Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/19/2019 in all areas

  1. 33 points
    Drugi dzień świąt, zamiast polewać się wodą postanowiliśmy spędzić na nartach. Ponieważ nie miały to być skitury, wybór był ograniczony do miejsc, Pradied i Harrachov. Padło na Harrachov, dawno tam nie byliśmy. Ktoś powie, że to przecież Czechy, dla mnie niekoniecznie. Od granicy w Jakuszycach do wyciągu jest 5 km, a na szage przez las i góry jeszcze bliżej. Prawie wszędzie można płacić złotówkami (poza karnetami) i co najmniej połowa narciarzy to Polacy. Do tego wystarczy popatrzeć w stronę Polski i na horyzoncie widać Schronisko Szrenica i Trzy Świnki (skały)... Zawsze mnie intrygowało, że Harrachov leży na wysokości 665 m a górna stacja Certova Hora na 1022 m.n.p.m. mimo to jest obok Pradziada (dużo wyżej jednak położonego) jednym z 2 najdłużej działających ośrodków narciarskich w Cz. Mi oczywiście to pasuje... Warunki w poniedziałek bardzo dobre. O ósmej temperatura na górze 6 stopni, w nocy było koło 0, bo pierwsze zjazdy były po twardym podłożu. Dopiero po 10 śnieg miękł. Kolejki do wyciągów nie było, większość kupowała karnety do 10. Na szczęście w ośrodku nie ma jeszcze pazernego kapitalizmu i do wyboru było sporo konfiguracji czasowych karnetów... Od kiedy pojawił się w Czechach TMR niektórzy powoli wprowadzają zmiany (zwłaszcza Spindleruv Mlyn) i wybór to karnet całodzienny, co nie wszystkim pasuje... Jeździło się naprawdę wybornie. Prawie 1900 m trasy, początek i koniec łagodny, środkowa część to solidna czerwona. Na trasie tradycyjnie (tutaj) brak kamieni, w 2,3 miejscach trochę trawy... Jak ktoś lubi twarde warunki wystarczy trzymać się prawej strony (od góry) przy lesie, tam jeszcze do 12 było dość twardo. Ja od początku jeździłem po prawej i środkiem, lubię takie warunki Po jedenastej już zdecydowanie mniej narciarzy i można było się już solidnie napędzić bez ryzyka... Niestety poniedziałek był ostatnim dniem działania stacji, w Czechach pozostał jeszcze Pradied czynny w weekendy, tam jednak sezon zamykają zawsze z ostatnim dniem kwietnia. Pozostają tylko (a może aż) skitury... @Annaa dzięki za jak zwykle poświęcony czas na świetne zdjęcia🤗 ostatnie szusy po cervenej I to by było na tyle, ale nie na pewno... Pozdrawiam serdecznie! zadowolony😁😁🤣
  2. 28 points
    Drugi dzień świąt dobiegł końca na Pilsku Najprawdopodobniej to był ostatni dzień funkcjonowania stacji w tym sezonie Fajnie że mogliśmy zakończyć tu sezon w Polsce 😀 Warunki ok aczkolwiek śnieg nie tak szybki jak wczoraj
  3. 28 points
    Jeszcze trochę zdjęć, żeby zobrazować warunki jakby ktoś się jutro wybierał. Mimo, że tak to wygląda, da się powyżej Miziowej pojeździć. Na Szczawiny to raczej dojazd do kolejki. No cóż, to by było na tyle, CHYBA, w tym roku. Do następnego sezonu i oby był przynajmniej tak udany jak ten. Hey
  4. 24 points
    Witam. Wreszcie się ogarnąłem po powrocie. Wróciłem z wypadu w nocy z wtorku na środę, ale od razu w środę rano jechałem na delegacje .... Wracając do meritum to wypad był z kolegą gajowy01 w dniach 20-23.04 czyli cztery dni na nartach i objął następujące ośrodki: Nauders Samnaun Ischgl Serfaus-Fiss-Ladis Dzień pierwszy – Nauders Pogoda bajka, warunki cud-miód a ośrodek super. Nie za duży bo „tylko” z 60km tras Ludzi praktycznie zero. Dzień drugi – Szwajcarskie Samnaun. Jak dzień wcześniej tylko ośrodek dużo większy . Tutaj ludzi znacznie więcej ale to z powodu przyjeżdżających od strony Ischgl. Dzień trzeci – Ischgl. Jak dzień wcześniej . Ludzi dość umiarkowanie (jak na Ischgl). Do Ischgl-a dostaliśmy się od strony Samnaun. No muszę przyznać, że ośrodek duuuuży i nowoczesny. Ze względu na czas udało się zjeździć max z 30%. Dzień czwarty - Serfaus-Fiss-Ladis. Pogoda trochę się zepsuła. Do południa bardzo płaskie światło, potem było lepiej. Był to ostatni dzień działania tego ośrodka. Przy czynnych 90% infrastruktury i tras narciarzy było może z 250 Obsługi było więcej . Aż żal, że go zamknęli. Warunki jeszcze kapitalne i śniegu moc. Pojeżdżone do bólu Pierwszy raz wyjechaliśmy z Hanią (moja żonka) na święta ale coś czuje, że nie ostatni. Wyjazd mega udany. Napisałbym, że jechać, ale Nauders, Samnaun i Serfaus już zamknięte Co do mnie to sezon zakończony!!!!! miał być jeszcze Kasprowy w czwartek ale nie zabrałem sprzętu. Jak się okazało słusznie bo wiało diabelnie i kolejka nie działała. Ot wszystko pozdrawiam serdecznie.
  5. 23 points
    Pierwszy dzień świąt na Pilsku mija w całkiem fajnych warunkach Był mrozik w nocy bo do 11 fajnie zmrożone i jazda przednia Mała przerwa techniczna i nie ma zmiłuj się 😁 Jutro na bank powtórka z rozrywki.
  6. 21 points
    1. Motyw Mógłbym się długo tłumaczyć... ale popatrzcie a zrozumiecie sami. Zakochałem się w niej pewnie ze cztery lata temu. Podniecały mnie jej rozkoszne kształty, pagórki i strome wcięcia. Nie starczyło wtedy sił, czasu ani cierpliwości. Zapadła jednak mi w pamięci i odtąd czekałem na chwilę zemsty. Na ten moment gdy padnie mi u stóp uległa i bezwolna. Na moment gdy wezmę ją w posiadanie i będę rozkoszował się tą chwilą. Na ten moment wezwałem dwóch dzielnych kompanów Kamila i Wojtka bo sam nie dałbym rady jej okiełznąć. Na początek potraktowała nas lekceważąco Wydłużała, nam drogę, groziła lawinami. To nas jednak nie mogło zatrzymać. Straszyła swoim prawdziwym obliczem. Rozmiękczała nam widokami psychikę ale podobnie jak Odyseusz oparliśmy się tym syrenim powabom. Straciła więc cierpliwość, wypiętrzyła się gwałtownie, wyszczerzyła zęby. Wezwała wicher na pomoc. Na koniec, przeczuwając swoją nieuchronną klęskę otuliła się szczelną kołderką tak aby nikt jej upokorzenia nie widział. 2. Czas zemsty Jeszcze potrafiła nas sponiewierać. Ale to już były ostatnie podrygi. Była nasza! Bezlitośnie znaczyliśmy jej ciało długimi, ciętymi śladami, jęczała, skrzypiała tylko cicho. A na końcu bezwstydnie obnażyła całe swoje piękno, kpiąc sobie z tych naszych śladów. Była jak dziewczyna lekkich obyczajów co właśnie wzięła prysznic po kliencie inkasując wcześniej swoją dolę. I tylko nie wiem kto tu był ofiarą... Pozdro Wiesiek
  7. 19 points
    Piękny dzień dziś w dolinie Żarskiej Praktycznie sam krążyłem po górach skituriwo Paru turystów powyżej chaty Żarskiej,reszta obiadowa. Ps.Niestety nie wszyscy dzisiaj mieli szczęście w wysokich górach Śmigło krążyli dwa razy
  8. 19 points
    Ależ piękna tura dziś była Pogoda przecudna,wspaniałe towarzystwo Warunki bombowe Końcowy zjazd w kierunku 5 stawów bogactwo ,choć były sytuację podbramkowe w źlebie Potem 5 zjazd prawie na sam dół do parkingu (żartuje ostatnie 2,5 km z buta 😁) sporo turystów I dalej 40 minut po asfalcie z buta na busa i kierunek Zakopanem za 10 zł i już Wybaczcie ale dużo nie będę pisał bo dopiero wlazłem do domku i lekko padam Ale za to foto relacja, pełna 🙂
