Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 18.02.2019 in all areas

  1. 30 points
    SZRENICA Las już się skończył. Nie ma za czym się chować. Ostatni odcinek, śnieg do zjazdu wspaniały...
  2. 29 points
    Stok Konary - narty w cieniu Zamku Krzyżtopór Uwielbiam to miejsce! Kameralnie, z daleka od dużych miast, brak kolejek do wyciągów, dbałość o trasy i o teren ośrodka - świetne miejsce by uciec od komercji...no i przy okazji budowla, która mnie fascynuje: Zamek Krzyżtopór! Zmęczony jazdą na nartach z masą narciarzy wokół, zmęczony kolejkami do wyciągów, dzisiaj chciałem się wyjeździć i poczuć trochę samotności na nartach. Zwyczajnie potrenować, zmęczyć nogi, odetchnąć od tłumów i poczuć klimat świętokrzyskich przestrzeni. Zbierałem się w zeszłym roku, zbierałem i w tym...i nareszcie udało się odpowiedzieć na zaproszenie właścicieli ośrodka - Piotra i jego Taty, Ireneusza. Pojechałem do Konar, perełki, tajnego miejsca z duszą gdzieś na rubieżach Gór Świętokrzyskich. Były narty ale również rozmowa, wywiad z gospodarzami - chciałem poznać historię tego miejsca, chciałem zrozumieć ludzi, którzy gdzieś pośród pól, gdzieś w kompletnie nienarciarskim miejscu budują ośrodek narciarski. Wstałem o 5:30, by być na miejscu tuż przed otwarciem, by mieć kilka chwil na kilka zdjęć i chwilę zadumy. Jak to dobrze, że mamy w Polsce takie miejsca. Miejsca gdzie czas wyraźnie zwalnia, gdzie serce i całe ciało w ciszy może ładować akumulatory chłonąc klimat. O poranku zatrzymując się przy drodze można zaczerpnąć czystego powietrza wolnego od smogu, zwyczajnie zachwycić się widokiem. Krzyżtopór. Po chwili zadumy, pokonaniu kilku kilometrów docieram do Konar. Trzy jęzory śniegu pośród świętokrzyskich pól. Trasa główna - szeroka i bardziej stroma, po środku trasa niebieska, łagodniejsza i po zewnętrznej, lewej stronie - ośla łączka dla uczących się, początkujących narciarzy. Na dnie dolinki, urocza i krystalicznie czysta rzeczka - Kujawska. Jest właściciel, Pan Irek, jest kilka osób z obsługi i jestem ja pół godziny przed otwarciem - pierwszy narciarz na stoku, z nadzieją na kilka skrętów. Dostaję karnet, Panowie włączają wyciąg - jadę na górę. Jestem sam. Nie śpieszę się, robię kilka zdjęć i rozglądam po okolicy. Kładę się, śnieg jest twardy, czuję zimno. Chłód przyjemnie przeszywa moje ciało. Krawędzie nart skrzypią przyjemnie drażniąc ucho pasjonata narciarstwa. Na górnej stacji jeszcze nie ma nikogo. Samotna budka na białym wzgórzu. Dwa wyciągi i szum jednego z nich. Puste talerzyki przesuwają się czekając na narciarzy... Gdy byłem tu ostatnim razem, rok, może dwa lata temu jeszcze nie było drugiej trasy. Teraz jest, łagodniejszy wariant dla słabiej jeżdżących narciarzy. Dzisiaj niestety nie jest czynny - kilkudniowa odwilż i późniejszy mróz spowodowały, że na tym stoku jest lity lód. Armaty czekają, by naśnieżyć ten zjazd...ale, czy przyjdzie odpowiednia temperatura? Koniec lutego a zima jakby zapomniała, że ma mrozić Jadę. Jest szybko, twardo, doskonale! Krawędzie trzymają fantastycznie, narty jadą z pełną prędkością! Takie szusy, takie dni powodują, że jeszcze mocniej zapadamy się w swojej pasji, chłoniemy ją. Kilka zjazdów i mogę przerwać, skupić się na okolicy i miejscu, dostrzec szczegóły. Czy pomieszczenie na armaty śnieżne może być z gustem? Może. Czy nienowy już przecież ratrak może doskonale przygotować stok? Może jeśli jeden ze współwłaścicieli sam, osobiście dosiada mechanicznego potwora i gładzi, głaszcze tutejszy śnieg. Ośla łączka ma swój wyciąg - wyrwirączkę. Pojawiają się narciarze. Grzecznie, w milczeniu, bezgłośnie poruszają się do góry...a potem w dół na nartach. Mimo siatek ochronnych chcę zjechać zamkniętą dzisiaj częścią ośrodka. Najpierw kijek, potem narta plączą mi się w tkaninie. Powoli, nieśpiesznie wyplątuję się z tej pajęczyny, udaje mi się przedostać na lodową taflę. Sunę oglądając trasę, jadę uważnie i trochę żałuję, że nie mogę tutaj normalnie pojeździć. A może to i lepiej? Będzie powód do tego, by przyjechać do Konar raz jeszcze. Widok w górę ze środka tego wariantu: Końcówka: Mimo tego, że kilku zapaleńców już szusuje - kolejka do wyciągów wygląda tak: Może reszta narciarzy jest na śniadaniu i na kawie w tutejszym barze? Chyba nie...w barze, przez szybę widać jedynie krzątającą się obsługę. Z bliska trzy śnieżne jęzory: Tylko słońce dzisiaj nie chce przebić się przez chmury Poza tym? Jest doskonale! Narciarz jeździ i wojowniczo podchodzi do sprawy! To narty, czy narciarz...a może narciarz + narty w ślizgu stanowią jedność, monolit? Tak... chyba tak. Kończę. Trzy godziny jazdy, trzy godziny doskonałej zabawy i spełnienie pasji. Teraz kilka chwil z właścicielem, kawa, ciastko i ciekawa opowieść. Historia miejsca, plany na przyszłość, opowieść o tym, że produkcja śniegu, to nie jest byle co... Tutaj produkuje się suchy, drobny, biały pyłek. Dba się o to, by w czasie naśnieżania nie było kuleczek lodu. Później z pietyzmem ratrakuje i przygotowuje zmrożony rano sztruks. Jak powstały Konary? Przez syna, Piotra. Dlaczego? Bo od dziecka kochał narty...potem pokochał deskę i na końcu stał się deskarzem carverem. Zaraził ojca, a dobry tata w sezonie zimowych, gdy jego firma budowlana nie miała prac - postanowił wybudować dla syna i siebie (pasja trwale zaraża i powoduje nieodwracalne zmiany) ośrodek narciarski. Długo borykali się ze znalezieniem odpowiedniego miejsca oraz mechanizmami biurokratycznymi ale byli wytrwali. Potrafili zjednać sobie tubylców i odkupić od kilku właścicieli grunty. Przekonali okolicznych mieszkańców, że odmienią w pozytywny sposób to zapomniane przez Boga a niezwykle urocze tereny. Ileż mieli przy tym cierpliwości i jak byli wytrwali! Szacunek! A teraz? Teraz myślą co dalej zrobić, by Konary tętniły życiem również w sezonie letnim. Czy mają na to pomysł? Mają! Trzymam kciuki, by wszystko się udało...bo jak się uda, to kto wie, czy kiedyś w przyszłości ośrodek się nie powiększy - po drugiej stronie od wyciągów, za laskiem jest jeszcze przestrzeń. Tato Irek, syn Piotr...jak mają tylko chwilę... to każdy wolny czas wykorzystują, by jeździć. Konary, to ich pasja! Dziękuję, że mnie zaprosiliście Kończę dzień wizytą na zamku. Krzyżtopór... ...kiedyś czyjeś niedokończone marzenie. Panowie z Konar marzenia realizują! Realizują, by tacy jak ja mogli uciec z narciarskiego, wielkiego świata i poczuć, że rzeczy nierealne można zrealizować. pozdrawiam marboru
  3. 28 points
    SZRENICA Pogoda dopisała do końca. Fajnie, że udało mi się iść po śladach, które zostawiło parę osób... Wygląda, że śniegu jeszcze jest sporo, nawet przy barze (sklepiku) na pośredniej nie brakuje... Myślałem, że będzie trudniej, ale 4 godzinny spacer (z 2 przerwami) nie był ponad moje siły. Przez 3 godziny podejścia ścianą spotkałem tylko 2 osoby (deskarz i freerider, którzy pod krzesłem robili sobie skocznię. Chyba teraz się cieszę, że wiało i odwołali zawody. Ściankę znam ponad 40 lat, ale takiego warunku jak dzisiaj nie miałem nigdy... Rzut oka na Jelenią i Szklarską i można wspinać się na ostatnim odcinku Ostatnie strome podejście, ale po śladach to nie ekstremalny wysiłek... Po raz ostatni robię przerwę, wykańczam herbatę i bułkę, zawsze to trochę mniej do dźwigania... Wychodzę na otwarty teren przy górnej stacji 2 sekcji, wiatr mnie powala, bo to tu wieje najmocniej (później okazało się, że najmocniej wieje przy Schronisku Szrenica). Postanawiam dojść do schroniska, by tam chwilę odpocząć, coś chlipnąć ciepłego i w spokoju przygotować się do zjazdu... Schody przy schronisku oblodzone i ledwo wlazłem po nich. Ludzi w barze mało,chodź kilku turystów było, do tego weszło jeszcze 2 freeriderów (voelkle vta 88 i wiązania solidne Dynafita ) Zamawiam pomidorową z makaronem za dychę, makaron spoko, reszta słaba (z torebki byłaby lepsza chyba). Pocieszam się tym, że kiedyś jadłem dużo gorszą zupę i dużo droższą (w Spindleruv Mlyn w górnej restauracji na Sv, Piotrze, już za czasów TMR - więcej tam nie pojechałem). No i koło 14 to na co czekałem cały dzień, jazda na dół po Fisie... Najpierw koło kamieni przy Szrenicy (zapomniałem jak się nazywają) Sama jazda po ściance fantastiko, tylko dlaczego jeden raz. No mam pamiątkę na resztę życia, pamiętam każdy skręt, nie da się jechać w lepszych warunkach. Jakby mnie ktoś dzisiaj spytał czy to trudna trasa, to moja odpowiedź: jedna z najłatwiejszych na jakich jeździłem. Cały zjazd do Puchatka oczywiście nikt mi nie przeszkadzał. O wiele trudniejsza była dzisiaj jazda na Puchatku (ludzie plus ciapa i brak przyjemności z jazdy) Puchatek niebieski, ściana czarna i co z tego, a na ściance piękny firn, ubity przez ratraki i nikt tego nie degraduje. Kolejny doskonały przykład na to, że nie kolor decyduje o trudności trasy (to tak w nawiązaniu do dyskusji, która kiedyś była na forum o Kasprowym i chyba Szczawnicy, czy coś podobnego)... O 14 na trasie ślady moje i może jednej lub 2 osób, tego już chyba nie powtórzę... Na koniec jeszcze zdjęcie Śnieżnych Kotłów, jakoś tak od ponad roku szukam jakiejś możliwości zjechać tam jakąś ciekawą linią... A był moment, że chciałem wracać do domu przed 9. Warto jednak czasami szukać planu B, nawet jak się nie jest dobrze do tego przygotowanym... Pozdrawiam serdecznie, spełniony i radosny Marionen
  4. 28 points
    Civetta część 2 Trasa czarna z lewej strony, z góry wygląda tak: I z widoczkiem Eksplorujemy tę część ośrodka zaliczając prawie każdą z tras. Jest super i mimo tego, że ciepło, to większości tras nie jest zdegradowanych. Wiadomo - pić się chce 😮 Foto z dedykacją dla @artix: Krótka przerwa i dalej na stok... Paula ze ścianą monumentalnego dolomitu... Z bliska wygląda tak: Albo tak... Nie forsujemy się i staramy się jeździć ostrożnie. Do czasu... I jeszcze raz do czarnej 31... ...i na sam dół. A tu? Zawody biatlonowe I wytopiona południowa trasa Takich tras było dzisiaj kilka...z tego co naliczyłem, to chyba 5 Trochę piękna I tras... Czyż nie malowniczo? Pora na dłuższą przerwę i mały lunch. Kawa, bombardino i cola - nasze ulubione napoje Danie główne Pysznie! A jedzone było, tu: Jazda była do mniej więcej 15:30. Po moim upadku kicha. Bardzo mocno stłuczony nadgarstek lewej ręki. Wizyta w aptece po przeciwbóle i opaskę uciskową i lipa. Siedzę teraz pisząc relację i ręka słabiutka i boli Siły w niej nie ma praktycznie wcale. Ciekawe jak będzie rano z trzymaniem kija i chwytaniem. Nie widzę tego w różowych barwach Choć przez noc, po smarowaniu maścią przeciwbólową, zapalną i od stłuczeń może będzie lepiej? Pocieszające jest to, że nic nie puchnie oraz kość cała... Mamy nadzieję, że to jedynie mocne stłuczenie - cały impet upadku wziąłem na tą właśnie rękę. Narty i kije zwiozła Paula i bardzo ładna włoszka. Jeszcze dwa zdjęcia z rana... I nieszczęsna łapa, po opatrzeniu: Gdzie jutro? Jeszcze nie wiemy. Będzie niespodzianka... Podsumowując dzisiejszy dzień od 8:30 do 15:30, wg endomondo 92 km. ...no i oby nie szpital. pozdrawiam marboru
  5. 28 points
    Czasem tak bywa, że przebywanie w areszcie kanapowym jest bardziej niebezpieczne niż jakiś wypad. Tak też się dziś stało, gdzie można się udać dla chwili spokoju: Wiadomo, że w góry i to tam gdzie dużo śniegu i moje zdrowie pozwoli mi na poślizganie się. Po pół godzince jestem na Białym Krzyżu, po bokach drogi 2-metrowe zaspy. Na trasie również ze dwa metry śniegu jeszcze. Dziś miękko ale po trzech m-cach bez desek to i tak jest raj. Zakładam buty, to i dojście do kasy dla mnie największe wyzwanie, później sama jazda w dół i orczykiem już bez kłopotu. Jeszcze chyba dam rady parę razy odwiedzić to miejsce w tym roku, może i nawet za tydzień Pilsko z chłopakami - jeśli by oczywiście była czynna szóstka niebieska bo na stromszych odcinkach 5-ki nie dam rady. No to szus, tu się najpierw zjeżdża do orczyka: Dolna ostatnia ścianka I grubość pokrywy śnieżnej widziana z orczyka: Obiecałem kiedyś @marboru obszerniejszą relację z naszej Szwajcarii no to jeszcze fotka w jego stylu skicross: Do zobaczenia następnym razem na BK, to teraz moja góra.
