Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/01/2022 in all areas

  1. SELLARONDA NA ROWERACH z chłopakami. ❤️🙃 Od ostatniej mojej relacji ze Stelvio minął prawie rok. Zapewne większość z Was nawet jej nie pamięta. Pomyślałam jednak, że może warto napisać kilka słów podsumowania z mojej ostatniej wyprawy w góry i spróbować porównać te dwa wyjazdy – zeszłoroczny na Stelvio i ten aktualny. Może moja relacja doda odwagi marzycielom oraz zaciekawi tych bardziej zaawansowanych wielbicieli gładkiego asfaltu jak całość wygląda oczami początkującego. Przez ostatni rok nie próżnowałam – pracowałam nad formą, zainwestowałam też w sprzęt. W naszym garażu pojawił się na przełomie roku nowy, lekki i seksowny rower o cienkich opąkach. Do roweru dołączył też licznik i pas HR. W celu rozwijania moich kolarskich umiejętności dołączyłam także do jednej ze szczecińskich, amatorskich grup rowerowych „Burza na rowerze” z nadzieją na zaznajomienie się z zasadami jazdy w peletonie. Zauważyłam bowiem, że jazda w grupie mobilizuje mnie na tyle, że osiągam znacznie lepsze efekty niż w przypadku jazd na solo. Nie jestem jednak „koniem krwi arabskiej” i nie mam aspiracji wyścigowych. Po prostu jeżdżę bo lubię, jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi J to tak faktycznie jest. Co do wyjazdu, chcielibyśmy aby one stały się corocznymi cyklicznymi, naszymi mini imprezami rowerowymi. Zobaczymy jak to wyjdzie. Pomysł tegorocznego wyzwania miałam w głowie co najmniej od zeszłego Giro. Ponadto bardzo chiałam zobaczyć jak to jest objechać Sellarondę nie tylko na nartach ale także na rowerze, w lecie. Licząc na oszałamiającą przygodę – nie pomyliłam się – było spektakularnie !!!. W dniu 17.06.2022r, w piątek wystartowaliśmy z Corvary w kierunku Passo Gardena. Poruszaliśmy się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Mapka: I profil: · Dystans: 52km, · Elewacja: 1803m (razem z dojazdem do apartamentu w Corvarze), · Czas przejazdu: 4:13h (bez postojów), w sumie: 6:57h · Średnie tętno: 138 bpn, maksymalne: 157bpn · Średnia prędkość 12,5km/h · Najwyższa przełęcz: 2241m n.p.m No to jedziemy.... PASSO GARDENA Pierwszą przełęczą była Passo Gardena i ok.700m –przewyższenia. Tutaj wypatrywaliśmy intensywnie znajomych trasek narciarskich. Przyznam, że miałam z tym spory problem, bo region jak się okazuje w lecie wygląda zupełnie inaczej niż z zimie J Zabrakło mi ośnieżonych punktów odniesienia. Sam podjazd nie był trudny, w zasadzie średnio 6-7% nachylenia, byliśmy wypoczęci więc dobrze poszło. Widoki oczywiście oszałamiające. Tutaj chłopaki w trakcie wspinaczki: Trochę wyżej: Oraz ja na szczycie przełęczy. Poznajecie w która stronę patrzę? Tam w dół prowadzi czerwona trasa (fragmentami czarna). Na zdjęciu prezentuje się mój nowy, szybki i umyty rower o imieniu „Karton” :))) Po sesji zdjęciowej i po kolejnej porcji zachwytów nad krajobrazem pojechaliśmy niżej do knajpy. Widoki przy konsumpcji oczywiście powalające. Tak się zjeżdża z przełęczy: A tak się pożera „HausgemachteApfelstudelmitVanillesause”. Widoki przy konsumpcji oczywiście miażdżą: PASSO SELLA Po kolejnym pięknym zjeździe z przewspaniałymi widokami wjechaliśmy na kolejną przełęcz tj. Passo Sella. Tutaj było już trochę trudniej, bo pomimo mniejszej wysokości podjazdu było sporo spadków po 9%. No ale tez daliśmy radę – wspinaczka poszła w miarę gładko. Fota w trakcie wjazdu w kierunku na Selli: Trochę wyżej: Oraz na szczycie przełęczy. A to już widok w kierunku kolejnej przełęczy, w dolinie miasteczko Canazei. Poznajecie? Chyba nie muszę pisać znowu o widokach….PETARDA ! Zjazd z Passo Sella w kierunku Canazei jest dość stromy, ale asfalt jest bardzo dobry. Nie można tylko przesadzić z prędkością, bo jest sporo serpentyn. Chyba, że ktoś umie się składać. Cóż – ja nie umiem, zjeżdżałam wiec zachowawczo pilnując, żeby nie przegrzać tarcz. PASSO PORDOI Oglądaliście w tym roku 20ty etap Giro? Był rozstrzygający i pełen emocji na końcówce. To jest właśnie część trasy tego etapu – Passo Pordoi. Oglądałam na żywo ten fragment wyścigu a potem przejechałam go na goglach kamerą z samochodu. Nic nie odda jednak własnych doświadczeń. Wzruszające są te wszystkie świeże napisy na asfalcie dodające otuchy kolarzom z wyścigu – można poczuć się jak Carapaz…hehehe. Pięknie jest. Mam nadzieje, że kiedyś uda mi się spełnić swoje marzenie i pokibicować zawodnikom tego wspaniałego wyścigu na żywo. Podjazd na Pordoi jest trochę łatwiejszy niż na Sellę, ale połowa trasy wypada ponad lasem i daje się odczuć coraz wyższą temperaturę powietrza. Daliśmy więc radę, chociaż pierwsze oznaki zmęczenia dawały się już we znaki. Fota na podjeździe: Szybka fota na szycie i jazda w dół....też szyyyyybkooooooo. PASSO CAMPOLONGO Zjazd z Pordoi jest tak spektakularny i szybki, że nawet nie stanęłam, żeby zrobić zdjęcie. To około 700m w dół, po serpentynach i na prostych odcinakach. Trzeba się naprawdę mocno pilnować, żeby nie przesadzić z prędkością i nie polecieć z wiatrem. W tym roku, z uwagi na Giro położono też nowy asflat, więc jedzie się jak po stole. M.A.S.A.K.R.A. Zjazd z Pordoi kończy się w Arabbie. Oczywiście i tutaj analizowaliśmy krajobraz w poszukiwaniu ulubionych trasek – trudno nie było J. Potem nastąpiła ostatnia, już czwarta tego dnia wspinaczka. Najtrudniejsza wg mnie – z uwagi na procent nachylenia, nasze zmęczenie i okropny upał. Kolejne serpenty były szczelnie osłonięte przed wiatrem. Tego dnia chłopaki spiekli się na raki. Na szczęście podjazd jest dość krótki. Zatrzymywaliśmy się wiele razy, żeby odpocząć. Sama przełęcz nie powala, natomiast kawałek niżej, za zakrętem, kiedy widać już Corvarę – następuję absolutny nokaut. Żałuję, że nie mamy zdjęcia z tego miejsca, ale trudno jest się zatrzymać na tak pięknym zjeździe. Cyknęliśmy tylko