

      thumbnail_IMG_20220515_131558.thumb.jpg.7241c1d216ad3e2ed4acf44c8806076c.jpg

      Pierwszy kilometr przez okropnie połataną ulicę Marii Konopnickiej w Choszcznie i szutrową drogę wzdłuż nasypu kolejowego nieźle nas wytelepał. Dobrze, że nie jechaliśmy rowerami szosowymi! Potem było już lepiej, bo zaczęła się równiutka DDR-ka trasą zlikwidowanej linii kolejowej, która doprowadziła nas praktycznie tuż pod opłotki Barlinka.

      thumbnail_IMG_20220515_131848.thumb.jpg.a49c381d0b40abd2d35fadd3e6d21074.jpg

      A co po drodze? Pachnące bzy i kwitnący rzepak:
      thumbnail_IMG_20220515_133018.thumb.jpg.773200b48a62af72b5f868463f810b3f.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_134551.thumb.jpg.e94ec6f9315cc3708e6e9aaa630961f9.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_134601.thumb.jpg.8347b4173d6bc01b34dde999e9d8eb8f.jpg

      Ciekawy skansen kolejowy w Lubianej z zachowanym budynkiem stacji i starymi parowozami:

      thumbnail_IMG_20220515_134958.thumb.jpg.df1e0ac0758597b1d6a803abd93a5265.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_135141.thumb.jpg.6cd34dc2879a7fb28573d9bdaa2cce30.jpg

      Zamiast dróżnika - rogacizna na sznurku przy budzie :D

       thumbnail_IMG_20220515_135344.thumb.jpg.915ffee3567d09b24fb005be6127f3b6.jpg

      Kameralne Pełczyce leżą wśród kilku jezior, z których jedno - jezioro Panieńskie - wręcz wchodzi do miasta. Znaki trasy rowerowej prowadzą przez miasteczko, my jednak wybraliśmy wariant zachodnim brzegiem jeziora, z którego roztacza się ładna panorama na sylwetkę Pełczyc:

      thumbnail_IMG_20220515_143641.thumb.jpg.2d0b54f64aab5af63233c66b850dd5ea.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_144107.thumb.jpg.d13a18e1aba6b92fbf4474493544ca49.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_144136.thumb.jpg.59778bfdb34f84733b985a5b014902c6.jpg

      Niektórzy twierdzą, że ścieżki po dawnych trasach kolejowych są nudne, bo prowadzą po monotonnych terenach. Czy tu jest monotonnie? Droga prosta, ale krajobraz urozmaicony, a barwy wiosennej zieleni bronią się same:

      thumbnail_IMG_20220515_145647.thumb.jpg.a7bedc7b42bbb97268b8415b9c5a42db.jpg

      Krótko przed dojazdem do Barlinka DDR-ka urywa się i trzeba niestety wjechać na ruchliwą DW 151. Raczej słabo, gdy jedzie się na przykład z dziećmi. 
      W Barlinku trochę sentymentów - nie byłam od 19 lat, a jako dziecko i młoda dziewczyna często spędzałam tam wakacje. Dużo się zmieniło - kurort z aspiracjami kulturalnymi się zrobił, ale tak pozytywnie.
      Zaglądamy na niemal stuletnie kąpielisko miejskie z zabytkową, drewnianą architekturą. Gdyby nie to otoczenie, można by pomyśleć, że to jakiś alpejski pensjonat.

      thumbnail_IMG_20220515_153538.thumb.jpg.eac592d00cd7170ed94b98e0736543f4.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_153913.thumb.jpg.333405c266b8081a1dfbef71bb5b0b4c.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_153702.thumb.jpg.8a4550c0e426c70b18687bcc2f0f054d.jpg

      Na kąpielisku i promenadzie nad jeziorem właśnie trwały przygotowania do imprezy kulturalnej - etiud teatralnych i wystaw plastycznych.