  9. 18 points
    No mój sezon ilościowo nie był tak bogaty, pomimo trzech wyjazdów w Alpy. Wpływ na to miała pewnie choroba, która zabrała mi praktycznie cały luty (na szczęście bez żadnych powikłań). W moim przypadku to skromne osiemnaście dni. Ale patrząc na to z innej strony było to osiemnaście cudownych dni w moim życiu i to większość razem z moją cudowną żoną. Dla takich chwil warto żyć i tłuc się po Świecie. A takie widoki potrafią osłodzić nawet najgorsze chwile Pozdrawiam wszystkich i spotykamy się na nartach już za parę miesięcy
  10. 18 points
    Pierwsza setka w tym roku i pierwsza solo. Zaniosło mnie dzisiaj nad wodę, na niemiecką stronę - nad Jezioro Nowowarpnieńskie do Altwarp i nad Zalew do Ueckermünde. Po dojechaniu do granicy w Dobieszczynie skierowałam się do Hintersee, a stamtąd szlakiem rowerowym do Rieth, trasą dawnej kolejki wąskotorowej. Pierwszy przystanek na przystani w Rieth i drobna przekąska - babeczki brownie, upieczone przez moją córkę na święta . Kościółek w Rieth Bardzo malowniczą trasą brzegiem Jeziora Nowowarpnieńskiego pojechałam do Warsin. Zazwyczaj jeżdżę stamtąd do Altwarp asfaltową ścieżką rowerową wzdłuż szosy, a wracam starą (ale w miarę równą) drogą brukowaną przez Dolinę Jałowców (Wacholdertal), południową stroną półwyspu, ale zachciało mi się dzisiaj odwrotnie. Niestety pomyliłam drogę, zwiedziona niezbyt precyzyjnym drogowskazem i zamiast na twardym trakcie znalazłam się na leśnej drodze, coraz bardziej piaszczystej. Gdy dojechałam do skrzyżowania, gdzie odchodziło sześć (!) dróg, poczułam się trochę niepewnie i nie chcąc ryzykować pobłądzenia w lesie wybrałam w miarę przejezdną trawiastą drogę, po której spodziewałam się, że wrócę do szosy i tak się rzeczywiście stało. Pokręciłam się trochę po Altwarp, w którym dzisiaj sporo gości - głównie Niemców, zwabionych piękną pogodą i urokami rybackiej, sielskiej wioski. W starym porcie chwilę odpoczęłam i zjadłam kanapkę na ławeczce z widokiem na Nowe Warpno: Wiosna w Altwarp ... W nowym porcie przy kei stał akurat kuter Lütt Matten (czyli "Mały Marcinek" w plattdeutsch), który regularnie kursuje między Nowym Warpnem i Altwarp i zabiera pieszych oraz rowerzystów: Z Altwarp już bez przygód wróciłam do Warsin i dalej na zachód pojechałam do Ueckermünde. Zajrzałam na plażę - zrobiło się trochę wietrznie: Nad Wkrą (Uecker) niektórzy poczuli powiew lata Za to czaple chyba oswojone - w ogóle nie bały się ludzi, skubane 😏 Pokręciłam się trochę po starówce: Skorzystałam z okazji i wybrałam trochę gotówki z bankomatu - przydała się, gdy naszła mnie ochota na lody w Eggesin Powrót szosą do Hintersee i Dobieszczyna - niestety bardziej ruchliwą, niż się spodziewałam w ten świąteczny dzień. Jazdę bardzo utrudniał też coraz silniejszy wiatr południowo-wschodni, czasem gwałtowne podmuchy wręcz spychały na środek jezdni i bardzo hamowały - niekiedy ledwie do 14-15 km/h. Niestety cały dzień "świrowało" mi endomondo - przy każdym nieco dłuższym postoju i robieniu zdjęć zatrzymywało trening, więc na koniec miałam chyba 8 zapisów i to jeszcze urwało około kilometra niedaleko od domu. Dopiero po powrocie udało się scalić te kawałki w miarę kompletny zapis. W sumie przejechałam 107,5 km, setka w 6 godzin na rowerze trekingowym, głównie po asfalcie, ale było też trochę szutru i terenu - to chyba całkiem przyzwoite turystyczne tempo.
  11. 18 points
    KARKONOSZE - KARPACZ Wczoraj dotarłem do domu dopiero po 22 a kozacy zadbali bym się przez cały dzień wyeksploatował do końca. Podejść było wiele i kierunki zmienne. Po zaliczeniu Liczyrzepy i ponownym wejściu na Kopę, udaliśmy się w kierunku Strzechy Akademickiej. Przeszliśmy nad Białym Jarem, widoczności z góry nie było, dlatego zeszliśmy na dół, od dołu wyglądał zachęcająco, szkoda że nie można tam jeździć... ale regulaminy i zalecenia są po to by je przestrzegać (zwłaszcza w Karkonoskim Parku Narodowym) o czym wiedzą prawie wszyscy narciarze🙂 Ponownie wracamy w okolice Strzechy i ruszamy w kierunku Kotła Małego Stawu (w zasadzie to nad kocioł). Wyciąg, hala i trasa Złotówka na której można ciągle jeździć... Widok na Biały Jar nieco z boku (widać ślady po jakichś szaleńcach)...przewyższenie jaru to jakieś 200 m Ze szlaku widać Kocioł który chcemy obejść i dojść do Kopy nad Moreną Docieramy w końcu nad Kocioł Małego Stawu, jest tu kilka żlebów, ale niewiele widać. Przez spory zoom udaje się coś zobaczyć w okolicy żlebu Fajkosza... Wracamy na dół w okolice Małego Stawu by pokontemplować piękne widoki... na zdjęciu kilka ze żlebów: od lewej korytarz Rzepiora, lejek, Fajkosz (przy nim widać jakieś ślady) i litworowy, różnica poziomów 200 m, nachylenie ponoć w najstomszych (krótkich) fragmentach do 60 stopni, u góry jeszcze utrzymują się nawisy śnieżne... Jeszcze rzut oka ze Strzechy Akademickiej (trudno się rozstać z takimi pięknymi obrazami przyrody), sama Strzecha i Kolejny już ostatnie spojrzenie na Biały Jar było jeszcze oglądanie żlebu slalomowego (tego słynnego z Pucharu Samotni, tutaj fragment widoczny najbardziej po lewo)) @MarioJ i @Wujot foczą się i udajemy się ponownie na Kopę (wyciąg o 16.30 dalej działa nikogo nie wożąc) Drogą Śląską i dalej w kierunku Śnieżki... Gapiąc się z tego miejsca na Śnieżkę widać jaki mógłby być piękny zjazd do Kotła Łomniczki, ponad 400 m verticalu...oj jak szkoda, że nie wolno W Domu Śląskim robimy wreszcie przerwę na konsumy i około 17.30 ruszamy z buta Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskiej na najwyższy szczyt... Tak wygląda Kocioł Łomniczki ze Śnieżki... Po 18 schodzimy na dół (nudy), a żeby było ciekawiej kilka zdjęć z różnych gór i miejsc... Mariusz i Wiesiek w dynamicznych ujęciach Zzoomowany Kocioł Łomniczki i sama Łomniczka Powrót na Kopę po 19 i ostatni tego dnia widok Śnieżki wraz z najciekawszym odcinkiem Kotła Łomniczki 😁 słońce już zachodzi, a na niebie widać księżyc, pora wracać do Karpacza... Ostatnie wpięcie nart, zjazd z Kopy pod wyciągiem Zbyszek Godzina 19.45 a na trasie ciągle sztruks... jesteśmy już na dole koło wyciągu, a wagoniki ciągle jeżdżą góra dół i przez 11 godzin nikogo nie przewiozły.... dzięki serdeczne kierownikom wycieczki, że mnie zabrali na tak fascynujący narciarski spacer i niezwykłe sportowe doznania. Wyszło tego 1920 m verticala, jak dla mnie to maks co mogłem zrobić. Gdyby Wam brakowało kiedyś kompaniji, to wicie gdzie dzwonić... Pozdrawiam serdecznie!