  6. 27 points
    Sankt Anton am Arlberg – zimowo, nawet bardzo! Chciałaś, kobieto, zimę – to masz ! W najbardziej zimowej odsłonie – czyli mróz, śnieg i zadymka 😯. Tak tutaj jest dzisiaj cały dzień. Górne wyciągi nie działały, a bardziej eksponowane ośrodki regionu Ski Arlberg– takie jak Sankt Christoph oraz Warth-Schröcken w całości były wyłączone. Rano mieliśmy spotkanie z tutejszym przewodnikiem narciarskim – Andym – i wstępny rekonesans ośrodka, z konieczności ograniczony do Sankt Anton i to w zasadzie do dwóch gór – Galzig (na którą kursowała tylko gondola) oraz Gampen (tutaj otwarte praktycznie wszystkie wyciągi). Na początku chodziły jeszcze krzesła na Kapall i nawet raz nimi wjechaliśmy, ale warunki na górze – tragedia. Nic nie widać i zacinająca lodowata zamieć. Krótko po tym je zamknęli. Była okazja pogadać z przewodnikiem o ośrodku, atrakcjach i różnych zwyczajach narciarskich . Sympatyczny gość. Z Andym przy dolnej stacji Galzigbahn Na stokach multum ludzi – pewnie przy innej pogodzie całe towarzystwo rozdziela się na różne trasy i wyciągi, ale dzisiaj kumulowało się to przy trasach z Galzigbahn i Gampenbahn (jedyne krzesła z osłoną po tej stronie ośrodka). Słychać głównie angielski, niemiecki, czasem holenderski i rosyjski. Trzeba bardzo uważać na innych narciarzy, którzy różnie sobie radzą w takich warunkach. Wcześniejszy śnieg – rozmiękły w plusowych temperaturach – zamarzł na beton, a na tym świeży z dzisiejszego opadu. Dobrze, że mam narty po serwisie i ostrzeniu, to było nie najgorzej. Przy górnej stacji Gampenbahn: Czarna trasa nr 52 Kandahar Galzig I jej dolny odcinek Po południu jeszcze kilka razy zjechaliśmy niebieskimi 27 i 31. Niebieska 27 to Hoppelweg - edukacyjna trasa dla dzieci, na której dzięki pomysłowym tablicom i różnym atrakcjom mogą nauczyć się zasad prawidłowego poruszania się i zachowania na stoku. Miś 🐻 Darek Na trasie Wytrwaliśmy prawie do 15.00. Zimno, a my wciąż walczymy z pozostałościami infekcji – jedno na zatoki, drugie na oskrzela. Szkoda gadać 🙄. Grzejemy się pod kołdrą, mam nadzieję, że do jutra nam przejdzie.
  7. 27 points
    Brandnertal - wiosennie cz.2 Niebieską 26 trawersujemy zbocze do dolnej stacji przedpotopowych podwójnych krzesełek Loischkopfbahn. Generalnie infrastruktura w Brandnertal jest trochę stara, ale trasy są super – bardzo podoba mi się, że są wkomponowane w otoczenie wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu, nawet jeśli czasem oznacza to konieczność poodpychania się kijkami na wypłaszczeniach. Prawie wszystkie trasy są niebieskie i czerwone (niektóre ciemnoczerwone – w innych ośrodkach spokojnie mogłyby uchodzić za czarne). Czarna jest tylko jedna trasa – nr 18, właśnie wzdłuż krzesełek Loischkopfbahn, ale za to jaka to trasa! Od większości wyciągów poprowadzono kilka wariantów tras, bardzo sensownie. Czerwona trasa nr 21, również z wariantem do tych samych krzesełek. Mimo coraz lepszej pogody – pusto. Pomyślałam sobie o ponoć gigantycznych kolejkach i brązowym śniegu w Szczyrku …🤔 No dobra, żeby nie było. Porywisty wiatr naniósł trochę śmieci z drzew na trasy przez las, a jest ich tam sporo. Z drugiej strony drzewa dają jednak pewną ochronę przed wichrem, co w taki dzień jak dzisiaj jest pozytywem. Po czternastej, gdy pogoda się wyklarowała, stwierdziliśmy, że wracamy do Brand i spróbujemy objechać trasy z Glattjoch. Powrót jest możliwy na nartach, nie trzeba korzystać z Panoramabahn. Czerwoną 19 zjeżdża się do orczyka, a z niego niebieską – dość płaską, ale widokową, niebieską 25 można dojechać do Brand. Nawiasem mówiąc czerwona 19 prowadzi dalej przez las w dół, ale nie polecam – trasa na biegówki, albo skitury, przez cały czas. Kto ją oznakował na czerwono i według jakiego klucza – pozostaje dla mnie wielką zagadką. Widok z trasy 25 A w Brand tęcza – chyba w nagrodę za jeżdżenie w porannym deszczu: Niestety kanapa na Glattjoch po południu została wyłączona ze względu na silny wiatr. Tak więc dokończyliśmy dzień w niższych partiach. Warunki do końca dobre – pomimo +12 stopni w dolinie i +7 na stoku. Śnieg o konsystencji sorbetu – miękko, ale muld praktycznie nie było. Po prostu nie miał kto ich zrobić! Pod koniec dnia trasy wyglądały tak: A potem znów w drogę – przez przełęcz Arlbergpass do Sankt Anton. W Arlbergu – jeszcze zima w pełni, zupełnie inne klimaty i pogoda. Deszcz ze śniegiem. Jutro ma przymrozić i solidnie sypnąć. Tak więc chyba palenie Marzanny tutaj nie poskutkowało 😉. Mieszkamy centralnie, przy Fangbahn, w sercu miasteczka. No to do jutra, a właściwie to już do dzisiaj …
  8. 27 points
    Dzisiaj ma Kasprowym pogoda i warunki idealne, rano -16 i lampa, umiarkowana liczba narciarzy, @MAIKEL 1977 Nie tylko ty masz warun na Kasprowym, zresztą popatrz co dzisiaj dała najlepsza gòra w Polsce. P.S. Dziś zabrałem na Kasprowy mojego bratanka, stwierdził ze tutaj to tak jakby od nowa uczył się jeździć na nartach i chyba coś w tym jest :), poza tym był zachwycony, choć na pierwszym przejeździe goryczkową, nieco przerażony, potem już było lepiej.
