Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/23/2019 in all areas

  1. 24 points
    W drodze do Chorwacji weekend na lodowcu należy się 😎 Rano 2 godzinki twardo,potem wiadomo Większość kluby i paru zapaleńców
  2. 19 points
    Jeśli chcesz odpocząć od polskich upałów, a nad uroki tłocznych, wakacyjnych kurortów przedkładasz surowe piękno majestatycznej przyrody – jedź do Szkocji! Tak zrobiliśmy – we wtorek przed Bożym Ciałem wylecieliśmy z Darkiem i naszą córką do Edynburga, żeby kolejne sześć dni spędzić na włóczędze po szkockich wyżynach północnej Wielkiej Brytanii. W Edynburgu wynajęliśmy samochód – co prawda do większych miejscowości, takich jak Fort William czy Inverness, można dojechać pociągiem z Glasgow, czy właśnie Edynburga, ale już przemieszczanie się po Highlandsach bez własnego transportu jest dość problematyczne. A do jazdy po lewej stronie można się przyzwyczaić. Ruszyliśmy wypożyczoną astrą na północ, do niewielkiej miejscowości Aboyne, we wschodnich Highlandsach, gdzie byliśmy umówieni na spotkanie z synem, który miał nam również towarzyszyć w dalszej wycieczce. Ledwie zjechaliśmy z autostrady, to zaczęły się takie widoczki:😀 Stara droga militarna prowadziła przez góry i przełęcz Cairn O’Mount W Aboyne czekała nas nie lada atrakcja – mieliśmy okazję polatać szybowcem w klubie, w którym szkoli się nasz syn. Piękne tereny, piękna pogoda – słońce i baranki na niebie, więc było bardzo dobre noszenie i świetna widoczność. Temperatury za to raczej rześkie - w słoneczny dzień tak z 15-20 stopni. Jak u nas w kwietniu . Darek załapał się jeszcze na lot we wtorek, a my z córą następnego dnia. A szybowce … z Bielska Białej 😏 – dwa Puchacze (chwilowo w naprawie) i jeden Perkoz No to lecę, pierwszy raz w życiu! 😀😀😀 W dole malownicze zakola rzeki Dee, góry i łąki. Ale super! 🤩 Nawet miałam okazję zakosztować trochę aerobatyki – jakieś loty nurkowe, pętle, takie tam. No, ciekawe uczucie . Ale prawdziwe „wesołe miasteczko” to instruktor urządził naszej Młodej – chyba się jej jednak podobało. 😀 [cdn.]
  3. 19 points
    The Quiraing A pod wieczór jeszcze lekki trekking fantastycznym okrężnym szlakiem Quiraing. W sumie 7,5 km. To miejsce, to dla mnie absolutny cud świata, a widoki są takie, że klękajcie narody 😀. Od parkingu najpierw idzie się ścieżką trawersując zbocze: Owieczki się pasą … Potem szlak biegnie dnem doliny, u stóp malowniczych formacji skalnych: No jak tu nie zapozować w takiej scenerii? Młodzież też pstryka fotki 😉 Następnie ścieżka wspina się do góry na grań I naszym oczom ukazują się takie widoki. Dech zapiera! 🤩 Idziemy teraz równolegle do dna doliny, ale górą. O dziwo – trawiaste kopuły są podmokłe i nieraz musimy przechodzić przez mokre błoto albo stojącą wśród traw wodę. Ale kto by tam się przejmował, mając wokół takie pejzaże! Darek na szlaku: I znów wszędobylskie owieczki w pięknych okolicznościach przyrody: Wieczorem objeżdżamy jeszcze autem półwysep Trotternish z drugiej strony i pełni wrażeń jedziemy na nocleg. Następnego dnia ciąg dalszy zwiedzania Skye. [cdn.]
  4. 16 points
    Stary wątek, ale mój Hammer nie wczytuje innych. Ale do rzeczy. Otóż po wielu perypetiach zdrowotnych i licznych staraniach udało się w końcu dostać do jedynej kliniki która może dać mi nadzieję na ścignięcie mojego brata na Bieńkuli. Jutro bieżnia że spirometrią a jeśli nie dam rady to powtórne cewnikowanie prawego serca aby określić czy warto zainwestować w moje nowe serce. Trzymajcie za mnie. Chciałbym jeszcze kiedyś pokazać wam moje plecy a nie tylko ślizgać się po 300m trasach.
  5. 16 points
    Jeśli kogoś to interesuje, to po 96 (sic!) dniach spędzonych w szpitalu i przebytej operacji (gdzie mogło być różnie) żyję i jestem już od jakiegoś czasu w domu. Trochę mnie ubyło - obecnie 63 kg czyli 20 w dół. Zero mięśni i odezwało się kolano, które było kontuzjowane. Cóż, próbuję wrócić do normalności. Przede mną długa droga i nie prędko wskoczę na rower czy narty. Ale kiedyś dam radę . Pozdrawiam wszystkich!
  6. 15 points
    Kolejnego dnia mieliśmy uroczystość rodzinną w Glasgow, do którego dojechaliśmy przez bardzo malowniczą dolinę Glen Coe i brzegiem jeziora Loch Lomond. W Glen Coe krajobraz jest bardziej zielony, a góry jakby bardziej masywne niż w Cairngorms. Tutaj również poprowadzono wiele szlaków pieszych, choć okolica jest prawie niezamieszkała. W oddali ośrodek narciarski Glencoe – ok. 1 km od głównej drogi Loch Lomond: A wieczorem, po uroczystości zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę po Glasgow rowerami miejskimi, które - podobnie jak szczecińskie - są w systemie nextbike, więc można korzystać z tego samego konta. Wycieczka wiodła bulwarami wzdłuż rzeki Clyde, następnie zielonymi terenami wdłuż jej dopływu - niewielkiej rzeczki Kelvin, kanału Forth and Clyde, a potem kawałeczek przez centrum miasta. W sumie 22 km. Most na rzece Clyde: Pub nad Kelvin Dojechaliśmy do dzielnicy Kelvindale, gdzie znajduje się ciekawe skrzyżowanie - dołem płynie sobie rzeczka Kelvin, a górą poprowadzono kanał Forth and Clyde Canal, przecinający w poprzek centralną Szkocję. Ogólnie to bardzo mało jest typowych dróg dla rowerów, raczej jeździ się jezdnią, albo alejkami pieszo-rowerowymi, ale kierowcy raczej respektują rowerzystów. Szlaki są wytyczone, oznaczone, ale nie wydzielone jako infrastruktura. Odległości oczywiście w milach 😉 Taka panorama to kwintesencja Glasgow - przemysłowe, duże miasto z kilkoma zabytkami i ładnymi miejscami: Lofty nad kanałem: Okolice katedry Św. Munga: People's Palace i zabytkowa szklarnia w parku Glasgow Green - tak zabytkowa, że aż zamknięta, bo szyby ze starości lecą ludziom na głowę ;-). A nazajutrz znów w drogę na północ – tym razem na wyspę Skye . [cdn.]