widok z poziomu niżej, przy napisie CORVARA. Przedstawiam zdjęcie z cyklu „prezentacja sprzętu”. Może kogoś zainteresuje. Od lewej: Rosalinda (Rose, Pro SL Disc 105, 2x11, korba: 50/34, kaseta: 11-34), Spec na wypożyczce (Turbo Creo SL Comp Carbon, e-road bike na dodatkowej baterii tj. w sumie 480W, 1x11, korba:46, kaseta: 11-42), Mój Karton (BMC Teammachine SLR_ Three, korba: 52/34, kaseta: 11/30). Jak widzicie lubimy nadawać „imiona” naszym rowerom J Na koniec jeszcze kilka słów podsumowania: · Rower naprawdę czyni różnice – na Stelvio wjechałam gravelem, tym razem miałam szosę. I na niej jedzie się NAPRAWDĘ lżej. Nie dość, że waga roweru jest mniejsza (w moim przypadku to ok.3kg), pozycja bardziej areo to jeszcze opony idą z mniejszym oporem. Niby oczywistość, a jednak nie zdawałam sobie sprawy że to jest taka różnica. Co prawda nie mogę powiedzieć w ilu procentach o jakości wspinaczki zdecydowała moja forma, a w ilu sprzęt. Oceniam to na oko na 50/50. · Pedały SPD-SL - też robią różnicę. Na Stelvio wjechałam na platformach w zwykłych adidasach. Teraz już miałam buty z blokami. Cała energia szła więc na napęd, a nie w powietrze w przypadku kiedy but zejdzie z pedału. Niby też oczywistość, ale okiem laika rowerowego mogę powiedzieć – czuć różnicę. Jeśli jest tutaj ktoś kto się waha ze zmianą pedałów - namawiam, żeby spróbował. Naprawdę warto. · Tętno - co prawda rok temu nie miałam licznika i pasa HR więc nie mam pojęcia jak to wyglądało w statystykach, ale teraz ani razu nie miałam zadyszki (w przeciwieństwie do Stelvio). Dzięki wskazaniom na liczniku nie przekraczałam tętna 150, mogłam kontrolować wysiłek. Planować go. Ta wspinaczka była bardziej dojrzała w porównaniu z poprzednią, kiedy na początku był ogień…niestety szybko zgasł…hehehe. · Wysokość - Góry to nie niziny, na których mieszkam. Na co dzień jeżdżę na wysokości do 100m n.p.m. W góry jest daleko, więc nie mam jak trenować przy mniejszej ilości tlenu. Miałam więc z tym duży problem już na wysokości od 1800npm. Zwyczajnie brakowało mi tlenu. Organizm szybciej się męczył i tracił wydolność. Musiałam jechać dużo wolniej, na niższym tętnie w porównaniu do tego jak jeżdżę w domu. Tutaj chyba nie zrobiłam żadnych postępów w porównaniu w ubiegłorocznym wyjazdem. · Przełęcze – Na Stelvio było mi dużo trudniej, musiałam bardzo pracować i walczyć z głową aby się nie poddać. Tutaj było zupełnie inaczej – objechanie Sellarondy sprawiło mi dużą przyjemność. Profile wszystkich czterech podjazdów są zupełnie inne niż Stelvio. Tutaj mamy elewację 1700m, na Stelvio jest 2000m. Są też inne procenty (Stelvio z większym procentem na końcówce). No i wreszcie – na Stelvio jedzie się jednym podjazdem, a na Sellarondzie mamy 4 podjazdy i 4 zjazdy, co moim zdaniem uatrakcyjnia mocno całą operację. I to byłoby na tyle. Przynajmniej na piątek.... .....bo po piatku nastała sobota z MTB a raczej RZEŹ NA MTB....ale o tym w nastepnym odcinku.... Stay Tuned ❤️😁
    15 points
  2. W sobotę ponownie trafiła się dłuższa trasa, tym razem z Sylwkiem przejechaliśmy się z Piaseczna do Lublina. Powrót IC do Wawy i KM do Piaseczna. Pobudka o 3:00, szybkie śniadanie, ogarnianie się i czekanie chwilę na Sylwka, który przyjeżdża chwilę po 4:00. Startujemy 4:15. Ranek śliczny, zero chmurek, nawet znane okolice wyglądają bardzo ładnie. Na razie jest dość chłodno, około 11 stopni. Cieszę się, że oprócz cienkiej bluzy zabrałem też lekka wiatrówkę. Za Łaskarzewem (75km), zatrzymują nas zamknięte szlabany na linii Lublin - Warszawa. A skoro już stoimy to zrobimy krótki popas. Zrzucamy z siebie niepotrzebne łachy bo już robi się całkiem ciepło, Sylwek wcina kanapkę i jazda dalej. Przed Rykami przelatujemy nad S17-ką Stawy na rzece Okrzejka w okolicach Jagodnego Kopiec Henryka Sienkiewicza w Okrzei, gdzie w miejscowym kościele został ochrzczony. Kopiec usypano w latach 30 XX w. W okolicy wsi Poznań, ślad kieruje nas na mega zapiaszczoną drogę, która miała nas zaproawdzić do DK 48 w okolicach Krępy. Na szczęście zapytany przygodnie rolnik, stwierdza, że tędy bez sensu jechać, bo ten piach jest przez 10km i lepiej pojechać przez Pieńki, gdzie asfaltu nie ma raptem na kilkuset metrach. To był strzał w 10-kę i w miarę szybko docieramy do DK48, którą przecinamy i równoległą świetną traską docieramy do Kocka. Kock - 150km trasy, na Orlenie wcinamy po dwa hotdogi i odpoczywam około 20min. Ta przerwa dodaje nam znacznie animuszu i w świetnych humorach lecimy wzdłuż Wieprza do miejscowości Firlej i jeziora o tej samej nazwie. Od jeziora wyraźnie pogarsza się jakość dróg i to co na mapie wygląda świetnie wcale świetne nie jest. W końcu docieramy do celu, choć do samej stacji PKP jest jeszcze 20km. Ostatnie kilometry pokonujemy ścieżką rowerową wzdłuż Bystrzycy. Ścieżka początkowo całkiem niezła, asfaltowa. Później dochodzi kostka, dodatkowo sporo ludzi, więc przy skumulowanym zmęczeniu i upale jedzie się bardzo średnio. O 14:45 docieramy na stację PKP gdzie kończymy wycieczkę. Na stacji staję w kolejce po bilety, a Sylwek w międzyczasie kupuje nam picie na drogę. W pociągu czas szybko płynie, bo jedziemy razem z szoszonem, który również dziś rano ruszył z Warszawy. Wymieniamy uwagi, doświadczenia, generalnie tematy się nie kończą jak to u ludzi ogarniętych podobną pasją:-) Całość zajęła 10,5h z czego czystej jazdy było trochę ponad 9h. Wyszło trochę ponad 230 km i jest to mój nowy rekord życiowy. Przerwy były w dobrych momentach i nie było ich za wiele i tu też jestem zadowolony. Średnio wyszła mi zaplanowana droga. Zdecydowanie za dużo było odcinków nieutwardzonych, które mocno dają w kość zwłaszcza pod koniec długiej trasy. Natomiast kondycyjnie poszło bardzo dobrze. Nie miałem żadnych większych kryzysów, odcięć czy kontuzji i z tego jestem bardzo zadowolony.