  9. 26 points
    San Pellegrino - Święty Pielgrzym, część 2 Kolejne dla nas kultowe miejsce w Dolomitach ze świetnymi trasami i niesamowitymi widokami! To teraz poznęcam się widokami tras, po których najlepiej nam się jeździło Warunki na stokach były po prostu boskie dzisiaj! Znowu żałowałem, że nie wziąłem narty GS Widoczek ze szczytu Col Margharity - początek chyba czterech różnych tras? Widoczek raz jeszcze - cóż za góry! I nasze ulubione: Nawet dzisiaj się załapaliśmy na orczyk wraz z zawodami dla dzieci Na tej czerwonej - zero ludzi...czemu? Przerwa na lunch na przełęczy San Pellegrino. Doskonała pizza i? A jak by ktoś chciał zostać tu instruktorem narciarstwa, toooo…. Sam osobiście zazdroszczę 😮 Druga strona - zaliczone wszystkie trasy... … I szybki powrót do naszego dzisiaj głównego środka lokomocji i trzech niesamowitych czterdziestek: 40, 41, 42! Kończymy dzień z przebiegiem (Endomondo) 112 kilometrów. ...aaa! Auto nalepiej postawić przy drodze i przy tym muzeum w Falcade: Jutro na powrocie? Szósty dzień w Dolomitach, sześć ośrodków...jutro siódmy! Strona Cortiny, na której nie byliśmy - po nartach powrót do domu, więc relacja z ostatniego dnia pobytu zostanie opublikowana w niedzielę. Pozdrawiamy marboru i Paula
  10. 26 points
    Cześć Od kilku lat chodziła za mną myśl, żeby pojechać na narty na Sycylię i pojeździć na wulkanie Etna, na którego zboczach znajdują się dwa ośrodki (Etna Nord i Etna Sud). W tym roku ostatecznie postanowiłem zostawić swoje ślady na wulkanicznym śniegu. Zarezerwowanie lotu i hoteli z wyprzedzeniem było nieco ryzykowne, ponieważ Etna jest bardzo kapryśna, ponieważ a. nigdy nie wiadomo jak będzie ze śniegiem b. wulkan może wybuchnąc i zasypać śnieg popiołem c. mogą odwołać lot d. pogoda może być szkaradna i widoki na wulkanie mogą być identyczne jak w Rzeczce czy Zieleńcu, czyli widoczność na 15 metrów. Ze wszystkich okropnych scenariuszy najbliżej był punktu b.), jako że na początku lutego spory wybuch zasypał popiołem śnieg i ośrodki narciarskie zostały zamknięte. Co prawda zaraz potem spadł świeży śnieg, ale na tydzień przed moim wylotem wulkan zaczął znów wyrzucac z siebie popiół, co doprawdziło do zamknięcia nartostrad po południowej stronie wulkanu. Z drżeniem serca 21 lutego przyleciałem do Palermo, odebrałem samochód z wypożyczalni i ruszyłem na wschód wyspy. Wyłaniająca się na horyzoncie, dymiąca Etna, mająca ponad 3200mnpm, robi nieprawdopodobne wrażenie. Jeszcze tego samego dnia zajechałm do ośrodka na wstępny rekonesans. Wiatr nie zmieniał się, wulkan nadal wyrzucał z siebie popiół i parę, ale zacząłem być dobrej myśli. Ośrodek po południowej stronie (Etna Sud) pozostał zamknięty, ale Etna Nord pozostał nietknęty. 22 lutego ruszyłem na stoki. Pogoda była absolutnie fantastyczna. W dolinie temperatura sięgała 18C, w ośrodku narciarskim około 7C. Do ośrodka dojeżdza się w zasadzie z poziomu morza, najpierw klucząc wąskimi uliczkami (na początku myślałem, że to nawigacja prowadzi mnie bocznymi drogami, ale potem okazało się, że innych tu nie ma), a potem prawdziwie górskimi serpentynami, przy czym miejscami krajobraz jest kosmiczny, jako że droga wije się przez wielkie połacie wulkanicznych skał. Sam ośrodek pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ mimo niewielkiej liczby tras (w sumie nie będzie to nawet 10km) są one szerokie i mają bardzo fajny, przyjemny do jazdy Minusem są talerzykowe wyciągi, ale innych się tu nie stawia, bo raz na parę lat wulkan robi konkretne pierdyknięcie i lawa kasuje infrastrukturę. Klimat w ośrodku jest bardzo sielankowy - Scylia to nie Alpy; nie ma tu tyczek, treningów, zawodników. Jest sporo narciarzy rekreacyjnych, zjeżdżających sobie bez pośpiechu i trochę na bakier z techniką. Kolejek do wyciągów ani tłumów na trasach także tu nie ma. Popołudniu pojechałem poszwędać się po miasteczku i po plaży. Drugiego dnia doświadczyłem sycylijskiej zimy. Chwycił mróz, zaczął padać śnieg i okazało się, że byłem nad wyraz przezorny rezerwując w wypożyczalni samochód wyposażony w łańcuchy. Okazały się niezbędne, aby dojechać do ośrodka, a posiadanie ich jest na Etnie obowiązkowe od połoowy listopada do połowy kwietnia. W samym ośrodku było około 10 stopni poniżej zera i silnie wiało - tak zimowych warunków nie doświadczyłem w tym sezonie ani w Alpach, ani w Czechach. Później jednak rozpogodziło się i jazda, choć bardzo zimowa, była bardzo przyjemna. Popołudniu ruszyłem w drogę powrotną do Palermo, skąd kolejnego dnia rano odleciałem do domu. I tu ciekawostka - koło Palermo znajduje się trzeci sycylijski ośrodek narciarski - Piano Battaglia. Jest mniejszy (ok. 6km tras) i niżej położony (1500-1900mnpm); kusił mnie jako ciekawostka przyrodnicza, ale jednak się nie zdecydowałem. Mimo że nie udało pojeździć po południowej stronie wulkanu, to jestem bardzo zadowolny. Udało mi się pojeździć na wulkanie w czasie doskonałej pogody, świetnych warunków narciarskich i z dymiącym wulkanem w tle. Jackpot! Na koniec mała reklama - można polubić mnie na facebooku, gdzie na moim niekomercyjnym fanpage opisuję różne narciarskie przygody. Zapraszam https://www.facebook.com/skibumpl/
  11. 25 points
    Pretekstem do wyjazdu był zwrot nr startowego, którego zapomniałem oddać w niedzielę z zawodów Season Hero w Szczyrkowskim. Nr oddałem, kaucję otrzymałem. Niestety (jednak na szczęście) trafiłem, na moment, kiedy w SMR nie działała gondolka (godz. 11:15). Długo się nie zastanawiałem i nawrót na COS. Decyzja warta milion dolarów. Trochę pokręciłem się po Dolinach , FIS i Ondraszku, ale obserwacja terenu obok kanapy i świeżych śladów w młodniku pod kanapą pchnęła mnie poza trasę. Miejscami nowego śniegu było nawet do 10-20 cm. Jeździłem w wielu miejscach pierwszy raz. Za nadajnikiem powyżej Ondraszka i w lesie poniżej górnej części Ondraszka, w szerokim młodniku pod górną kanapą oraz wzdłuż orczyka. To był najlepszy dzień offpiste w tym sezonie. Było bosko.
  12. 25 points
    Dwa miesiące w areszcie kanapowym i wreszcie na śniegu Pozdrowienia dla kolegów
  13. 25 points
    Tak się złożyło, że drugi raz w tym tygodniu o godz. 13 zameldowałem się w Szczyrku. Tym razem był głównie COS czyli Skrzyczne i mały rekonesans na SMR. Gdy się zaczyna o tej godzinie to trudno liczyć na jakieś frykasy na trasach, ale były jeszcze miejsca ze sztruksem. Ocieplenie powoli sięga szczytów, więc w nasłonecznionych miejscach też jest już miękko, ale w zacienionych nadal beton. Na płaskich odcinkach jest w miarę równo, ale ścianki to już zwykle duże odsypy z lodowymi połaciami (zacienione lub wyżej położone) lub ciapowate muldy po kolana (na dole tras). Minerałów jeszcze nie ma na wierzchu, sporadyczne ogrodzone lekkie przetarcia na nasłonecznionych polanach. Marcowa wiosenna pogoda w lutym to jednak piękny narciarski czas. Jeszcze wszędzie masa śniegu naturalnego i sztucznego, długi dzień. Od 13 godz. ilość narciarzy już tylko się zmniejszała. Wyjazd ostatnią kanapą i zjazd niemal pustymi trasami ze Skrzycznego bezcenne. COS - pod dolną kanapą COS - Jaworzyna COS - orczyk z Dolin na Skrzyczne COS - Doliny prawie jak bazie COS - zamknięta górna Kaskada wylot Kaskady na Jaworzynę Babia, Tatry, Pilsko SMR - trasa z Kopy SMR - dół siódemki SMR - dojazd z Pośredniego do Soiliska - warunki prawie idealne, wyżej na ściance było bardzo kiepsko (muldy) SMR - Golgota SMR - ósemka w samotności na kanapie COS - Ondraszek - warunki zaskakująco dobre COS - pod dolną kanapą po godz. 16 COS - dojazd trawersem do dolnej kanapy
  14. 25 points
    Dzisiaj Zagroń. Syn uczy koleżankę nartowania i stok w Istebnej wydał nam się do tego idealny. W Bielsku rano 0 stopni, po drodze +9 w Skoczowie, + 6 w Wiśle i -1 w Istebnej. Szkoda, że nie byliśmy o 8 godz. na otwarcie stoku bo jazda przez pierwszą godzinę byłaby po niemal pustym stoku. Zaczęliśmy o 8:50 i z każdym zjazdem ludzi przybywało. Oba stoki przygotowane co najmniej dobrze - dość równo, twardo, żadnych przetarć i minerałów. Duża szerokość stoków po obu stronach kolejki i nieduże ich nachylenie prowokowały wielu (niestety słabiutko jeżdżących) do zbyt szybkiej jazdy prawie na krechę. Widać było sporo spektakularnych "gleb" a także zderzeń narciarzy. Mimo to dało się znaleźć na obrzeżach tras swoją pustą i bezpieczną linię do zajazdu. Do godz. 12 kiedy to zakończyliśmy jazdę trasy trzymały się zadziwiająco dobrze, ciągle były w większej części zmrożone (poza samym dołem i szczytem, gdzie słońce najmocniej operowało). Zero muld, odsypy minimalne. Dzisiaj narty gigantowe były chyba najlepszym wyborem do jazdy szybkiej i szerokim skrętem, ale z rozwagą i baczeniem o bezpieczeństwo innych. Dzień bardzo udany. Postępy koleżanki syna widoczne. Aha, kolejki do kanapy do południa tak na 5-10 min. No cóż ferie i cudowna pogoda robią swoje. trasa po lewej oble trasy słoneczko nad Zagroniem nieformalny wariant boczny bez komentarza kursantka i instruktor statyczne "jajo" poza trasą taki tam widoczek pobliska Ochodzita 😢
  15. 24 points
    Ski Center Latemar, czyli od Predazzo do Obereggen Dzisiaj liznęliśmy Val di Fiemme. Od dawna chodziło mi, znane zwłaszcza ze skoków narciarskich, miejsce jakim jest Predazzo. I co? Dzisiaj sobie tam pojechaliśmy. Jakie nasze odczucia? Strona od sławnego miasteczka bardzo nam się podobała, przeciwległa, Obereggen - nie. Choć w tym drugim, z bliska mogliśmy zetknąć się z brązowymi "klocami" dolomitu, narciarsko nie wzbudziła w nas entuzjazmu ze względu na bardzo dużą ilość narciarzy. Jakie dzisiaj mieliśmy warunki? Doskonałe! I kolejny raz wybór Włoch na marcowe nartowanie jest dla nas idealny...no ale niektórzy, wolą inną pogodę - zwłaszcza narciarze pozatrasowi. Ci lubią dużą ilość puchu i warunki miękkie. Włochy, kolejny raz o tej porze roku wręcz przeciwnie - twardo, równo aż do godzin popołudniowych, śniegu poza trasami raczej niewiele. Zaliczone dzisiaj do 15:00 kolejne 103 kilometry i mogę śmiało powiedzieć, że ośrodek jest jednodniową stacją narciarską. Przejechaliśmy wszystko, w tym kilka ulubionych tras kilka razy. Fotorelacja. Poranek: Leżaczki czekają, ale chętnych gdy sztruks - zero! sl Dzisiaj wziąłem narty SL ale trochę żałowałem...zdecydowanie GS byłoby lepsze... No i na tych nartach dopiero uczę się jeździć - ehhh podkusiło. Widoczek ze szczegółowym opisem: Ja się chyba nigdy poza trasy nie wybiorę 😮 Po prostu kocham twardy sztruks! Gigant w kilku miejscach w ośrodku rozstawiony. Prosty, bez podkręconych tyczek ale łącznie chyba z 10 razy sobie z Paulą poćwiczyliśmy. Słoneczko Marboru w artystycznej części ośrodka pełnej rzeźb. Niektóre bardzo przypadły nam do gustu! Trochę niebieskiego koloru... ...jak widać - tłumy! 😮 Perełka... ...trasa z Pala di Santa Zanggen 😮 Jedziemy w stronę Obereggen… Jak jeździłem na trasach, to wydawało mi się, że ludzi jest dużo... ...a po zdjęciach widać, że nie! To pewnie przez to, że dzisiaj krzesła, czy gondolę po tej stronie ośrodka musieliśmy dzielić z innymi narciarzami Takkk, kolejek nie było, ale niestety nie mieliśmy na wyłączność środków transportu dla narciarzy jak do tej pory mieliśmy w innych odwiedzonych miejscach. W tyłkach nam się poprzewracało, wiem... Twardziutko i równo do samego końca! Chyba najbardziej spektakularne z bliska miejsce w ośrodku - foto grupowe Obereggen pod gondolą: Szybkie krzesło 6stka... ...to tu się dosiadali inni Trasa z bliska I lunch z takim widokiem... ...kluski włoskie - pyszne! Powrót na "naszą" stronę Świetna czerwona trasa w kanionie: Pauli spodobała się taka rzeźba: Powrót z doskonałym widokiem na skocznie narciarskie: Piąty dzień i piąty ośrodek narciarski zaliczony Jutro pora na 6sty Cortina będzie na koniec - w sobotę. No i część ta, w której nie byliśmy wcześniej. Jutro inna stacja Biorę się za kolację. Pozdrawiam marboru z Paulą
  16. 24 points