  7. 15 points
    Ben Nevis Rano – leje i zimno, +11 stopni. Główna ulica w Fort William wyglądała tak – legendarne szkockie lato : Rzut oka na prognozę – cóż, po 11.00 opady mają przechodzić w nieciągłe, istnieje możliwość przejaśnień, a późniejszym popołudniem deszcz ma zaniknąć 🤔. Jest więc jakaś nadzieja. Generalnie w tamtych górach pogoda klaruje się na ogół w ciągu dnia – inaczej niż np. w Tatrach. A że w czerwcu jest jasno do ok. 23.30, to z wychodzeniem na trekking nie trzeba się tak bardzo śpieszyć. No to idziemy najpierw na śniadanie do pubu: Po śniadaniu niebo wygląda tak jak powyżej, tak więc decyzja zapada – idziemy na Ben Nevis, najwyższy szczyt w Wielkiej Brytanii – 1352 m.n.p.m . Najpopularniejszy szlak – Mountain Path – prowadzi z doliny Glen Nevis, a startuje się praktycznie z poziomu morza, bo ok. 60 m., z parkingu w pobliżu centrum informacji turystycznej Ben Nevis Visitor Centre i mostka na potoku Nevis. Zlało nas zaraz za mostkiem, na szczęście był jeszcze jakiś zagajnik, w którym można się było trochę schować. Szlak nie jest oznaczony – spotkaliśmy tylko dwa takie drogowskazy na rozwidleniu, ale czytelny w terenie, zwłaszcza w dolnym odcinku. I nawet w tak nieciekawą pogodę wędruje nim sporo ludzi. Na dole zielono, malowniczo i pasą się owce – jak wszędzie w Szkocji. Schronisk na szlaku nie ma, tylko na początku szlaku jest jakaś gospoda z gastronomią, widoczna na pierwszym zdjęciu poniżej: Wkrótce szlak skręca w lewo i trawersem skalistej dolinki bocznej dochodzimy na przełęcz, z której widać malownicze jeziorko Loch Meall an t-Suidhe: Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi na szczyt, spowity w ciężkich, gęstniejących chmurach. Niedaleko jeziorka jest nieoznaczone rozwidlenie szlaków – ścieżka na północ prowadzi do osady Torlundy. Szlak dość łagodnie pnie się po kamiennym cielsku Ben Nevisa – widoki super, póki jeszcze są 😏. Wyżej idzie się kamiennym rumowiskiem - niestety znów zaczyna padać i nic nie widać. 🙄 Widoczność szlaku trochę poprawiają stojące co jakiś czas kamienne kopczyki Jest i śnieg na ziemi … … i sypie się z nieba … Jest lodowato – temperatura odczuwalna bliska zeru, a ja żałuję, że nie mam bielizny termicznej i rękawic. Na szczycie ruiny obserwatorium astronomicznego z XIX wieku nie dają niestety żadnej osłony przed siekącym deszczem ze śniegiem. Pstrykamy fotki i spadamy. Schodzi się tą samą drogą, można wybrać też szlak do Torlundy granią Carn Mor Dearg Arete – ale nie w taką pogodę! Jest zimno, strasznie zimno i mokro 🥶🥶🥶. Po czterech godzinach marszu poddają się nawet nowe buty trekkingowe z membraną i przemakają 😢. A na dodatek musiałam sobie chyba przemrozić w mokrych spodniach staw kolanowy, bo przy zejściu w pewnym momencie dostałam strzałę – kolano zesztywniało i zaczęło boleć. Do tego stopnia, że nie byłam pewna, czy dam radę do końca zejść o własnych siłach. Ale jakoś je rozchodziłam, a niżej temperatura też była nieznacznie wyższa, na tyle, że ból trochę odpuścił. Pod sam koniec na dole nawet przestało padać, ale już mi się nie chciało robić zdjęć. Noż taka g**niana górka jak nie przymierzając Szrenica albo Turbacz, a tak nam dała przez tę pogodę w kość 😬! Oj, dawno tak w tyłek na żadnym trekkingu nie dostaliśmy, jak na tym Ben Nevisie. Nie wiem, może czymś rozgniewaliśmy jakichś celtyckich bogów, że tak nam dali popalić 😏. Ale przy lepszej aurze – pewnie jest inaczej, bardziej malowniczo, ale pewnie i bardziej tłoczno. Szczegółowy opis tego szlaku wraz z mapkami można znaleźć tu: Jest to, nawiasem mówiąc, bardzo fajnie zrobiona stronka do turystyki pieszej w Szkocji. Czas wędrówki jednak mocno zawyżony – w tak paskudną pogodę, z przerwami na przeczekanie deszczu, na jedzenie, robienie zdjęć i z lekką kontuzją zajęło nam to niecałe 5 i ½ godziny w nieśpiesznym, turystycznym tempie. Spokojnie można zrobić ten szlak w ok. 4 ½ - 5 godzin przy przeciętnej kondycji.
  8. 13 points
    "Park Narodowy de la Caldera de Taburiente", to nie tylko kaldera i wnętrze olbrzymiego wulkanu. To przede wszystkim czarująca przyroda. Zieleń, góry niczym Dolomity, wąwozy oraz kolorowe wodospady. Jedyna, płynąca cały rok rzeka na La Palmie znajduje się właśnie tu. Dzisiaj mieliśmy przyjemność wykonać 20 kilometrowy trekking po tym niesamowitym miejscu. No to od początku - fotogaleria. Marsz zaczynamy po mrożącym w żyłach podjeździe mini busem - napęd na 4 koła i najniebezpieczniejsza droga, którą jechałem... Udaje się szczęśliwie dotrzeć do początku podróży. Szlaki tutaj, w porównaniu do polskich są równiutkie i świetnie przygotowane. Idziemy na początku lasem sosnowym. Po chwili wyłaniają się pierwsze szczyty: Niektóre przypominają włoskie Dolomity... Paula na szlaku: Raz jeszcze Jestem i ja Zachwycony miejscem... Po siedmiu kilometrach docieramy do jedynej, płynącej cały rok rzeki. Od tej chwili będziemy w zasadzie podążać jej korytem, w wąwozie. Jeszcze jedno ujęcie - jak w bajce! Poczwary Na przerwie, podczas spożywania kanapek, towarzyszył nam taki oto osobnik 😮 Monumentalne kloce? To znamy z Italii... a tu niespodzianka Zdobywca ...takkk, to musi być jakiś znak A teraz będą dwie skały... Żeńska: ...i męska 😮 Do jednej i drugiej skały miejscowi podążają z prośbami do Bogów o płodność... Przynajmniej kiedyś - La Palma jest katolicka. Schodzimy na dół. Po kilkunastu minutach docieramy do wąwozu rzeki - od tej pory, do parkingu będziemy podążać jej korytem. Wodospadzik: A teraz gwóźdź programu... Kolorowy wodospad! Niestety o tej porze roku, wody w rzece jest naprawdę mało, więc barw i kolorów podobno znacznie mniej Dla nas jest i tak wystarczająco magicznie! Paula pozuje! Razem marboru z bliska - woda chłodna Idziemy dalej - mikroklimat doliny jest boski. Mimo upału jest rześko. Pokazuje się zielony kolor... To glony spragnione słodkiej wody. Rześkim krokiem do przodu! Po kamykach, hop, hop, hop! Kończymy powoli szlak... @Mitek geologicznie bardzo ciekawe miejsce. Kończymy naszą przygodę z kalderą i "wnętrzem" wulkanu zasłużonym trunkiem, miejscowym piwkiem Jutro raczej relaks i baseny, a po jutrze rowerek najprawdopodobniej. W niedzielę kolejny trekking - tym razem po szczytach Pozdrawiamy marboru i Paula
  9. 13 points
    Skye to - jak wiadomo - jedna z wysp archipelagu Hebrydów Wewnętrznych, na zachód od Szkocji „kontynentalnej”. Jedna z większych i bardziej znanych. Podobno jej nazwa po gaelicku (którym to językiem wciąż posługuje się około 1/3 mieszkańców) oznacza „Wyspa Mgieł”, ale celtyccy bogowie tym razem byli dla nas łaskawsi i mogliśmy podziwiać zachwycające i niesamowite pejzaże Skye przy przepięknej, słonecznej pogodzie 🤩. Dostać na Skye można się promem lub mostem, łączącym miejscowość Kyle of Lochalsh w Szkocji „kontynentalnej” z wioską Kyleakin na wyspie. Podróż autem z Glasgow trwa około 5 i pół godziny, ale przez bardzo piękne tereny. Znów mijaliśmy Loch Lomond, Glen Coe, a dalej na przykład niezwykle malowniczy zamek Eilean Donan: W ostatniej miejscowości przed mostem na Skye – Kyle of Lochalsh – mieliśmy zabukowany apartament. Pomimo, że całą logistykę ogarnialiśmy z półtoramiesięcznym wyprzedzeniem, to noclegi na wyspie w weekend były już wtedy praktycznie w 100% wyprzedane, a te, które zostały, miały horrendalne ceny 😟. Nawet ten apartament był naszą najdroższą miejscówką na całym wyjeździe, ale chyba najfajniejszą – no i taki widok z okna 😀! W sobotę objechaliśmy wschodnie wybrzeże wyspy i półwysep Trotternish. Będzie dużo zdjęć – nie mogłam się zdecydować na selekcję. Widoczki po drodze – obłędne: Zatrzymaliśmy się przy pastwisku na sesję fotograficzną z Highland cattle, czyli krowami szkockiej rasy górskiej. Czyż nie są urocze ? Kolor włosów i fryzura jakby nieco podobna … A potem zajechaliśmy do Portree – największego miasteczka i centrum administracyjnego wyspy, z urokliwym portem. Trafiliśmy akurat na porę odpływu i obiadu – więc usiedliśmy sobie nieopodal, w niewielkim barze na „fish and chips”. Sielanka! A potem – na półwyspie Trotternish – było jeszcze piękniej: Powyżej widok na Loch Leathan i grupę skalną The Old Man of Storr – jeden z bardziej spektakularnych i bardzo popularny motyw fotograficzny na Skye. Prowadzi tam z głównej drogi również krótki i dość prosty szlak turystyczny. Wodospady Lealt: Ach, jak tu romantycznie … Wodospad Mealt Falls, a w oddali Kilt Rock, wow! 🤩🤩🤩 Widok na drugą stronę niewiele gorszy: Miejsce jest trochę komercyjne – na parkingu stoją busy z wycieczkami – Chińczycy w klapkach i Chinki w sukieneczkach i sandałkach. Jest więc i dyżurny dudziarz, a jakże! [cdn.]
