Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/22/2024 in all areas

  1. Tegoroczna majówka była okazją do zamknięcia sezonu narciarskiego, który z powodu warunków śniegowych oraz z przyczyn rodzinnych był dla nas dosyć słaby. Mając na uwadze niedawne opady śniegu w Alpach i zachęty płynące zewsząd co do doskonałych warunków na lodowcach, zdecydowaliśmy się na wyjazd narciarsko-rowerowy, który mieliśmy w planach zrealizować kamperem. Dysponowaliśmy czasem od niedzieli 28-go kwietnia do soboty 4-go maja i pierwotnie mieliśmy zacząć od Kitzstienhorn i przesuwać się dalej w stronę Tyrolu. Już w trakcie jazdy 1-go dnia prognoza pogody zrewidowała nieco nasze plany, ponieważ zapowiedziano znaczące pogorszenie się warunków od czwartku 2-go kwietnia, kiedy to miał nadejść front deszczowo-śnieżny. Szybka decyzja i zamiast zatrzymywać się w Kaprun, pojechaliśmy dalej – do Zillertal i na parking pod lodowiec Hintertux, ponieważ liczyliśmy że odwiedzimy nieznane nam wcześniej ośrodki narciarskie (a Kitz znaliśmy z wcześniejszych wypadów, a ja osobiście jestem fanką Hintertuxa). Dojechaliśmy tam w niedzielę wieczorem na miejscu zastając sporo ekip kamperowych, które stacjonowały tam już chyba dosyć długo. Niedziela była akurat słabszym pogodowo dniem, ale za to poniedziałek miał być ekstra. Poniżej kilka ujęć parkingu ze stacjonującymi pojazdami kempingowymi. Jako jedno z nielicznych miejsc, pod Hintertuxem nie ma zakazu kamperowania, ale nie ma też specjalnie żadnych udogodnień. Toalety są czynne w godzinach pracy kas kolei górskiej, woda źródlana jest dostępna z sadzawki przy kolejce, zrzutu nieczystości brak. Swoją drogą ciekawe jak długo będą tolerować nocowanie na parkingu, bo część ekip lekko naszym zdaniem przesadzała z biwakowaniem. W każdym razie udało się tam przespać 2 spokojne noce w miłych okolicznościach przyrody 😊 DZIEŃ 1 – HINTERTUX i narty Rano bez stresu i przesadnej walki z czasem około 8:30 wygramoliliśmy się z naszego domku na kółkach i poszliśmy w kierunku gondoli. Dzień zapowiadał się wyśmienicie, słoneczko już świeciło nad szczytami. Nie ma co wiele mówić: petarda, żyleta, torpeda, czy co tam jeszcze można z kolokwialnych określeń użyć ogólnie miodzio: Rano warunki dosyć twarde, koło 12:00 poniżej Fernerhaus śnieg zaczął wymiękać, aczkolwiek wyżej było dalej znakomicie. Przerwa regeneracyjna z opalaniem na tarasie i dalej pomykaliśmy tak do 15:00 kiedy to już uznaliśmy że wymiękamy (wiem, mięczaki z nas ale mieliśmy na uwadze długi narciarsko-rowerowy tydzień). Po obiadku w kamperze i sjeście udaliśmy się jeszcze na spacerek po okolicy – kto widział wcześniej wodospad po lewej od gondoli? Niestety 1-szy dzień załatwił mnie w pewnym sensie na resztę wyjazdu, bo okazało się, że słońce spaliło mi twarz w sposób nie do opisania – przez następne dni stanowiłam żywą wersję biało-czerwonej flagi, zresztą do tej pory jeszcze odzyskuję fason 😉 DZIEŃ 2 – ZILLERTAL i rowery Obudziłam się rano z opuchniętą czerwoną twarzą, nie było mowy o dalszej ekspozycji słonecznej na śniegu, musieliśmy zjechać do cywilizacji po ratunek. Miła Pani farmaceutka w aptece w Mayrhofen (Polka) poratowała mnie Bepanthenem i sporą porcją próbek kremów z filtrami SPF50 i 100. Wysmarowałam się, założyłam buffa na twarz i wsiedliśmy na rowery. Kampera zaparkowaliśmy na dużym parkingu pod Ahornbahn – kolej była nieczynna więc parking darmowy (normalnie 2euro/h). Mieliśmy w planach trasę do jeziora Zillergrundl (ok. 1800m npm), niestety nasz plan został szybko zewryfikowany bo droga była „gesperrt” i pracował tam ciężki sprzęt blokujący przejazd nawet rowerem czy pieszo. Uznaliśmy że w takim razie pojedziemy doliną w stronę Zell am Ziller i tam wjedziemy na jakiś wyższy poziom. Trasa wzdłuż doliny bardzo przyjemna, po drodze ławeczki, place zabaw, w samym Zell fajna kawiarenka. Ponieważ na te manewry trochę nam zeszło czasu, zatrzymaliśmy się na lodach i obmyśliliśmy plan na resztę dnia, który zakładał przerzut do Stubaital ze względu na mało optymistyczną zmianę pogody już od środy ☹ Tymczasem jednak zawinęliśmy się z Zell am Ziller z powrotem w stronę Mayrhofen bo tam znaleźliśmy inne jeziorko Stillupgrund (ok. 1200m npm). Droga do niego bardzo komfortowa, niestety asfaltowa (z asfaltowaniem dziur), na końcu kilka tuneli i dalej droga gesperrt, ale nad jezioro udało się dojechać. Niestety trasa powrotna tą samą drogą. Ogólnie trwa teraz dużo prac związanych z usuwaniem osuwisk i zabezpieczaniem terenu, co chwila gdzieś prace drogowe czy terenowe – ewidentnie szykują wszystko przed sezonem letnim. Dodatkowo w wyższych partiach jeszcze leży śnieg więc nie ma aż takiego wyboru dostępnych tras. Po powrocie na parking wyruszyliśmy w kierunku nieznanej nam doliny Stubai, ponieważ musieliśmy zabezpieczyć tego dnia nocowanie (tam nie wolno parkować na dziko, a jedyny kemping przed lodowcem nie odbierał telefonu i