    12 points
  3. Rower w mieście w tym mieście może być zdecydowanie atrakcyjny,szczególnie klasyczny ‚Old Amsterdam’ w samym Adamie 😂 coś pięknego ! W niedzielny poranek do obiadu ponad 40 km na tym klasyku. Rewelacyjny dzionek, ciepło,słonecznie brak wiatru,jak nie w A’damie. Ciagle coś nowego rośnie do góry w tym mieście Pod miastem cisza-tłumów brak,natura … jest wiatrak Za to w mieście klasycznie bez zmian . Warto zacząć od tego miejsca, km dla zdrowotności zrobimy bankowo 😂 . rudy na motorze-czemu nie Szachy gdyby ktoś chciał zagrać,oczywiście są w tym samym miejscu od długich lat W dwa dni ponad 50km na rowerze i drugie tyle spacerowo. Rewelka. Coś z klasyki rozkoszy Łyk oddechu z kulturą w Rijksmuseum wskazany Wisienką na torcie tego krótkiego wyjazdu miał być koncert pozytywnie zakręconych staruszków . Niestety na miejscu dostaliśmy info ze Jagger złapał coronę 🤦‍♂️😂 … ma być nowy termin-oby ! Bo lekki niedosyt został 🤟 Będzie kolejna okazja żeby wrócić . Pozdrawiam
    10 points
  4. Gratuluję @cyniczny nowej życiówki i to w dobrym, sportowym tempie! Mnie tylko dwa razy zdarzyło się zrobić 200+ (raz na trasie Odra-Nysa, a raz dookoła Zalewu Szczecińskiego), ale zajęło mi to od świtu do wieczora . W miniony weekend też zaniosło mnie na Odrę-Nysę, jednak na zdecydowanie krótszym dystansie. Bardzo lubię tę trasę wzdłuż granicy, przez tereny parku narodowego "Unteres Odertal". Dojechaliśmy z moją drugą połówką autem na parking przy moście granicznym Gryfino-Mescherin - po drodze chmury na niebie niestety gęstniały i przed Mescherin zaczęło nawet lekko mżyć. Prognozy były jednak dobre, więc pomimo początkowego deszczu postanowiliśmy nie zmieniać planów, tylko wyciągnęliśmy z plecaka kurtki. Mokrawy początek: W Gartz zaczęło porządnie padać i schowaliśmy się pod jakimś daszkiem. Nie robiłam zdjęć wiedząc, że będziemy tędy wracać i pewnie będzie szansa na fotki przy lepszej pogodzie. Chcieliśmy wypróbować nowo wyremontowany fragment ON wałem do Friedrichstal, ale nie trafiliśmy - od strony Gartz odbicie szlaku z głównej drogi nie jest jeszcze oznaczone. Tak więc pojechaliśmy jednak po staremu, szosą B2 - na nasze szczęście między Gartz a Mescherin jest aktualnie zamknięta droga dla aut, więc ruch był znikomy. Przestało też padać i od razu zrobiło się jakoś tak sympatyczniej. Za Friedrichstal ponownie zjechaliśmy nad Odrę i jej kanały: Przedpołudnie prawie bezwietrzne - to rzadkość na nadodrzańskich rozlewiskach, tafla wody jak lustro. Potem trochę zaczęło wiać, a kierunek tak się odkręcał, że przez całą wycieczkę mieliśmy pod wiatr - na szczęście nie był mocny. Na ławeczce między Friedrichstal a Gatow zrobiliśmy sobie odpoczynek i piknik. Śluzy na kanale w Gatow: W Schwedt powoli zaczęły przebijać się pierwsze przebłyski słońca - nie zjeżdżamy tym razem do miasta, zadowalając się panoramą z drugiego brzegu: A na przedmieściach - takie widoczki: My tymczasem pomykamy asfaltem po wale, dalej przed siebie: Stolpe, z górującą średniowieczną wieżą obronną: Karawany z osiołkami jeszcze na ścieżce dla rowerów nie widziałam Śluzy w Hohensaaten: Rozlewisko Odry pod Hohenwutzen z widokiem na okolice Cedyni: W Hohenwutzen zatrzymujemy się na obiad - do wyboru jest McD... po polskiej stronie w Osinowie Dolnym, albo któraś z lokalnych knajpek. A że mamy tutaj sprawdzonego, zacnego bratwursta, to... Myślałam początkowo, aby podjechać jeszcze 8 km do Neurüdnitz, zobaczyć jak idzie Niemcom budowa mostu Europabrücke do Siekierek, ale Darek odmówił współpracy. Po swojej sobotniej, solowej całodziennej wycieczce narzekał, że go boli i tu i tam, że most jeszcze zamknięty, więc przyjedziemy w lipcu, gdy otworzą i że z Hohenwutzen to on chciałby już wracać. No to wróciliśmy. Lekko zmodyfikowaną trasą - do wieży widokowej nad Odrą, w pobliżu Stützkow: W powrotnej drodze bez problemu trafiliśmy na DDR-kę do Gartz. Bardzo ładna, biegnie nad samą rzeką, tylko już mocno wiało i to centralnie w przeciwnym kierunku. W Gartz ostatni postój w marinie, z widokiem na przęsła przedwojennego mostu - pogoda zupełnie inna niż przed południem: Po dziewiętnastej byliśmy z powrotem przy aucie.
    9 points
  5. Bieszczady 2022 6 dni. polatane i pochodzone: Fereczata Jawornik Paprotna Falowa Łopiennik Tarnica Krzemień Halicz Rozsypaniec Połonina Wetlińska uwaga Misie w okolicy Fereczata i Paprotna !!!! Ludzi mało, pogoda dopisała. Parę fotek, bez chronologii Ktoś się wybiera, pytać. Pozdrawiam mirekn
    9 points
  6. U mnie w niedziele misia nijakiego nie spotkałem a ludzi sporo no ale cóż - niedziela ..i tak wybrałem trase "zadupiami". Pogoda petarda.... 👍 Rycerzowa w niedziele>>
    8 points
  7. Tą wyprawę miałem już zaliczoną. Tym razem rodzinnie.
    8 points
  8. Od czwartku kibicowałem aktywnie http://mtbtrophy.com/ przejeżdżając trasę średnią Adventure. Zamiast 3 etapu w sobotę, start w Uphill Magurka Uzbierało się w 4 dni 114km vertical 4623m. Dla mnie największą trudność stanowiły trudne technicznie zjazdy, udało się, ale nie wiem czy chciałbym to powtórzyć, bo ryzyko kontuzji bardzo duże.