  10. 13 points
    Po drodze do Fort William, gdzie mieliśmy zabukowany następny nocleg, zrobiliśmy jeszcze dwa przystanki – przy Loch Ness i w Fort Augustus. Loch Ness to strasznie długie i głębokie jezioro, leżące w uskoku tektonicznym – podobnie jak następne trzy, nieco mniejsze „lochy”. Wszystkie połączone są Kanałem Kaledońskim, umożliwiającym żeglugę z północno-wschodniego wybrzeża Szkocji w kierunku południowo-zachodnim lub odwrotnie. Zamek Urquhart nad brzegiem Loch Ness – nie zwiedzaliśmy w środku, bo było za późno Widok na jezioro z południowego końca w Fort Augustus A z drugiej strony przesmyku – Kanał Kaledoński Im bliżej wieczora i Fort William, tym bardziej psuła się pogoda i gdy dotarliśmy na miejsce, deszcz lał się z nieba strumieniami . Z nienajlepszymi przeczuciami – bo na następny dzień mieliśmy zaplanowany trekking w górach – kładliśmy się spać w nieco ponurawym pensjonaciku. [cdn.]
  11. 12 points
    Tymczasem ze skrzydeł znów przesiedliśmy się w cztery kółka i ruszyliśmy w drogę. Z Aboyne jest całkiem niedaleko do zamku Balmoral – letniej posiadłości brytyjskiej królowej. W okresie, gdy nie korzysta z niej rodzina królewska – od kwietnia do końca lipca - rezydencja jest udostępniona zwiedzającym – ogród i park w zakolu Dee oraz niektóre pomieszczenia. W jednym z budynków jest wystawa fotograficzna, dokumentująca coroczne odwiedziny Elżbiety II i jej rodziny w Balmoral – od roku 1952 do czasów obecnych. Balmoral leży w granicach parku narodowego Cairngorms – największego w Wielkiej Brytanii. Cairngorms to jednak przede wszystkim góry – surowe i prawie bezludne połoniny, ciągnące się po horyzont przez dziesiątki mil. Tylko z rzadka rozproszone są ludzkie siedliska A jak góry – to i narty . Może nie w czerwcu, ale w zimie jest to możliwe, choćby w położonym na przełęczy ośrodku The Lecht 2090, przez który przejeżdżaliśmy. Nazwa pochodzi od wysokości dolnej stacji – 2090 ale nie metrów, lecz … stóp n.p.m. (to jest około 637 metrów) . Tablice informacyjne po angielsku i po gaelicku: A sam ośrodek to rozległa, łagodna polana - jak w Zieleńcu, a na niej 18 km tras, obsługiwanych przez 11 wyciągów orczykowych, pamiętających chyba lata 70-te lub 80-te i jedno archaiczne krzesełko Poma, z kolorowymi siedziskami. Jakoś mi tak ten wyciąg przypomina place zabaw z czasów mojego dzieciństwa... 😏 Ośrodek jest na środku pustkowia – do najbliższej miejscowości jest ok. 10 km, nie ma też jakiegoś specjalnego zaplecza noclegowego, a droga przez przełęcz ponoć często w zimie jest zamykana ze względu na lawiny i zaspy. Generalnie w Szkocji można pojeździć na naturalnym śniegu w pięciu ośrodkach – trzech we wschodnich Highlandsach (Glenshee – największy z 40 km tras, Cairngorm oraz właśnie The Lecht - najmniejszy) oraz dwóch w zachodnich (Glencoe - najstarszy, bo założony w latach 50-tych i Nevis Range – niedaleko Fort William i najwyższego szczytu w Szkocji). Ośrodki nie są jednak duże, infrastruktura jest mocno przestarzała, a kapryśna pogoda i krótki dzień w zimie sprawiają, że większość Brytyjczyków chyba woli latać samolotem w Alpy, niż tłuc się do dość odludnych, narciarskich skansenów w Szkocji ze słabym zapleczem. Ostatni sezon ponoć mieli katastrofalny – brak śniegu, wietrzna pogoda, która unieruchamiała wyciągi, jakieś spory instytucjonalne w Cairngorm – wszystko to sprawiło, że niektóre ośrodki działały tylko dwadzieścia parę czy trzydzieści dni w sezonie i to dopiero w marcu-kwietniu. Paradoksalnie najlepiej było ponoć właśnie w Lecht – orczykom porywiste wiatry tak nie szkodzą, a śniegu było tam tyle o ile.
  12. 11 points
    Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy 15 kilometrowym spacerem w stronę dwóch plaż: El Aljibe oraz "Plaża Nowa". Obydwie powstały podobno w latach 70dziesiątych na skutek wybuchu pobliskiego wulkanu San Antonio 634 m npm. Słone jeziorka - prawdopodobnie połączone z Oceanem pod ziemią. Piękne stadko ryb w największym sobie pływało w najlepsze 😮 Niezłe okazy...aż dziw, że ich nikt nie wyłowił. Na oko ok 2 kg sztuka Efektowna skała przy plaży El Aljibe: Jedyne foto ze statywu dzisiaj Ocean hipnotyzuje... Oj przydała by się tu moja szosa... Plaża "Nowa" i żółta Paula: Kosmos 😮 W tle wulkan "rozrabiaka"... Paula raz jeszcze... Żółta sukienka ok? Moim zdaniem tak...ale sama Ona nie jest pewna koloru Kończymy popołudnie przy recepcji, pijąc białe wino i klikając nieśpiesznie na Skionline Jutro zaczynamy przygodę i pierwszy trekking. Będziemy nieco wyżej niż przy Oceanie. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  13. 11 points
    Ostatni dzień w Szkocji i dalsze zwiedzanie Skye Tym razem dwie wędrówki po południowej części wyspy. Najpierw szlak do wodospadów Fairy Pools u stóp największych wzgórz wyspy – Cuillins. Po drodze jeszcze rzut oka na malowniczą dolinę – chyba Glen Brittle (?) Szlak wzdłuż kaskad Fairy Pools to godzinka marszu po spokojnej ścieżce, z surowymi, granitowymi górami w tle. Kilka szczytów przekracza 900 m npm., byłoby więc gdzie się powspinać, gdybyśmy mieli więcej czasu do dyspozycji. Bardzo ładnie, choć w porównaniu do Quiraing nie aż tak spektakularnie. Po prostu inaczej. Powrót mieliśmy zaplanowany inną drogą – promem z Armadale do Mallaig, późnym popołudniem. Czasu zostało jeszcze na tyle, aby dojechać na południowe krańce Skye do Aird of Sleat, w pobliżu przystani promowej. Ostatnie kilometry jedzie się „single trackiem” - bardzo wąską i krętą drogą na jeden samochód, jakich sporo jest na wyspie. Raz na jakiś czas są mijanki – nieco szersze zatoczki, ale generalnie to trzeba być czujnym . Droga kończy się niewielkim parkingiem przy farmie, z którego można powędrować w stronę najbardziej wysuniętego przyczółka – Point of Sleat. Sielskie widoczki ze szlaku: Znów te włochate kameleony 😛! Po jakimś czasie szlak skręca zakosem po wzgórzu, a po chwili naszym oczom ukazał się taki widok: To nie Grecja, nie Chorwacja – tak wyglądają plaże Północy 🤩! A gdy jeszcze wyszło słoneczko i po raz pierwszy zrobiło się naprawdę ciepło, to żałowaliśmy, że nie mamy strojów kąpielowych. Musiało nam wystarczyć moczenie nóżek w krystalicznie czystym, choć chłodnym morzu. Taka jest właśnie Szkocja – we czwartek żałowałam, że nie zabrałam kalesonów i ciepłej czapki, a w niedzielę – bikini. Niestety nie było już czasu, aby pójść kawałek dalej, do latarni morskiej, bo musieliśmy wracać, aby zdążyć na prom. Wsiadaliśmy z wielkim uczuciem niedosytu, a nad Skye zaczęły zbierać się czarne chmury. Tyle jeszcze pięknych miejsc zostało do odkrycia! Po drodze z Mallaig do Edynburga zatrzymaliśmy się jeszcze w Glenfinnan, przy zabytkowym wiadukcie kolejowym, przez który jeździł pociąg do Hogwartu - fajna traska na rower byłaby pod tym wiaduktem … Zresztą na bocznicy w Mallaig stoi parowóz, który bodajże raz w tygodniu wozi nie tylko wielbicieli Harrego Pottera malowniczą trasą przez dolinę: Następnego dnia rano Edynburg żegnał nas strugami deszczu na lotnisku i temperaturą +13 stopni. I tak skończył się nasz szkocki trip.