    Alpe Lusia - małe, narciarskie eldorado. Kolejne miejsce, które odwiedziliśmy, to znajdujący się niedaleko Moeny ośrodek Alpe Lusia. Czwarty dzień, postanowiłem, że nie będziemy dużo jeździć, odpoczniemy i przestaniemy gnać. Na mapie kilka fajnych tras...pomyślałem - szybko się znudzą, to wtedy posiedzimy na leżakach przy bombardino... Taaa... Tras mało, bo tylko 17ście z wszystkimi wariantami...ale jakie trasy? Od strony Castelir łagodne, szerokie niebieskie - pod GS i ćwiczenia jazdy długim skrętem, świetne! Od Ronchi, piękny czarnuch i kilka wariantów czerwonych - miód malina! Na dodatek dwie długie i szybkie gondole a pozostałe trzy krzesła, wyprzęgane, szybkie... No i co? Wykończyłem Paulę...bo do godziny 15:15 zrobiliśmy wg Endomondo ponad 110 kilometrów. Brykaliśmy ile wlezie ale nie było sensu ryzykować kontuzją i zajeździć się na umór. Mały ON, to też mało dzisiaj było zdjęć, niewiele też filmików - raczej eksperymenty z szelkami. Pogoda? Do godziny 13 słoneczko z chmurkami, potem pogorszenie pogody - oczywiście pogorszenie jak na miarę Italii, po prostu były chmury. Widoczność ok, bez wiatru i innych niespodzianek. Niewiele zdjęć, więc będzie tylko jedna część z dnia dzisiejszego. Początek dnia i taki oto widok z góry: Fajna trasa? Popatrzcie na tą w oddali... Przejazdówka do niebieskiej części stacji narciarskiej: ...i się gondole udało strzelić ładnie Szerokie, łagodne eldorado: Jest i marboru Piękna knajpka, to też tu jedliśmy Drzwi Kolejny widoczek...w stronę @Piotr_67 i @tanova: Górna, komunikacyjna część ON: Dwa razy sobie śmignąłem giganta...a co? Czarnuszek numer 5 miód! Czerwony miód...szkoda, że nie za długi Kilka wariantów w jednym miejscu: Przerwa na lunch pod ptaszyskiem 😮 Tłok w knajpie... Jeszcze raz czerwona 8: Coraz więcej chmur: Paula Czarna 1ka - fantastyczna! I uroczy wodospadzik przy parkingu Koniec dnia czwartego. Co jutro? Niespodzianka. Pogoda zmienna wieczorem...raz wychodziło słońce, raz szczyty w chmurach... Przeciera się Pozdrawiamy - marboru i Paula
  17. 24 points
    Kolejny piękny dzień Do południa rejon Tafony potem przenieśliśmy się piętro niżej Pamodes Parę foci ☺️
  18. 24 points
    Civetta część 1 Dzisiaj mieliśmy piękny i trochę pechowy dzień. na początek zapomniałem telefonu i wracałem na kwaterę a potem cały czas coś robiłem nie tak A to narta przy wyciągu mi się rozjechała i wziąłem barierkę między nogi, a to kijka zgubiłem, a na końcu dosyć mocny upadek, zjazd na brzuchu i na plecach 300 metrów i kontuzja Tak bywa. Ale od początku. Pogoda wyśmienita - delikatny mróz, trochę chmurek i błękitne niebo. Idealnie na zdjęcia. Ponieważ fotek jest sporo skupię się na fotorelacji i opisie. Tuż przed odjazdem z balkonu: Przy kasach jesteśmy pierwsi. Kupujemy karnety 7 dniowe DolomitiSuperski… Cena? 322 EUR od osoby. Widoczek z parkingu, który jest bezpłatny. Jedno krzesło, drugie krzesło i jesteśmy na samej górze! W knajpce zero ludzi. Pięknie! Pierwsza trasa i twardy sztruks. Narty mam tak ostre, że nie potrafię ich na początku okiełznać 😮 Przyzwyczaiłem się do tępych, czy co? Jedziemy tu, jedziemy tam... Kierujemy się do jeziorka. Z bliska wygląda tak: Zdjęcia z telefonu od Pauli: Cudne widoki - jest bosko. Testujemy po kolei trasy. Po chwili wracamy na górę i ponownie jedziemy w stronę parkingu. Słońce coraz bardziej oświetla wszystko. Pora na nasze ujęcia. Najpierw Paula: I znowu na sam dół... Ludzi mało, sztruksu zmrożonego dużo. Jestem też ja Na samym dole mamy sówkę @ewangelizator Jedna gondola, druga gondola... Ta czerwona jakaś licha - nie ma koszy zewnętrznych na narty. No i jest trasa, na której na koniec dnia zaliczyłem glebę na pełnej prędkości... ...było trochę za miękko, ja za szybko jechałem - na jednym z odsypów przytrzymało i wypięło nartę Bolało. I niestety mam kontuzję ale o tym na końcu. Jedziemy dalej...na drugą stronę. Armaty to ja lubię Stamtąd właśnie przybywamy: Robię foto i męczę się z popsutym aparatem - opowieść na zupełnie inną historię. No i ciśniemy po trasach, które wieczorem są oświetlone i można nieźle pojeździć. Najpierw prawa strona... ...i do gondoli! Koniec części 1.
  19. 24 points
    Miała być tylko praca, ale tak się ułożyło, że o 13 godz. byłem pod gondolą. Zachęcony przez Rafała, który jest na miejscu i widokiem z kamerki miałem sporą chęć na test Fischera. Niestety mój zapał został na miejscu schłodzony do zera. To były testy branżowe tylko dla "firm" . Rafał jest instruktorem to się załapał, a ja się musiałem oblizać smakiem. Elan nadal miał testy na Solisku, ale wczoraj już testowałem. Na dole +7, na Hali też na lekkim plusie. Trasy po 13 im niżej to bardziej "zryte" . Końcówka 4 to tradycyjnie "ściana płaczu", tak samo jak stromszy odcinek 3 przed przedostatnim ostrym zakrętem. O dziwo dojazd do gondoli na ostatnim zakręcie z całkiem względnie dobrymi warunkami. Poza tymi ekstremami to 3, 4, 7 (na otwartym odcinku) oraz 1 w całkiem dobrym stanie, Bieńkula będąca w cieniu gładziutka, zmrożona do samego dołu, ale jednak trochę lodu więc amatorów wielu na niej nie było. Jazdę zakończyłem kilkoma na Małym Skrzycznem. Tam warunki bardzo dobre od szczytu do hali. Wyraźnie czuło się chłód i lekki mróz w górnej części. Fajny jest ten tor niby krosowy oraz wąski gładki ślad między torem, a talerzykiem. Mlodzi oddawali tam spore skoki. Na Pośrednim, ani na Kopie dzisiaj nie byłem. Znowu dało się zauważyć praktycznie brak kolejki do żółtej kanapy na halę. Ścianka na 4 wielu zniechęcała. Solisko ściana płaczu na 4 ratraki na dolnym odcinku 7 ten jedzie środkiem 4 😲 7 jazda pod orczykiem z Czyrnej trasa z Małego Skrzycznego z torem krosowym widok z talerzyka gondolki na 3 świeże powietrze przy COS świeże powietrze na parkingu przy gondoli - i to się czuło
  20. 23 points
    Koledzy już napisali, że śniegu "w opór". Forumowiczów trochę mniej, ale Ci co byli na pewno są zadowoleni. Bardzo fajnie było spotkać w dobrej formie Górala z bratem. Z Marcinnem i Grzegorzem pohulaliśmy między drzewami. Trochę gleb było, ale w miękkie. Na koniec Grzegorz zabrał mnie i Geralda oraz kilka osób niezrzeszonych na podróż w nieznane. Z okolic podszczytowych zaliczyliśmy fantastyczny zjazd do dolnej stacji krzesła. Ostatnie jakieś 300 metrów z buta, ale czego się nie robi dla freeridu. Grzegorz nie byłby sobą gdyby trochę nie poszalał dzisiaj. Raz wziął między nogi wcale nie małą choinkę,a raz chciał przestawić barkiem grubego świerka. Dzięki wszystkim za spotkanie.
  21. 23 points
    Przerwa techniczna Skionlinowców
  22. 23 points
    Przedstawiam krótką relację z Civetty Paula.mp4 Pozdrawiam Paula... Proszę się nie śmiać
  23. 23 points
    Dzień dobry wszystkim Jestem nowy na forum. Dziś rano pojeździliśmy z bratem na Poniwcu w Ustroniu. Warunki idealne, równo, do 9.30 lekko zmrożony śnieg, później zaczęło trochę puszczać. Brak przetarć, minerałów i innych niespodzianek. Byłem do 11.00, ludzi bardzo mało, można było wykorzystać atuty moich G9 - tek.
  24. 23 points
    Narciarskie dzień dobry wszystkim! Jestem nowy ale zacznę od relacji z dość sporego ośrodka. Ten ośrodek to Karpacz Ski Arena. Wczoraj jak przyjechałem z moim synem do Karpacza to padał deszcz😫. Dzisiaj jak się obudziłem to patrzę za okno a tam chmury dość nisko ale krzesło na Białym Jarze widać było (jestem w pensjonacie koło tej "mikro stacji"). O 9:10 przy 6os kanapie. Karnety na 1 wjazd. Ledwo wsiedliśmy a już wysiadaliśmy (500m.😂). Później katorżnicze podejście do dolnej stacji Zbyszka (niby tylko 120m. ale stromo i po lodzie😤). Potem po karnety na szczęście pusto. Jeszcze tylko podejście do Liczykrupy (taśmą bez nart) i pierwsze zaskoczenie. Przy wejściu na krzesło drewniane "bramki" i a wchodzenie na kolej na zielone światło na wyciągu. Trasa liczykrupa 1000m, płaska i z górką taką jak na Ondraszku. Szeroko ale krzesło chyba najwolniejsze w Polsce😂😂😂. Naprawdę. Później wjazd Liczykrupą i transfer na Euro. Tam Poma która daje niezłego kopa w tyłek. Jest szybka i wmiarę wygodna. Kolejne zaskoczenie: trasa ogrodzona do połowy bo zawody- Mistrzostwa Kalisza (zaskoczony byłem bo jestem z Kalisza i zawsze są w Zieleńcu. W tym roku miały być na Kopę ale 1.03). Na początku trasa naprawdę czerwona a później niebieska. Dużo lodu na początku. Na talerzu przy wysiadaniu taka śnieżna mulda, że większość leciała w powietrze. Później kolej na Jana. Tam wyciąg wolny i krótki, zbyt krótki. W dodatku talerze tak złe że była jedną pałka bez wykrzywienia na końcu i wszystko co było z przodu cierpiało. Dojazd Jan liczykrupa na połowie szerokości bo po środku kamienie, gałęzie. Później kierunek Grosik i Złotówka. Dojazd do orczyka wąski i oblodzony. Na koniec podejście. Tak przy okazji mój syn (12 lat) po raz pierwszy jechał na orczyki 2 os. Z Grosika zjazd na złotówkę. Orczyk złotówka nawet nie ma prowizorycznych bramek. Żadnych można jeździć bez karnetu. 2razy i do schroniska. Tam był remont także jedzenie w restauracji lepsze niż jak jest opisywane. Dojazd schronisko orczyk strasznie oblodzony. Tak jak cała Złotówka. Chwalą się że ma 400 m szerokość a ratrakują tylko na szerokość ratraka. Tam widoki piękne ale szybko uciekliśmy. Grosik to jeden wielki stos kartofli i lodu. Dolny niebieski objazd zamknięty, trzeba jechać stromym kartofliskiem. Grosik najgorsze warunki. I nadszedł czas na Zbyszka (nowego😀😀😀). Bez kolejki. Narty nadal w ręku ale są dziury w oparciach i jest bez problemów wjazd na Kopę. Narciarze i turyści na przemian. Trasa z Kopy strona, naprawdę czarna, ale bez lodu😀. Trasa pod Zbyszkiem zamknięta i trzeba się męczyć na Janie. Dojazd na dole do wyciągu dużo ludu ale i tak nie źle. Ja tylko raz zjechałem z Kopy. Ale mój syn 3 razy. Za trzecim już na Janie nogi go bolały, a jeszcze trzeba zjechać do dołu. Na szczęście zjechał. Później tylko (aż) zejście do Białego Jaru i zjazd do pensjonatu. Dziś jeszcze wieczorna na Białym
  25. 22 points
    Pięknie jest Na Pilsku ZIMA 😎
  26. 22 points
    San Martino di Castrozza część 2 ...aha, zapomniałbym Ręka mi cudownie ozdrowiała już całkowicie... Ciekawe dlaczego? Dzisiejszy ośrodek zachwyca. Widokami, trasami i klimatem. Przekonujemy się do tego, że jednak niewielkie ośrodki są mega fajne! Najważniejsze w nich? Puste trasy! Dlaczego przyjeżdżamy w Dolomity i przyjeżdżać będziemy? Proszę... Przedzieramy się dalej i trafiamy na takie coś 😮 Co by tu z tym coś zrobić? A można usiąść Druga strona, to 4 świetne czerwone trasy i reszta? Niebieskie ze sporą ilością uczących się narciarzy. Największe wrażenie robi na nas robi masyw z powyższego zdjęcia. Przerwa lunchowa... I w dół ciekawą czerwoną...szkoda, że taka krótka. Kilka tras: Dół jest płaski i miękki... No to jedziemy do drugiej gondoli w ośrodku: ...a jeszcze końcówka fajnej trasy, na której dzisiaj był ustawiony slalom. Tu na jej końcu - Paula zaliczyła upadek. Na szczęście niegroźny. W gondoli full wypas - szkoda jednak, że ten wyciąg nie stoi gdzieś indziej - tutaj służy za środek transportu początkującym narciarzom. Usytuowany jest przy niebieskiej bardzo szerokiej i nudnej trasie. Zaliczamy wszystkie trasy i wracamy do początkowej dla nas części ośrodka. Można klękać... Człowiek tak się cieszy z jazdy, że gra na wirtualnej gitarce San Martino di Castrozza - widoczki. Jeszcze jeden: Jeszcze jeden... I kolejny... Kończymy jazdę zachwyceni. Przebieg dnia dzisiejszego, ponad 106 km wg Endomondo. Nieźle zważywszy na setki zdjęć i dziesiątki filmów. Gdzie jutro? Niespodzianka 😮 pozdrawiam marboru
  27. 22 points
    Pilsko Zima w pełni, w nocy dosypało 10 cm świeżego śniegu, warunki przy górnym orczyku bajka, przy dolnym lodowe grudki trochę uprzykrzały jazdę. Ludzi w zasadzie brak. Okno pogodowe od rana do południa🙂 Czynne orczyki ze Szczawin na Miziową, i z Miziowej pod szczyt oraz trasy przy nich. Zjazd na dół krzesełkiem. Solisko już dzisiaj nie chodziło.