  12. 17 points
    @GeraldMówisz masz. Warunki znośne. Nic już nie chodzi wszędzie z buta albo foki (z foki można po przejściu z buta 1/3 trasy powyżej Szczawin, po lewej stronie tym ocienionym pasem. Zjechać też można, tylko uwaga środkiem głębokie ślady podejścia z buta. Bardzo udany dzień. Zdjęcia tylko z legala ;). O 16:00 na Miziowej +3. Pozdrawiam mirekn
  13. 17 points
    Pogoda, jak każdy widzi za oknem, jest dosyć dynamiczna w ostatnich dniach i niestety miała ona negatywny wpływ na moje decyzje i plany narciarskie na koniec sezonu 2018/2019. Zatem, mogę śmiało napisać, że oficjalnie zakończyłem zimę Ponieważ to był rok, numer 3 z tych najlepszych lat - wypada napisać małe podsumowanie. Łącznie 43 dni na nartach, Endomondo pokazało 2 198,9 przebytych kilometrów... ...ale to nie jest najważniejsze. Najważniejszych było kilka innych rzeczy. Pierwszą, kluczową była walka o odzyskanie formy po przebytej operacji kolana. Najtrudniej było przezwyciężyć strach i blokadę w głowie przed prędkością, trudnościami tras oraz warunkami na stokach - na szczęście aura pomogła, a wrodzona skłonność do podejmowania ryzyka, tym razem nie sprowadziła mnie na manowce. Druga, to spełnienie dwóch marzeń związanych z górami wysokimi i narciarstwem: jazda pod kultowym Matterhornem oraz Mont Blanc Te szczyty są magnetyzujące i mają coś niesamowitego w sobie. Kiedyś, kiedyś może by tak wejść na któryś z nich?... To chyba zbyt ambitne wyzwanie... Trzecia - to trzeci udział we wspaniałej imprezie jaką jest WorldSkiTest. Jazda i przebywanie w gronie gwiazd światowego narciarstwa, to zawsze niesamowite przeżycie. Testowanie nowych produktów czołowych producentów nart - fantastyczne! A na dodatek... zabrać na taką imprezę moją Drugą, Drogą Połowę? Coś niesamowitego! Jeszcze raz dziękuję @JC Czwarta - element podróżniczy... Poznałem w tym sezonie 14 całkiem dla mnie nowych, alpejskich ośrodków narciarskich. WOW!!! Ile jeszcze przede mną?... już przed tym sezonem myślałem, że jest ich niewiele - a tu takie zaskoczenie. Piąta rzecz - moja Miłość do Dolomitów, wydawać się może, że przeżywa swoją renesans! W tym roku, te najbardziej niesamowite Góry jakie widziałem, oczarowały mnie ponownie, nowymi miejscami, swoją potęgą i majestatem... pięknem. Szósta - ujarzmienie nowych GS nart Narty, to też Ludzie. W tym roku miałem olbrzymią przyjemność dzielić swoją pasję i pojeździć, spotkać się z wieloma przyjaciółmi i znajomymi: @JC, @johnny_narciarz, @Bumer, @mifilim, @Góral spod Skrzycznego, @marionen, @Piotr_67, @Annaa, @andy-w, @tanova, @San28, @gregre0, @1mirinda, @elosawa, @ewangelizator, @moruniek, @wielofish, @kmarcin… no i przede wszystkim @Paula była najczęściej przeze mnie spotykanym narciarzem - wybaczcie jeśli kogoś pominąłem - dziękuję Wam za spędzony, wspólny czas! Dwa wspominkowe klipy z tej zimy Dolomity: Dolina Aosty: A dla Was jaki to był sezon? Będzie super jak w tym wątku, dotyczącym mojego podsumowania sezonu, podsumujecie również swój sezon narciarski 2018/2019
  14. 17 points
    A dziś było tak Choć my tu dziś przyjechaliśmy w całkowicie innej sprawie,ale jeden zjazd zaliczony do schroniska I dalej to już w jedynie słusznym kierunku turowy
  15. 16 points
    IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (2) Drugi dzień to objazd wschodniego brzegu Zalewu – od Świnoujścia do Szczecina. Ale rano w niedzielę, jeszcze przed wyruszeniem, był czas na zdjęcia na plaży – i grupowe i prywatne. Przy pięknym słońcu i bezwietrznej pogodzie. Zaplanowany na niedzielę dystans był nieco krótszy, bo około 130 km. I też trochę inna jazda, bo wszyscy poruszali się razem w kolumnie rowerowej pod obstawą policji, drogami samochodowymi – zarówno tymi bocznymi, jak i tymi głównymi. Jazda w takim „kołchozie” ma jednak pewne mankamenty – wymaga większej koncentracji, żeby na siebie nie najechać w szyku, no i też ludzie różnie się zachowują. Niektórzy koniecznie muszą wyprzedzać – nawet ryzykownie, niektórym się nudzi i głośno puszczają muzykę z głośników. Czasem ma się stereo z dwóch różnych. Okropność i wiocha – jak dla mnie. Ale poza takimi wyjątkami to towarzystwo w porządku i sympatyczna atmosfera. Na zakrętach czy estakadach widać niekończący się barwny sznur rowerzystów – super to wygląda. Pierwszy odcinek – nad Jezioro Turkusowe w Wapnicy jedziemy we dwójkę z mężem, potem Darek zawraca do Świnoujścia, a ja jadę dalej z Gryfusami do Szczecina. Etap z Wapnicy do Wolina chyba najbardziej uciążliwy. Nie dość że po S3 (pasem awaryjnym) w smrodku spalin, to jeszcze sporo górek – odezwało się moje kolano i nie była to miła rozmowa. Postój w Wolinie, nad Dziwną – po drugiej stronie skansen Słowian i Wikingów: Potem, na szczęście było bardziej płasko, a kolano się uspokoiło. Jedziemy trasą alternatywną znad morza przez Stepnicę. Ruch samochodowy jest minimalny, wszędzie wiosna i zielono. W Stepnicy dłuższy postój w marinie i obiad. Chmurzy się i spada nawet parę kropli deszczu. Przedostatni przystanek w Lubczynie, nad jeziorem Dąbie – również w marinie. Tutaj trochę więcej łódek. Potem czekamy jeszcze na granicy Szczecina na pozwolenie na wjazd do miasta. Tego dnia w Szczecinie odbywało się kilka imprez, między innymi Marsz dla Życia, więc policja miała pełne ręce roboty i musiała te wszystkie wydarzenia jakoś bezpiecznie skoordynować. Przejeżdżamy przez Szczecin-Dąbie i Trasę Zamkową do centrum. Potem jeszcze rundka honorowa Aleją Fontann i nawrotka na Placu Grunwaldzkim, aby zakończyć rajd tam, gdzie zaczynaliśmy – czyli na Łasztowni. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-2-2 Na koniec dostałam nawet medal Pierwszy dzień zdecydowanie ciekawszy krajobrazowo, ale myślę, że gdy skończą zachodniopomorską część Blue Velo, to będzie się jeździć dużo przyjemniej również po polskiej stronie Zalewu. Fajna impreza i naprawdę super zorganizowana. Duży ukłon dla organizatorów, którzy ogarnęli doskonale logistykę dla kilkuset osób i przez cały czas troszczyli się o sympatyczną atmosferę. Impreza miała charakter niekomercyjny, tym bardziej należą się podziękowania Gryfusowi za takie zaangażowanie i świetny rajd.