  14. 10 points
    Letni urlop w Toskanii to cudowne wrażenia architektoniczne i kulinarne. Jednak tydzień 35 stopniowych upałów dał nam tak w kość, że poszukaliśmy ochłody w górach. Na pierwszy ogień poszło Abetone, 58 km serpentyn, przy których szwajcarskie "passy" są wygodną autostradą dało mi w kość, ale było warto. Wjazd gondolą na prawie 1900 i cudowne widoki. Wreszcie najlepsza miejscówka na nartowanie w tym ośrodku. Totalna pustka latem, ale pizze udało się zjeść. Włosi chyba nie lubią chodzenia po górach bo mimo wjazdu gondolą spotkaliśmy dosłownie kilka osób. W planie jeszcze ale to już osobny post i 96 kilometrów serpentyn. Nie wiem, czy ślubna wytrzyma.
  15. 10 points
    Internet w hotelu działa bardzo wolno, więc zdjęcia tylko wybiórcze. Hotel mamy położony pomiędzy plantacjami bananów... jest ich cała masa, rosną w ogromnych kiściach 😮 Do lunchu kończę jedną z trzech zabranych w podróż książek - "Invictus" Marcina Ciszewskiego. Dzisiaj odwiedzamy jedną ze znajdujących się w pobliżu plaż. La Zamora Chica Popołudniowy spacerek i piękne widoki. W zasadzie kąpią się jedynie tubylcy... Hiszpanki opalają się topless - czyżby w Hiszpanii nie było zakazu? Widoki są kosmiczne. Wszystko dookoła, to w zasadzie zastygnięta lawa. Radość z kąpieli - bezcenna! Zwiedzamy okolicę... Niektóre widoki powalają z nóg 😮 Spotykamy tutejszych mieszkańców... 9 krabów - dobrze liczcie marboru Czerwone kraby są bardziej agresywne ale, te szare, sprytniejsze - odpierają ataki z wysokości. Niby mniejsze ale taktyką wygrywają... Ot obserwacja w leniwy dzień... Z bliska są piękne Foczka? Między skałami kosmiczne krajobrazy: Żegnamy pierwszą z plaż - czy jutro dotrzemy na kolejną? W dwie strony, to pewnie grubo ponad 10 km... Zobaczymy. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  16. 9 points
    Wczoraj dotarliśmy na La Palmę. Pierwsze nasze spotkanie z Oceanem Atlantyckim i "Kanarami". W planach dwa trekingi i rowerowy dzień! Kilka dni relaksu z książką również się przyda. Regeneracja wskazana Strefa relaksu jest dość rozległa. Cichy zakątek już odnaleziony Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  17. 9 points
    DĘBKI 2019 W celu odżywienia nieco organizmów przed nadchodzącym sezonem zimowym w witaminy E, D odpowiednie kwasy nienasycone itd, udaliśmy się w północne tereny Polski. Na A1 w okolicach Piotrkowa tablice kusiły do skrętu: Ale że @Paula o tej porze nie wstaje z łózka odpuściliśmy im do sierpnia. Jeśli chodzi o rybki to wybór jak zawsze jest odpowiedni i w cenniku i na żywo: Urlop dobiega końca, powoli trzeba się pakować ale pogoda wciąż dopisuje. Przed nami jeszcze ciekawa droga powrotna i już bliżej niż dalej do białej mroźnej zimy.
  18. 9 points
    Do Dziadków na obiad Weekend, to i kręcić trzeba! Dzisiaj był plan na stówkę w dobrym tempie. Ja z przodu a Paula na kole... No i się udało wspólnie wykręcić nowy rekord na 100 km Średnia 27,8 km/h i czas 3:34:39 Cel dzisiejszej jazdy, to obiad u Dziadków. Wóz techniczny z obiadem jechał z Radomia z kateringiem...a my rowerami - punkt 14:00 Zaskoczenie i niespodzianka dla Seniorów - olbrzymia! Radość z dnia Ojca podwójna (Dziadek, Tato). W sumie wykręciliśmy ponad 111 kilometrów. Mapka dzisiejszej jazdy: No i co? Tradycyjne fotki za stodołą marboru: Długi weekend i łączny dystans razem 360 km. Kręcimy dalej! marboru PS. @1mirinda jeszcze raz gratulacje z pierwszych przejechanych jednego dnia 200 kilometrów! Jest moc!
  19. 9 points
    Na bezrybiu i rak ryba, niedzielnie powrót do natury a na koniec food truck festival w skateparku, tagliatelle ze szpinakiem palce lizać .