  28. 22 points
    Kolejny dzień. Zgodnie z planem dzisiaj Dolni Morava. Przyjazd dość późno ok godziny 9:30. Ku naszemu zdziwieniu ludzi mało. Kupujemy całodniowe karnety i powoli startujemy. Cena 740 koron + kaucja 100. Pogoda no cóż, powtórka z rozrywki- słoneczko ale już nie co chłodniej. Rano jeszcze lekki mrozik, potem coraz cieplej, ale nie było tragedii. Kilka fotek, praktycznie non stop nagrywałem i ciągła walka z kamerą. Mimo wszystko zawsze coś. Warunki genialne. Trasy bardzo dobrze przygotowane sztruksik, śnieg dobrze związał. Można było poszaleć. Czarne trasy coś pięknego. Najgorszy odcinek- trasa czarno-czerwona. Dużo muld kasza, cukier. Generalnie trasy bardzo dobrze się trzymały. Najgorzej było przed samymi wyciągami. Czarne trasy się trzymały bo tak na prawdę mało kto jeździł. Widoczki piękne, słoneczko, czegoż trzeba więcej?! Kolejki zaczęły się pojawiać.Tak na prawdę do jednego wyciągu max 3-5 min. Od 13:30 narciarzy, deskarzy co raz mniej. Potem bez kolejek Szaleństwo szaleństwem, nagrywanie nagrywaniem, ale czas coś zjeść. O 13:40 atakujemy knajpkę na stoku. Obsługa bardzo miła, ceny w porządku, jedzenie bardzo dobre. Polecam skrzydełka BBQ z jakimś tam sosem, frytkami i sosikiem z pomarańczy + widoczek Po obiedzie, dalszy ciąg jazdy. Warunki już trudne- odsypy kaszki. Po za tym zmęczenie no więc po kilku zjazdach postanowiliśmy się pobawić na snowparku i troszkę poskakać. Dużo śmiechu i zabawy. Ok 15:30 kończymy te wygłupy nasze i ewakuacja do auta. Reasumując. Znowu pogoda dopisała i spełniła moją prośbę co do temperatury. Sam ośrodek, jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Wspaniałe widoki, genialne trasy, na prawdę można pośmigać. Nie jest to ośrodek dla każdego ze względu na trasy, ale ci którzy potrzebują czegoś więcej jak najbardziej będą zadowoleni. Myślę że na pewno jeszcze tu wrócę. Chyba jestem jeszcze bardziej zmęczony niż po Zieleńcu, ale to dobrze. Na koniec dnia uderzamy do Aquaparku w Kudowie by się wygrzać. Najgorszy punkt programu, nie polecam, chyba tylko sauna dała jako tako radę. Jutro plany Czarna Góra. Dziękuje za uwagę i do następnej relacji 😁
  29. 21 points
    Co tu dużo pisać, fajna ta Cortina ☺️ Dziś cały dzień męczyliśmy rejon Falori,Tonti i Son Forca Jutro przeciwległa strona Ogólnie warunki przecudowne
  30. 21 points
    Śpimy dzisiaj pod Bregencją, praktycznie na granicy niemiecko-austriackiej. Podróż minęła bez większych problemów - tylko jeden długi korek pod Ulm, który spowolnił nas o pół godziny. Na miejsce dojechaliśmy około siedemnastej. A po kolacji wieczorny spacer po Bregencji. Po deszczowym dniu ciepły (+11) i przyjemny wieczór, już bez opadów. Byliśmy na starówce: Jest tutaj - przy Kirchgasse - ponoć najwęższa kamienica w Europie - 57 cm szerokości. Przy promenadzie nad Jeziorem Bodeńskim zajrzeliśmy do Festspielhaus, gdzie trwają przygotowania do inscenizacji Rigoletta na letniej scenie Seebühne. Na razie scenografia wygląda trochę upiornie, zwłaszcza wieczorem: Trafiliśmy też na tradycyjne święto "Funkenfeuer" - coś jak topienie Marzanny - z tym, że zamiast topić kukłę tutaj pali się czarownicę na wielkim stosie, aby odpędzić zimę. A wszystko to w asyście miejscowej straży pożarnej, przy akompaniamencie orkiestry dętej i z fajerwerkami w tle. Dzisiaj takie uroczystości były po austriackiej stronie, jutro mają być po niemieckiej. Wcale mi się nie podoba odpędzanie zimy - mogliby poczekać do czwartku ... Po drodze do Sankt Anton mamy ośrodek Sonnenkopf Klostertal. Jednak wobec jutrzejszych prognoz - porywisty wiatr ok. 50 km/h i przelotne opady deszczu ze śniegiem, to mam wątpliwości. Z kamerek i mapy wynika mi, że większość tras to otwarty płaskowyż, a wyciągi to - za wyjątkiem gondoli z jedną trasą - kanapy bez osłon. Tak więc być może zamienimy Sonnenkopf na Brandnertal, do którego co prawda trochę trzeba zjechać w bok, ale prognoza pogody jest nieco lepsza i mamy tam trzy gondolki. Wydaje mi się też, że część stoków jest bardziej osłonięta - ale nigdy tam nie byłam, więc do końca nie jestem pewna. Decyzję podejmiemy jutro rano. I tak zapowiedzi są lepsze, niż jeszcze 2-3 dni temu, gdy zanosiło się na tragiczne warunki w niedzielę i poniedziałek i takie sobie we wtorek i środę.
  31. 21 points
    Dotarliśmy na miejsce. Delikatnie rzecz ujmując jesteśmy przybici, bo @mifilim nawet się nie odezwał i nie wiemy, co z nim? Podróż przebiegała bez żadnych zakłóceń. Jesteśmy na miejscu...w olbrzymim, jak się okazało apartamencie 8 osobowym, 110 m2...Pusto tu i smutno Kilka fotek, bo nastroju do pisania wcale Lagazoi krzesło: Widok z balkonu: Zachód Słońca z kwatery: Na dole dzisiaj +14 i po drodze mijane ośrodki - odsypy i miękko. O godzinie 16:00 na wysokości ok 2200 m npm +2 i hałdy śniegu. Jutro narty... ...bez Michała Lipa straszna Martwimy się bardzo.
  32. 21 points
    Szczyrk najdłuższy zjazd. Skrzyczne najdłuższy zjazd narciarski Jak zjechać najdłuższą trasą narciarską w Szczyrku 6,2km Start: Skrzyczne 1257m.n.p.m - meta Szczyrk COS dolna stacja krzesełek 547m.n.p.m , 713m różnicy poziomów, długość trasy 6,2km Aby zacząć musimy podejść 100m na szczyt Skrzycznego, ruszamy trasą 3a - dalej na 3c - i Ondraszkiem 21 - 25 - za Dolinami wjeżdżamy na łatwiejszą część trasy FIS 23 - na końcu ponownie dołączamy do 25 i 20. Trasa widokowa, łatwa lecz urozmaicona, koniecznie zabierzcie znajomych co dawno nie byli w Szczyrku. Trasa oznaczona zielonymi strzałkami. Początek 3a płaski ale widokowy. Zaraz w prawo na 3c - widać krzesła na Zbójnicką Kopę 3c Ondraszek 21 25 w prawo na Doliny Doliny 22 25 23 Zaraz będzie Hilton u Józka tam możemy się posilić przed wjazdem na Piekiełko FIS 23 Bar Hilton, a lekko w prawo na na FIS 23 Piekiełko Fis Willa Jędruś prze Kanionem Na mostku ostrożnie bo nieratrakowany i możemy skończyć lotem niekontrolowanym Meta Koniec 6,2km przejechane bez przerwy
  33. 21 points
    Dziś wspólna jazda z kolegami @yoss i @Mikoski dzięki Panowie. Warunki bardzo dobre, choć rano raczej sporo osób miało plan przyjazdu na narty po "sezonie wysokim". O 8:20 parking na Pośrednim prawie pełen. Dziś dodatkowo testy ELAN-a, ROSSIGNOLA (zamknięte) oraz FISCHERA. Pogoda piękna warunki bardzo dobre, choć na Pośrednim więcej lodu, śnieg twardy i zmrożony, super trzyma Golgota. 4,3,7, Zbójnicka Kopa, zaczynają powoli puszczać. Kilka ważnych uwag, jak widzicie ratraki nie wjeżdżajcie na trasy gdzie one pracują (robią to na linach) co będzie widać na jednym ze zdjęć - przygotowywali 7. Dopiero jak postawili pana na skuterze do pilnowania wjazdu na trasę, ludzie przestali przejeżdżać przez siatkę. W ciągu ostatnich 2 dni, wyprodukowali sporo śniegu, który dziś rozgarniali na 7, wcześniej robili to na 10, jutro pewnie zajmą się 8. Rano tak. Później już niestety tak. Warunki i widoki. Kopy śniegu w oczekiwaniu na ratraki. Ratraki przygotowują 7 (ten pracuje na linie - widać w powiększeniu zdjęcia). Postawili ski patrol by ludzie nie wjeżdżali na trasę. Testy ELAN-a także dzisiaj, ratrak robi dół 7.