      thumbnail_IMG_20220515_154628.thumb.jpg.1365dbf4b3b767d3306f5c674514f2f2.jpg

      Takie cuda na promenadzie... :o

      thumbnail_IMG_20220515_154420.thumb.jpg.4fd7f75d2d49f20c6b774b28200ae922.jpg

      Nie da się ukryć, że jest maj:
      thumbnail_IMG_20220515_154047.thumb.jpg.6d8887cc75ffd5ed8165861e6ac743c6.jpg

      Był także pozatrasowy etap terenowy dookoła jeziora Barlineckiego. Leśną drogą po skarpie i wąską ścieżką przez zarośla. Przydały się szersze opony z porządnym bieżnikiem - trudniejszy odcinek, ale niezwykle piękny.

      thumbnail_IMG_20220515_155653.thumb.jpg.da9c3b111cd53e12d27eff4b72a0525a.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_160607.thumb.jpg.b0581af991213e38cad7993eb7391ce4.jpg

      Po drugiej stronie jeziora:

      thumbnail_IMG_20220515_161312.thumb.jpg.7e491a98e0860d84d1064b3c3bc9d97e.jpg

      Wracamy do Barlinka, z zamiarem zamówienia obiadu w jakiejś miłej knajpce z widokiem na wodę. Gołębnik:

      thumbnail_IMG_20220515_164017.thumb.jpg.17246fc43d42f67e233cbfc5f81885b5.jpg

      Niestety na jedzenie trzeba czekać ponad godzinę, więc rezygnujemy i idziemy do pizzerii przy głównej ulicy. Pizza jest smaczna, sycąca i podana w rozsądnym czasie, a to ważne bo już dochodzi siedemnasta i pora wracać.
      Z Barlinka do Choszczna jest praktycznie cały czas lekko pod górę - trzeba się trochę przyłożyć i nie zatrzymujemy się już tak często na fotki. Przez Pełczyce jedziemy od strony miasta - na zdjęciu kościół Narodzenia NMP z bliska:

      thumbnail_IMG_20220515_182255.thumb.jpg.cbdc02d776a315c08c7c688a2d7a0c95.jpg

      Cała trasa jest bardzo dobrze oznakowana, co warto docenić:

      thumbnail_IMG_20220515_184719.thumb.jpg.a2e2d5a1abe79e0d30445fec04cc6104.jpg

      thumbnail_IMG_20220515_184806.thumb.jpg.a1349c389437507945f3406b752fdb47.jpg

      Około 30 km w jedną stronę, 30 km z powrotem i niespełna 10 km pętli wokół jeziora Barlineckiego. Kończymy na "mecie" w Choszcznie pod dworcem, już po godzinie 19.00.

      thumbnail_IMG_20220515_193054.thumb.jpg.307699ee782a5efaec8f0683d88bbd3b.jpg

      I jeszcze mapka oraz oficjalna strona Trasy Pojezierzy Zachodnich, na której można znaleźć opisy i aktualne informacje na temat stanu zaawansowania prac na poszczególnych odcinkach sieci szlaków rowerowych:

      https://www.rowery.wzp.pl/trasa-pojezierzy-zachodnich-20

      thumbnail_strava9110877918031295256.jpg.115a0a9aa82070218a2ba3df567b7a8f.jpg

    4. Zagronie
      Latest Entry

       

      Post 26

      Baku, Kijów

      Dwudziestego trzeciego września

      Rano lecimy do Baku. Samolot jest już znacznie większy.  Odrzutowiec TU-135. Pogoda kiepska. Widać z góry szare pustynie, potem pojawia się morze. A na nim wieże naftowe. Morze Kaspijskie jest płytkie. Pomiędzy wieżami biegną nad wodą pomosty. Wież przybywa, jest ich coraz więcej, lepiej też już widocznych, bo samolot schodzi w dół. Pomostów też przybywa. W wodzie stoi już cały las wież. Widać Baku. Plątanina pomostów dąży w kierunku miasta. Lądujemy.