  20. 8 points
    Cześć Przejechaliśmy z sumie dobrze ponad 100km raczej omijając tereny typowo turystyczne, głównie na mapę i znajmośc terenu koleżanki, która prowadzi tam badania zoologiczne więc przewodnik był idealny. Bywało i tak: ale generalnie dawało się jechać choć pokrzywy dawały popalić. Pozdrowienia
  21. 7 points
    Cześć, Byłam na Hintertuxie 6 lipca 2019r. warunki dobre, iście wiosenne, z rana lepiej, można było się wyjeździć, następne dni były chłodniejsze i ,,cosik,, tam popadało 🙂 choć już nie byłam na lodowcu, tylko reszta czasu spędziłam w Dolinie. Życzę udanych szusów i nie zapomnij zabrać ze sobą JAPONEK 🙂 Pozdrawiam
  22. 7 points
  23. 7 points
    Kolejny rowerowo udany weekend za mną. Wyjazd bez samochodu prosto z domu, cel zalew Sulejowski. Dzień 1. 128 km, trasa: Piaseczno – Grójec (a właściwie północne rubieże miejscowości) – Czekaj – Błędów – Nowe Miasto nad Pilicą – Konewka – Smardzowice Dzień 2 . 110 km, trasa: Smardzewice – Inowłódź - Nowe Miasto nad Pilicą – Przybyszew – Warka Rower spakowany, gotowy do drogi. Pierwsze 40 km, trasa znana zwłaszcza do Grójca. W okolicach miejscowości Rożce pierwszy, szybki stopsik. Pogoda nas rozpieszcza, ale to nie potrwa długo, bo na horyzoncie niebo coraz bardziej ciemnieje. Deszcz dopada nas 20 km dalej, na szczęście mamy przystanek i zaraz obok sklep spożywczy. Deszcz pada około 2h, ale ponieważ nigdzie nam się nie śpieszy to nie przejmujemy się tym mocno. Czas upływa szybko, bo gadamy głównie o rowerach i…nartach:-) Po deszczu jedziemy dalej i w Rzeczycach zatrzymujemy się na obiad. Jedzenie bardzo dobre i cena również przyjemna 15 pln za porcję. W drodze do zalewu mamy jeszcze dwie atrakcje, pierwsza to bunkier w Konewce, a druga to rezerwat „Niebieskie źródła” w Tomaszowie Mazowieckim. Bunkier oglądamy tylko zza siatki, bo cena wydaje nam się dość wygórowana – 12 PLN normalny, 7 PLN ulgowy. Rozmawiam jeszcze krótką chwilę z panią kasjerką, próbując wynegocjować jakąś zniżkę dla rowerzystów. Niestety nie udaje się, więc jedziemy dalej. Pilica w okolicach Spały Zanim dojedziemy do rezerwatu zatrzymujemy się jeszcze w Biedronce, żeby zrobić zakupy na kolacje i śniadanie. Wszystko elegancko mieści się w sakwie. W rezerwacie jedziemy główną ścieżką, jakoś nas nie zachwyca. Może w słoneczny dzień jest tu zupełnie inaczej. Z rezerwatu już niecałe 10 km do miejsca naszego noclegu czyli ośrodka „Molo” w Smardzewicach. Obsługa bardzo sympatyczna, rowery bez problemu możemy przechować w zamykanym garażu. Ogarniamy się w pokoju i zdążamy jeszcze podziwiać zachód słońca nad zalewem. Drugi dzień, pobudka spokojna około 7:30. O 8:30 ruszamy. Pogoda bardzo ładna, widoki po drodze też bardzo przyjemne. Jednak w słońcu wszystko zupełnie inaczej wygląda. Na dworzec w Warce zajeżdżamy idealnie, około 8 minut przed odjazdem pociągu. Jeszcze tylko szybki zakup biletów i po 40 minutach jesteśmy w domach. Koniec
  24. 7 points
    Kotarz Arena 1 godz. · Stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot po raz kolejny wprowadza opinię publiczną w błąd, poprzez podawanie nieprawdziwych informacji zmierzających tylko i wyłącznie do zablokowania inwestycji w Brennej. Publikacja Stowarzyszenia „Koniec Inwestycji na Kotarzu w Brennej. Wygrało prawo i przyroda” to atak nie tylko na Inwestora, którym jest liczna grupa mieszkańców Brennej, ale również na samorząd lokalny, jak i krajowy. Nie zapominajmy bowiem, że projekt „Kotarz Arena - Centrum Aktywnego Wypoczynku” wpisany jest do krajowej „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” jako kluczowa część strategicznego projektu Beskidzkiego Centrum Narciarstwa oraz „Programu dla Śląska”. Więcej możesz przeczytać na stronie Kotarz Arena na fb.
  25. 7 points
    Wczorajsza pętla wokół Łagowa. Ruszamy po 6:00 rano samochodem. Na miejscu meldujemy sie około 8:30. Szybkie przebieranie, składanie rowerów i około 9:00 ruszamy na trasę. Jedziemy w kierunku Sędek. Od razu zaczyna się całkiem spory podjazd na pasmo Orłowińskiego. W czasie podjazdu widzę, że Marcin trochę zostaje w tyle, ale na górce okazuje się, że wjechała zaraz po mnie. Jak sam opowiadał, pomógł mu bardzo na podjeździe miły piesek, który był zainteresowany jego nogami:-). Widoki na górze są ładne zarówno na pasmo Łysogór jak i pasmo Ocięseckie. Na zjeździe wyciągam maks. dzisiejszego dnia, jak i sezonu 69,3 km/h Droga do Korzenna. Przez Potok i Osówkę dojeżdżamy do zalewu Chańcza Dalej jedziemy przez Kurozwęki i od północnej strony omijamy Staszów, aby drogą DW757 dojechać do Bogorii. Ten odcinek jest najsłabszy na całej trasie, spory ruch samochodowy i widoki też średnie. W Bogorii zjeżdżamy z głównej drogi i to jest strzał w 10-kę, bo już do samego Łagowa widoki mamy przepiękne, a ruch prawie zerowy. Na koniec w Skarżysku wcinamy pizzę. Kilka słów podsumowania Trasa bardzo ładna. Nie licząc 10 km do Bogorii po DW 757 prowadziła po drogach o minimalnym ruchu, a asfalty praktycznie idealne. Na koniec zrzut z Garmina. W rzeczywistości wyszło troszkę więcej bo 107 km, Marcin którymś momencie zapomniał uruchomić Garmina.
  26. 7 points
    Nieśpieszna stówka - nad Domaniów i do Szydłowca Ostatnie upały i stosowanie klimatyzacji poskutkowały, że złapałem lekkie zaziębienie Niestety organizm nieco osłabiony, trochę boli gardło, trochę leje się z nosa...a ponieważ lekarstwa jakie stosuję nie dawały pożądanego efektu, postanowiłem chorobę wypocić na rowerze Od rana słonko i dosyć silny wiatr. W zasadzie są już wakacje, to postanowiliśmy z Paulą pojechać nad wodę. Głównym celem było drugie śniadanie nad Zalewem w Domaniowie, a później kawa i pyszne lody w Szydłowcu - dystans: 100 kilometrów. Na Mazowszu będą w tym roku szybko żniwa. Dzisiaj nawet po drodze widzieliśmy już pierwszy kombajn w robocie. Generalnie jazda lokalnymi, wąskimi asfaltami pomiędzy wioskami i polami o tej porze roku jest niezwykle przyjemna! Aż pachnie to mijane zboże 25 kilometrów i jesteśmy nad Zalewem w Domaniowie. Kilka żaglówek, paru wędkarzy, kajakarzy...generalnie aż dziw, że w taką piękną pogodę, w sobotę, tak mało ludzi w tym popularnym wśród mieszkańców Radomia, miejscu. Akwen z tamy na Radomce wygląda tak: Jemy, kontemplujemy przyrodę w tutejszej knajpce i ruszamy zrobić kilka zdjęć. Ciągnie nas do wody! W powietrzu unosi się aura wakacji i błogiego lenistwa Paulę kusi sprzęt pływający...chciałaby na żagle... Ja bym chętnie powędkował... Cóż? Do urlopu i odpoczynku pozostały nam jeszcze dwa tygodnie... Szybko minie! Ruszamy teraz z wiatrem w plecy - po kilku kilometrach skręcamy w kolejną lokalną drogę w stronę Szydłowca. Zaczynamy powoli piąć się w górę... Domaniów leży na ok 155 metrze npm, a my po drodze mamy pierwsze podjazdy. Najwyższy ma jakieś 215 m npm. Najwyższy szczyt, który widzimy dojeżdżając do miasta, to Altana, która leży na Garbie Gielniowskim i ma ponad 300 metrów. To najwyższy szczyt województwa mazowieckiego. Zamek w Szydłowcu: Na 63 kilometrze jesteśmy na ulubionych lodach w Ambrozji. Siedząc w cieniu przy stoliku mamy widok na szydłowiecki ratusz: Kawa tutaj również jest wyborna 15 minut i spadamy w stronę domu. Teraz mamy już z górki Stówka trzasnęła nie wiadomo kiedy 😮 pozdrawiamy marboru i Paula
  27. 6 points
    No i zaszło słońce za Teneryfa, która wyłoniła sie zza mgiełki:
  28. 6 points
    Część III - Rezerwat, do którego nie dotarliśmy... Kamieniołom. No tak... Oznaczenie miejsc turystycznych niestety nie zawsze jest porządne. Mimo, że długo patrzyłem na mapę, korzystałem z GPS, to w sedno i niewielki punkt, Rezerwat Skały - nie dotarliśmy. Choć patrząc na ślad z Endomondo, to w nim byliśmy 😮 ale, czy możliwe by było, że w Rezerwacie prowadzi się czynnie wydobycie kamienia? Wąwóz jak, to wąwóz...ma rzeczkę I kolejny raz dzicz, cisza i ściana zieleni. Choć szliśmy cicho, to nim strzeliłem aparatem...bocian czarny i czapla siwa uciekły Nawet przy dwóch żeremiach spotkaliśmy bobra...dał tylko nura i tyle go widzieliśmy 😮 Rybki za to choć małe, tuż przy tamach były dobrze widoczne. To pewnie dla nich były tu te dwa piękne i duże ptaki? Docieramy przez chaszcze do kamieniołomu... Kosmiczny klimat. Dolomit, kamienna rafa koralowa...tego oczekiwaliśmy i na taki opis natrafiliśmy w sieci. A tu, co? Wyrobisko przemysłowe Jak się potem okazało - właściwe miejsce, trzeba było iść dalej z biegiem rzeki, dalej na powyższym zdjęciu w dolinę. Najbardziej bogate w skamieniałe ślimaczki i inne żyjątka w świętokrzyskim miejsce. Szkoda, że się nie udało - może następnym razem? Kamieniołom robi na nas również wrażenie. Po rozmowie z pracownikiem - twierdzi, że w tej ścianie również jest rafa... @Mitek, co Ty na to? Zbliżenie: Widoczek z drugiej strony: Mimo, że trzeciego celu nie udało się w pełni zaliczyć - wracamy do domy z przekonaniem, że wrócimy w to miejsce. Docieramy do domu przed 22... ...kolejny raz, leniwą niedzielę udaje się nam przerodzić w przygodę Jakie miejscówki kolejnym razem odkryjemy w Górach Świętokrzyskich? Zobaczymy. Pozdrawiam marboru
  29. 6 points
    Myślę że nieliczni mieszkańcy północnej Szkocji to niekoniecznie jest ta grupa tłumnie balangująca na Ibizie czy w innych imperzowniach 😒 . A tak w ogóle to raczej byłabym wstrzemięźliwa, jeśli chodzi o takie etniczne uogólnienia i wrzucanie wszystkich do jednego worka.