  16. 16 points
    IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (1) Dotychczas nigdy nie uczestniczyłam w zorganizowanych wyprawach rowerowych, zwykle jeżdżę w co najwyżej kilkuosobowej grupce rodzinno-koleżeńskiej. Jednak w tym roku zapisałam się na rajd dookoła Zalewu, organizowany przez Szczeciński Klub Rowerowy Gryfus. To już dziewiąta edycja rajdu i chyba największa masowa impreza rowerowa na Pomorzu Zachodnim, bo zgromadziła ponad 400 osób. Pobudka w sobotę 4.30 – ciemno, zimno i … leje. Aż trudno uwierzyć, że dzień wcześniej – w piątek – było 27 stopni i piękne słońce! No, ale cóż – prognozy są umiarkowanie optymistyczne, przed południem deszcz ma ustać. Mąż podwozi mnie i rower na miejsce zbiórki, na Łasztowni, koło szczecińskich Dźwigozaurów, vis a vis Wałów Chrobrego. Jest 6.00 rano, znajduję swoją grupę, odbieram pakiet startowy i koszulkę, zdaję bagaż do samochodu, który przetransportuje go do Świnoujścia. Czekamy na sygnał do wyjazdu. Około 7.20 wyruszamy, wciąż pada. Przez miasto eskortuje nas policja, sprawnie to idzie. Niestety początek rajdu jest dla mnie trochę pechowy – na przejeździe tramwajowym chwila dekoncentracji i łapię szynę kołem, ślisko, lecę na kolana. Na szczęście tylko lekkie stłuczenie. Szybko się zbieram i jedziemy dalej, przez Dobrą, Buk i Stolec. Dobra wiadomość jest taka, że deszcz już tylko lekko mży, a wkrótce prawie przestaje padać. Na przejściu granicznym w Dobieszczynie, na 34 kilometrze,robimy pierwszy planowany postój. Organizatorzy ustawiają wszystkich do zdjęcia grupowego, a w międzyczasie fotki pstrykają sobie poszczególne kluby, na przykład Górny Śląsk: Generalnie Ślązaków bardzo dużo przyjechało – poza nami, lokalsami, chyba najliczniejsza grupa uczestników, coś koło setki albo i więcej. Jest też „Stargard na Rowery” – prawie trzydzieści osób, lubuskie i pojedyncze osoby z innych regionów. Przez Niemcy jedziemy w grupach w odstępach około kilkuset metrów, do każdej grupy przydzielonych jest dwoje przewodników, funkcjonuje to dobrze. Jedziemy przez Hintersee i Rieth - podobną trasą jak moja poniedziałkowa wycieczka, na chwilkę zatrzymujemy się za Rieth przy punkcie widokowym nad jeziorem Nowowarpnieńskim. Już nie pada. Generalnie zdjęcia robiłam tylko na postojach, bo jednak jazda w takiej ponad trzydziestoosobowej grupie wymusza pewną dyscyplinę. Tempo na tyle turystyczne, że można podziwiać widoki, ale na tyle żwawe, że lepiej nie zostawać w tyle bez wyraźnej konieczności. Ueckermünde: I moja grupa na słynnej ławeczce tamże: W rezerwacie Anklamer Stadtbruch mamy zaplanowany obiad. To piękne rozlewiska i chyba jedno z piękniejszych miejsc na trasie, ale nie wiem, czy miejscowego ptactwa wodnego nie wystraszył taki najazd rowerzystów. A obiadek był taki – rosół i filet z kurczaka. W wersji dla wegetarian była … ryba . Anklam Rozlewiska rzeki Piany (Peene) w pobliżu mostu w Zecherin na wyspę Uznam Następny postój mieliśmy w miasteczku Usedom, na południu wyspy. Tutaj miła niespodzianka – spotkanie z moim ślubnym. Początkowo mieliśmy na cały rajd jechać razem, ale jednak po dwóch tygodniach po zabiegu laparoskopowym nie doszedł do siebie na tyle, aby zrobić całą trasę. Wybrał się więc do Świnoujścia samochodem, swój rower wrzucił do bagażnika i wyjechał mi naprzeciw. Tak więc ostatni odcinek – do Świnoujścia – pokonaliśmy razem, a to ok. 30 km w jedną stronę, po dość mocno pofałdowanym terenie. Wieczorem jeszcze pokręciliśmy się trochę po plaży i promenadzie, ale na wieczorną imprezę integracyjną już nie bardzo mieliśmy siły - 160 km na liczniku i wczesna pobudka zrobiły swoje 😏. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-aa-2 [CDN]
  17. 15 points
    W tym sezonie, choć nie planowałem aż tylu dni, wyszło 61 dni na nartach. Głównie w Szczyrku, kilka dni na Słowacji, była też Stacja Kazimierz (bardzo klimatyczne miejsce, nie tylko na narty), Białka, Istebna i inne miejsca. Obyło się bez kontuzji, bez strat w sprzęcie, choć niektóre zjazdy były pod znakiem jazdy po resztkach śniegu (np. wiosenny COS). Do głównych pozytywów sezonu, zaliczyłbym jednak uczynienie z mojej córki pełnowartościowej narciarki (wszak w wieku 5 lat zjechała z czarnej ze Skrzycznego, z samej góry aż do METY, przez mostek, ścigała się z Markiem Ogorzałkiem poza trasami, tak intensywnie, że przejechali "Rudego Kota"). Mój syn przełamał swój kryzys, który się u niego pojawił w trakcie sezonu i wrócił na właściwe narciarskie tory. Moja, żona odkryła co to krawędź i zaczęła się bawić intensywnie narciarstwem. I oczywiście dziękuję Wam Wszystkim za wspólną jazdę i spotkania na stoku. Moje odkrycie sezonu. Najfajniejszy zjazd z synem (COS - końcówka warunków). Bawiliśmy się świetnie, choć moja żona popukała się w czoło, że chcemy jechać w dół. Koniec sezonu (ostatni zjazd w tym sezonie). W przyszłym sezonie, Życzę każdemu takich widoków i takiej pogody.
  18. 15 points
    Żebyś miał jeszcze po czym się wywlec. Na trasach warunki ekstremalne ale znośne, zmrożony firn częściowo ratrakowane.
  19. 14 points
    To nie będzie jakaś wielka relacja, ale chciałem się podzielić osobliwymi wrażeniami. Otóż w kwietniu lubię sobie odwiedzić Zugspitze koło Ga-Pa. Ośrodek kameralny, ale bardzo go lubię, a pisałem o nim rok temu. W tym roku pierwszego dnia pogoda była piękna - słoneczno-mroźna. Drugiego dnia jednakowoż, zrobiło się biało. Wyjechałem na stok jakby nigdy nic, ot będę jeździł ostrożniej. Po pierwszym zjeżdzie odczułem lekkie nudności. Odetchnąłem na wyciągu, ale przy drugim zjeździe zaczęło mnie mdlić. Znów odpocząłem w czasie jazd w górę, ale pod koniec trzeciego zjazdu zalałem się potem, zaczęło mi się kręcić w głowie i myślałem że zwymiotuję. Ponieważ w przeszłości cierpiałem na chorobę lokomcyjną, objawy były mi znane. Mój błednik w tej bieli zwariował. Dokonałem taktycznego odwrotu do restauracji. Po godzinie podjąłem drugą próbę. Na początku było przyjemnie, choć widoczność była taka (nagranie z kasku): Potem był mały grzbiet, na którym świat stanął na głowie - pacnąłem, wstałem i po chwili zorientowałem się że stoję tyłem do stoku i jadę do tyłu. Zupełnie straciłem orientację. Zalany potem, z nudnościami, wróciłem do restauracji i to był koniec. Mieliście kiedyś coś takiego? Chorobę morską na nartach? Wczoraj wróciłem z Kitzsteinhorn - dwa dni jazdy w mleku, ale na szczęście wszystko w porządku, na Zugspitze musiałem mieć po prostu słabszy dzień... Z ciekawostek: (1) Koło lodowca znajduje się mała kapliczka (najwyżej położona świątynia w Niemczech, konsekrowana przez kardynała Ratzingera, przyszłego papieża). W niej to co niedzielę odbywa się msza. A że z kolegą szusowaliśmy właśnie w niedzielę, w dodatku palmową, kolega postanowił do mszy przystąpić. Ksiądz z pomocnicą przybyli wyciągiem. Razem z kolegą odśnieżyli dojście do kaplicy. Potem było dzwonienie dzwonnicą, ksiądz dał koledze śpiewnik, asystentka puszczała muzę z magnetofonu, ksiądz mówił "seite ein hundert sieben und zwanzig" i śpiewali. Było też i wino. Księdzu na pewno było miło, bo kolega był jedynym wiernym. (2) W tym roku wjechałem do ośrodka dwoma środkami transportu. Obydwa są niezwykle efektowne. Pierwszy to nowa kolej linowa, która w 8 minut zabiera nas z 900mnpm na 2900mnpm Drugi to pociąg, który odjeżdża z samego Ga-Pa, a potem wykutym w latach 30 tych tunelem wspina się pod sam szczyt. Stacja końcowa znajduje się przy lodowcu na 2600mnpm. A na koniec mała, nienachalna reklama - zapraszam na mój niekomercyjny, kameralny fanpage na facebooku, gdzie opisuję różne swoje narciarskie przygody https://www.facebook.com/skibumpl/
  20. 14 points
    Teraz pusciło, nierówności się powycierały, śmiga się super.