nie odpisał na maila 😊 ). Dotarliśmy bardzo przyzwoicie po 17:00 do kampingu Edelweiss w Volderau k. Neustifft im Stubaital tzn. w godzinach pracy biura kampingu (do 17:30). Obsługa mało miła jak na moje dotychczasowe kontakty z Austriakami. Nie można stanąć na 1 noc (rozumiem żeby był szczyt sezonu, tłok i kampery waliły jeden za drugim, ale było jeszcze sporo miejsc wolnych), musieliśmy pobyt określić od razu na 2 noce. Na terenie kampingu była knajpka – chcieliśmy zjeść coś lokalnego bo przywiezione jedzenie nieco nam się znudziło, ale wszystkie stoliki były zarezerwowane (a potem wywiesili napis że restauracja zamknięta do czerwca). Na szczęście pani obsługująca skierowała nas naprzeciwko kampingu gdzie była wyśmienita lokalna restauracja / gospoda – polecamy Tyrolergrustl i inne pyszności: DZIEŃ 3 – STUBAI i narty Sprzed kampingu podjechaliśmy następnego dnia rano skibusem pod lodowiec podziwiając po drodze piękny krajobraz i niestety nadciągające od strony południowej chmury. Zakupiliśmy bilety na 1 dzień mając na uwadze konieczność odwrotu następnego dnia. Nie znaliśmy lodowca Stubai, zatem był to wyjazd poznawczy i nie wyszedł specjalnie pozytywnie tzn. w porównaniu z Hintertuxem wszystko było gorsze: - warunki słabe: kiepskie światło z uwagi na pogodę, miękki śnieg, na dole już wręcz hamujący - dużo więcej ludzi, węższe i mniej urozmaicone trasy (wiadomo że nie wszystko czynne, ale jednak) - najgorsze Kaiserschmarrn jakie jadłam w życiu Ogólnie zmęczyliśmy się nieco i znudziliśmy po przejechaniu dostępnych tras w ośrodku. Plus taki, że moja czerwona twarz nie cierpiała od nadmiaru słońca bo go nie było. Zjechaliśmy do doliny, gdzie zaczął padać przelotny deszcz. W przerwach między opadami wybraliśmy się na spacer w górę rzeki Ruetz. Mieliśmy opłacony jeszcze jeden nocleg i ochotę na wycieczkę rowerową na następny dzień więc deszcz nas nie ucieszył. Plan był taki, że jeśli będzie lało od rana, to zbieramy się od razu, a jeśli nie, to próbujemy gdzieś pojeździć. DZIEŃ 4 – STUBAITAL i rowery Rano kolejnego dnia pogoda nie była najgorsza tzn. przynajmniej nie padał deszcz ale z kierunku lodowca nadciągały złowrogie chmury. Ponieważ trasy narciarskie na lodowcu nas nie zachwyciły, mieliśmy w planach przynajmniej krótką wycieczkę rowerową – wymyśliliśmy kompaktową pętelkę w okolicy kampingu z nagrodą w postaci jakiegoś złocistego albo kawowego napoju w Milderaunalm na wys. ok. 1650m npm. Wróciliśmy się doliną w stronę Milders – bardzo ładna, malownicza zabudowa (niestety mam na kamerce, nie zatrzymywałam się żeby robić zdjęcia), skąd prowadzona była trasa MTB na górę częściowo szlakiem Rodelbahn czyli toru saneczkowego. Trasa była szutrowa i bardzo przyjemna z ładnymi widokami, po drodze tylko postój na przetaczanie rowerków nad pniem drzewa (akurat była ścinka), ale na górze niestety „alm” był zamknięty – jak większość tego typu atrakcji miał przerwę międzysezonową. Ponieważ na górze zaczynało kropić, to zebraliśmy się szybko w dół, potem jeszcze trochę popedałowaliśmy w górę rzeki do przyjemnego miejsca w rozlewisku z placem zabaw i infrastrukturą rekreacyjną. Potem na kamping i wycof strategiczny z powodu deszczu w kierunku Kaprun i Kitzsteinhorn. Po drodze zwiedziliśmy Kitzbuhel – również remonty międzysezonowe: Pod wieczór dotarliśmy pod Kitza, gdzie jak się okazało – mimo oficjalnych tablic z zakazem kamperowania kilka ekip stało i potwierdzało, że nikt nie przegania. Parking P1 pod Kitzem nie dość że przestronny, to wyposażony w kontener na śmieci oraz czynną cała dobę toaletę – taki wypas. Legalną opcją jest kamping w Kaprun – niestety zamknięty po sezonie albo w Zell am See, jest też parking pod Maiskogel, na którym nie ma zakazów postoju w nocy. DZIEŃ 5 – wycof na północ Nad ranem usłyszeliśmy dudnienie deszczu i tak – no niestety dogonił nas. Po sprawdzeniu kamerek na górze (totalna szarość) uznaliśmy że trzeba uciekać na północ. Wymyśliliśmy trasę w stronę Pragi, po drodze zmodyfikowaną na Karlowe Wary. Trasa przez Austrię malownicza oprócz tego że chmury wisiały nisko i co i rusz coś z nich kapało. Wjechaliśmy do Niemiec i było lepiej, choć chcieliśmy zatrzymać się w Regensburgu, a chmury w dalszym ciągu wyglądały groźnie. Ostatecznie zatrzymaliśmy się na krótkie zwiedzanie (parking wzdłuż Dunaju - miejscówka z Park4night), zjedliśmy pyszne „wursty” z kapuchą, musztardą i bułką w historycznej knajpce i pojechaliśmy dalej w stronę Karlowych Warów. Miejscówkę w Karlowych Warach mieliśmy upatrzoną – na obrzeżach miasteczka jest kamperpark na terenie hipodromu i pola golfowego. Bardzo przyjemna miejscówka, można zrobić serwis kampera, są toalety, prysznice, prąd, przystrzyżona trawka na części miejsc (część jest na utwardzonym terenie – te były już zarezerwowane). Na terenie ośrodka jest tez restauracja, ale nie mieliśmy okazji jej sprawdzić. DZIEŃ 6 – zwiedzanie i powrót Rano w sobotę zebraliśmy się pozwiedzać miasteczko oczywiście na rowerach. Do centrum trasa wzdłuż rzeki zajęła jakieś 15-20 minut. Wdrapaliśmy się na dwóch kółkach na punkt widokowy Piotra Wielkiego i Diany. Zjechaliśmy do urokliwej starówki, pospacerowaliśmy i zatrzymaliśmy się na kawkę w ogródku Cafe Elefant – polecamy choć ceny mocno europejskie. Wróciliśmy koło 13-tej i rozpoczęliśmy powrót na Górny Śląsk kibicując Idze w Madrycie. Podsumowanie: wyjazd super udany i niezapomniany z powodu patriotycznej opalenizny (którą usiłuję spacyfikować w dalszym ciągu). Dzięki mobilnemu domkowi możliwa jest duża elastyczność i spontaniczność wyjazdów, co polecamy wszystkim do przetestowania 😊