  30. 6 points
    Na dworze (polu) gorąco, śniegu dawno nie ma to i zamiast nart pociągnęło mnie na tor. Miałem długą przerwę w startach. Całe 7 miesięcy. W czerwcu wystartowałem w trzech imprezach. Na Torze Jastrząb (autodrom Jastrząb) koło Radomia uczestniczyłem w imprezie pod nazwą Superoes. Była to druga eliminacja cyklu składającego się z trzech imprez, zawody odbyły sie 16.06.2019. Pogoda była super, goraco i sucho. Skoro było sucho, to organizator zadbał o atrakcje. Włączył nam nawodnienie na rondzie ( zakręcie), które pokonywaliśmy. Chyba wszyscy jechaliśmy na oponach typu slick to i było to wyzwanie. Najpierw trzeba było odpowiednio wyhamować, później wyczuć granicę przyczepności jadąc po zalanym wodą zakręcie, no i umiejętnie przyspieszyć kiedy opony schłodzone i mokre. Trasa była bardzo techniczna, sporo dohamowań, sekwencji zakrętów, przyspieszeń, to wszystko na odcinku ok 3 km. Trasę jechalismy 6 razy. Jak po dłuższej przerwie jechało mi się dobrze. Miałem dość dziwny zestaw opon, bo z przodu o szerokości 24 cm a z tyłu 20 cm. Te przednie to trochę za ciężkie były, no i założone na felgę o szerokości 7 cali podczas gdy prawidłowo winno być 8-9 cali. Ale nie ma co narzekać, efektem jazdy było podium, III miejsce w klasie aut z silnikiem o poj do 1600 ccm. Na Torze Kielce jeżdxiłem w dniu 29.06.2019. Była to już szósta eliminacja cyklu Superoes. Organizator to oczywiście Automobilklub Kielecki. Trasa tym razem była i techniczna i bardzo szybka, o długości 3,2 km. Próbę jechalismy 5 razy. Było niesamowicie gorąco, żar po prostu lał się z nieba. My oczywiście z zamkniętymi szybami z kaskami na głowach. w tym dniu nie jechało mi się dobrze. Znów na przód załozyłem szerokie slicki. Pierwszy przejazd dość lichy. W drugim walnąłem w szykanę dostając 10 sekund kary. No to było juz praktycznie po zawodach i dobrym wyniku. Zmieniłem koła na przedzie na slicki o szerokości 20 cm no i jazda była trochę lepsza, ale daleka od moich oczekiwań i chyba mozliwości. dowlokłem się do końca zawodów, trochę sobie pojeżdziłem i tyle. W lipcu postaram się lepiej. W sobotę i niedzielę na Targach Kielce odbywała się impreza samochodowa. Wystawiano auta nowe, tuningowane, rajdowe, wyścigowe, stare i jeszcze starsze. Prezentowano nagłośnienie, kosmetyki i różny przęt związany z motoryzacją. Uczestniczyli w niej drifterzy. Dla ścigantów Automobilklub Królewski z Warszawy zorganizował odcinek specjalny, tzw Super OES o długosci 2,2 km. Trasz była bardzo techniczna, wytyczona taśmami, pachołkami i barierami. Udało mi się wywalczyć podium , II miejsce w klasie aut z silnikami o poj od 1400- 1600 ccm. Na półmetku zawodów nawet prowadziłem, co prawda o 0,01 sekundy, ale prowadziłem. Pierwsze miejsce przegrałem coś o około 1,7 sekundy, byłem chyba 6 w klasyfikacji generalnej. Impreza fajna, mimo niemiłosiernego żaru z nieba. Szkoda tylko że organizator nie potrafił sprawiedliwie rozdzielić nagrody które miał od sponsorów. Piszę sprawiedliwie, bo oprócz miejsca w klasie to i poziom jazdy i rywalizacja powinna się liczyć. Po prostu organizator nagrodził tylko zwyziężców generalki i poszczególnych klas. Dość powiedzieć, że w klasie I nikt nie ukończył zawodów ( defekty aut), to organizator wręczył puchary i nagrody rzeczowe. To samo zrobił w innej klasie, gdzie startował jedyniee jeden zawodnik i musiał zająć I miejsce. W tym konkretnym przypadku to nagroda akurat należała się jak najbardziej bo kolega jeżdził dobrze. W generalce trudno było mi rywalizować z fordem Focusem z silnikiem o mocy 500 koni czy dwoma subaru imprezami z silnikami co najmniej dwukrotnie mocniejszymi od mojej hondy. W sumie jestem zadowolony z wyniku, mniej ze swojej jazdy. Dużo błędów popełniam. A czy się poprawię? Trudno powiedzieć, czas nieubłaganie biegnie a i finanse żeby sprzęt poprawić już nie te co kiedyś.
  31. 5 points
    Ja tez jestem w pobliżu... Gran Canaria - podobno widać stad Teneryfę. Strasznie ta wyspa obudowana i zabetonowana - przynajmniej tu gdzie jesteśmy.
  32. 5 points
    Aktywny wypoczynek w Dolomitach. Tym razem wybrałem się do Południowego Tyrolu, gdzie wybrałem się rowerem (ze wspomaganiem 😉) na wycieczkę z Val Gardeny do Seiser Alm. Jak było? Zobaczcie na zdjęciach.
  33. 5 points
    Dziś już kolejny dzień pod "Sportową 1". Z serduszka na razie nic nie będzie, najpierw muszę się podleczyć.
  34. 5 points
    Plaża LAs Teresitas ze zdjęcia została stworzona sztucznie na polecenie generała Franko, piasek pochodzi z Sahary, plażę stworzony żeby mieszkańcy stolicy-Santa Cruz, mieli gdzie odpoczywać, obecnie przy Las Teresitas wprowadzono po raz pierwszy opłaty parkingowe, co spotkało się ogromnym oburzeniem mieszkańców wyspy.
  35. 5 points
    Kanarki mówi się na mieszkańców wysp .