  21. 13 points
    28 lutego, zachęcony wspaniałą pogodą i bardzo dobrymi warunkami śniegowymi, pojechałem do Korbielowa, aby sprawdzić jak funkcjonuje, coraz bardziej zapominany ośrodek narciarski Pilsko. Sprawdziłem jakie są warunki narciarskie na górze. Sprawdziłem, czy można zjechać na dół mimo niedziałających wyciągów i 6-os. kanapy na Buczynkę. Zmierzyłem także jaka jest długość najdłuższego zjazdu z Pilska i czy jest on dłuższy niż zjazd ze Skrzycznego w Szczyrku. Poszedłem coś przekąsić w schronisku na Hali Miziowej oraz restauracji w Korbielowie Kamiennej. Zapraszam Was na film.
  22. 13 points
    Choć wiedzieliśmy że pogoda nas dziś nie będzie rozpieszczać to decyzja zapadła już 2 dni temu że jedziemy. Turę zaczęliśmy od dolnej stacji,przywyciągowo a właściwie turowalismy do górnej stacji trasą zjazdową w pięknym deszczyku,który na 1300 metrach przerodził się w śnieg.Do tego powyżej silny wiatr i z malutkiego minusa zrobiła się odczuwalna ok -6,7 stopni ,brrrrr. Do szczytu coraz bliżej a śniegu przybywa coraz szybciej ok 30 cm świeżego i kładzie równo W centralnym źlebie robi się coraz bardziej niebezpiecznie Po drodze spotykamy grupę Słowaków wycofujących się i ostrzegających nas o fatalnych warunkach w wyższych partiach góry. Przekonaliśmy się o tym na wysokość 1900 metrów, śniegu coraz więcej ,wiatr chciał głowę urwać a najgorsze że widzialność spadła do zera. Góra nie ucieknie i jedyna słuszna decyzja starszyzny o szybkiej przepince i spadamy po omacku w dół Masakra pierwsze 300 metrów to naprawdę żadna przyjemność jak błędnik szaleje No cóż dziś góry pokazały nam jak zmienne mogą być warunki ale najważniejsze że cało wszyscy zjechaliśmy i nic się nie wydarzyło złego
  23. 13 points
    No to ruszamy dalej, czwartek był dniem najbardziej słonecznym i zdecydowanie "Day of the Trip" Klasyka, śniadanie -> skibus 7:40 -> Solden Giggijoch 8:05-> jak najszybciej na lodowiec, bo słońce + mróz, idealnie, w końcu. Na rozgrzewkę niebieska trasa "23", zakładam pierwszy ślad na sztruksie Dotarliśmy na lodowiec Rettenbach - pięknie, fantastycznie. Na zdjęciu Szymon - @kazama Trochę wieje, no to zobaczmy co po drugiej stronie góry... Światełko w tunelu... Wyjechałem na Tiefenbach i kopara mi opadła, ale co śmieszne nie mam żadnego zdjęcia z tamtego momentu. Stałem tam zupełnie sam i napawałem się widokami. Czekałem na kolegów, bo Łukasz zostawił kamerkę w gondoli i wracał po nią. Ciężko było wytrzymać te 10 minut, ale mogliśmy się potem nie znaleźć w tych tłumach, hehe. Na Tiefenbachu już nie wiało, słonecznie, małe chmurki chroniły nas przed kompletnym spaleniem twarzy. No to latamy - równo, twardo, lekki mróz, kilometry sztruksu na wyłączność, pełna prędkość po całej szerokości stoku - no dobra nie całej, bo bym wykręcał kółka W tamtych warunkach chciałbym spróbować pojechać na jakiejś gigantce o promieniu +27m Chwila odpoczynku.... ... i ciśniemy dalej (mogłem się jednak bardziej przyłożyć z tą pozycją) Jeździliśmy dwoma niebieskimi trasami na Tiefenbach, nr 38/39 uzaję za osobiste "the Best of Solden", pobliska czerwona "36" miała boczne pochylenie, czego nie lubię. Gdzieś w tzw. międzyczasie zaliczamy jeszcze platformę widokową - niezbyt dobrze znoszę wysokości, konstrukcja oczywiście cała się gibała, ale dałem radę, widok był tego warty. Jednak w dół na tej kratce nie odważyłem się spojrzeć. W dalszej części dnia ruszyliśmy na Rettenbach, troszkę chmur na trasie. Zjazd czarną z PŚ, trasa robi wrażenie, moje umiejętności uniemożliwiały zjazd nią na krawędziach, nie wyobrażam sobie jak Ci zawodnicy tam jadą po bramkach, na takiej prędkości, na takim betonie Aha, wrócę jeszcze do dnia pierwszego. Zjechaliśmy wtedy tą czarną dwa razy. Raz rano, jeszcze nie rozjeżdżeni, także asekuracyjnie, natomiast drugi zjazd był przerażający... podczas wyjazdu gondolą zaszła taka mgła, jakiej jeszcze nie widziałem. Wysiedliśmy wtedy na stacji pośredniej, bo wyżej lepiej to nie wyglądało i postanowiliśmy zjechać (zsunąć się) po czarnej wzdłuż słupków - krótsza droga na dół niż długa okrężna trasa niebieska. Błędnik wariował, prawie się przewracałem, jak wystawiłem kijek do przodu to końcówkę ledwo było widać, serio. @Chrumcia wtedy przypomniałem sobie Twoją relację z Solden z zeszłego roku i zrozumiałem w jakich warunkach jeździłaś. Szacun. Chwilę jeszcze zostaliśmy na Rettenbachu, potem dłuugi zjazd widokową, płaską "30" i bujanie się w okolicach Hochsolden. Jazda była już typowo widokowo - rekreacyjna, tym bardziej że po południu już miękko, może faktycznie lepiej było zostać na górze cały dzień? Postanowiliśmy zebrać się trochę wcześniej, około 14:30 z zamiarem pieszej wycieczki w góry w Langenfeld. Po krótkiej regeneracji wyruszamy łatwym szlakiem, celem był wiszący most, który "odkrył" we wtorek Szymon - tym razem wybraliśmy się całą trójką. Widoki inne niż w górach, ale równie imponujące. Szczególnie podobało mi się połączenie pięknych zielonych łąk z ośnieżonymi szczytami gór, tak jak tutaj: Czy tutaj: Po drodze ciekawe formacje skalne, a także bardzo ładny wodospad, których zresztą w całej dolinie zauważyliśmy kilkanaście - podejrzewam, że to efekty topniejącego śniegu (?) Docieramy w końcu na owy most, z którego nie mam zdjęcia, zasrany lęk wysokości... jak już na niego wszedłem to tylko waliłem marszem na drugą stronę bez patrzenia w dół Powrót inną, stromszą drogą i wyczerpani ale zadowoleni docieramy do apartamentu. Cała wycieczka zajęła nam około dwóch godzin. To był FANTASTYCZNY dzień, rewelacyjny. Dobrze, że mieliśmy chociaż jeden dzień "lampy", inaczej czułbym niedosyt - jadąc w Alpy w kwietniu chyba mam prawo oczekiwać słońca? Wrzucam tutaj mapkę bo będzie trochę opisowo, z numerami tras W piątek zgodnie z prognozami pogoda całkiem się zepsuła, od rana sipiał deszcz, no ale nie poddajemy się, z cukru nie jesteśmy Od razu uprzedzam, że zdjęć z tego dnia nie będzie żadnych. Jakby było mało to wieje, więc od razu lodowiec odpuszczamy, zaliczamy kilka zjazdów po świeżym sztruksie w okolicach Hochsolden trasami 11,12,13,15 i bodajże 18. Chcemy pojechać jeszcze na Gaislachkogl, celem zjazdu świetną trasą nr 1, (nie)stety utknęliśmy, zjeżdżamy pod wyciąg trasą 11, miły Austriak z obsługi informuje że wyciągi nie działają przez wiatr i deszcz i musimy poczekać. Tylko, że niżej nie da się jechać, bo trasy prowadzące do wioski były już pozamykane na 4 spusty. Na szczęście obok była knajpa Wypijamy tam piwko oraz posilamy się Germknodel (tyrolską kluseczką na słodko) i koło 11, po ponownym otwarciu ruszamy w górę. Na szczycie sypie mokry śnieg, kawałek niżej już deszcz, no ale zjeżdżamy tą jedynką i postanawiamy jeszcze przejechać się na niebieską "2" i czarną "3" to jedyne miejsce gdzie nie byliśmy. Przemokliśmy. Odpuszczamy o 12. Może się wydawać, że smutno się kończy, ale nas humory wcale nie opuszczały Mówi się trudno, i tak było zarąbiście - a jak ma być skoro dotychczas latałem praktycznie tylko po Polsce i Słowacji? Czas z tym skończyć! Następny cel - Dolomity! Wieczorem udajemy się do tyrolskiej restauracji by obfitym dwudaniowym regionalnym posiłkiem ukoronować wyjazd. Jeszcze małe zakupy - sznapsik, serek - i w sobotę rano do domu. Trasa bardzo przyjemna, dobrze się jechało, dwa postoje na tankowanie (po 15min) dwa na siku (3 min) a tak to cały czas ogień. O 18 jesteśmy w domu. Fantastyczne zakończenie najdłuższego i najlepszego sezonu w moim życiu. Dużo fajnej jazdy w Szczyrku (tak, tak!), na Chopoku, oprócz tego szybkie wypady na mniejsze stacje typu Cieńków czy Nowa Osada. Nie zliczę teraz dokładnie, ale myślę, że ponad 20 dni w sezonie spędziłem na nartach - wiem, że niektórzy z was jeżdża po 50, 100 dni w roku, dla mnie 20 to dużo i basta. No i w końcu moja córka zaczęła jeździć!! Ma 5 lat, pierwszy sezon, zaczęła w styczniu, 4 lekcje z instruktorem, potem troszkę ze mną, podoba jej się, to najważniejsze. Był to sezon dla mnie przełomowy, doszedłem do wniosku, że w tym momencie narty są na pierwszym planie jeśli chodzi o moje zajawki (sprzedałem motor crossowy na jesień). Na nowy sezon mam zamiar poczynić kilka inwestycji w sprzęcie i jeździć jeszcze więcej! Do zobaczenia pozdrawiam, Lucek