  34. 21 points
    Kolejny Trip w tym sezonie. Tym razem, a raczej w końcu przekonałem się do Zieleńca. Od jakiegoś czasu planowaliśmy uderzyć w te rejony, ale tak jakoś byłem sceptycznie nastawiony. Mimo wszystko udało się. Relacja krótka, zdjęć mało, niestety harmonogram napięty. Startujemy ok 6:30, podróż spokojna, bez korków, ruch niewielki. Na miejscu meldujemy się ok 9:30. Kupujemy od razu karnety i hop na stok. Pierwsze dwa wjazdy i małe rozczarowanie. Stok nierówny, tak jakby ratrakowy zrobił to na "odwal się" Może to jednak temperatura zrobiła swoje. Nie tracimy nadziei, atakujemy prawą stronę. Tutaj zdecydowanie lepiej. Gorąco. W słońcu pokazywało 22 stopnie. Mimo to dało się jeździć. Czasami pojawił się wiaterek. Nierówności, kasza, ludzi umiarkowanie, max kolejki ok 3 min. Troszkę pojeździliśmy, sprawdziliśmy. Przenosimy się na prawą stronę. Tutaj dramat. Ludzi sporo. Czerwone trasy spore mudy, odsypy, lepiej uciekać i ten gorąc. Sprawdzamy trasę w lasku. Ciekawa przyjemna i co najważniejsze CHŁODNO. Powrót na lewą stronę. Jeździmy dalej i szykujemy się do jakiegoś obiadu. Godzina 14:30. Czas na przerwę. Testuje Bigos- dobry, ale kwaśny niesamowicie. Kolega zaatakował kwaśnice+ pierogi ruskie. Kwaśnica jak sama nazwa wskazuje, pierogi trochę słodkie z cebulką, generalnie smacznie, ale słono! Po krótkie przerwie jeździmy dalej. Widząc warunki postanowiliśmy zabawić się w skoczków, no więc skaczemy po muldach-mulda na muldzie. Niestety moje Laser SL fatalnie się sprawowały, nie było chodź trochę równego stoku, była to dla mnie prawdziwa katorga, a zwłaszcza dla nich. Ok godziny 15:40 kończymy jazdę, warunki już kiepskie, pełno muld odsypów, kasz, cukrów. Koniec końców pakujemy manele jedziemy zakwaterować się do hotelu. Jednak to nie koniec na dziś. Niestety bez zdjęć już Wracamy na nocną jazdę. Od 18 już na wyciągu. Odzyskaliśmy siłę. Pogoda się poprawiła. Lekki mrozik, co najważniejsze trasa wyratrakowana na szybko, ale jest, można śmigać. Ludzi z każdą chwilą ubywało, więc czas na lekkie szaleństwo. Dawno się tak nie bawiłem na nocnej jeździe. Stok w miarę równy, lekko zmrożony i lekki lodzik, w końcu mogłem wykorzystać potencjał nart. Miodzo. Zabawę kończy ok 20:35. Reasumując. Pomimo mojego nastawienia, bawiłem się świetnie, może dlatego że jestem z moim najlepszym kompanem do nart. Trudno powiedzieć. Stacja raczej nie dla mnie, by się wyszaleć, ale dużą frajdę dawało mi nagrywanie no i też spokojniejsza jazda. Nagrałem prawie 60 GB materiału Faktycznie panuje tu inny klimat, atmosfera. Jest po prostu ciekawie. Pogoda dopisała, ale gdyby było chłodniej.... Zdjęć tylko tyle, bardziej byłem skupiony na nagrywaniu. Dzień bardzo udany, a ja szczęśliwie zmęczony. Jutro atak na Dolni Morava. Zobaczymy o z tego wyjdzie. Na sam koniec. Oto nasze sprzęty-bohaterki, Niestety zdjęcie się nie załadowało- coś się popsuło. Fischer Sc Pro 09/10 (moje poprzedniczki) i Stockli Laser SL 16/17 😍
  35. 20 points
    San Pellegrino - Święty Pielgrzym, część 1 Dzisiaj będzie w skrócie, mało opisów, więcej zdjęć - pakujemy się, by jutro z rana na spokojnie przygotować się jeszcze na narty przed podróżą do Polski. Warunki dzisiaj? Piękne słońce, ciepło ale bardzo wietrznie. Sam ośrodek - świetny! Część od strony Col Margherity cała bardzo nam się podobała. Widoki nieziemskie i trzy trasy przy dużej gondoli - 40, 41, 42 po prostu boskie!!! Tam łącznie zjechaliśmy chyba z 16 razy. Za drogą, od strony Prealon - eldorado niebieskich tras. Dużo szkółek i jak dla nas za płasko. No ale od początku. Startujemy z Falcade. Parking przy wyciągu płaty - zaparkowaliśmy przy ulicy, 100 metrów od dolnej stacji. Poranek - boski! Sztruks i 2, 3 centymetry świeżego śniegu, który spadł w nocy. Testujemy trasy przy miejscowości, z której startowaliśmy. Widoczki? To lubimy! Dzisiaj była narta SL - rano przyprószone auto, nie wiedziałem ile w górach napadało. Dla mnie slalomka, to narta free No i ten cudowny widok... Wspólnie na jego tle... I gdzieś na początku trasy zjazdowej w tle Kolejne krzesło i kolejna czerwona bardzo fajna trasa: Na dole 😮 I jeszcze inny widoczek z góry - w stronę Civetty: Tą stronę kończymy różnymi zabawami z kamerą Z tego wychodzi taka fajna foteczka: Masyw za nami jest hipnotyzujący... Przedzieramy się w stronę szczytu Col Margharity… ...pierwszy test, którejś z czterdziestek 😮 Bosko! CDN
  36. 20 points
    Środa – Rendl w Sankt Anton Środa już nie taka słoneczna jak wtorek – pogoda zapowiadała się „dynamiczna” i taka była. Trochę prószącego śniegu, trochę przejaśnień i kilka gwałtownych śnieżyc – sama kwintesencja zimy . Idąc za bardzo dobrą radą @Cosworth240 uderzyliśmy na Rendl. Rzeczywiście bardzo fajna góra i nie tak oblężona jak Galzig i Gampen. Czas oczekiwania do gondoli – max. 5 minut, przy krzesełkach szło na bieżąco 😀😀😀. Rendl jest po drugiej stronie drogi, ale stacja jest prawie w centrum miasteczka. Z trasy zjeżdża się mostkiem nad szosą. A trasy – bajka! Fantastyczna 1 (również z wariantem nr 2) do doliny Twarde podłoże, na tym kilka cm świeżego śniegu. Szeroko, szybko i pusto. Cud-miód! Na początku – dopóki mocno sypał śnieg – ujeżdżaliśmy głównie właśnie 1 i 2 oraz czarną i czerwone wokół kanapy Gampergbahn, która jako jedyna ma osłony. Przy górnej stacji gondoli i przy jednej ze stacji szlaku Run of Fame Darek zjeżdża do Gamperbahn Oprócz Gampergbahn są tutaj jeszcze trzy stare, wolne podwójne krzesełka Maas, Riffel 1 i Riffel 2 – które krzyżują się ze sobą, a przy nich przyjemne, niebieskie trasy. Polecam, ale tylko przy ładnej pogodzie, a dlaczego? - o tym za chwilę... Riffelscharte 2645 m npm. to najwyższy punkt ośrodka. To tutaj zaczyna się i kończy Run of Fame. W dół prowadzi właściwie tylko jedna trasa, a w zasadzie skiruta nr 16 – wytyczona, ale nie preparowana. Obiadek w Bifang Alm - tłoczno koło trzynastej, ale pół stolika znalazło się praktycznie „z marszu”. Najpierw przystawka 😛 Potem danie główne Wystrój wnętrza: I jeszcze kilka landszaftów I pamiątkowe fotki z Sankt Anton 😀 Mieliśmy również okazję przekonać się na własnej skórze jak gwałtownie potrafią się zmienić warunki w górach. Wsiadaliśmy na krzesełko Riffel 1 około piętnastej przy całkiem ładnej pogodzie, w trakcie jazdy nagle zrobiło się szaro i zerwał się wiatr. Stwierdziliśmy więc, że trzeba spadać na trasy przy gondoli i kanapie z osłoną. Ledwie wysiedliśmy na górnej stacji to zrobiła się taka zamieć, że praktycznie nie było widać własnych butów. Wszystko stanęło – wyciągi z ludźmi i ludzie na trasach. Trwało to dobre pół godziny, na szczęście były momenty, że zadymka trochę odpuszczała i dało się dostrzec tyczki przy trasach. Dobrze, że trasę mieliśmy już przejechaną i mniej więcej orientowaliśmy się w topografii – powolutku zjechaliśmy do górnej stacji gondoli, gdzie ratownicy zamykali właśnie górną część ośrodka i wyjeżdżali już skuterami po narciarzy, którzy nie do końca radzili sobie w tych warunkach. Do końca dnia otwarte były tylko 1 i 2 do doliny. Dzisiaj wracamy do domu, a ja już myślę, gdzie się wybrać na następny wyjazd na narty .
  37. 20 points
    San Martino di Castrozza część 1 Jakbyście mnie spytali o esencję Dolomitów? To bym odpowiedział: Lagazoi, Cortina i San Martino... Wiadomość dnia? @mifilim żyje i się odezwał... ufff Michał wracaj do zdrowia!!! Dzisiaj mało czasu na jakiekolwiek pisanie więc wstawię zdjęcia - myślę, że one dużo dadzą Wam do myślenia. Dla nas? Poza kilkoma wolnymi krzesłami - było doskonale! Warunki? Bajka 😮 No to zaczynamy... Passo Rolle… mały ośrodeczek z kilkoma krzesłami i orczykami... mijamy... Już prawie na miejscu W środku śliczne gondolki: Początek...to wygłupy w naszym stylu Trasa na początek - chyba z 5 razy obróciliśmy nim dalej pojechaliśmy. Było kręcone kamerą... Inna perspektywa: Śnieg doskonały... ...dla takich tras stworzono GS Można się zachwycać wiele razy... Wariant przez las: I dół tego wariantu z Paulą Samo miasteczko jest magiczne! Tam na dole... No to jeszcze raz - bo pusto 😮 Jedziemy dalej. Te wolne krzesła mogliby wymienić. Poza trasą da się jechać pomiędzy rzadkimi kujokami Pierwsza przerwa... ...i wygłupy Rzut na środek trasy niebieskie, szerokie i dla nas nudne! Wolimy tutejsze czerwone CDN
  38. 20 points
    Carezza część 2 Połowa dnia mija a mi ręka jakby ożyła 😮 Pięknie! Jest po zmartwieniu i mogę trochę sobie pofolgować. Dzisiaj dzień filmowy w zasadzie był - główna aktorka, to oczywiście Paula. Druga część ośrodka to dla mnie przede wszystkim dwie trasy czarne i świetny zjazd w lesie pod gondolę - kilka kilometrów z samej góry. Warunki tutaj? Doskonałe do końca dnia. Trochę filmuję też ze statywu...widoki powalają! A potem? Szusowanko… Oczywiście w dół Wszędzie sztruks - czyżby ktoś się zwiedział, że przyjadę i zostawił go dla mnie na każdej z tras? Do samego dołu jedzie się wąską, czerwoną trasą - fajnie i dynamicznie. Sama trasa położona jest w wąwozie. Poniżej widok na nią z wyciągu. Carezza, to niestety olbrzymich rozmiarów klęska żywiołowa... ...wszędzie i dookoła tysiące połamanych drzew I wciągamy się na górę... I jeszcze wyżej... Ponownie w dół i ponownie jeden z wariantów czerwonych, numer 23 - idealnie. Ku czarnuchom... Na samej górze: Widać na horyzoncie zmianę pogody Kilka razy wolną dwójką i na dół... ...i uwierzcie - trasy po całym dniu nie wyglądają tutaj jak w Szczyrku Kręcimy się to tu, to tam i w sumie nakręcamy wg Endomondo ponad 104 km. Ręka obudziła się do życia. Cały dzień wspaniały! Trochę słońca, trochę wiatru i chmur - generalnie pełnia zimy - zimno. Jutro co? Nie wiemy jeszcze pozdrawiam marboru i Paula PS. Vloga Pauli nie będzie Zapomniała nakręcić, tak się nakręciła jazdą na nartach 😮
  39. 20 points
    Brandnertal – wiosennie cz.1 Poranek faktycznie przywitał nas deszczem, ciepłem i wiatrem. Szybkie sprawdzenie prognoz i decyzja – najlepsze warunki zapowiadają się w Brandnertal – możliwe nawet dwie godziny ze słońcem. Wow! 😯 No to rano śniadanie, pakowanie i w drogę. Po drodze miny nam trochę zrzedły, bo mżawka w okolicach Feldkirch zamieniła się w rzęsistą ulewę i w powietrzu zawisło niewypowiedziane pytanie: czy my na pewno wiemy, co robimy? 🤔🙄 Zwłaszcza, że oboje zasmarkani i zakichani … Ale cóż, nie po to człowiek tłucze się tysiąc kilometrów, żeby potem siedzieć w pokoju czy chodzić po muzeach, zamiast jeździć na nartach. Do Brandnertal prowadzi od Bludencji dość karkołomna, kręta i stroma droga po serpentynach. Nie chciałabym tam jechać w zimie, po opadach śniegu. Ale teraz wszystkie drogi są czarne, więc nie ma problemu. Sam ośrodek to taka niewielka huśtawka narciarska, łącząca miejscowości Bürserberg i Brand. W sumie 55 km tras. Dostęp z doliny jest w trzech miejscach – kanapa z Bürserberg i dwie gondolki z Brand. Jako, że wszystkie wyciągi krzesełkowe w ośrodku są bez osłon, to nie chciało się nam moknąć od samego rana. Wybraliśmy więc do Brand. Przy gondoli Dorfbahn, w centrum, parking jest malutki i nie było miejsc. Podjechaliśmy więc jeszcze 2 km do Palüdbahn. Na parkingu – oprócz nas tylko kilka samochodów. Kupiliśmy karnety dzienne – 48,50 euro od osoby. I stacja dolna gondoli: Na dole śnieg już znika, ale trasa do doliny wciąż czynna i pięknie wyratrakowana. Mimo deszczu i temperatury na dużym plusie śnieg ubity i szybki. Pozytywne zaskoczenie i dość dobra widoczność. Na trasach pustki i to przez prawie cały dzień.😀 Mapa ośrodka Od górnej stacji gondolki w górę prowadzą krzesła Glattjochbahn do najwyższego punktu ośrodka, na 2000 m. Jazda wolnym krzesłem w zacinającym deszczu ze śniegiem i wietrze nie należała jednak do przyjemności. Po jednym razie byliśmy mokrzy. Na górze szybkie foto i spadamy czerwoną 9 w niższe partie ośrodka. Zjechaliśmy na Parpfienz (kto wymyśla takie nazwy?), gdzie jest węzeł przesiadkowy trzech wyciągów – gondoli Dorfbahn z wioski, kolei linowej Panoramabahn do Bürserberg i kanapy Gulmabahn. Zjechaliśmy na sam dół, potem czerwoną 2 wzdłuż Gulmabahn – rewelacyjna trasa i piękne widoki W międzyczasie wiatr przepędził troche deszczowe chmury, więc postanowiliśmy przemieścić się Panoramabahn na stronę Bürserbergu. Kolej prowadzi malowniczo nad głębokim wąwozem, ale nie ma wzdłuż niej tras narciarskich.