  36. 5 points
    dla lubiących single MTB , nowy Zielony Zygzak w ON Wisła Skolnity:
  37. 5 points
    Jako, że dzisiaj trochę podróżowałem, to wziąłem ze sobą kolejny numer niemieckiego miesięcznika Tour (w Polsce wydawany jest jako kwartanik - polecam), który subskrybuje m.in. po to aby szlifować swój niemiecki i znalazłem tam garść ciekawostek o żółtej koszulce Tour de France: 1. 4 razy w historii TDF udało się kolarzowi założyć żółtą koszulkę na pierwszym etapie i dowieźć ją do mety, a więc przez cały wyścig; udało się to w 1924 r. Ottavio Botecchia; 1928 i 1935 zrobili to odpowiednio Nicolas Frantz z Luksemburga i Romain Maes z Belgii; w 1961 sztuka udała się Jacquesowi Anquetil z Francji; 2. w 1929 r. w pelwnym momencie wyścigu aż trzech kolarzy jechało równocześnie w żółtej koszulce lidera; Nicolas Frantz (wspomniany już wcześniej) Andre Leducq i Victor Fontan mieli taki sam czas, jako liderzy; ówczesny dyrektor wyścigu Henri Desgrange, tak zinterpretował regulamin, że uznał iż w tej sytuacji wszyscy trzej kolarze powinni jechać w żółtych koszulkach lidera wyścigu; 3. w 1937 roku, doszło pierwszy raz do sytuacji, w której jadący w żóltej koszuce lider wyścigu zrezygnował z dalszej jazdy, nie z przyczyn jakiegoś urazu lub przyczyn zdrowotnych. W tym roku Belg Sylvere Maes obraził się na organizatorów wyścigu i sędziów, twierdząc że zachowują się wobec niego nie fair i faworyzują konkurencję, wobec czego, mimo jazdy w żóltej koszulce, odmówił dalszego uczestnictwa w wyścigu; 4. Jacques Anquetil z Francji (była już o nim mowa w pkt 1) był pierwszy kolarzem, który 5 razy wygrał więlką pętlę, a więc ukończył wyścig w żółtku - było to w latach 1957, 1961,1962,1963 i 1964; 5. w 1969 roku, wielki Eddy Merckx, wygrał swój pierwszy TDF, ale też jako pierwszy i do tej pory jedyny kolarz w historii tego wyścigu wygrał jednocześnie koszulkę żółtą, zieloną (sprintera) koszulkę najlepszego górala (dzisiaj w grochy, wtedy była chyba biała); 6. Najmniejsza różnica w walce o żółtą koszulkę wyniosła 8 sek. Greg Lemond wygrał o tyle z Laurentem Fignon; jednocześnie największa różnica na mecie TDF wyniosła 28 minut i 17 sekund, gdy w 1952 roku Fausto Coppi zostawił w pobitym polu Belga Stana Ockersa; 7. Eddy Merckx zakładał żółtą koszulkę w sumie 111 razy - jest to rekord TDF; 8. Najstarszym kolarzem w żółtej koszulce na koniec wyścigu był Belg Firmin Lambot - w 1922 roku miał 36 lat gdy wygrywał TDF; Najmłodszym był Francuz Henri Cornet w 1904 roku - miał 19 lat i jest najmłodszym zwycięzcą TDF (wtedy nie było jeszcze żółtej koszulki) - w tym sensie najmłodszym zwycięzcą żółtej koszulki był Jan Ulrich, który w 1997 roku, miał 23 lata; 9. Na cele dekoracji kolarze ubierają specjalną żółtą koszulkę z zamkiem z tyłu, aby ułatwić ceremonię dekoracji; koszulkę w której kolarz startuje na następny dzień, organizatorzy dowożą do jego hotelu wieczorem dzień przed startem; 10. Po ceremonii dekoracji - lider wyścigu - składa autograf na około 10-ciu replikach żółtych koszulek; takie repliki - oczywiście bez podpisu kolarza - można kupić za ok. 89 EUR; 11. Francuska firma Le Coq Sportif była sponsorem żóltej koszulki w latach 1951-1988 i od 2012 roku do dzisiaj; w innych latach były to m.in. firmy Castelli, Giordana i Nike; 12. Koszulki lidera produkowane są z fabryce firmy Le Coq Sportif w Romilly sur Seine; przed jazdą na czas - cały team krawców pojawia się w hotelu lidera wyścigu, aby ściągnąć dokładne pomiary i przygotować specjalny kostium do jazdy na czas; 13. Na żółtej koszulce znajdują się inicjały HD, dla uczczenia pamięci pomysłodawcy i twórcy wyścigu Henri Desgrange. Zwyczaj umieszczania inicjałów HD wprowadził następca Desgrange'a Jacqus Goddet w 1949 roku; inicjały HD zniknęły z koszulki w roku 1984, jednak powróciły znów w roku 2003 z inicjatywy ówczesnego szefa wyścigu Jean-Marie-Leblanca; 14. W tym roku - po raz pierwszy żółte koszulki będą spersonalizowane w ten sposób, że będą zawierały informację takie jaki imię i nazwisko kolarza oraz nazwę etapu, na którym ten kolarz jedzie jako lider; 15. Na koniec o być może największym "pechowcu" żółtej koszulki - Raymond Poulidor był trzykrotnie drugi w TDF i pięciokrotnie trzeci w TDF; w sumie więc stał 8 razy na podium TDF, jednak ani jednego dnia (ani jednego etapu) nie udało mu się pojechać w żółtej koszulce lidera wyścigu. Tyle ciekawostek przepisanych z magazynu Tour. Zainteresowanym polecam tą pozycję, która w Polsce występuje jako kwartalnik - za to słusznej grubości.
  38. 5 points
    Część I - Jaskinia Zbója Madeja?... Kurczą nam się Góry Świętokrzyskie. Ponieważ mamy w nie blisko, to eksplorujemy je, któryś już raz weekendowo. Tym razem na spokojnie, po niedzielnym obiedzie. Cel? W zasadzie trzy: Jaskinia Zbójecka, kolejny szczyt z Korony Gór Świętokrzyskich, Kamieniołom. Na początek jedziemy do Łagowa gdzie znajduje się jaskinia, w której podobno pomieszkiwał znany z legend i bajań Zbój Madej Podejście do jaskini: Tablica informacyjna (jaskinia jest otwarta dla zwiedzających cały czas): Lubimy jaskinie i czujemy dreszczyk emocji podchodząc do kolejnej dzikiej (zero ludzi) "dziury w ziemi". Wejście wygląda imponująco 😮 Nim jednak wchodzimy do środka - zwiedzamy okolicę. Wchodzimy na górę, na skały, a tam mnogość roślin, kwiatków i przepiękne widoki! Masa dzikich poziomek - powietrze jest nimi przesycone. Widok w stronę Świętego Krzyża: Bardzo słodkie... ...no i nas owoce trochę odciągnęły od zwiedzania Trzeba uważać, bo idąc za czerwonym rarytasem można wpaść w taką rozpadlinę Krajobrazy? Wspaniałe! Na poniższym zdjęciu: po lewej stronie Święty Krzyż, po prawej Pasmo Jeleniowskie, które całe przeszliśmy swego czasu Relacja znajduje się gdzieś w moim miejscu na forum. Jeszcze jedno ujęcie sanktuarium... Świętokrzyskie klimaty... Paula Dość tego rekonesansu - idziemy do jaskini. Oczywiście czołówki są na miejscu... Choć otwarta dla wszystkich jest w Jaskini Zbójnickiej w miarę czysto. Co prawda nie spotkaliśmy żadnego z nietoperzy ale ściany robią wrażenie Nie było "batmanów" ale za to były unikalne pająki 😮 Nawet nieźle pozowały @Mitek to coś wychodzące ze skały - rozumiem, że złoto? Eksploratorka Duża komora robi wrażenie - można w niej spokojnie stać. Zakamarków, załamań, pęknięć i dziur mnogość. Oglądamy je wszystkie. Jesteśmy zachwyceni! Było złoto...jest i srebro... Wszystko się mieni w światłach naszych latarek. Romantycznie w środku ziemi Pięknie! Ciemności rozświetlają nasze malutkie, punktowe światełka. Ciekawski... Bardzo, ale to bardzo lubimy takie miejsca. Jesteśmy zachwyceni, że udało nam się najpierw wyszukać na necie, potem trafić i dokładnie, w samotności obejrzeć to miejsce. Świętokrzyskie jest magiczne! Wracamy na chwilę do niesamowitych roślin, po czym wracamy do auta, by odwiedzić nasz kolejny cel. CDN