  24. 13 points
    Od wczoraj już w domu, dopiero teraz jest czas by coś napisać Pierwszy dzień jako tako opisałem, podsumowując było to takie rozpoznanie terenu, więc teraz tylko dorzucę trochę fotek: Górna stacja gondoli Giggijoch: Pozostałości po festiwalu Hannibal, który odbył się 12.04.19 Takie tam na słoniu Tu już na lodowcu Tiffenbach Potem przenieśliśmy się w rejon Gaislachkogl, tamtejsze trasy nie podobały mi się tak bardzo jak na lodowcach czy Hochsolden, co nie znaczy, że były słabe. Słynne Ice Q, gdzie w ostatnim filmie o Bondzie stołował się agent 007: Land Rover z planu I kawałek niżej drugi Widoczek na dolinę i Solden W środę byliśmy w ośrodku na końcu doliny - Obergurgl-Hochgurgl, skibus o 7:40 i koło 8:20 meldujemy się pod dolną stacją w Hochgurgl. Prognozy nie były optymistyczne, wyjeżdżamy na górę, właściwie nie na samą górę, bo ostatni wyciąg z piękną platformą widokową nie działa. Wieje, pada śnieg. Po chwili dowiadujemy się, że gondola jeżdżąca wszerz, łącząca oba rejony, nie działa. Kilka innych wyciągów również. Niedobrze. Ale warunki śniegowe świetne, trasy pięknie przygotowane, a na nich kilka cm świeżego śniegu. Ludzi 0, dosłownie, jak zresztą przez cały wypad. btw nie licząc zjazdów do miasteczka po skończonej jeździe, to w ciągu całego wypadu JEDEN raz zdarzyło się, byśmy nie jechali sami w trójkę na wyciągu. Prywatne gondole i krzesła No więc fruwamy Niżej trochę lepsza widoczność i nieśmiało wyłania się słońce Ja, podziwiający efektowny skok Łukasza A tutaj zadowolony po zaliczonej glebie Muzeum motocykli, którego nie zwiedziliśmy... bardzo żałuję... (dlaczego - poniżej) Zamknięto jakieś 3/4 wyciągów, co utrudniło nam dotarcie do muzeum, chcieliśmy jeszcze pojeździć w Obergurgl, gdzie musieliśmy się dostać skibusem. Kiedy chcieliśmy wrócić do muzeum, nie działało już praktycznie całe Hochgurgl... dziwne bo w sąsiednim Solden działały chociażby lodowce, które są wyżej. Czyżby syndrom szczyrkowski? W Obergurgl pogoda trochę inna, więcej słońca, mniej wiatru, ale warunki śniegowe bardzo się pogorszyły - mega ciapa i niżej deszcz. Za to troszkę drzewek, których dotychczas mi wszędzie brakowało. Jazdę na "gurglach" kończymy o 13:30 i jedziemy jeszcze na jakieś półtorej godziny do Solden pobawić się na snowparku, slalomie równoległym i speedtracku. To był taki dziki dzień, ale i tak zaliczony do tych udanych. CDN z dni 3 i 4 jutro, dobranoc
  25. 13 points
    Cześć wszystkim Jesteśmy od wczorajszego popołudnia na miejscu. Droga przebiegła bezproblemowo, 900 km w 10 godzin. Ruszyliśmy jednak we trójkę, dołączył do nas jeden forumowicz z Katowic Spakowanie się do sedana uważam za duży sukces. Na rozgrzewkę coś z trasy Dolina Ötztal piękna, Längenfeld gdzie śpimy też bardzo urokliwe, na dole wiosna w pełni, w górach zima. Zaraz na przeciw apartmentu mamy termy Aqua Dome, do których chcemy wybrać się jutro. Dzisiaj jeździliśmy w Solden, niestety nie mam jeszcze zbyt wielu zdjęć bo robiła je osoba z lepszym aparatem. Także na razie kilka a jutro lepsze i więcej Pogoda była dziś... jak kobieta. Mega zmiennie. Lampy niestety brak Zachmurzenie. Była też mgła, opady śniegu, trochę słońca, wiatr, bezwietrznie i to wszystko w każdej możliwej kombinacji i to jest właściwie jedyny dotychczas minus wyjazdu, bo poza tym, to kopara opada. Za tydzień kończą sezon a wszystko jest przygotowane na tip top. Zaczęliśmy od wyjazdu Gondolą Giggijoch z zamiarem dostania się na lodowiec. Generalnie na początku lekki szok, wszędzie wiosna od dawna, na nartach nie byłem już od 3 tygodni a tutaj zima na pełnej. Około godziny 9 byliśmy na samej górze gdzie cała trójka gorzej się poczuła, a Łukasz bardzo źle. Pierwszy raz byłem na takiej wysokości - 3400 m npm. Czyżby objawy choroby wysokościowej? Ciekawa sprawa. W każdym razie zaliczamy lodówce Tiefenbach i Rettenbach, gdzie przez 1,5h jeździmy SAMI. Banan od ucha do ucha,aż mnie szczęka bolała. Kilometry sztruksu praktycznie tylko dla nas. ❤️ Powyżej 2500m twardo, wręcz lodowo, niżej miękko się robiło dopiero po południu. Fotka ze szczytu, niezbyt widokowo. Dolna stacja wyciągu na lodowcu Tieffenbach Bardzo surowo, jak w środku zimy. Pogoda dawała się we znaki, więc ruszyliśmy kontynuować zwiedzanie. Restauracja w której jadał sam agent 007, Land rovery z filmu na stoku, fajny bajer, ale nic więcej, przerost formy nad treścią bo reklamują to w całej dolinie jak Kaczyński 500+ a efektu powalającego nie było. Ot ładny oszklony budynek. Nie wiem jak w środku bo trzeba mieć rezerwacje a obiad kosztuje 100 euro, także dla mnie odpada Aha, w gondoli na Gaislachkogl leci muzyka z filmów o Bondzie Mgła od czasu do czasu dawała o sobie znać, na szczęście nie tak gęsto i szybko przechodziła. Po południu zakotwiczyliśmy w Hochsolden, gdzie było lepiej z pogodą, pobawiliśmy się na slalomie równoległym na czas, stestowaliśmy kamapy (jest ich tam chyba z 5 obok siebie w tym rejonie) i odpoczęliśmy w knajpie. Większość ośrodka zwiedzone, marzy mi się więcej słońca, ale i tak jest rewelacja. Jutro Gurgle, będzie więcej zdjęć. kładę się spać, Dobranoc
  26. 12 points
    Czy jazda na nartach w połowie maja na nowym śniegu zalicza się do sezonu 18/19 czy do następnego 19/20 🙂 ? https://bialykrzyz.com.pl/
  27. 12 points
    Nasz kolega serdeczny kilometrożerca @johnny_narciarz ruszył dziś z Wrocławia w znane i nieznane w długodystansowym wyścigu rowerowym RTP. Od Przełęczy Tąpadła (masyw Ślęży) ,sam wyznacza sobie trasę podróży rowerem do obowiązkowych 5 punktów kontrolnych(Izery,Pradziad,Pieniny,Ojców,Wroc.) ...obecnie jest w drodze do schroniska na Stogu Izerskim. Udało nam się spotkać na trasie...trzymamy kciuki
  28. 12 points
    Dziś rozliczyliśmy się z Salatynem Okienko pogodowe wykorzystane 😎 Ostatnie 200 metrów bez harszli lub raków by się nie obyło Przy zjeździe nawet sztruks złapaliśmy
  29. 12 points
    Na YT zamieściłem vloga, na którego czekali Mariusz i Paula. 🙂.Wspólnie udało się nam objechać Bad Kleinkirchheim ostatniego popołudnia przed wyjazdem. Jak było? Zobaczcie sami...