    25 points
  2. Czas zacząć szusy. Dziś pierwszy dzień i od razu super pogoda i zimowe temperatury. Rano we wiosce -1 st., po wyjechaniu kretem -10 st., a na szczycie -18 st. Piękna sprawa i suuuper śnieg. W ciągu dnia się trochę ociepliło tak do -12 st. na szczycie, ale w słońcu nie było to tak odczuwalne, a tam gdzie osłonięte to aż ciepło. Baza lodowcowa w tym roku również założona więc pierwsza część dnia to gigantki a potem przepinka na kory. Dzisiaj nie działała gondola Mittelbergbahn i trasy wokół niej, popołudniu dopiero je ratrakowali więc może jutro uruchomią całość. Ludzi mało, totalna swoboda i przestrzeń. Pojeżdżone od otwarcia do zamknięcia. Idealny start narciarskiej kwietniówko-majówki. Dziś i jutro zamknięty taras widokowy i kawiarnia na górze, ekipa z Hollywood kręci film 🎥... Tytuł jak i fabuła tajne. Może jakiś nowy Bond? Spróbuję się wkręcić jako jego kaskader na nartach... Ekipa filmowa Armatki na lodowcu poza trasami odpalone, wspomagają produkcję śniegu do śnieżnych hałd które będą jako magazyny na jesień.
    22 points
  3. Co tu dużo pisać, dzisiaj jest po prostu jazda... Pozdrawiam...
    17 points
  4. Dziś na Pitztalu constans. Warun mega, ludzi malutko. Prywatne trasy... Ideał. Jutro zapowiada się podobnie. Poniżej zdjęcia z dziś 😉 Prywatna trasa ze szczytu 😋 Hałdy rosną z dnia na dzień Sorry za podniesienie ciśnienia 🙃 Poparzeni słońcem ski team.
    17 points
  5. Wreszcie na nartach. Do Achensee dotarliśmy później niż @pawelb91 (pozdrawiam narciarsko i życzę udanego nartowania na lodowcach). W Achensee dramatycznie obniżył się poziom wody, tak na oko jakieś co najmniej 2.5 metra a bywało tak... Między Tegernsse a Achensee zaczyna padać śnieg Ośrodki narciarskie przy jeziorach nieczynne Zielony ład w tartaku Im bliżej lodowca tym bardziej zimowo. W Juns -3 st Noclegi mamy w Juns, w apart. Andrea, doba 35 € za osobę, czysto i ciepło jest ok. Widoki również nas zadawalające. Dzień narciarski będzie udany raczej... Pozdrawiam.
    17 points
  6. W zasadzie to od sierpnia czekałem na kilka dni porządnej zimowej pogody. Dopiero teraz się doczekałem. Wreszcie przez kilka dni temperatury utrzymywały się na minusie w całym ośrodku. Byłoby idealnie ale od soboty zaczęło silnie wiać powyżej Fernerhaus. Najgorzej było w niedzielę, wyłączyli orczyki i do jazdy praktycznie zostały dwójki i Tuxerjoch. Od niedzieli też ocieplenie i temperatury rosną. Same trasy w dobrym i bardzo dobrym stanie. Ludzi w tygodniu 1100 do 1300, w weekend trochę więcej około 2000, tłoku nie ma do wyciągów (na bieżąco, bez stania) i na trasach też generalnie luzik. Widoki z "naszej" łąki przed apartamentem Droga na Hintertux to z Juns około 3 kilometrów pod Talstation Dobre warunki śniegowe, doskonała widoczność i mało narciarzy to moje idealne warunki narciarskie... Korzystając z takich okoliczności staram się pracować nad poprawą techniki skrętów ciętych i ślizgowych. W skrętach przy dużym rozciągnięciu (jak dla mnie) w pierwszej i środkowej fazie mam kłopot z ręką zewnętrzną, niestety nie pomaga mi w dociśnięciu krawędzi nart, trzeba ćwiczyć dalej, innej drogi nie ma😉 Pozdrawiam.
    16 points
  7. Wyjazd z Polski wczoraj wieczorem, przyjazd dzisiaj do Tyrolu przed południem na spokojnie, dużo mocnego deszczu i słabej widoczności po drodze, na miejscu za to już zaczęło się wypogadzać. Na Słowacji spotkany niedźwiadek który przebiegał drogę (zjazd z Donovaly w dziczy). Poniżej uchwycony wideorejestratorem. Godzinna wizyta nad jeziorem Achensee, następnie przejazd do Seefeld i tam też krótka wizyta. Później przejazd do docelowego miejsca w dolinie Pitztal. Seefeld Wylot doliny Pitztal Małe zakupy w Futurystycznym sklepie Widok z mety na najbliższe dni
    16 points
  8. Ostatni dzień, to okolice Savonlinny na biegówkach, powrót do Polski przez Helsinki ze zwiedzaniem 🙂 Finlandzka zima rzadko ma słońce. Tego dnia, pierwszy raz się przejaśniło!
    15 points
  9. Skoro kwietniówko-majówka narciarska to musi być też narciarski grill. Dzisiaj zaraz po jeździe rozpoczęliśmy grillowe apres-ski w dolinie niedaleko kreta z pięknym widokiem (trochę jak w Tybecie). Super smacznie się udało, sezon grillowy rozpoczęty z przytupem.