  39. 5 points
    Część II - Góra Chełmowa 351 m npm Kilka kilometrów autem i wysiadamy przy czarnym szlaku, przy miejscowości Pokrzywianka Górna. Wita nas gąszcz zieleni: Po przedarciu się przez dość wysoką roślinność, wąską ścieżką docieramy do malowniczego wąwozu: Wejście do Świętokrzyskiego Parku Narodowego: Spotkanych na szlaku ludzi? Zero... ...jak to dobrze, że są jeszcze takie dziewicze i mało uczęszczane miejsca. Mrówek masa. Duże mrowiska, małe, w pniakach drzew a nawet w żywych. Ta część ŚPN objęta jest całkowitą ochroną od roku 1920. Inicjatywa powstania tego miejsca wyszła od Mariana Raciborskiego, który chciał chronić niesamowite w tym miejscu modrzewie. Najstarszy teraz ma podobno 336 lat 😮 Czy to ten olbrzym? Najwyższe mają podobno 40 metrów. Mija pół godzinki lekkiego spacerku i jesteśmy na szczycie! Kolejna górka, która jest zaliczana do Korony Gór Świętokrzyskich zaliczona Tych szczytów w tej Koronie jest 28...za nami jest już prawie połowa. Pamiątkowy pomnik dla Mariana Raciborskiego, krąg ławek, głusza i brak ludzi...cisza... tworzą w tym miejscu niepowtarzalny klimat. Kapliczka z bliska: Pomnik ma już swoje lata. Zatarty napis można jednak spokojnie przeczytać: Czy to tutaj szukano kolejnego legendarnego "cudu", kwiatu paproci? Modrzewie i ich korony, robią wrażenie Kończymy ten etap naszej wycieczki w najwyższym punkcie Pokrzywianki Górnej, z której jest cudny widok na Święty Krzyż i początek Pasma Łagowskiego Gór Świętokrzyskich. Jedziemy szukać kolejnego miejsca: Rezerwatu Skały i pobliskiego kamieniołomu. CDN
  40. 5 points
    Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2026 roku po raz kolejny zawitaja do Cortiny d’Ampenzo, która bedzie arena zmagań sportowców wraz z Mediolanem. W Cortinie na placu centralnym właśnie trwa fiesta po ogłoszeniu lokalizacji olipiady zimowej.
  41. 5 points
    Moim zdaniem wszyscy mają rację. I Mitek, mówiąc, że masowa dostępność (wszystkiego) i konieczność dostosowania się do tzw. klienta masowego, zawsze obniża poziom (w edukacji, usługach, polityce). Z drugiej strony, kto w ogóle powiedział, jakie ma być narciarstwo? Jest jakiś jeden "stwórca", którego ideę ludzie zdradzili, potrafiąc się narciarstwem cieszyć tak samo, jak każdą inną formą rekreacji? Pamiętam ubolewanie nad stworzeniem stylu carvingowego przez narciarzy "starszej daty", tak jak teraz ubolewanie nad tym, że dzisiejsi narciarze nie uczą się już jeździć na "wyrwirączkach", a korzystają z wygodnych kanap. Tak, jakby istniał tylko "jeden słuszny styl" jazdy i jeden sposób pojmowania narciarstwa jako elitarnego sportu. Narciarstwo może być po prostu zabawą, formą spędzania czasu, pobytem zimą na słońcu, podziwianiem widoków, delektowanie się atmosferą na tarasie przy górskiej knajpce (to podobno najbardziej się ceni we włoskich Dolomitach), a nie tylko sportowe "katowanie" stoków. Jeden woli leżeć na plaży, inny zwiedzać miejskie zabytki, jeszcze inny chodzić po górach, latać na paralotni, bawić się w parkach rozrywki, a inny siedzieć ze znajomymi w barze przy miejskim deptaku - po co nad tym ubolewać, że "inni nie lubią tego, co ja"? Jeśli nie wiedzą, co tracą, to lepiej dla Ciebie.
  42. 4 points
    Hej. Cały sprzęt mieliśmy swój,to tak w razie czego jak będziemy wracać za tydzień 😁 Ogólnie weekend 2 dni jazdy plus kwaterka to ok 300 euro 2 karnety dla dorosłych ,plus dziecko do 15 lat Przy jeździe do 12 zwracają w kasie ok 25 procent ceny karnetu dziennego Ps A co do wypakowania nart z boksu w Chorwacji to trochę ludziska patrzyli na nas z co najmniej ze zdz- ziwieniem😂. Choć była jedną para Szwajcarów co kumali czaczę,bo właśnie przyjechali prosto z Zermat
  43. 4 points
    Tux ma się bardzo dobrze. W sobotę szturks i betonidło z rana do 2800m. Ogólnie wiosenne bardzo przyjemne jeżdżenie. Ratraki pracują praktycznie cały czas w różnych częściach ośrodka. Ludzi mało, od 13 jeździ praktycznie kilkanaście osób.
  44. 4 points
    A ja zrobiłem zdjęcia: niedziela, 21 lipca 2019 Szczyrk (SMR) latem Szczyrk (SMR) latem, w tym budowa restauracji na Hali Skrzyczeńskiej - stan jako-taki. Dziś tylko fotografie: Więcej: http://ekonomiaplussport.blogspot.com/2019/07/szczyrk-smr-latem.html
  45. 4 points
    Dzisiaj z córką odwiedziliśmy Skolnity w celu zabawy na trasie Zygzak. Miło zaskoczyła nas promocja na bikepassy :D. Do jednego karnetu całodniowego (79 zł), drugi taki sam za 1 zł. Rowery z wypożyczalni - dla dorosłych mają Meridę, więc dostał mi się jakiś full tej marki. Sama trasa dla wyjadaczy DH pewnie wyda się nudna, w końcu to rodzinna trasa o kolorze zielonym. Dla początkujących jest jednak idealna. Na 4km z kawałkiem są ostre zakręty, muldy, kilka kładek - jednak bez ekstremów. Wywrócić się można wszędzie i do końca trzeba trzymać koncentrację - nawet na łatwej trasie - więc uwaga! Ludzi na trasie niezbyt dużo, tłoku nie było. Chociaż turystów do góry trochę wyjeżdżało - całe szczęście bez rowerów. W sierpniu mają otwierać kolejne trasy - trudniejsze.
  46. 4 points
    W niedzielę 7 lipca odbyło się otwarcie pierwszej familijnej trasy rowerowej na Skolnitym. Jak wspominał prezes stacji Janusz Tyszkowski, kolej linowa od początku swojej działalności zamierzała otworzyć się latem na rowerzystów, jednak budowa profesjonalnych tras rowerowych stała się możliwa dopiero dzięki wejściu do Grupy Pingwina. Więcej na ten temat
  47. 4 points
    W końcu rusza budowa ośrodka narciarstwa biegowego na Jakuszycach
  48. 4 points
    źródło https://wiadomosci.ox.pl/co-dalej-z-kotarz-arena,58565
  49. 4 points
    Przecież tam już są wyciągi. Nikt nie chce stawiać dodatkowych tylko wymienić te istniejące. Do tego ośrodek narciarski był tam wcześniej niż park narodowy. Jakos na całym świecie są wyciągi w parkach narodowych, a u nas masa oszołomów wypisuje, że wymiana wyciągu na nowy spowoduje wyginięcie świstaków itp.
  50. 4 points
    Tym razem podbeskidzie w połaczeniu z Śląskiem Cieszyńskim, na poczatek Cieszyn, potem Goleszów, Cisownica, Ustroń, Skoczów i nowym WTRem-malowniczymi wioskami z niemal zerowym ruchem samochodów dojeżdżam do aktualnie iście graveLOVE Studzionki, z charakterystycznym drewnianym kościółkiem w remoncie. Fantastyczna, i bardzo malownicza trasa, odcinki górskie dość wymagajace, w sumie prawie 800 m przewyższeń, było warto.


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...