  30. 12 points
    Autentycznie zaniepokojony prognozą kolegi Geralda z wątku o Evereście (o kolejkach w Tatrach) jak i Parkowym komunikatem o zamknięciu, udałem się dzisiaj w rejon hali Gąsienicowej celem rekonesansu. Transport oczywiście publiczny. Kilometrów z buta, buta skiturowego, buta skiturowego w rakach jak i z foki około 19. Zjazdów nie rejestrowałem. Napotkanych Skiturowców 5-ciu. Turystów około 20. Na Zachodniej Kościelca jeden Zespół. Strażników 1. W Murowańcu usłyszałem, że główne siły poszły na Zawrat (bo lepsze śniegi). Pogoda super, warunki śniegowe zmienne. Coś tam pozaznaczałem do przejechania w przyszłym roku z rejonu pomiędzy dojściem na Świnicką przełęcz a Karb-em. Odkrycie, Skrajny Żleb !! tyle dobra ;). Trochę zdjęć. Chronologia zachowana. Dwa ostatnie to z powrotu. Gąsienicowa nie chodziła, jak cały tydzień. Wiatr od 4 do 8 m/s. Konsystencja trasy na Gąsienicowej nadspodziewanie dobra. Była mocno ubijana Podobno mają przyjść nocne minusy. Pozdrawiam mirekn
  31. 12 points
    @marionen w akcji @Wujot w akcji
  32. 11 points
  33. 11 points
    A to jeszcze wklejam krótkie wspomnienie z pobytu: Wena była słaba, ale może komuś przypadnie do gustu. Pozdrawiam
  34. 11 points
    Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 3 Niestety dzień trzeci zaczął się smutno dla Przemka. Kolano się zastało i nie był w stanie zgiąć nogi. Kuśtykanie. Jesteśmy na 2000m, nic tu nie jest w stanie dojechać. Pozostaje tylko taka maszyna na zamówienie. Później w szpitalu okazało się że są naciągnięte ścięgna, leczenie ma polegać tylko na oszczędzaniu się. Przemek już w dolinie o własnych siłach dotarł do Zakopanego, a później do rodziny. Dla Przemka smutna chwila, dla nas (nie będziemy udawać) swego rodzaju atrakcja: helikopter lądujący przy nas w górach. Ponieważ chcieliśmy pożegnać Przemka, to ruszyliśmy tego dnia dopiero o 9 w trasę. Kierujemy się na przełęcz Rohatka, z której na wyciągnięcie ręki jest już Gerlach. Rohatka jest tuż nad schroniskiem. Dojście szerokim stromym polem, na samym końcu tylko małe zwężenie. Na foto po prawej stronie. Wejście bardzo męczące, bo w tym grzało słońce ostro w ten stok. Paliliśmy się w słońcu, ale stok nie płynął. Ja nawet założyłem harszle do szerokiej narty, żeby na zakosach nie mieć problemu z poślizgnięciem. Tu wspomnę jeszcze że poprzedniego dnia spotkaliśmy kolegę Piotra z Warszawy z ekipą. Zobaczyliśmy się szczęśliwie na Lodowej. Okazało się że idą mniej więcej tak jak my. Wyszli trochę wcześniej przed nami ze schroniska i właśnie są na górze. A tutaj jeszcze widok na Staroleśną ze zbocza podejściowego: I my doszliśmy do przełęczy, końcówka tylko z buta, ale bez raków. Po drugiej stronie przełęczy (na zachód) żleb jest bardzo wąski, stromy i jeszcze twardy. Decydujemy się zejść kawałek w rakach. Foto poniżej przedstawia główną grań Tatr z przełęczą Polski Grzebień która kieruje do Doliny Wielickiej. Widok ze zbocza pod Rohatką po naszej lewej ręce. W rejonie Doliny Litworowej jak widać, spotkaliśmy chmury, i chyba Gerlacha w całości nie widzieliśmy. Jeszcze rzut oka na złowrogie bramy Rohatki. Jest wcześnie i cały rejon doliny Litworowej, a później Kaczej, jest twardy. To był ten jeden zjazd w betonowych warunkach. Ale nie jest bardzo stromo (poza tym początkiem), więc da się zjazd ogarnąć. Niektóre kawałki jedziemy po twardym równym, więc nawet bywało przyjemnie. Kilka zdjęć z tej doliny. Dojeżdżamy na dno Doliny Kaczej i parkujemy przed jeziorkiem które ponownie nazywa się Zelene Pleso 🙂 Obok nas wyrasta szczyt Ganek. Zaczynamy wchodzić do góry, idziemy przez tzw. Gerlachowskie Spady do górnej części Doliny Kaczej. Spady są dość strome, biegnie środkiem fajny żleb pokryty śniegiem, bokiem da się podejść zakosami, ale ostatni kawałek na huzara. Poniżej Gerlachowskie Spady (dolna linia skalna) i chyba Kaczy Szczyt (w tylnej części pośrodku). Na zboczu Spadów: Po wejściu na górną część Doliny Kaczej c.d.n.
  35. 11 points
    Relacja z wycieczki Hrebieniok-Sławkowski-Królewski-Hrebieniok
  36. 11 points
    Druga część relacji to Strbske Pleso (gdzie było zdecydowanie bardziej twardo niż dzień wcześniej na Chopoku) i Tatrzańska Łomnica (mięciutko). Na Strbske Pleso puściło tak około 11:00 i zrobiło się miękko. Na koniec dnia postanowiłem zawitać na TŁ. Tu powitała nas dość duża kolejka, a sama trasa to walka z muldami/odsypami, na której sporo osób poległo. W mojej ocenie dużo lepszy zjazd był Francuską Muldą (i chyba bezpieczniejszy). Zaliczyłem oba, tak na koniec sezonu (chyba, że jeszcze coś się zmieni i wpadnę na jakiś szalony pomysł). Sezon uważam za udany, zakończony bez kontuzji i urazów, moja córka połknęła bakcykla narciarstwa na całego i dołączyła do syna i żony. Córka zagaduje też poniektórych forumowiczów na kanapie (a buzi jej się nie zamyka) więc z góry za to przepraszam. Pleso z rana. Pleso. Tu widać, że zima w odwrocie - demontaż Igla. Pleso warunki - około 11:00 puściło. A ta kolejka Panie za czym tak stoi ? Czarna na górze. Trochę niżej (zatrzymałem się by zrobić zdjęcie - a tak naprawdę by nogą dać chwilę wytchnienia). Nie wyglądało to dobrze. Francuska Mulda.