      Po obu stronach drogi z lotniska do miasta wieże i rury do transportu ropy.  Biegnące po ziemi we wszystkich możliwych kierunkach. Jesteśmy w Baku. Idziemy spacerkiem nad morze. Ładna zatoka i przyjemny bulwar z restauracyjkami.

      Mamy nieco miejscowego grosza, po udanym handlu. Herbatę podają tu z dużych samowarów.  Trochę na sposób afgański. Dostaje się duży, ceramiczny czajnik herbaty i do tego szklaneczkę. Na spodku leżą kawałki cukru, które się ssie, popijając ze szklaneczki gorącą, gorzką herbatą.

      Ma tu być ładne stare miasto. Zobaczymy więc, jak to jest w praktyce. Już nieco się naciąłem na Samarkandzie. Orbis organizował tam wycieczki i pisano dużo u nas, jaka tam jest  egzotyka i wspaniałe zabytki. W czasie powrotu z  Hindukuszu nieco sobie tam pospacerowałem. Z dużym jednak rozczarowaniem.

      Widzimy mury miejskie Baku. Od trzynastego do dziewiętnastego wieku. Dość prymitywnie to tu restaurują. Stare miasto jest wewnątrz nich.  Wąskie uliczki. Meczet. Jakieś fragmenty dworu Szirwanszacha. Zdaje się szesnasty wiek. Nic specjalnie ciekawego. Może już jestem zepsuty po Iranie i Indiach.

      Hotel jest najbardziej luksusowy, jaki  mamy w  ZSSR, ale otrzymany po małej awanturze. Jest telewizor. Niestety, tak jak w Taszkiencie - zepsuty. Łazienka nieco zdewastowana. Ale za  to z gorącą wodą.

      24.09.

      Lecimy dziś do Kijowa. Wczoraj w Inturiście,  przy kupnie biletu lotniczego, wyrażono wielkie zdziwienie. Skąd my znaleźliśmy się w Baku? Nie mieliśmy prawa tu być!  Z Termezu powinno się nas było wyekspediować najkrótszą drogą do Polski.

      A mnie chodziło po głowie, że mając sporo rubli jak na mnie, moglibyśmy ewentualnie polecieć sobie do Irkucka i zobaczyć Bajkał. Jedno z moich marzeń. Zarzuciłem tą myśl, bo nie chciałem stresować żony, dodatkowym opóźnieniem i niewiedzą, gdzie jestem. I tak była wystarczająco zestresowana moich wyjazdem do Indii. Wiedziała przecież z praktyki w Iranie, jakich niespodzianek można się spodziewać w czasie takich wojaży jak nasze. Teraz wiedziała, że już wracam do domu. Pisałem kartkę o przewidywanej trasie powrotu.

      Teraz tu w Baku było już wiadomo, że nad żaden Bajkał byśmy nie polecieli. Nie sprzedano by nam biletów. Kasjerka na lotnisku w dalekim Termezie była zdaje się nie bardzo gramotna  i nie powinna nam była sprzedać lotu do Baku, Tylko wprost do Kijowa przez Taszkient. No więc musieli z konieczności nam załatwić jak najszybciej lot do Kijowa, by „inostrańcy” nie włóczyli się po terytorium bratniego kraju.

      Lecimy razem z jakąś polską wycieczką starszych pań, które tu węszą za złotem. My też powęszymy. Bo co robić z rublami, które kupiliśmy za dolary, w pośredni sposób, poprzez chusteczki dla Uzbeczek?  Kupimy złoto czternastokaratowe, bo tylko takie tu sprzedają  i sprzeda się go u nas u Jubilera.

      W sumie cała operacja, biorąc u nas czarnorynkowy kurs zielonego, daje pewne dobre przebicie. Musimy sobie, jak jest okazja, powetować nieco straty, poniesione w Indiach przez głupią żądzę przygody. Nie lepiej to byłoby siedzieć w domu i ciułać na samochód?  Podliczając te kilka eskapad - do Iranu, Afganistanu i Indii zebrałoby się może na jakąś, giełdową Skodę.