    7 points
  9. Wycieczka do Ciechanowa Ruszam z Piaseczna o 3:42 - na dworze szarówka, a w lesie Kabackim jeszcze ciemno. Po niecałej godzinie jazdy jestem przy bulwarach i tryb lampki mogę zmienić na migający. Na bulwarach sporo imprezowiczów w różnym stanie kończących balety. Część woła za mną "E kolarz dzie taaaak pędzisz" ale są to raczej sympatyczne zaczepki. Po przejechaniu mostem Gdańskim na drugi brzeg Wisły robi się cicho i spokojnie. Elektrownia Żerań o świcie. Kanał Żerański i świetna kładka nad nim. Na ścieżce do Jabłonnej spotykam dosłownie jednego rowerzystę - to jest zaleta wczesnego wstawania. Po zjechaniu z wału w Jabłonnej łapię najdziwniejszą gumę. Zdejmuję koło, zmieniam dętkę, pompuję. Powietrze schodzi momentalnie. Zdejmuje ponownie oponę, sprawdzam nową dętkę, jest dziura. Na szczęście mam jeszcze łatki...całe dwie:-) Łatam, zakładam ponownie, pompuję, pod koniec pompowania gwałtownie schodzi ponownie całe powietrze. Przez chwilę patrzę się jak głupi z niedowierzaniem. Gdzieś pod czaszką kiełkuje się myśl, że chyba do tego Ciechanowa dzisiaj nie dojadę. No dobra zdejmuje trzeci raz oponę wyjmuję dętkę i pompuję ją szukając dziury. I tu konsternacja, bo z dętki nie schodzi powietrze, pompuję ją bardzo mocno w powietrzu, czekam kilka minut i nic - dętka trzyma elegancko. Spuszczam z niej powietrze. Oglądam/badam po raz trzeci bardzo dokładnie oponę od środka i na zewnątrz, nic nie znajdując. Zakładam dętkę, oponę, pompuję i tym razem sukces, wszystko pięknie trzyma. Zakładam koło i trochę z duszą na ramieniu ruszam w dalszą drogę. W Chotomowie zatrzymuję się jeszcze na chwilę przy punkcie z pompką i narzędziami i dopompowuję koło do 5 bar. Do końca trasy koło nie sprawiło już żadnych problemów. Zalew Zegrzyński w Dębe. Nasielsk omijam od południa przez Studzianki i Miękoszyn. Asfalty świetne i zerowy ruch samochodowy. Wkra- mazowieckie zagłębie spływów kajakowych. drewniany most na Wkrze w Jońcu Potworek ustrzelony gdzieś po drodze. Komuś chyba za mocno weszło średniowiecze:-) Zalew na rzece Sona w Nowym Mieście, tam robię de facto pierwszy prawdziwy odpoczynek - stówka za mną, zostało 45km do mety. Droga z Nowego Miasta do Łopacina to najsłabszy odcinek pod kątem nawierzchni, choć i tak tragedii nie było. Dodatkowo droga była zamknięta dla ruchu (rowerem bez problemu dało się przejechać), bo właśnie trwał remont nawierzchni, więc za chwilę i ten słaby odcinek zniknie. Od Łopacina asfalt był taki jak na zdjęciu Ostatni krótki stopsik na świetnej drodze z Ojrzenia do Młocka XIV wieczny zamek Książąt Mazowieckich w Ciechanowie Na stacji jestem o 10:30 na około 30 min. przed odjazdem pociągu. Niestety biletów brak (IC Kolberg). Zostaje alternatywna podróż pociągami KM do Warszawy Gdańskiej, a później ze Śródmieścia do Piaseczna dłuższa o 1h. W pociągu przybywa rowerów stąd muszę mój powiesić na haku czego zazwyczaj nie robię. Aby ograniczyć bujanie owijam pasek od kasku o zawias drzwi i o baranka. Następnym razem zabiorę jakiś ekspander. I koniec. Trasa bardzo przyjemna z bardzo niewielkim ruchem samochodowym. Poranny wyjazd miał tę zaletę, że udało się ominąć największy skwar oraz tłumy na bulwarach wiślanych.
    7 points
  10. ALTA BADIA – jak załatwić się koncertowo na e-MTB. …będzie długo, ale muszę to z siebie wyrzucić. Nie wiem czego my się spodziewaliśmy, ale na pewno nie tego co nas spotkało. Złamana ręka u Darka, u mnie niezliczone ilości siniaków. Niesamowity stres przy pokonywaniu każdego przewyższenia i na zjazdach. Gubienie się w terenie. Schodzenie rowerami które ważą ze 30kg po pionowych ściankach, jakieś zwalone drzewa w lesie. Jednym słowem - koszmar. Cóż. Myśleliśmy, że jazda „góralem” po puszczy za gówniaka wystarczy. Że silnik zrobi za nas wszystko. Otóż…nic z tych rzeczy, a za błędy się przecież płaci. Przykładnie. Prawda? Rano, w sobotę, po dwóch dniach jazdy szosą po przełęczach poszliśmy do wypożyczalni po MTB z silnikiem. Chcieliśmy sobie odpocząć. Pojeździć po Alta Badii na luzie, odwiedzić znane nam z okresu zimowego zakątki. Zjeść coś dobrego w ulubionych knajpach. Ot, przyjemny dzień na luzie. Zadowoleni z siebie wzięliśmy więc rowery i pojechaliśmy w górę asfaltem. Super się jechało, ale odkryłam już że e-bike sam nie jedzie . Niby to prawda znana, ale okazało się, jazda jednak męczy. Zaskakująco szybko męczy. Na szosie tak nie umiem, a tutaj – pach, od razu zadycha. Na dodatek na baterii – wstyd, nie? Pierwszy zaskok. Opony tez jakieś takie grube, kierownica szeroka i prosta. Inaczej przełączasz biegi. A w ogóle to tylko jedna tacza z przodu no i kaseta jakaś taka duża jest.. z 50 zębów ma. Jednym słowem – szosa to to nie jest. Drugi zaskok. No ale każdy rower ma dwa koła – czyli da się jechać. Jest ekstra. I jest coś nowego – lubimy to. Witaj przygodo !!!