  40. 20 points
    Dziś ze względu na ilość ludzi w SMR, postanowiłem dokończyć dzień na nartach na COS-ie. Od 10 lutego zeszła cała masa śniegu, jednak nie poddałem się i zjechałem z synem do METY. Taka moja króciutka relacja. Czy są to warunki dla każdego, raczej nie, czy da się fajnie pojeździć, zdecydowanie tak. Sporo osób wracało na dół krzesłem, co oceniam jako rozsądną i racjonalną decyzję, ja jednak pozwoliłem sobie na odrobinę szaleństwa. Ślizgi i krawędzie nart całe. Kolejka do bramek o 11:30. Dojazd do kanap - gdzie podział się ten śnieg. Dojazd do METY. Na Jaworzynie jeszcze całkiem ok. Obok też ok. Doliny. Doliny cd. Dalej zamknięte - nie zauważyłem. Niżej jeszcze fajnie. Kawałek dale też fajnie. Tu rozdziela się czarna i niebieska - kończą się też warunki. Jedziemy niebieską - śniegu coraz mniej. Im dalej w las tym gorzej. Jakiś potok na trasie. Przeskok na czerwoną. Miejscami tak. Zjazd obok kanapy (jadąc w górę wytyczyłem sobie linię zjazdu). Tak to wyglądało z poziomu stoku. Alternatywny dojazd niebieską.
  41. 20 points
    Poniżej relacja z 4 dniówki narciarskiej (02-05/03) do Salzburger Lungau. Dzień 1. Dojazd busem z @JurekBydprosto na stok w ośrodku Fanningberg. Ośrodek niewielki (dwa krzesła i jeden orczyk), ale ma swój urok. Sporo tras w lesie, no i pusto na stokach. Pogoda na razie średnia, ale ten dzień taki miał być. Poniżej widoczna gondolka w ośrodku Grosseck-Speiereck i wspaniała trasa Diretissima. Będziemy tam za dwa dni. Trasy przy orczyku też świetne. Dzień 2. Ośrodek Katschberg - położony na dwóch górach Tschaneck i Aineck. Rano jedziemy busem do miejscowości Katschberg. Pierwsze kroki kierujemy do trzyosobowego krzesła wiozącego nas na Aineck. Powodem jest zachwalana na forum i nie tylko trasa A1. Powiem krótko, trasa jest FENOMENALNA!!! Długa (6km), pokręcona, zalesiona i o coraz bardziej zwiększającym się nachyleniu. Cud, miód i orzeszki. A1 zjeżdżamy kilka razy, później jeździmy jeszcze innym wariantami m.in trasami nr 28,29 i 30. Około południa postanawiamy przebić się na drugą górę w ośrodku, czyli Tschaneck. Na początku z Ainecka zjeżdżamy trasą 11. Też jest świetna. Same trasy na Tschanecku jednak nie zachwycają. Możliwe, że gdybyśmy pojechali tam najpierw odbiór byłby inny, ale po trasach na Ainecku to jednak nie to. Na koniec dnia ujeżdżamy trasy przy najwyższej gondoli, głównie trasa nr 30. Fenomenalna szerokość i położenie na uboczu powoduje, że trasa mimo późnej pory jest praktycznie nie rozjeżdżona. Ostatni zjazd trasą nr 11 do busa - świetny narciarski dzień Popołudniu idziemy na zakupy do Spara, przy okazji zwiedzając miasteczko w którym mieszkamy - Sankt Michael in Lungau Dzień 3. Ośrodek Grosscek-Speiereck. Ośrodek podobnie jak Katschberg położony na dwóch górach Speiereck i Grosseck. Rano ujeżdżamy trasę nr 2 przy gondoli Sonnenbahn z uwagi na jej południowe położenie. Popołudniu będzie płynąć. Trasa jest długa (5km) i ponownie taka jak lubię. Pokręcona, zalesiona, po prostu tylko jeździć. Po 11:00 ruszamy na dalszą eksplorację ośrodka. Przy zjeździe z górnej stacji gondoli Sonnenbahn trochę mylimy trasę i zamiast pojechać w stronę krzesła nr 5, podjeżdżamy pod orczyk nr 7. Szybko wciągamy się nim do połowy i uciekamy na prawą stronę. Czarna trasa nr 4b widziana z krzesła nr 5. Po południu ujeżdżamy trasę Diretissima, wspaniała, dodatkowo jej położenie powoduje, że nie degraduje się tak szybko jak ta przy Sonnenbahn. Ostatni dzień w Lungau. Wybór jest prosty ośrodek Katschberg. Tym razem startujemy spod gondoli na Aineck. Dojazd znacznie łatwiejszy. Zjeżdżamy klasycznie A1, później przerzucamy się na trasę w stronę Katschbergu, czyli nr 11 oraz czarną 11a. Na niej zwłaszcza pierwsza ścianka robi wrażenie. Końcówka trasy 11a Pogoda i widoki przepiękne. Na samej górze lekki mróz i zero wiatru. I koniec, około 15:00 pakujemy się do busa Jurka i po około 11h jazdy dojeżdżamy do domu. 4 dniówka intensywna, przejechane ponad 330 km (dół i góra). Pierwszy raz byłem w małych ośrodkach w Austrii i muszę przyznać, że jestem zachwycony. Niby tras niewiele ale praktycznie każda godna polecenia. Wpływ na pozytywny odbiór miała też na pewno świetna pogoda, no i last but not least towarzystwo:-) Przy okazji dziękuję @JurekByd, Arkowi i trzeciemu chłopakowi którego imienia niestety nie pamiętam, którzy organizowali ten wyjazd, przygotowywali nam jedzenie oraz codziennie rano dowozili nas na stok i popołudniu zabierali nas na kwaterę - dzięki Panowie.