    14 points
  10. Kapitalny dzień dzisiaj. Idealny śnieg, trasy pięknie zrobione, brak tłoku, a w zasadzie pusto. Tylko w krecie przytkane rano, ale później lux. Świetnie pojeżdżone. O 15 się zachmurzyło i zaczęło trochę wiać. Co do jutra to mam obawy czy ruszą bo ma mocno wiać na wysokościach. Także raczej szykuje się dzień pauzy który mamy uwzględniony w skipassie. W takim wypadku będą inne plany na niedzielę.
    14 points
  11. No i ponownie lampa a ryja mam już spalonego po wczorajszym dniu, trudno jakoś wytrzymam. W Juns standardowo -3 st. Warunki idealne, mróz i słońce, wiatr słaby. Wczoraj 1300 narciarzy, powoli wracają grupy sportowe, wczoraj tyczek nie rozkładali. Bardzo dużo osób jeździ freeride. Śniegu w tym sezonie tak dużo poza trasami jeszcze nie było. Prawie wszystkie kamienie przysypane i w końcu między gondolami można jeździć bez większej obawy o stan ślizgów. Po ostatnich opadach śniegu na górze jest pokrywa 4.70 m. Prawdopodobnie po 5 maja zamkną 2 ( i chyba Tuxerjoch). Jazda będzie już tylko powyżej Fernerhaus. Off piste da się jeszcze zjeżdżać do Sommerbergu. A rano wygląda sytuacja tak... Pozdrawiam. PS Na Pitztalu u @pawelb91 pewno podobnie...
    14 points
  12. 13 points
  13. Majówka bez tłumów = Spiska Magura i Bielańske Tatry. Magura i okolice od Repsko przez Prislop, Prehrstie, Magurka, po Bukovina. Bardzo mało ludzi, trochę na rowerach, e-bike w przewadze (część z wypożyczalnie), kilku biegających i niewiele więcej spacerujących. Pomyśleć, że kilka kilometrów za granicą tłumy. W Zdiarze pojawili się polscy turyści. Co jeszcze 2 lata temu było nie do pomyślenia. Wg "miejscowych" prawdopodobne przyczyny to wzrost cen na usługi turystyczne w tym noclegi po Naszej stronie granicy i znośny kurs Euro. Pochodzone też w rejonie od Vrch Strednica przez Zdiarsky Vrch ...... i Monkowa Dolina. Pogoda bajka. Jednego dnia wiało 7/ms. Z narciarskich i turystycznych nowości to Strednica ma nowego Gospodarza. Deny nie skończą krzesła w tym roku. Parę fotek bez chronologii. Pozdrawiam mirekn
    13 points
  14. Chyba nigdy nie byłem na środku jeziora zupełnie sam. Do brzegu w każdą stronę jakieś 5 km. Jadę już półtorej godziny. Obok mnie jest kompletna pustka, nie ma nikogo. Tak, jadę. Na łyżwach. Jestem na środku skutego lodem jeziora Saimaa. "Wszystko trzeba odkryć samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu."* O muzyka! - nakłada słuchawki. - a ja lubię słuchać odgłosu lodu, świstu przesuwających się metalowych krawędzi łyżew i ciszy na środku jeziora - odpowiadam. Ale dla nas to takie powszednie, ten krajobraz. Więc jak tak jedziesz sam, to jak się nie napijesz alkoholu to można posłuchać muzyki - około czterdziestopięcio letni Fin po krótkiej pogawędce nałożył słuchawki i odjechał w drogę powrotną. Zagaduje do dwójki starszych ludzi. Nurtuje mnie ich sprzęt łyżwiarski. Jest kompletnie odmienny od tego spotykanego w Polsce. Mamy takie płozy z łyżwą wpinane w buty do nart biegowych - odpowiada jeden z nich- Wpina się to w 3 sekundy. Jeśli chcemy tego samego dnia pobiegać na nartach to butów nie zmieniamy. Do tego kije przydają się przy odpychaniu. No to teraz wracamy z wiatrem! - komentują i życzymy sobie nawzajem miłego dnia. Nie przejmuj się, będziesz miał cały dzień. - komentuje jeden z nich na odchodne. Do 18 jest jasno. Odjeżdżają. Ich łyżwy są większe, szybsze i stabilniejsze. Jadą techniką przypominającą tą z nart biegowych. Osiągają na nich prędkość rzędu 30-40 km/h, czyli około dwa razy więcej niż ja. Oprócz tego wszystkie nierówności na lodzie tną jak brzytwa. Mi przejechanie niektórych miejsc sprawia spory kłopot. Jeśli kiedyś słyszeliście doniosłe hasło czyiś podróżniczych celów "będę zwiedzał parki narodowe", no to ja to uczyniłem. Chyba w najbardziej oryginalny sposób. Park Narodowy Linnansaari to obszar ochrony obejmujący szerg małych wysp na jeziorze Saimaa w środkowo-wschodniej Finlandii, w regionie Sawonia. Latem można tutaj czymkolwiek przypłynąć - kajkakem, łódką czy turystycznym stateczkiem. Zimą zostaje skuter śnieżny, rower, narty biegowe, w zależności od warunków samochód, lub.... łyżwy. Przez środek parku narodowego przebiega najdłuższa w Finlandii trasa lodowa na łyżwy, licząca sobie w zależności od warunków do 19 km. Kiedy ja nią przejechałem, było 18 km. W jedną stronę. Przebycie całego 36 km odcinka zajęło mi z przerwą na ognisko na maluteńkiej wyspie ponad 6 godzin. * Tove Jansson "Zima muminków"
    13 points
  15. Muikku! Muikku! - starsza kobieta stojąca przede mną w supermarkecie przy kasie pokazuje palcem na małe ryby które kupuję. Uśmiecha się głęboko i bardzo odruchowo na ich widok. Jak dziecko. Muikku czyli sielawa to mała ryba z rodziny łososiowatych występująca w głębokich, czystych i zimnych jeziorach zlewni Morza Bałtyckiego. Wszędzie gdzie występuje, stanowi niezwykły rarytas, lecz nie jest jest dalej eksportowana. W Polsce sielawa występuje w jeziorach środkowo - północnej części kraju. Jest kojarzona z regionem Kaszub czy Mazur. Jej delikatny smak najlepiej wydobyć po kilkuminutowym obsmażeniu w maśle i prostej panierce z mąki, lub tylko obtoczone w soli. W pozostałej części Polski jest prawie w ogóle nieznana. Środkowa Finlandia jest usiana jeziorami. Pojezierze fińskie liczy ich sobie około 55 tysięcy. Od grudnia do marca jest skute grubym lodem wierci się otwory w lodzie aby móc poławiać sielawę. Po