(czy jak to tam było). Żarty skończyły się jak trzeba było podjechać pod stromiznę na szutrze. Na dodatek, akurat w TEN SAM dzień odbywał się wyścig „BMW HERO SUDTIROL DOLOMITES 2022” i JEDYNA trasa, która prowadziła w górę była obsadzona zawodnikami. Igły nie wciśniesz. No ale skoro już mieliśmy te rowery to trzeba było sobie radzić. Wcisnęliśmy się jakimś cudem w ten wyścig (nie było to zabronione). Początkowo używałam trybu ECO, czyli najniższego biegu bo było mi głupio jechać e-bikem obok ludzi, którzy wkładali tyle wysiłku w to, żeby utrzymać się w siodle. Ja bez żadnego wspomagania – zapomnij (próbowałam). Piłowałam więc wyprzedzając ostrożnie każdego zawodnika powoli, ale jednak. Pilnując przy tym, żeby im nie przeszkadzać, nie zajeżdżać drogi itp. To było stresujące. W końcu dojechaliśmy do jakiegoś rozwidlenia i skręciliśmy w bok. Zrobiło się pusto. No i po chwili okazało się, ze lepiej nie zbaczać z trasy i nie zapuszczać się w rejony, których się nie zna – zgubiliśmy się po raz pierwszy. Zanim wróciliśmy na trakt minęła chyba z godzina, a my byliśmy już poważnie wyczerpani wciąganiem roweru na górę (ach ta bateria), no ale przynajmniej wyścig pojechał…. Można było włączyć wyższe biegi. Ufff….zdjęcie-zen dla wytchnienia, bo piękne momenty tez były. Na razie, bo po potem już nie. Okazało się, że na e-bike’u trzeba umieć jeździć !!! Największym problemem dla mnie było to, że silnik powodował że jechałam (za) szybko w stosunku do włożonego w pedałowanie wysiłku. Mój mózg tego po prostu nie ogarniał. Nie wiedziałam, czy jadę na motorze czy na rowerze jednak. W efekcie czego nie umiałam podjechać pod stromszą górę – nie zrzucałam biegu odpowiednio wcześnie, bo rower sam jechał, ale potem koła zaczynały boksować, w połowie góry biegi już były za twarde i musiałam z niego zejść, podprowadzać pod górę (na gravelu tak nie robię !!!). Tam są podjazdy po 22% i po "stopie" nie ma się już jak wpiąć w pedały. Na dodatek pchać rower 30kg (ta głupia bateria) pod taką górę?? Ze trzy wzniesienia tak pokonałam. Jedno szczególnie mnie wykończyło kompletnie. W końcu jak wgramoliliśmy się na docelowe miejsce, skąd mieliśmy rozpocząć zwiedzanie byliśmy tak wykończeni, że nie mieliśmy ochoty już na nic. Chcieliśmy wracać do domu. Nawet obiad i kawa nie pomogły. Trzeba było jeszcze zjechać do domu (a mieszkaliśmy w Corvarze). A to widok na górze, tak wyglądają traski narciarskie w Alta Badia w lecie:) Wracając do domu postanowiliśmy jechać po śladzie wyścigu w dół. Trasa początkowo pokrywała się ze szlakiem Sellarondy MTB. Wywnioskowaliśmy, że po trasach pieszych przecież nie prowadzi. Po szlakach pieszych to może nie, ale po SINGLETRACKACH już tak !!!!. Jak się później okazało…. - Faaaak, no przecież my tędy nie zjedziemy …. - No nie zjedziemy, ruszamy dalej …… A dalej był pieszy. Wyścig skręcił wcześniej, a szlak Sellarondy prowadził przez singla. Wracać nie było co, bo ja w podjazdy nie umiem i nie miałam już siły. Ze zjazdami u mnie zdecydowanie lepiej. Silnik wtedy nie działa i przynajmniej czuje rower. Darek odwrotnie – wjeżdżał pięknie, ale na zjazdach tak sobie – raz sprowadził rower, raz odważył się zjechać, spanikował i w końcu zaliczył klasyczny skok wzdłuż przez keirę. M a s a k r a !!! Usłyszałam tylko za plecami soczyste k...waaa. Odwracam się – leży. Na nim rower 30kg. Biegnę szybko – cała ręka we krwi. Oglądam – kości nie widać. Pytam – dostałeś w głowę? – Nie. A w brzuch? – tez nie. Po chwili słyszę „nic mi nie jest”. Patrzę na rower? Wygięty hak przerzutki. Wlazł między szprychy. Rozglądam się. Jesteśmy gdzieś między nigdzie, a w dooopie. Cóż było robić…naprostowaliśmy hak i zdecydujemy się jechać dalej w dół. Darek po pierwszym szoku mówi ze ręka jest sprawna, nic go nie boli, ale z zaciskaniem hamulca jest tak sobie. A pieszy jak to pieszy….zaczął się zwężać. Wreszcie zwęził się na szerokość opony i pojawiły się schody. W chooooj schodów. Najpierw w górę, potem w dół. Dobrze, że była obok łąka. Jakoś sobie poradziliśmy. Potem było już tylko gorzej. Szlak zupełnie zniknął i zaczęła się przepaść, w której ktoś na dziko wydeptał ścieżkę. Trzeba było pilnować, żeby nie skręcić kostki i żeby rower nie zjechał, trzymając za oba hamulce jednocześnie. G…to dawało. Na dodatek w poprzek leżało spore drzewo, więc trzeba było rower przenieść nad tym drzewem….Nie wiem jakim cudem tego dokonaliśmy. Dotarliśmy w końcu do regularnej, szutrowej drogi dla samochodów i już na spokojnie, wolno zjechaliśmy do asfaltu, a potem do domu. Złamanie wyszło dopiero jak wróciliśmy z urlopu, w poniedziałek. Po wykonaniu zdjęcia RTG. Darek mówi, ze zjechał po wypadku chyba tylko na adrenalinie, bo po powrocie do domu ręka mu tak spuchła ze nie mógł nią ruszać, a co dopiero hamować i sterować rowerem. No i koniec tej opowieści. Jeszcze był Aperol na skołatane nerwy pod wieczór. W zasadzie, żaden komentarz nie jest już tu potrzebny. W podsumowaniu napisze tylko, że wszystko zrobiliśmy źle. Nie zapoznaliśmy się z ani jednym filmem instruktażowym w temacie jazdy na MTB. Nie przestudiowaliśmy mapy przed wyjazdem, nie przeczytaliśmy ani jednego przewodnika. Nic. Przecież wystarczyło opłacić wyciąg na miejsce, gdzie chcieliśmy pojeździć – w obie strony. Myśleliśmy, że to bez sensu, mając rower z silnikiem jeździć gondolą. Potem okazało się, że większość tak robi. Po prostu zlekceważyliśmy przeciwnika, który nas przerósł. Jestem zła i nie rozumiem jak dorośli, myślący ludzie, którzy mają przecież jako-takie doświadczenie w temacie mogli zafundować sobie takie g...no. Postanowiłam jednak, że tego nie odpuszczę. Za rok, jeśli się uda pojedziemy tam znowu. Tym razem z szacunkiem dla sprzętu i dla tych gór. Zrobimy to drugi raz, ale mądrzej. Dziękuję za uwagę. Trzymajcie się !!
    6 points
  11. Miasto kończy ciągnącą się lata przebudowę, powstaje nowoczesny park obok promenady. Zaczyna to wszystko się komponować i grać ze sobą. Marina w samym centrum. Robi się nowocześnie. Sama promenada. Jest widokowo. Nowoczesnej architektury cd. Plaże w centrum. I kolejne plaże. Pan sprzedający lody - podobne występy widziałem kiedyś w Turcji. Tu lewituje nad nami betonowy blok lub statek latający. Taki oto zachód słońca uchwyciłem.