  42. 20 points
    Ponownie Kazimierz, ponownie mini WZF. Brać narciarska w centralnej Polsce się konsoliduje Dzisiaj kolejne forumowe narty w Stacji Narciarskiej Kazimierz. Rano -2 i szybki, zbity stok - później, ok 10:30 wyszło słońce i zaczęło mocno puszczać. Po wierzchu "rozsypany cukier", pod spodem twardo, lodowo. Narciarzy umiarkowana ilość, kolejek w zasadzie nie było - krótkie stanie co najwyżej 1, 2 minuty. Ten 31 dzień na nartach w sezonie tym razem z Paulą Warunki w zasadzie podobne do wczorajszych, z tym, że ok godziny 13 temperatura skoczyła już do +9 i zrobiło się już miękko, wiosennie. Dzisiaj również można w Kazimierzu testować za darmo narty Fischera. Umówieni byliśmy z Maćkiem, @elosawa a kolejnym forumowiczem, który nas rozpoznał na stoku, poznał się z nami był dzisiaj Konrad @wielofish, który by się trochę poślizgać przyjechał z Warszawy. Zdjęcie z Chłopakami, robiła Paula: Maciek SL Elan 165 (po lewej), Konrad GS 178 Rossi Hero (po prawej ode mnie na fotce) i ja na swoich nowych Stocklach GS 180... razem wyglądaliśmy chyba jednak zbyt groźnie jak na takie krótki górki Super fajny dzień, wspólna jazda, potem lunch i kawka. Przed Chłopakami jeszcze Livigno (M), Konrad (Kitz), my Dolomity. Świetny narciarski dzień, Koledzy - bardzo dobrzy narciarze, wesoło, beztrosko o nartach i naszych doświadczeniach. Super sympatyczne towarzystwo. Kolejny poznany forumowicz z centralnej Polski @wielofish - rośniemy, Centrum w siłę przy lobby Bielsko-Szczyrkowskim Spędzony bardzo miło czas i mamy nadzieję, że takie spotkania będą się zdarzały częściej - Dzięki Panowie za wspólne narty dzisiaj! Pozdrawiam marboru
  43. 20 points
    Wisła Stożek Ponieważ dzisiaj mogłem się wybrać na narty dopiero po południu, postanowiłem poszukać czegoś gdzie nie będzie tłumów, a trasa nie będzie zbyt zdegradowana. Wybór okazał się trafiony, aut na parkingu jak na Stożek sporo, ale to zasługa uczestników zawodów, które akurat dobiegały końca. Poza tym dosłownie kilkunastu jeżdżących. Stok super twardy, praktycznie bez odsypów. Czynne wszystkie trasy, możliwość zjazdu po trasie zawodów z pomiarem czasu, rewelacja🙂 Na koniec dnia nawet wyszło słońce Zdjęcie Stożka z trasy dojazdowej na parking, pierwszy raz odkąd pamiętam da się tam zjechać
  44. 20 points
    Po Tumlinie nie pozostało nam nic innego jak jechać do Szczyrku na eliminacje Śląskie. Do pokonania jakieś 250 km. Na nocleg zatrzymujemy się w Nagłowicach (Mikołaj Rej z Nagłowic). W nocy olśnienia żadnego niestety nie dostałem, ale noc była krótka, o 4 pora wstawać by jeszcze przed komunikacyjnym korkiem zdążyć do Szczyrku. Zabrakło nam pół godziny. W korku spędzamy jakieś 20 minut. Znajdujemy parking na Solisku (chyba) koło kanap za 15 zł. W okolicach Bielska temperatura spada do -12 stopni, w samym Szczyrku jest nieco cieplej. Słońca nie brakuje, wszystkie trasy twarde, przeważnie zlodzone. Pytam się w kasie gdzie zawody. Kasjerki oczy w słup i jakie zawody? Nic nie wiedzą, ale jak zawody to pewnie przy 7, wjazd żółtą kanapą. Biorę sprzęt i po krótkiej kolejce w kolejce, jadę na górę. Już 9 a bramek rozstawionych nigdzie nie widać. Włącza się stres. Na górze sięgam po telefon, trzeba dzwonić do FC po informację, ledwo wyciągam telefon z kieszeni i słyszę za plecami cześć. Znajduje mnie @Chrumcia i problem się rozwiązuje, zawody są przy niebieskiej kanapie na 10. Wjeżdżając niebieską kanapą mogłem przyjrzeć się znanej "Golgocie". Dzisiaj trasa twarda i lodowa Docieramy na start. Są zawodnicy nawet z Litwy, tutaj jeden z Nich Duża niespodzianka, przed startem poznaję (w zasadzie to On mnie rozpoznał) znanego forumowicza @christof. Umilamy sobie czas przedstartowy miłą konwersacją, dołącza jeszcze Iwona i czekamy na najważniejsze, start Trasa fajna, dosyć szybka i trzeba się sprawnie uwijać między bramkami. Tylko stawiający bramki (ze Szczyrku) przed metą ustawiają pułapkę (w którą wpada część zawodników). Niektóre dzieci płaczą na mecie, po tym jak dostają karną minutę, za nieprawidłowe wjechanie na metę. Pora ruszać, mam 2 wymagających rywali, z którymi raz wygrywam, raz przegrywam... zobaczymy jak tym razem się ułoży robię wszystko co w mojej mocy by być szybko na mecie... nawet fruwam między bramkami @Chrumcia pędzi do mety... z uwagi na to, że trasa szybka i zlodzona, trudno nawet najlepszym utrzymać właściwą linię... zadowolony (no prawie ) wpadam na metę... Drugi przejazd po tym samym ustawieniu. Sędziowie tylko po cichu przestawiają bramkę (przesuwając o półtora metra w lewo) przez którą było tyle płaczu, oficjalnie nie przyznają się do błędu i winę przerzucają na startujących. Patrząc od dołu to ta pierwsza bramka czerwona wprowadziła zamieszanie, sytuację ratowało też (co uczynili sędziowie) przestawienie drugiej bramki (tak zwana bramka kierunkowa) Sprawdzam czasy w biurze zawodów (pomarańczowy grzybek na pośredniej) tak to się chyba nazywa. Mają tu fajny gril i wędzarnię. Jedzenie swojskie, nie TMR-u. Czasy obu przejazdów dobre, lepsze od konkurentów. Zadowolony zjeżdżam na Solisko i udajemy się na parking za delikatesami koło COS gdzie rozdanie dyplomów i pucharów. Spotykamy się ponownie z Krzysztofem i czekamy na zakończenie. Gratuluję @christof dostaje Swój pierwszy dyplom i puchar za 2 miejsce w kategorii. Świetny start, jak na debiut idealny. Ja przed rozdaniem dowiaduję się, że dostałem karną minutę i nici ze zwycięstwa, przesuwają mnie na 3 miejsce, ale jeszcze się odegram...C'est la vie 😀 Generalnie było super, 2 dniowe zawody udane, jeszcze Zieleniec i finały w Krynicy. Świetnie było poznać Krzysztofa, przy okazji serdecznie Ciebie pozdrawiamy z Anią @christof . Wpadamy jeszcze na chwilę do Johnnego i Dżonki sprawdzić jak z Ich zdrowiem i pora do domu... Pozdrawiam serdecznie!
  45. 20 points
    Zachęcony wczorajszymi informacjami, ze na Skrzycznem spadło trochę świeżego śniegu postanowiłem z moim starszym Markiem odwiedzić COS. W Bielsku rano -10, w Szczyrku na dole -7. Na Jaworzynie -10 i na szczycie chyba tyle samo. Kaskada zamknięta, ale dośnieżana i wydaje się prawie gotowa na otwarcie - tylko puścić ratrak. W kilku miejscach armaty też strzelają czyli na Jaworzynie, Dolinach (prawy stok w dolnej części oraz dojazdowy trawers do dolnej stacji kolejki. Na wszystkich trasach można znaleźć lodowe placki, ale jak na tak głęboką niedawną odwilż to i tak jest ich zaskakująco mało. Generalnie twardo, ale wszędzie równo, a na Dolinach po obu stronach istne boisko, tak równej trasy nigdzie jeszcze w PL nie widziałem. Jak dobrze, że 99% narciarzy zjeżdża prawą stroną Dolin przez kanion do dolnej kanapy, dlatego też do talerzyka na Dolinach wjeżdżało się prosto do bramek lub było nie więcej jak kilkanaście osób. Nigdzie dzisiaj na oficjalnie otwartych trasach nie było minerałów Kolejka do orczyka na FIS na 2-5 min, do kanapy na Jaworzynie 5-8 min. Do 12:30 wszędzie warunki dobre lub nawet bardzo dobre (Doliny), prawie bez odsypów. Mróz trzymał do końca. 40 pękła a jeszcze tyle dni narciarski w tym sezonie 🙂 . mroźny poranek FIS Doliny FIS trawers dojazdowy do dolnej kanapy
  46. 20 points
    Wreszcie F. Cup zawitał w moje strony. Różnie się przygotowywałem do zawodów jak na amatora oczywiście i chyba już wszystko przetestowałem. Przyjeżdżałem bez wcześniejszych treningów, po całej nocy spędzonej w samochodzie, często jako kierowca, na cudzych nartach, na nartach nie przygotowanych (nie nasmarowane i nie naostrzone), na nartach testowych których wcześniej na oczy nie widziałem, nartach ALLMountain i nie wiadomo jakich. Tym razem testowałem start w zawodach na Alberto Tombę. Czyli w skrócie nocna impreza (obchodzone urodziny) i rano na zawody. Taka anegdota z czasów kiedy wielki Tomba La Bomba startował. W czasie trwających zawodów wpada zaspany Alberto na start podchodzi do skoncentrowanego już zawodnika, klepie go po plecach i pyta to kto teraz startuje? a ja kiedy? Wracając na ziemię w eliminacjach Dolnośląskich Family Cup startowałem najczęściej i nigdy tu nie wygrałem, zawsze ktoś był lepszy. Tym razem się nie stresowałem i pojechałem na żywioł. W tym roku mało jeździłem. Narty serwisu nie widziały od poprzedniego sezonu. Smar dostałem w prezencie od Mikołaja z FC i to mi musiało wystarczyć😉 Dzikowiec to fajna góra położona w Boguszowie-Gorcach. Mam tu blisko, ale nieczęsto zaglądam. Kiedyś często tu jeździłem na treningowe tyczki i zawody, ale ostatnio wpadam tylko na zawody raz góra dwa w sezonie. Pogoda tym razem dopisała jak nigdy. W nocy mróz, od rana słońce, trasa szybka zmrożona. Do tego bez wiatru. Właściwie lepiej być nie może. W ostatnim czasie pech dopadł kilku zawodników, co najmniej 3 świetnych zjazdowców na treningach się porozbijało (głównie kolana i sezon na straty). Wniosek z tego ( niewłaściwy) nie trenować. Narty nasmarowane to pora zapoznać się z warunkami Nie zabrakło też kibiców i miałem doping Z uwagi na dzieci start był wyjątkowo nisko, ale za to bezpiecznie. Wszystko poszło szybko i sprawnie, jak zawsze ostatnio (przynajmniej tam gdzie ja byłem). Szybkie 2 przejazdy i po zawodach Sprawdzenie wyników u sędziów Zwiezienie sprzętu na dół i można jeszcze trochę luźno pojeździć Jeszcze tylko odbiór nagród, pamiątkowe zdjęcia i można do domciu... Na następne zawody trzeba zdecydowanie lepiej i profesjonalniej się przygotować, na szczęściu daleko się nie zajedzie... Pozdrawiam serdecznie! PS Dzięki dla Family Cup, wszystkich zawodników i kibiców, za cudownie spędzoną sobotę !!!
  47. 19 points
    Relacja z wczoraj Od połowy stycznia planowałem wypad narciarski do Szczyrku. Najpierw kolokwia, potem egzaminy, potem ferie, następnie jakieś zaległości, opady deszczu aż zrobiła się połowa marca! W końcu jednak udało się znaleźć ten jeden dzień, żeby wyskoczyć na szczyrkowskie trasy. Żałuję, że wypadło to akurat w sobotę, kiedy odbyło się WZF na Pilsku ale z różnych względów wiedziałem, że powinienem być dziś w Szczyrku (m.in. pożegnanie pewnych wyciągów) - do tego doszły kwestie logistyczne. Tak więc dziś punkt 8:00 zameldowałem się pod bramkami w COS, gdzie spotkałem @christof. A! Karnet kupiłem za 40 zł bez żadnych zniżek studenckich (wykorzystałem 160 pkt gopass).Napiszę dość ogólnie, bo muszę zasiadać już do nauki. Na COS warunki świetne od samego rana. Na początku śmigał tylko orczyk i talerzyk wraz z dolną kanapą, później włączyli górny odcinek. FISoKaskada fantastyczna. Twardo, równo i pusto! Za Grzebieniem nieco betonowo, ale lodu brak. Doliny jak zawsze zaaajeeeee.. tzn jak w niebie Ondraszek? Dziś to zupełnie inna trasa. Pusto a sztruks trzymał się bardzo długo. Twardo i bez przetarć nie licząc ciemnej plamy na zakręcie. Mam wrażenie, że w wielu miejscach śniegu jest grubo ponad metr, a tam przecież nie ma naśnieżania! Niestety stało się tu coś dziwnego. Las został ścięty! Na górze jest niewiele czubków drzew. Część złamała się przez wiatr a część przez napór śniegu i lodu. Schronisko na Skrzycznem całe zasypane. Zaspa jest taka, że na taras można zjechać na nartach. Tak. Zjechać! Znajduje się on bowiem poniżej poziomu śniegu 😮 (tu część z SON - następny post)Na koniec powrót na Skrzyczne i inauguracja trasy do Ondraszka. On sam świetny tak samo jak rano. Nadal twardo i niebetonowo. Hop do krzesła i na FIS. Tu też cały czas świetne warunki. A z Jaworzyny? Z Jaworzyny zjechałem tak. Do drugiej podpory kolei.Miałem dwie trochę długie przerwy, ale i tak się wyjeździłem! PozdrawiamMarcin ~leitner
  48. 19 points
    SZRENICA Niestety czynny dzisiaj tylko jeden wyciąg. Pierwsza sekcja starego krzesła wzdłuż Puchatka. Puchatek nie jest wart 100 złotych za karnet. Ale wracać do domu też nie mam ochoty. Nie zabrałem skitirów ze sobą, wszak miałem się ścigać. Pozostało zdobywanie Szrenicy z buta. Nie ma w tym jednak wiele przyjemności. Targanie nart zjazdowych i butów nie jest wygodne, docieram do stacji pośredniej, a już bolą plecy, barki i kręgosłup. Miałem 3 drogi do wyboru, Śnieżynką najdłuższa, odpadła. Wzdłuż orczyka i drugiej seksji odpodła, bo miękko tam, a ja w półbutach. Wybieram podejście ścianką, ale czy się da przy tym wietrze w niskich butach i bez raków.... zobaczymy
  49. 19 points
    Panowie, Koledzy dziękuję za spotkanie miło było poznać w "realu", dzień narciarsko bardzo udany, pozdrawiam serdecznie.
  50. 19 points
    Po wielu bojach skończyłem kleić filmik z Włoch. Zapraszam do oglądania i komentowania


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2018
×
×
  • Utwórz nowe...