lodzie można jechać autem. Jak mieszka się na drugim końcu jeziora, a droga jest na około, gruby lód to zbawienie. Można sobie znacznie skrócić drogę. W Kuopio które jest otoczone olbrzymim jeziorem z każdej strony, stacja benzynowa rozłożyła dwa dystrybutory na jeziorze. Ich widok mocno zadziwia. Po lodzie można oczywiście w zależności od warunków przejechać autem, pobiegać na nartach albo jeździć rowerem. To ostatnie jest w Finlandii jest dosyć popularne bez względu na porę roku. Można też pojeździć na łyżwach. Jest chyba sport z którym w Polsce pożegnaliśmy się już lata temu na dobre, jeśli chodzi o jazdę w takim naturalnym terenie. Zawsze można gdzieś pojeździć na lodowisku, często bardzo zatłoczonym Lub zapisać się do klubu hokejowego. Ale możliwość wielogodzinnej jazdy po naturalnym lodzie w Polsce można odłożyć na półkę "historia". A lód sztuczny i naturalny jest tak różny jak jedzenie gotowego filetu rybnego w panierce kupionego w dziale mrożonek w sklepie z logiem małego łąkowego owada, i dajmy na to ościstego okonia. Kiedy zapanują odpowiednie warunki, finowie wyciągają swoje łyżwy i jeżdżą po skutych lodem jeziorach. Mniej obyci z łyżwami, lub mniej sprawni fizycznie wypożyczają sobie specjalne sanki lodowe, przypominające balkoniki dla niepełnosprawnych mających problemy z samoszielnym poruszaniem się na których całkiem szybko można przemieszczać się po lodzie. Jednakże widok ludzi około 70 roku życia na łyżwach jest zupełnie normalny. Finowie pozostają aktywni bardzo długo. Jako że jeziora często przykryte są śniegiem, w parunastu miejscach przygotowywane są trasy. To znaczy odśnieżane regularnie, tak aby dało się jechać. Jednym z takich miejsc jest gigantyczne jezioro Saimaa. W okolicy miejscowości Punkaharju przygotowywane są trasy o długości około 16 km, w zależności od warunków. W jedym miejscu można też przejść kawałek po lądzie, jakiejś 100 m na małe jeziorko Valkialampi, na którym Wytyczono 2 km kółko. W ciągu niecałych 3 godzin pokonuje nieśpiesznie 23 km na łyżwach. Szelest lodu w połączeniu z krajobrazem leśnych jezior daje wyobrażenie bycia na chwilę bohaterem dawnej baśni.
    13 points
  16. Tydzień spędzony w Kuopio - to codzienne bieganie na nartach. Tamtejsze trasy są raczej typowo sportowe. Próżno szukać ładnych widokowo miejsc (chociaż jedno mi się udało). Oprócz nart, łyżwy, po 7 km trasie lodowej, oraz smakowanie lokalnej kuchni.
    13 points
  17. no i jeździło się bez kasków narty miałem 2 metry a córeczki 120cm (4lata i 9 miesięcy) i 140cm (8 lat)
    12 points
  18. Wczoraj 1 maja Kaunertal cały dzień. Miało być dosyć ładnie według prognoz, ale nie było. Dosyć ciemno od rana, później chmury zeszły niżej i lekko sypał śnieg z kulkami lodowymi, ale w sumie pojeżdżone ok. Brak działającej gondoli Weissseejochbahn i krzesełka mocno ogranicza teren narciarski... 3/4 narciarzy to Polacy, rejestracje z całego kraju. Sporo grup sportowych. Jeszcze dwa dni szusów na wyjeździe jak i w sezonie. Pogoda ma być słabsza.
    12 points
  19. Sorry... No jest zajebiście nie da się ukryć 😉 PozdroSki
    12 points
  20. Została już tylko końcówka na szczyt, 400m do góry i łagodne podejście do kopuły szczytowej. Na początku łagodny, zasypany dobrze lodowiec, później pojawiło się z boku coś wystającego. Pod kopułą szczytową jest kawałek łagodnego terenu, tam zostawia się narty i plecaki. Na szczyt większość wchodzi z buta po pd-wsch grani. To jest w sumie niewielki kawałek, ale nieco trudniejszy teren częściowo po czystej skale. Chwilami wspinaczka o trudności II. Po doświadczeniach z ferrat, dla mnie to nie było jakoś specjalnie trudne. Lubię zdobywać szczyty ale szczerze mówiąc jakoś to wejście nie wzbudziło we mnie szczególnej euforii i emocji. Było tak normalnie. Chyba brakowało mi zjazdu z samego szczytu. Widoki oczywiście super i cieszyłem się że mamy pełną widoczność. Widoki ze szczytu Tutaj widać naszą trasę podejścia, ta w lewo. W prawo jest ślad w kierunku Pitztal. Do momentu wejścia na szczyt było koło nas mało ludzi, albo wcale. Natomiast podczas schodzenia i dalej zjazdu nagle to się zmieniło. Pojawiły się wręcz tabuny ludzi. To był efekt soboty, szczyt jest dość popularny. I teraz nastał największy problem tego dnia. Mieliśmy zjechać do Vent prosto do aut, które czekały na parkingu. Przewodnik poanalizował sytuację i stwierdził że jesteśmy za późno. Na zjeździe do Vent jest trawers stromego południowego żlebu który może wyjechać. Musieliśmy wybrać trasę alternatywną. Zjechaliśmy lodowcem w stronę Pitztal, podeszliśmy na przełęcz która jest rzut kamieniem od tras narciarskich. I dalej już naturalnie zjazd trasami albo koło tras. To była trudna decyzja. Powodowała że znaleźliśmy się w zupełnie w innej dolinie niż Vent. Trzeba przyznać że ta część lodowca w stronę Pitztal jest bardzo ciekawa i różnorodna. Od razu wyjaśnię że te fajne linie na foto nie są nasze. My zjazd mieliśmy w lekkiej szreni, asekuracyjny. Logistyka dotarcia do Vent nie była taka trudna, ale długa. Autobusem z parkingu Pitztal do Imst. Godzinka z widokami. Tam przyjechała żona przewodnika ich drugim autem, którym my pojechaliśmy do Vent. I dalej już prosto, trzema autami do Innsbrucka, a przewodnik po drodze zbiera rodzinę z Imst. Po drodze gratis wjechaliśmy jednym krzesłem, kretem w dół i autobusem do Imst. Wycieczka się zakończyła, wszyscy zadowoleni, strata jednego harszla.