      Samolot znów inny. Tym razem Ił-18. Turboodrzutowy. Mam szczęście. Znowu mam miejsce przy oknie. I to właściwej strony. Czteromotorowy. Spoglądam przez okienko na skrzydło z przyczepionymi dwoma potężnymi silnikami. Każdy ma  ogromne śmigło z czterema łopatami.  Nagle łopaty skrajnego silnika zaczęły się pomału obracać. Szybkość ich wzrosła i z silnika buchnął bury dym.

      Silnik zaskoczył. Obroty śmigieł  gwałtownie wzrosły. Już nie było widać pojedynczych obracających się łopat, tylko lekko drgające w miejscu śmigieł  powietrzne koło. Silnik grzmiał. Przyszła potem kolej na  następny, a  z drugiej strony na  pozostałe dwa. Koncert czterech potworów zagłuszał wszystko. Samolot drgał. Po uniesieniu się powietrze drgawki ustały, ale huk i wirujące koła za oknem pozostały.

      Lecimy najpierw na północ, omijając łańcuch Kaukazu, od strony Morza Kaspijskiego, a potem wzdłuż tego łańcucha na zachód. Właściwa strona dla mnie jest ta, z której widać góry. Oglądam wspaniałą panoramę  ośnieżonych gór. Wprawdzie trochę daleko, ale widać nieźle.

      Nie leci też tak wysoko, jak duże odrzutowce. Wysokość gór wzrasta. Widać jakąś dużą grupę. Może to Uszba? Opisywana często w literaturze górskiej zalodzona grupa górska w Kaukazie.

      Potem widać potężny, dwuwierzchołkowy szczyt o łagodnych stokach. Wiem doskonale jak się nazywa - Elbrus. Najwyższy szczyt Kaukazu. Też podobno wygasły wulkan jak Demawend w Elbursie. Zaledwie niższy do niego tylko kilkadziesiąt metrów. Ale za to potężnie zalodzony. Tylko to on może być. Widać doskonale przełączkę między szczytami. Po minięciu tej góry samolot bierze zwrot na północ i Kaukaz znika. Widok był wspaniały. Białe chmury w dole i białe góry na horyzoncie. Kończy się moja indyjska przygoda.

      Epilog

      Co mi pozostało w pamięci po poznaniu Indii? Zaledwie po ich dotknięciu, a raczej muśnięciu. Pozostała wdzięczność Stwórcy, że się urodziłem w Polsce, a nie w Indiach! Byłem wykształcony, miałem pracę. Mieliśmy mieszkanie M-4 i telewizor czarno-biały. Wprawdzie się często psuł, ale zawsze udawało mi się go naprawić. Mieliśmy syna i nawet nowy samochód  Syrenę.

      W niedzielę, a potem nawet w sobotę, bo Gierek pozwolił na sześć wolnych sobót w roku, jechaliśmy do Okocimia, gdzie mama spędzała z moją siostrą wakacje. W zimie były wypady na narty. Byłem szczęściarzem życiowym. Spłynął na mnie ogromny spokój. Nasze polskie problemy były jakieś małe, nikłe, bez porównania w stosunku do tego, co tam zobaczyłem.

      Ceny

      Termez - 5 rubli za przewóz kutrem po Amudarii do Ajratanu w Afganistanie.

      ● Afganistan

      Ajratan - Mazar-i Szerif - 30 Afs(afgani-waluta w Afganistanie).

      Hotel w Mazar-i Szerif – 30 do 60 Afs.

      Mazar-i Szerif – Kabul(ok. 600 km) - wynajęta taksówka – 100 Afs plus bagaż(pow. 20 kg – 15 Afs za 7 kg).

      Hotel w Kabulu - 25 Afs(Friends Hotel – Shar-I Nau).