    6 points
  12. Jesteśmy w Albanii. Sama granica Kosowsko - Albańska to niezły folklor. Sama odprawa sprawnie i szybko. Dłużej zajęło mi kupno karty SIM z Internetem. Zmieniłem w międzyczasie paszport i dla systemu operatora to był problem nie do przeskoczenia. W końcu się udało - koszt 11 Euro. Krowy chodzą między autami, pasterze próbują je powstrzymać (bezskutecznie) przed przekraczaniem granicy. Sama droga dobra, dość kręta. Ładnie widokowo, od tej strony wjazd do Albanii, bardziej interesujący niż od strony z Czarnogórą. Ktoś miał fantazję to budując. Tu widać dokładniej. Lokalny handel w przygotowaniu. W Albanii pojawia się coraz więcej nowych budynków. Widać jak ten kraj się zmienia i rozwija. Naszym celem jest Velipoje. Na głównych drogach robi się tłoczno, więc jedziemy bokiem (gdzie diabeł mówi dobranoc). Jest wąsko, ale pięknie widokowo. Ten krajobraz kojarzy mi się z Chorwacją.
    6 points
  13. Narobiłem tych zdjęć, będzie 4 część relacji. Tu jakby więcej cywilizacji, jakby bardziej luksusowo. Miejscami tak. A tu niespodzianka, zamiast zjazdu - schody. Pojawia się zabudowa hotelowa. Cywilizacja wdziera się w jezioro. Tu marina. A tu powrót innym mostem - tama w Dębe. I widok na Narew (mnie uczono Bugonarew).
    6 points
  14. Wlora, ach ta Wlora. Miasto w którym jeszcze nie tak dawno temu władzę przejęła mafia. Obecnie rozwija się w niesamowitym tempie, mając ogromny potencjał. Mamy zachowany lasek piniowy. Mamy piaszczyste plaże. Nowoczesna architektura. Pomniki. Nasadzenia palm. Muzea. Punkty widokowe. I sam widok. c.d.n.
    5 points
  15. Kilka informacji, z pierwszej ręki, o nowych inwestycjach w Szczyrku, w Jasnej i Tatrzańskiej Łomnicy https://www.skionline.pl/stacje/nowe-koleje-w-szczyrku-w-jasnej-i-tatrzanskiej-lomnicy,newsy,8463.html
    5 points
  16. Żadna tam eskapada. Ot uroki ścieżki r10. W stronę przekopu. Co to za ptak?
    5 points
  17. Kolejna część relacji, tym razem będzie widokowo. Przy granicy z Czarnogórą. Przy granicy z Czarnogórą cd. Keneta e Vilunit c.d. Jeszcze jedno. Wdziera się cywilizacja w tą przyrodę. A tu zaczyna się prawdziwa Albania (niekoniecznie ta dla turystów).
    5 points
  18. Słowacja rzeczywiście ma sporo takich mało odkrytych jeszcze ośrodków, np. Zavazna Poruba, gdzie kiedyś zawitałem gdy na Chopoku za mocno wiało (blisko L. Mikulasza), czy wspomniane Sachticky. A są nawet mało znane ośrodki z kanapami (Skalka, Salamandra itp.). Prawdziwym "skarbem" byłby też zapuszczony i od lat nieczynny w górnej części ośrodek Ski-Turecka, z ponad 700m przewyższenia. Podobnie w Rużomberoku.
    5 points
  19. Dwa lata temu jechałem w maju do Hochkar w obie strony bez jednego kawałka ekspresówki czy autobany... trasa przez Austrię i Czechy mega interesująca architektonicznie, krajobrazowo i przyrodniczo, polecam niespieszacym się. Ale jak kolega jeździ to nie wiem.
    5 points
  20. Obiecana kolejna część relacji. Tym razem bardziej narciarsko. I kolejne. Może kiedyś jeszcze będzie czynna ta część ośrodka ? Tam masz wrażenie, że mieszkasz dokładnie nad granicą. To już Słowacja (Hontianske Nemce), pyszne jedzenie - Pizza Hont (nie tylko pizza, bardzo umiarkowane ceny i błyskawiczna obsługa). Pyszna zupa czosnkowa. I pizza. A to już granica Węgiersko - Serbska. Z Węgier relacji nie będzie, poza informacją, że strasznie zdzierają z turystów na paliwie, na Słowacji litr ON to 8,6, w Serbii od 8 do 8,4 zł, a na Węgrzech dla turystów 9,6 zł.
    5 points
  21. Po zeszłorocznej podróży pozostał pewien niedosyt. W tym roku zaczynamy dogrywkę. Rzutem na taśmę odebraliśmy paszporty (stare straciły ważność), możliwe więc będzie do odwiedzenia Kosowo. Będę tu wrzucał kolejne relacje, trochę pisząc z retrospektywy, trochę na bieżąco. Pozdrawiam ze słonecznej Serbii. Podróż zaczęliśmy od Energylandii. Nie jest to mój klimat, dostaliśmy zaproszenia od szwagra (za co dziękujemy), więc korzystamy. Jest to miejsce trochę podobne do Szczyrku, niby fajnie zrobione, już po godzinie (lub dłużej) stania w kolejce, mamy możliwość 2-3 minutowej jazdy. Tłumy ludzi oblegające wszystkie fajne atrakcje z okropnym jedzeniem. Pałac strachu, straszny tylko z nazwy. A to już nasz nocleg na tranzycie, bliżej granicy już się nie dało. Zwardoń, czyste, tanie pokoje, które polecam z czystym sumieniem. Bardzo fajne miejsce. Było widokowo. Więcej zdjęć wieczorem - c.d.n.
    5 points
  22. Jednak wersja zmodyfikowana, nie mogłem sobie podarować Passo Gavia ( od Ponte di Legno zabójcza góra), reszta ekipy jechała już po trasie Fondo Stelvio Santini. Tempo żółwie, bez podpalania się ale chciałem jakoś przejechać te góry bez skurczy( + ca 5000 m przewyższenia , tyle jeszcze nie jechałem , do tego stromizna Mortirolo 12 km avg 11% ) . https://www.strava.com/activities/7297584186 trochę foto https://ibb.co/album/5WcwrX teraz od poniedziałku Dolomity
    5 points
  23. czesko/polskie Karkonosze Sobota deszcz- Karkonoska, Strażne, asfaltowymi bokami do Peca, Okraj https://www.strava.com/activities/7254141636 Niedziela słońce -Jakuszyce , Vrbatova Bouda powrót przez Rokytnice ,Harrahov https://www.strava.com/activities/7259977520 To takie ostatnie ''przygotowania'' do https://www.granfondostelviosantini.com/info-corsa/know-your-enemy/ tego gdzie +4000 przewyższenia albo wersja modyfikowana tj Gavia zamiast 50 km płaskiego. Waga z 5 kg za dużo, forma gorsza niż w zeszłym roku ale tendencja wzrostowa, zobaczymy.....chodzi o ukończenie nie miejsce.