    11 points
  21. Hintertux daje radę. Najlepsze warunki śniegowe w sezonie. Wreszcie po opadach śnieg nieprzewiany, stałe temperatury poniżej zera i przyjemny puch utrzymuje się kilka dni. Do tego doskonała widoczność. Świetnie jeździ się na trasach i off piste. Wczoraj było trochę chmurek, przez parę minut padał śnieg, głównie jednak słoneczna lampa, w dodatku narciarzy niezbyt dużo... Poza trasami mimo, że wszystko przeorane jazda bardzo przyjemna i bezwysiłkowa... Pozdrawiam.
    11 points
  22. Guten Morgen. Zapowiada się na szczypanie twarzy 🙃😂🥶
    11 points
  23. Cześć Gratulacje zakupu kampera, świetna relacja i wyprawa. Czekam na następne. Ja w zeszłym roku się przymierzałem do zakupu kampervana (na bazie VW Craftera), nawet zaliczkę zapłaciłem, ale sobie odpuściłem. Poczytałem trochę, że nie jest tak kolorowo i tanio (może skandynawskie kraje mają inne podejście do kamperowania - reszta ściga na potęgę do wyznaczonych miejsc) jakby się mogło wydawać. Ponadto tarabanić się takim klocem (bo osobówka to już nie jest, nawet nie jest to bus) chyba nie na moje nerwy, a i na codzień to słabo użytkowy jest. Ja wolę bardziej praktyczne rzeczy - chociaż Wasz jako mobilny dom jest bardzo praktyczny, ale takie jego przeznaczenie. Zmieniłem taktykę na szybki i super komfortowy transport dla większej ilości osób (rodzinka, znajomi, kumpele + kumple) i wczoraj odebrałem liniowca 6-cio osobowego na wypady chyba wszelkie. Zapitala i wszystko dla 6-ciu osób zabierze, nawet 6 rowerów (bagażnik na hak i klapę - 2 x 3 rowery), nart ile bądź i innego ciałamajstwa. Klasa V 4-matic w wersji długiej (5,20m) - ale to też nie są tanie rzeczy, bo kampera w tej cenie można kupić, ma on jedna przewagę - mogę nim jeździć na codzień - tak też będzie. Teraz pozostaje szukać tanich miejscówek z karnetami (lub bez) i w drogę. pozdro
    10 points
  24. Wczoraj ostatni dzień szusowania na wyjeździe i również w sezonie. Pogoda w ostatnim dniu nie sprzyjała ale mimo to udało się coś pojeździć, sceneria zimowa. W nocy opad śniegu, sypało trochę do południa, widoczność słaba. Na jakąś godzinę podniosły się nieco chmury. Popołudniu widoczność się pogarszała, mgła coraz mocniejsza i coraz niżej. Ostatni zajazd sezonu wymagający z powodu bardzo ograniczonej widoczności. Wyjazd ogólnie bardzo udany, świetne miejsce na narty na przełom kwietnia i maja. Będę myśleć o tym terminie również za rok, może uda się połączyć kilka miejsc razem z Pitztalem na koniec przyszłego sezonu. Dzisiaj wyjazd powrotny do kraju. Ostatni wjazd sezonu Ostatni zjazd w nieznane
    10 points
  25. Dzisiaj bardzo dobry dzień na Pitztalu, bardzo dobrze pojeżdżone. Pogoda była zwariowana, przez większość czasu zmieniała się co zjazd, od opadów śniegu, kulek lodowych, przez przejaśnienia i słońce i znowu zamieć i tak w kółko, popołudniu trochę dłużej było przejaśnienie a nawet i słońce, na ostatnim zjeździe piękne słońce a gdy po zjeździe pakowałem klamoty przed zjazdem kretem to przyszła zamieć śnieżna. Takie to majowe przygody pogodowe. Hałdy rosną nieustannie. Ostatni zjazd dnia Chwilę później...