      Kabul – Peszawar(ok. 500 km) - 100 Afs, plus opłata za bagaż jak z Mazar-i Szerif.

      Wymiana: 1$ = 43 do 45 Afs

      ● Pakistan

      Peszawar Hotel, ok. 5 Rp(rupii pakistańskich).

      Peszawar – Lahore – 25 Rp autobus(może wrosnąć do 40 Rp – zależnie od pojazdu).

      Hotel w Lahore – 6 Rp.

      Lahore – Amritsar – pociąg - ok. 6  Rp.

      Wymiana 1 $ = 9,5 Rp

      ● Indie

      Przelicznik; 1 $ = 8,7 R .W niektórych rejonach Indii  dawano za dolara nieco ponad 9 R

      Amritsar – Deli – pociąg - ok. 26 R(rupii indyjskich).

      Hotel(w stylu indyjskim) w Deli – 2 do 10 R.

      Deli – Chandigarth – pociąg (266 km)- 18 R.

      Chandigarth – Manali –autobus(300 km) - 23 R, plus bagaż.

      Manali – Hotel – 6 R.

      Manali – Keylong – Darcha (170 km)– 13 R.

      Hotel w Keylong – 3 R.

      Kulis – 25 do 30 R na dzień do 30 kg.

      Koń(muł) – średnio 25 R na dzień – 60 kg.

      Pociąg na trasie Dehli – Madras – Trivandrum – Bangalore – Bombay – Janhsi  - Dehli- 7500 km. Bilet specjalny zakupiony w Boroda House p. 35. Tzw. circular ticket – 196,9 R.

      Ceny autobusów – średnio- ok. 6 do 8 R za 100 km.

      Ceny pociągów – 40 R za 1000 km(2 klasa-sypialny), plus opłata za rezerwację miejsca 5,5 R

      Autobusy miejskie 30 pesa(z podziału rupii na 100 części).

      Potrawy w Indiach

      Mutton biriyani – ryż z baraniną(kawałkami), cebulką i kapustą – smaczny.

      Reis biriyani – ryż po wegetariańsku do tego 4 do 6 różnych bardzo ostrych sosów - podawany na południu Indii.

      Porotta albo Barotta – bardzo smaczne placuszki o różnych wymiarach, zależnie od okolicy – spotykane tylko na południu.

      Puri – też smaczne placuszki o dość różnej konsystencji – sprzedawane na północy.

      Placuszki z ryżu(południe) – niezbyt smaczne.

      Czapati(Chapati) – placki z mąki i wody, cienkie i o smaku przypieczonego ciasta na makaron – północ kraju.

      Jajka – sadzone, gotowane, omlet.

      Ryba z curry, ryba pieczona – południe, wybrzeże.

      Napoje

      Herbata z mlekiem – całe Indie

      Kawa(naturalna) z mlekiem – więcej na południu, gdzie jest tańsza od herbaty z mlekiem

      Mleko słodzone(bawolic, kozie)

      Napoje butelkowane – cola, fanta, woda sodowa i jeszcze inne – raczej słodkie

      Owoce

      Piru – owoc podobny do jabłka, ale smaku bliżej nieokreślonym, smak może pośredni między papierówką a dynią

      Ananas

      Orzech koksowy – dojrzały posiada mało mleczka a dużo miąższu. Niedojrzały gasi dobrze pragnienie. Zawiera ok. trzy czwarte szklanki mleczka. Są z grubsza biorąc - podłużny i podobny kształtem do orzecha laskowego – tylko b. duży.

      Banany – duże i małe żółte, zielone, czerwono-brązowe.

      Jabłka – tylko północ.

      Gruszka-jabłko? – smak podobny do gruszki.

      Mango – sezon lipiec, sierpień.

      Pomarańcze – mało soczyste i smaku gorszym od tych kupowanych w naszym kraju.

      Cytryny – malutkie z cienką skórką(limonki).