    5 points
  24. Ta góra Libek się nazywa. Level hard. A natomiast. Rury kładą, ale to nie gaz, ani ropa, piach raczej. Baza wysunięta to Rewa. Zalapalem się na zmianę warty, belona odeszła w zapomnienie, teraz króluje flądra. Polecam restaurację przyportową, świeża rybka, przynajmniej niektóra. Dwa miejsca sprawdzone przy morskiej, ulicy, Pistacja kawiarnia i apartament, no i 54 to numer, a bullit to auto, wlascicieli, oprocz nudnego q5.
    5 points
  25. Też pozdrawiamy Dałem się zbałamucić moim dziewczynom na dzień dziecka Brak jakichkolwiek obostrzeń na Krecie ☀️
    5 points
  26. Austria. Przestaje obowiązywać nakaz noszenia masek w sklepach, bankach, aptekach i komunkacji - ale tylko przejściowo, do końca sierpnia. Potem "się zobaczy".... Wyjątkiem pozostaje Wiedeń tu bez zmian. Pozdrawiam znad Adriatyku, na lotniskach i na miejscu bez jakichkolwiek obostrzeń.
    5 points
  27. Dziś upał ma być piekielny,więc trzeba zrobić wygrzewanie...
    4 points
  28. Dziś króciutka relacja z Kosowa. Garść informacji praktycznych, ja jechałem przez Merdare, Google nie widzi tej drogi i prowadzi dookoła. Jadąc tędy oszczędzamy około 2-3 godzin. Będąc już w Kosowie, jako punkt startowy do dalszej podróży możemy ustawić np. Restaurant ORA (jak wcześniej ściągnęliśmy mapy do off-line). Sama droga dość dobra, momentami remontowana. Cena ON w Kosowie to 1,9 Euro (może widziałem 2 stacje gdzie była inna cena). Jazda płynna, bo jedziemy sami (brak Googla = brak ruchu). Serbowie budują nową drogę w kierunku Kosowa (może coś się zaczyna normalizować w ich stosunkach bilateralnych - oby). To też będzie dobry dojazd na Kopaonik. Wjazd do Kosowa tylko na paszportach, na dowodzie nie przejdziemy. Brak pytań o testy covid (choć chyba jeszcze są wymagane). Obowiązkowe ubezpieczenie do wykupienia na granicy za 15 Euro (15 dniowe). Niektóre fora twierdzą, że w drugą stronę przez tą granicę nie przejedziemy, ja widziałem przejeżdżających Niemców, więc niekoniecznie jest to prawdą. Widziałem również 2 patrole policji, zatrzymujące kilka kilometrów od granicy auta na zagranicznych numerach, jadące od Kosowa. Może warto mieć przygotowaną dla nich odpowiedź, że byliśmy z wizytą w Mieście Diabła (jest też praktycznie na granicy). Droga dojazdowa na granicę. Sama granica, jesteśmy praktycznie sami. Kupujemy ubezpieczenia za 13 Euro i ruszamy w dalszą drogę. Jesteśmy w Kosowie (choć tak jakby w Albanii). Ludzi serdeczni, zaczepiają nas, dziękują że przyjechaliśmy ich odwiedzić, pytają jak nam się podoba - zwykli mieszkańcy, nie sprzedawcy na straganach. Tu coś w rodzaju MOP-a. Jest też interesujące ujęcie wody. Wyraźnie widać zmianę religii. Przydrożny biznes jeszcze nie ruszył ze sprzedażą. Podobne zagospodarowanie szpuli po kablach widziałem w Albanii. Zaskakują nas bardzo dobrej jakości drogi (bezpłatne). Jezioro White Drin.
    4 points
  29. Serbia to też pyszne jedzenie, porcje ogromne, ceny bardzo przystępne. Polecam poniższe miejsce. Zapoznanie się z menu wymagało znajomości cyrylicy. Warto było poczekać na pyszności. Sałatka super. Frytki - robione, nie mrożone. Później było tylko lepiej. To nie koniec. Pyszny chlebek. I dodatki.
    4 points
  30. Jedziemy dalej (mam mały kłopot z Internetem, więcej wstawię jak ogarnę), relacji z Belgradu nie będzie, tylu nacjonalistycznych haseł wypisanych na murach odnoszących się do Kosowa i wręcz chamski skierowanych do Chorwatów i ich dzieci nie spotkałem nigdzie indziej. Jakby Belgrad i reszta kraju funkcjonowały w alternatywnych rzeczywistościach. Serbowie, których poznałem (poza Belgradem), byli sympatyczni, pomocni wręcz serdeczni. Odwiedziliśmy Jagodinę. Polecam miejscowość w drodze tranzytowej i na 2 - 3 noclegi (służę namiarem na sympatycznego gospodarza, gdzie za 90 zł za dobę, dostałem piętro domu do dyspozycji dla 4 osób, pyszne czereśnie prosto z drzewa, sympatyczną rozmowę - Pan jest lektorem języka angielskiego). Jagodina - park Potok. Jagodina - prak Potkok cd. Aqua park - jeszcze w przygotowaniu do sezonu. Tu fotografowałem mostek, choć moja małżonka jest odmiennego zdania. Okazałe gmachy. Przeplatają się z nowobudowanymi apartamentowcami. Stara, często niedokończona zabudowa przeważa. Tu była kiedyś rzeka. A to sunia ze szczeniakami spotkana na spacerze. To autko naszego gospodarza.
    4 points
  31. Wszędzie orczyki się tylko likwiduje, bo przeciętny narciarz oczekuje wygodnej kanapy, bo wszędzie jak to określasz występuje narciarstwo wygodne. Także takie gadanie jak to u nas jest źle, a za granicą mają inne podejście jest zwyczajne nieprawdą. Oczywiście nie znaczy to, że wszystkie orczyki zostaną zastąpione przez kanapy, bo są różne warunki terenowe (lodowce), a także nie wszędzie ma to zwyczajnie sens ekonomiczny, ale każdy ośrodek jak tylko ma długą i szeroką trasę i ma możliwości to stawia tam kanapę, a nie orczyk. Żaden typ narciarza się nie zmieni, jedyne co to przez kryzys i odpływ klientów padną to małe stacje gdzie nie ma dobrej infrastruktury (czytaj również wypasionych kanap), bo stacja nie utrzyma się na pasjonatach narciarstwa tylko potrzebuje narciarza wygodnego, który pojedzie z rodziną tam gdzie są kanapy.