    10 points
  26. Wczoraj niestety wiało, na Pitztalu czynny był orczyk na 3200m i krzesełko poniżej kreta. Mieliśmy jechać na Kaunertal ale właśnie ze względu na prognozę wiatru nie ryzykowaliśmy, mogło by się okazać że tam też działa tylko orczyk a dojazdu mamy około półtorej godziny. Jednak na Kaunertalu działało więcej bo oprócz orczyków działały dwie gondole... Ogólnie trochę późno podają tutaj status kolejek na dany dzień, więc trzeba jechać w ciemno... Dziś też ma wiać i chyba zdecydujemy się na Kaunertal. Chociaż chciałem tam jechać jak będzie działać też gondola Weissseejochbahn, jednak działała tylko do minionej niedzieli... "bo tak" już ma przerwę letnią choć śniegu bardzo dużo. W zeszłym roku działała jeszcze o tej porze. Kaunertal ma u mnie dużego minusa za tą akcję. Fotki z wczoraj:
    10 points
  27. Cze U nas nie aż tak malowniczo, ale ujdzie w tłumie. Też grillujemy😀 pozdro
    10 points
  28. Dzisiaj kolejny mega dzień jazdy, wiatr w ogóle nie przeszkadzał choć w prognozach był zapowiadany mocniejszy popołudniu. Wszystko chodziło. Sporo rodaków, widać że cel narciarski majówkowy dosyć popularny. Ale na trasach luz więc można było się wyjeździć. Dzisiaj ciepło, rano minimalny mróz na szczycie i około 0 na 2840m. Potem spore plusy, stoki popołudniu zmiękły ale dalej były bardzo ok. Jutro w prognozach spory wiatr... czy się sprawdzi to się okaże. Wildspitze Spod śniegu na lodowcu koparka wykopywała płachty do przykrycia zapasów śniegu na jesień. Ostatni zjazd dnia
    10 points
  29. Dziś faktycznie mocno wiało, działał tylko orczyk i krzesełko także odpuściliśmy dzień narciarski, ale było co robić i oglądać więc dzień bardzo udany. Na pierwszy cel dnia wzięty most nad wąwozem między Arzl i Wald - Benni Raich Brucke, zawieszony 94 m nad ziemią. Później przejazd do Imst i wędrówka wąwozem Rosengartenschlucht do Hoch Imst pod stacje narciarską, potem zejście do Imst. Na koniec dnia późnym popołudniem pojechaliśmy do Zams pod via ferrate, jednak okazała się zbyt wymagająca, stromo mocno i siłowa, kawałek przeszliśmy i nastąpił wycof. Fajnie było spróbować ale na razie trzeba coś łatwiejszego. Pierwszą ferrate przeszedłem we wrześniu na Słowacji w Słowackim Raju, ale była łatwa. W tej w Zams brakowało głównie sztucznych ułatwień, bo iść po prawie pionowej gołej skale to trzeba mieć obycie i umiejętności. Czasu także przydałoby się więcej. Widoczki za to ładne na dolinę. Jutro powracamy na śnieżną ścieżkę bo ma być trochę lepiej z wiatrem, chociaż nie idealnie.
    10 points
  30. Jeśli chodzi o wspomnianą wyżej kuchnię, to Finlandia pozytywnie zaskoczyła.
    10 points
  31. Dotarła właśnie świeża dostawa z Belgii i można udać się w słusznym białym kierunku... Warunki są sprzyjające, pokrywa śnieżna już powyżej pięciu metrów. Od wtorku do niedzieli ma spaść jeszcze kilkadziesiąt cm. Nie wiem jak jest na innych lodowcach ale tu jest czynne około 50 km tras. Zjechać można jeszcze do Sommerbergu trasami 2 i 2a. Mój film 4.mp4 Ścianki na czerwonch trasach to dobre miejsca na szlifowanie formy i zabawę Mój film 11.mp4 Pozdrawiam.
    9 points
  32. W Wilnie przerwa na spacer po mieście, i zjedzenie porządnego barszczu: W Rydze, obowiązkowo z racji przesiadki szybka wizyta na pięknych halach targowych. Soljanka na dzień dobry. Jak miło było zamówić sobie typowe rosyjskie dania.
    9 points
  33. Totalna bomba, śnieg genialny. Rano -10 st. na szczycie i -4 st. na 2840m Szybkie szusy z rana na przebudzenie ⛷️😃
    9 points
  34. raz byłem kamperem 2 tygodnie na nartach w 1991 roku z dziećmi, wtedy za symboliczną opłatą 10 franków na dzień można było stać przy dolnej stacji kolejki w Val dIsere
    8 points
  35. U nas śniegu brak ale góry są i majówkę zaczynamy 🙂
    8 points
  36. To ostatni dzień, wejście na Wildspitze, drugi co do wysokości szczyt Austrii, prawie 3800m. Pogodę mieliśmy piękną, słońce i widoczność. To była sobota 13 kwietnia. Troszkę pecha też się wdało. Dla mnie to był ciężki dzień, złożyło się na to kilka elementów: bardzo wczesne wstanie, przed 4 rano (to był dla mnie lekki szok), wyjście po ciemku, problemy nawigacyjne w ciemnościach na początku trasy, szybkie tempo. Nawigował na początku przewodnik i pomylił lekko trasę, szliśmy jakąś grańką po ciemku, później był kawałek zjazdu na fokach po stromym żeby wrócić na właściwą trasę. Generalnie to było w ramach naszych umiejętności, ale o 5 rano na czołówkach kiedy człowiek jeszcze nie jest dobrze obudzony, to było dość szokujące i wymagające. Trzeba było szybko się przełączyć na skupienie, a miało być 3h spokojnego podejścia. W końcu przeszliśmy ten dziwny kawałek za schroniskiem Vernagthutte i zaczął się łagodnie nachylony lodowiec. W sam raz, żeby się dobrze obudzić i wejść w rytm. Śniadanie o 4 rano. Coś tam zjadłem i zrobiłem sobie kanapkę na drogę. Wyszliśmy gdzieś przed 5 ze schroniska. Widno zaczęło się robić o 6. Trzeba przyznać że wschód słońca był piękny. Nie mam miłości do tego aby w górach wstawać specjalnie na wschód słońca. To tutaj miałem to w gratisie. Więc dzień powoli nabierał rumieńców. Doszliśmy do pierwszej trudności. Stromsze wejście na przełęcz Brochkogeljoch. Byłem w lekkim szoku że o godzinie 7:40 rano jesteśmy na wysokości 3400m. To właśnie na przełęczy, widok w stronę drogi podejściowej. Zmęczenie i cały czas pośpiech.