      Japoński owoc – czerwony, podobny do pomidora o zwartym miąższu. Zatyka jak niedobra gruszka.

      Winogrona.

       

                                                                                                                              

       

       

    5. Dłuższą chwilę mnie nie było na forum, ale wracam z relacją z wczorajszej wycieczki.

      Ostatni wyjazd w góry był w maju, tęskniłam strasznie za Tatrami, i już na prawdę stawałam na głowie żeby udało się zgrać dzień wolny z ładną pogodą. Obserwacja prognozy od kilku tygodni, trasa obmyślana jakiś czas temu i w końcu udało się - niedziela powinna być ok. Bałam się, że niedziela  w Tatrach to zły pomysł, ale z tego co zauważyłam to Tatry Zachodnie nie są aż tak oblegane jak Morskie Oko, Giewont czy inny Kasprowy. No więc tak: piątek i sobota 12 h w pracy na nogach, a w niedzielę pobudka o 4 i w drogę.... :)

      Wracając z pracy w piątek po 21 coś zaczęło piszczeć w aucie-koniec klocków. no po prostu swietnie....i po wyjezdzie sobie myślę. Na szczęście Miśkowi udało się jakieś znaleźć w garażu i w nocy zmieniał ....Pobudka o 4, zbieramy się, pakujemy rowery do auta - nie możemy znaleźć śruby od koła....dobra udało się, coś wymyślił :D Pogoda jakaś dziwna się wydaje, ale jeszcze słońce nie wzeszło więc mam nadzieję, że jednak będzie ładnie....jedziemy, coś chmury nad tymi Tatrami Zachodnimi. Misiek już zły bo to wygląda na burzowe chmury.....zaczęło padać po drodze, no po prostu myślałam, że zwariuje.....zaczyna wiać...no ale cóż, dojechaliśmy, pogoda się uspokoiła, ale dalej pochmurno, będzie co bedzie, nic nie poradzimy. Plan był, że dojeżdzamy rowerami do polany Trzydniowki, idziemy dalej z buta dalej w stronę schroniska, odbijamy w lewo na szlak papieski i tamtędy na Trzydniowiański i wracamy na Polanę Trzydniówkę od razu do rowerów i wracamy. No  i dobra, wysiadamy z auta, rowery przygotowane, Mikołaj chce dopompować powietrza, a tu powietrze zeszło całkowicie i nie chce się ruszyc.......no wszystkie znaki mówią zeby odpuscić.....w koncu jego rower został w aucie, a my wypozyczylismy rower z wypozyczalni.  Oczywiscie dokument tozsamosci został w aucie, dobrze ze ja mialam swój chociaz :P No dobra, ruszamy... dojechaliśmy do miejsca gdzie mamy zostawić rowery, i ruszamy dalej z buta, zaczyna padać....no świetnie. Nad Wołowcem widac ciemne szare ciężkie chmury, no jak nic na burzę....ja juz załamana i wkurzona...nie wiemy co robić, najrozsądniej byłoby wrócić, ale żal....na chwilę schowalismy się od deszczu pod drzewami....po jakims czasie przestalo padać, poszlismy w strone schroniska, Misiek jest za tym zeby wracac, albo dojsc do schroniska i wracac, ja stwierdziłam, że moze przeczekamy bo z drugiej strony powoli było widac słonce...w końcu doszliśmy do schroniska na Polanie Chochołowskiej. tam posiedzieliśmy, zaczeło wychodzic słonce, ale przy wysokosci ok 2000 m n.p.m. widać bylo chmury....po wielu dylematach Misiek mowi ze nigdzie nie idzie wyzej, wracamy, moze przejdzie moze nie, bezpieczniej zawrocic-wiedzialam ze ma rację, ale jednak mialam nadzieje, że sie rozpogodzi i ze pojdziemy. dobra, posiedzielismy jeszcze kolo wypasu owiec, zaczelo sie robić coraz ładniej, było ju z kolo 10.00 wiec dosc pozno, plan był inny, ale co zrobić. dobra, w koncu Misiek uległ i poszlismy na góre :D Na początku szlak był dość łagodny i szło się całkiem przyjemnie, słoneczko świeciło, wiał ciepły wiatr, raczej płasko niż mocno pod górę. Dopiero później szlak zaczął się piąć mocniej do góry, temperatura też robila swoje i mielismy coraz mniej sił. Podejscie na samą górę już w ogóle dało na w d....nogi :P masakra, ja już ledwo miałam siłe iść, a nie wiem jak Misiek doczołgał się do mnie haha co prawda został w tyle, a ja poszłam już sama na szczyt żeby odpocząć i zjeść :) Przed wyjazdem myślałam, czy nie zahaczyć o Kończysty Wierch jeszcze- to już tylko godzinka z trzydniowiańskiego, ale odpuscilismy. Może gdyby była wczesniejsza godzina to byśmy się zdecydowali, ale tak to odpuścilismy, poza tym na prawde byliśmy wypruci :P