    4 points
  32. Wygląda na to że są duże szanse na reanimację na Nosalu .
    4 points
  33. Dziś dla odmiany....1 wszy raz w 2022 na góralu. Bez wielkiego planu, po prostu przed siebie. Niestety na ca 15 tą musiałem być w domu, to na Chomontową już nie dojechałem. Pogoda rzadko kiedy taka jak dziś tj ciepło + niegroźny wiatr. Kólko Izerskie/Karkonosze= Perła Zachodu,Wrzeszczyn,Kozia Szyja, Kopalnia Stanisław,Regle https://www.strava.com/activities/7248195122
    4 points
  34. Jedziemy do Wlory. Sama droga bardzo dobra, momentami praktycznie nowa autostrada. Na miejscu szybki posiłek w tamtejszym fastfoodzie. Za 4 kebaby i napoje zapłaciłem 43 zł w przeliczeniu. Na jedzenie czekałem z pewną dozą nieśmiałości. Wszystko okazała się jednak bardzo smaczne. Zejście na plażę i do morza z naszej kwaterki. Mamy naprawdę blisko. Obok buduje się kolejny apartamentowiec. Patrząc na pracę Panów, zastanowiłbym się jednak, czy kupić w nim mieszkanie. Te pustaki na ścianach, stawiane tak trochę jak popadnie (w kraju w którym są trzęsienia ziemi). Być może to jednak tylko moje złudzenie.
    3 points
  35. Biedronką na Golgotę? Czemu by nie😄
    3 points
  36. Albanię można kochać lub nienawidzić, przejść obojętnie nie sposób. Kilka "smaczków". Niekończące się budowy są standardem, to ich sposób na unikanie podatków od nowych budynków. Ma to swoją złą stronę, często dokonując rezerwacji, nie dostajemy dokładnego adresu, a samą nazwę ulicy i pozycję z GPS-a. Popularna mapa takiego budynku nie widzi (to nie oszustwo wynajmującego nieistniejącą kwaterę, brak odebranego budynku, to brak numeru porządkowego). Był z nami pasażer na gapę. Gdzie nie spojrzysz takie instalacje do poboru wody. To rodzaj prysznica plażowego. Tu dokonałem rewolucyjnej zmiany, pozwoliłem sobie przełożyć 2 płyty chodnikowe, by móc zakręcić kran umytą stopą, bez ponownego tytłania się w piachu. A to już wszelkiej maści pojazdy transportowe. Tu kolejny, do obsługi śmietników (Panowie odzyskują surowce wtórne). Progi zwalniające.
    3 points
  37. Docieramy na miejsce, Velipoje. W zeszłym roku "mała" strzelanina na plaży w nocy o leżaki, w tym roku, sielsko i anielsko. Spędzamy czas wśród Albańczyków. Zagranicznych turystów dosłownie kilkoro. Polaków nie spotkaliśmy. Gospodarz wita nas kawą a do popicia kawy rakija (w proporcji mała kawa, duża rakija). Witają nas krowy. Rozgardiasz jak u nas w Karwi. Taki oto widok z apartamentu. I druga strona. Jest widokowo. Czuć, że to jeszcze przed sezonem. W Albanii przybywa nowoczesnej zabudowy apartamentowej, zlokalizowanej przy samych plażach. c.d.n.
    3 points
  38. Albania to też pyszne jedzenie, w niezliczonej ilości barów, restauracji i innych miejsc z gastronomią. Pizza bardzo dobra, owoce morza dobre, aczkolwiek w zeszłym roku w rozpadającej się lepiance, pośrodku niczego jadłem lepsze (znacznie większą porcja za te same pieniądze).
    3 points
  39. Ale tak plecaka nie widać.......załóż na klatę.. 😄
    3 points
  40. A to już nasze śniadanko. Produkty kupione na lokalnym bazarku. Ten smak pomidorów (warto było dla nich wrócić do Albanii). Oliwa nie wygląda dobrze w plastikowej butelce, smakuje jednak obłędnie.
    3 points
  41. No cóż....w Yeti też troche wierze..
    3 points
  42. Ja tam nie łażę na darmo jak Wy,jakbym chciał dużo łazić,zostałbym listonoszem. Ale do codziennych potrzeb zimowych skonstruowałem sobie buty-Keen Snowrover,do których dokupiłem i dokleiłem podeszwę Vibram,wcześniej ją zakolcowałem...
    3 points
  43. Rada...mierzyć.. mierzyć ..mierzyć.... ostatnio sie zakochałem w takich hanwag (makra MID)- oczywiście nie na moją nogę sie okazały - mają kapitalnie rozwiązane wiązanie i język...popróbuj może Tobie spasują >> A jak już trafisz na coś co Ci spasuje i okażą sie być super to będziesz sie "trząsł" żeby czegoś nie "poprawili" w nowym modelu albo nie zaprzestali produkcji..........i zapewne jak inni poczynisz zapasy.. 😃😄
    3 points
  44. Jak chcesz coś lekkiego (są też modele z GTX), niskiego z dobrym bieżnikiem a nie potrzebujesz "climbing zone" na podeszwie to następnym razem poszukaj buta trailowego z taką dodatkowa "dziurką" żeby była możliwość ustabilizowania stopy i zapobieganiu temu zjawisku o którym napisałeś. To działa, sprawdzone na długich zbiegach/zejściach. Co producent to inny patent ale to naprawdę działa. Pozdrawiam mirekn
    3 points
  45. @MarioJ troche zażartował (mam taką nadzieje). Oczywiście że tak i normalnie każdy lokalny "kacyk" wolałby wierze na Potrójnej postawić bo tam nie trzeba wycinać ale założę sie ze komuś po nocach sie śni żeby ośrodek zarabiał też w lecie....rowerzystów i turystów masa. Presja turystyczna na Beskid Mały rośnie bo tu blisko z Katowic, Krakowa, nie mówiąc już o mniejszych miasteczkach. Do tego góry są niewysokie i można nawet z małymi dzieciakami sie wybrać - w każdą sobote/niedziele dzikie tłumy są. No i chrustu na opał można nazbierać. Acha - info dla bardziej ambitnych - wczoraj odkryłem pierwszą ferrate w okolicy..
    3 points
  46. Szybko ..... https://sklep.wislanskiskipass.pl/
    3 points
  47. Po drugiej stronie, wszystko wyraźnie oznaczone (tylko trochę pomazane). Szeroko, równo, nudno. Jesteśmy po drugiej stronie. Jeszcze jedno takie (Przystań Młociny). Skręcamy obok i wybieramy bardziej interesujący szlak (tu dużo błota, wody, wąsko - trzeba uważać). Docieramy do promu - tak, to ten na który miastu brakło środków, by go utrzymać. A był taki fajny prom, pieszo - rowerowy. Utrzymujemy 3 inne, obok mostów, a ten, gdzie mostów brak likwidujemy. Wiata została. Mapka, gdzie jesteśmy. Wracamy już rowerową "autostradą". Będzie więcej relacji z drugiej strony Wisły.
    3 points
  48. Mając dzień wolnego we Wiedniu, postanowiłem wybrać się na pieszą wycieczkę. Wybór padł na Heukuppe 2007 mnpm osiągnięty z przełęczy Preiner Gscheid 1070 mnpm. Przyjemny trekking który w całości zajął 6 godzin. Po drodze pyszny obiad w schronisku Karl Ludwig Haus gdzie zjadłem typową dolnoaustriacką klasykę - Specklinsen.
    3 points
  49. Trzeba coś zacząć deptać bo śniegi stopniały .... na Babiej i Pilsku jeszcze resztki..
    3 points
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...