    8 points
  37. Czekałem aż mi wieczór zepsujesz:) dzięki teraz mogę iść spać 🤣
    8 points
  38. Kolacja była w Tarvisio- full Austriaków A dziś na Motku bez zmian 😎
    7 points
  39. Młoda coś nie miała ochoty jeździć …. No cóż….tak czy siak nie jest źle ,pojeździć można a wieczorkiem blisko można skoczyć na włoską kolację Powiem szczerze że trasy dobrze przygotowane …no może z samego lodowca troszkę w paru miejscach ratrakowy przyspał Pare foci z soboty
    7 points
  40. Cóż można pisać Pogoda sztos Śniegu w pype Z rana twardo przez ok 2 godziny potem wiadomo .Piekny dzionek , Rodzinka zadowolona 😊
    7 points
  41. Miniony weekend na Hintertuxie zapowiadał się ciekawie. Trzy dni była preparowana trasa nr 3 (ta lewa odnoga patrząc od dołu). Doskonale przygotowana i utwardzona. Postawiono na niej 2 giganty i slalom. Do tego sporo producentów wystawiło narty do testowania. Wybór był jednak ograniczony do nart sportowych, tylko GS lub SL. Po rejestracji i wpłaceniu 5 € można testować do woli. Za te 20 zł można było jeździć po trzech trasach, dowolną ilość razy, wszystko z pomiarem czasu i dodatkowo wystartować w zawodach. Niektóre wystawione marki... Niewiele jednak z tego wyszło. Rano jeszcze wszystko działało, później zaczęło mocno wiać i do tego zeszła z góry mgła. W niedzielę do tego wyłączyli wszystkie orczyki na górze i kanapę Lärmstange II. Do jazdy został Tuxerjoch i wszystko poniżej Fernerhaus czyli różne kombinacje 2. Na dolnej części ośrodka też się najeździliśmy. Góra z rana... A to nieco później Niżej wszystko ok Lanersbach już wiosenny Podczas tego wyjazdu wyjątkowo dużo czasu poświęciłem na jazdę około śmigową. Nie obyło się bez problemów, ale bez gleby Poza trasy zaglądałem ale od sobotnich wiatrów śnieg już mocno przetworzony Pozdrawiam.
    7 points
  42. W obie strony jechałem przez kraje nadbałtyckie. Jako że zdecydowałem się samolot odpadł (koszt z nartami wyszedł jakieś 1800 zł). Jechałem poc 144 Hańcza rel Kraków główny - Wilno, następnie pociągiem Wilno - Ryga i autobus Ryga - Tallin. Podróż powrotna była taka sama. W drodze na północ zatrzymałem się na jeden dzień w Wilnie, i na niecałe 3 dni w Tallinie. W planie miałem poświęcić 2 dni na zwiedzanie stolicy oraz jeden dzień na biegówki. Estońska stolica ma dużo tras biegowych, oprócz tego sporo jest w okolicach. Jedna z tras przygotowywana jest nad wysokim brzegiem morza. Niestety parę dni przed moim wyjazdem wszystko spłynęło i nic z tego nie wyszło. Pociąg kolei litewski obsługuje trasę Wilno - Ryga. Spalinowy zespół trakcyjny 730 polskiej produkcji PESA.
    7 points
  43. Świetna fotka wspomnieniowa dla mnie. Bywały wyjazdy na Pitztal, że przez 7 dni pobytu katowaliśmy tylko ten orczyk a do wyboru mieliśmy tylko lewą lub prawą trasę. Pięknie, pogoda i warunki podobne do tego co mamy na Hintertuxie.
    7 points
  44. warto jechać pół godziny dalej niż wcześniejsze lodowce, spokój cisza śnieg carving, ale czarne też zacne
    7 points
  45. Dodam mapkę rejonu z zaznaczoną trasą na Fluchtogel i zjazd (linia czerwona). Kolor jasny niebieski, to lodowce. Na lewo od trasy jest wielki lodowiec Gepatschferner. Różne lodowce występują aż do Pitztalera. Na zachodzie widzimy ośrodek narciarski Kaunertaler, na północy jest ośrodek Pitztaler. Na wschodzie wioska Vent, z której zwykle startuje się skiturowo na Otztal. P.S. Star, daj proszę spokój ze swoim fotkami tutaj.
    7 points
  46. Lepiej sprawdzić organoleptycznie😉 Okolice Przełęczy Karkonoskiej Moravská Bouda położona ponad Spindleruv Mlyn, niedaleko Wielkiego Szyszaka. Samo schronisko otwarte w 1876 r ponoć... Dvoŕákova Bouda Pozdrawiam...
    7 points
  47. Plan wyjazdowy wykonany 7x Pitztal, 1x Kaunertal oraz w dzień wolny połażone tu i tam. Statystyki szusowania. W 8 dni przejechane na nartach 473km, w pionie w dół 87 400m, dystans łącznie z wyciągami 820km. Średnia dzienna: na nartach 59km, pion w dół 10 900m, dystans narty + wyciągi 102,5km (Średnia dzienna mniejsza niż z wyjazdu do Bormio ale też inna charakterystyka ośrodków, przede wszystkim brak zjazdu do miasteczka więc długość zjazdu i przewyższenie też mniejsze. Ale pojeżdżone solidnie więc jestem bardzo zadowolony) Kolejny świetny wyjazd. Żal zamykać sezon, co prawda Molltaler kręci dokąd będzie śnieg ale raczej się już nie wybieram. Sezon bardzo udany, mimo słabiutkiej zimy w Polsce i niedosytu z lokalnego jeżdżenia. Wyjazdy alpejskie wynagrodziły. Inauguracja 2 grudnia w Tylicz Ski, zakończenie na Pitztalu 3 maja. Czas powoli myśleć i planować kolejny sezon. W planach start lokalny na początku grudnia jeśli ruszy coś sensownego. W połowie grudnia może w Alpy rozpocząć solidne jeżdżenie. Na koniec kilka zdjęć z powrotu. Okolice lotniska we Wiedniu Poranny widok na Tatry z okolic Kezmaroka Tatry ze Starej Lubowli
    6 points
  48. Mega 💪 Tak zastanawiam się czy to nie najlepszy warun majówkowy w ostatnich latach na narty 🎿
    6 points
  49. 1. dzień sprawdzimy Kiztsteinhorn, potem będziemy się przemieszczać w stronę Tyrolu, prawdopodobnie 2 dni na Hintertuxie i potem dalej - zależnie od pogody. Jak będziemy już w górach, to odległości wychodzą relatywnie krótkie na przejazdy przelotowe (2-3h) a miejscem noclegowym martwimy się o tyle żeby mieć wodę i opróżnić wc w cywilizowany sposób, zapewne co ok.3 dni tyle że jest sporo zakazów parkowania dla kamperów i to będzie tez ograniczające.
    6 points
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...