      Na gorze odpoczęlismy, napatrzyliśmy się na przepiękne widoki i ruszylismy w dół Krowim Żlebem-cieszę się że taki kierunek wybrałam, bo zejście było dośc strome, dało nam też popalic, ale chyba jednak wolałam schodzić tędy bo jakbym miała wchodzic pod górę tak stromo to bym umarła w polowie drogi chyba haha. Z drugiej strony niby jakbym miala to strome podejscie za sobą to pytam tylko lżej by mi się schodziło tamtym szlakiem, sama nie wiem co lepsze, ale i tak i tak dałoby w kość:P po  dość długim schodzeniu, moje kolana i ścięgna miały już serdcznie dośc. Największym zbawieniem okazał się oczywiscie rower-przekonalismy się o tym juz nie raz. Zawsze jak idziemy gdzieś z Chochołowskiej to roweramy podjeżdzamy gdzie się da :) Jak juz się wsiądzie na rower w drodze powrotnej to nawet nie trzeba pedałować :D a jeszcze jak się mija tych wszystkich ludzi i za chwilę jest się na dole...no bajka :D Balismy się troche ze to niedziela i że będą tłumy-na szlaku na Trzydniowiański mijaliśmy moze 10 osob....schodzą już troche wiecej - troche ludzi wchodzilo dopiero, ale mimo wszystko było na prawdę baaardzo mało ludzi. Trzeba wiedzieć gdzie iść żeby nie było tłumów :P w samej Dolinie jednak dosc sporo ludzi-głównie rodziny z dziecmi, wracajac rowerem trzeba bylo uwazac bo potrafili isć całą szerokością, albo dzieci nieoczekiwanie wybiegały pod koła :P wiadomo jak to jest. Na koniec zjedlismy pyszny i nawet nie drogi obiadek w karczmie kawałek za wyjsciem z Doliny. Mało ludzi, tanio, krotki czas oczekiwania, a jedzonko przepyszne :D

      Mimo wielu przeciwności był to na prawdę udany i męczący(pozytywnie)dzień. a powrót? z Chochołowskiej do Mogilan pod Krakowem około połtorej godziny. A wyjechalismy kolo 17 dopiero.....jechalismy za google maps, zadnego korka, zadnych 2 czy 3 godzin na zakopiance jak straszyli ;)

      Także dzień przecudowny, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się znowu wrócić w Tatry:)

      Filmik będzie później, na razie kilka zdjęć :)

       

      1.jpg

      2.jpg

      3.jpg

      4.jpg

      5.jpg

      6.jpg

      7.jpg

      8.jpg

      9.jpg

      10.jpg

      11.jpg

      12.jpg

      13.jpg

      14.jpg

      15.jpg

      16.jpg

      17.jpg

      18.jpg

      19.jpg

      20.jpg

      21.jpg

      22.jpg

      23.jpg

      24.jpg

      25.jpg

      26.jpg

Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...