  37. 11 points
    Wczoraj również ujeżdżałem Kasprowy bo przyjechałem na 2 dni. @marcinn wrzucił zdjęcia z Gąsienicowej to ja wrzucę z Goryczkowej gdzie spędziłem większą część dnia. Gąsienicowa ścianka od rana miękka, niżej twardo, i w dolnej części znowu miękko. Goryczkowa, trawers i cały kocioł do godziny 12 beton, po godzinie 12 bardzo szybko zaczęło puszczać, i po 13 muldy. Poniżej kotła miękko już rano, ale całkiem przyjemnie. Śnieg na nartostradzie kończy się na mostku przed wiatrołomem. Zmierzyłem i trzeba iść do kuźnic 800 metrów. Wczoraj ludzi zdecydowanie więcej niż w czwartek, w południe na Goryczkowej kolejka do krzesełka na 5-6 minut, po 14 godzinie pusto - większość poległa na przerytej trasie. Wyjazd bardzo udany, pojeździłem mocno od otwarcia do zamknięcia. Prawdopodobnie było to moje zakończenie sezonu. Przejechane: Czwartek: 12x Gąsienicowa, 12x Goryczkowa Piątek: 5x Gąsienicowa, 17x Goryczkowa Pozostaje czekać do zimy... PS. Słaba wiadomość to taka że, mimo dość sporej ilości śniegu (jak ta ten czas) na Goryczkowej to wyciąg będzie działać tylko do Poniedziałku Wielkanocnego włącznie. Od wtorku Goryczkowa zamknięta, pozostaje tylko Gąsienicowa która od rana w sumie jest miękka gdy świeci słońce. Odgórne zarządzenie PKLu... Zdjęcia: Ostatni zjazd:
  38. 10 points
    Wiosenne Rohacze, śniegu przy górnej stacji ponad 1m a w żlebach 2m, kolejka chodziła i lokalsi skracali sobie podejście za 7 euro Cwiczenia TOPR i HS Zachęta do skracania letniej trasy przy użyciu kolejki.
  39. 10 points
    1. Miejsce zbrodni Opisałem Wam trzy z 6 -ciu wycieczek jakie zrobiliśmy ze schroniska Cesare Branca podczas ostatniej majówki. Schronisko to położone jest w Masywie Ortlera we Włoszech - blisko Szwajcarii. Dojazd prowadził przez doskonale znane Livignio, dalej Bormio i Santa Catarina di Valfurva. Na końcu była prywatna droga z parkingiem (15 E/tydz) do schroniska I Forni. Czyli bardzo daleko - 12 godzin solidnej jazdy. Do "naszego" celu było jeszcze około godziny marszu na nartach. 2. Szkic sytuacyjny Na wizualizacji są tracki, które udało nam się odszukać w internecie. Schronisko jest w środku. Na czerwono oznaczyłem cele, które zrobiliśmy, fioletowe to wszystkie, które są opisane jako cele skiturowe. W przewodniku to aż 20 wycieczek, często w różnych podwariantach. Nie wszystkie jest optymalnie robić akurat z Brancy, zasadniczo te zasygnalizowane z lewej strony kadru wygodniej zaatakować z Pizzini Frattola lub wspomnianego I Forni. 3. Dlaczego tam? Na szybko licząc, to co warto z Branki zrobić to 15 celów, niektóre z podwariantami. Schronisko leży prawie na 2500 m npm, szczyty mają 3500 - 3700 m npm. Ponieważ część tras zaczyna się poniżej Branki (50 - 150 m vertical) to w praktyce mamy nawet do 1400 m zjazdu. Do tego to są małe odległości, tylko 5-6 km. Gwarantuje to dobrą jazdę nawet w końcówkach. Do tego jak widać na mapie dostępne są wszystkie kierunki róży, szlaki mają też bardzo różny charakter (co chyba wyłapaliście z relacji). Co lepsze część tych wysokich szczytów nie leży na lodowcu (kwestia szpeju). Podsumowując bardzo ale to bardzo dużo możliwości z jednego miejsca i rewelacyjna jakość jazdy. To wszystko bardzo narciarskie cele. Czasem jest stromo (do 45 a nawet 50 stopni) ale jednocześnie szeroko i bez podcięć. Oczywiście jak ktoś się uprze to jest gdzie się wpakować. 4. Stacjonarna koncepcja Dotąd w Alpach robiliśmy głównie trawesy czyli przejścia (Np Alp Otztalskich, Berneńskich, Taury wokół GrossVenedigera, Silvretty i właśnie masywu Ortler-Cevedale), z jednej strony to jest ciekawe - codziennie inne schronisko i nie powtarza się dróg. Ale ma też fundamentalne wady - słabą elastyczność, zjazdy w nierozpoznanym terenie, zawsze ciężki wór. Jedno stałe schronisko pozwala zabrać dużo rzeczy (np ciuchy schroniskowe i piżamę, spory powerbank rozwiązujący doskonale problemy spiętrzeń w dostępie do gniazdek, duży ręcznik, kosmetyki ). Plecak można zaś wypełnić stosownie do planów dnia przez co jest czasem dużo lżejszy. Jeszcze lepsza jest elastyczność w wyborze celu dnia (powiązana z pogodą , kierunkiem wiatru) a także zjazdy liniami podejścia. Co pozwala uczestnikom, którzy są w danej chwili w gorszej dyspozycji dojść dokąd dadzą radę i wspólny zjazd. Reszta zaś nie traci czasu. W razie dupówy łatwo można spakować zabawki i zjechać na parking. Zresztą z tego skorzystaliśmy w ostatni piątek gdy po zjeździe z Punta Cadini (wystraszyła nas pogoda) zadecydowaliśmy o 12:00, że nie czekamy do rana i wracamy do domu. 5. Laurka dla Brancy Ogólnie schronisko pod względem standardu, jak na Włochy, jest OK Bardzo porządne zaplecze sanitarne (toalety z bidetami, ciepła woda w kranach), narciarnia i dobra suszarnia, pokoje na pewno w gorszym standardzie i stanie jak w Szwajcarii czy Austrii. Ale Włosi nadrabiają to jakością wyżerki. Obiadokolacje trwały 1,5 godz składały się z 5-ciu dań i były znakomite. To było na restauracyjnym poziomie. Rewelacja. Śniadania skromniejsze ale też o niebo lepiej jak w Szwajcarii (do Austrii daleko). Warto też wspomnieć o pięknym widoku ze schroniska. Czy to z tarasu czy jadalni 6. Nasze "dokonania" I trochę inny kadr Z listy potencjalnych celów: 1.Gran Zebrú (Königspitze) 3857 m 2.Cevedale 3774 m 3.Palon de la Mare 3705 m 4.Punta San Matteo 3692 m 5.Monte Vioz 3645 m 6.Pizzo Tresero 3594 m 7.Monte Pasquale (Osterberg) 3553 m 8.La Punta Cadini 3524 m 9.Cima Branca 3100 m Zrobiliśmy wyboldowane, spod 7 i 8 zawróciliśmy 7.Dla Marionena To mój najnowszy fotograficzny wynalazek dzięki, któremu nie muszę targać bezlustra (czy tam kompaktu) a jednocześnie nie muszę też całkowicie rezygnować z minimalnych wymagań a i przyjemności focenia. Zobacz jeszcze raz na fotę z wnętrza z sałatką. Normalnie to w środku byłoby czarno. A tak uruchomiłem świetny tryb nocny a wynik jest doskonały. Pozdro Wiesiek
  40. 10 points
    No nie piłem dzisiaj przecież nic....
  41. 10 points
    4 maja, zakończyłem swój "trasowy" sezon narciarski na KW. Warunki - idealne. Do 11:00 śnieg świetnie zmrożony. Na trasie w kotle Gąsienicowym jeździło przez cały dzień max 40-50 osób. Zupełna pustka.
  42. 10 points
    Cześć Wczoraj z Rafałem - bratem mojej żony pojechaliśmy na planowana od jakiegoś czasu wycieczkę inspirowana Maćkową Wisłą 1200. Trasa wiodła z Warszawy prawym brzegiem Wisły do Nowego Dworu Mazowieckiego gdzie (omijając miasto) dojechaliśmy do Narwi. Tu lewym brzegiem Narwi do Zegrza, ominięcie zalewu przez Nieporęt do ujścia Bugu. Teraz lewym brzegiem Bugu wzdłuż rzeki przez Wyszków do Broku gdzie na działce Rafała zakończyliśmy przy browarach i grillu. Staraliśmy się jechać jak najbliżej rzek drogami i ścieżkami po wałach. W paru miejscach łączniki asfaltowe. Musieliśmy pokonać w bród jedną rzeczkę, dwa odcinki piachu były dość upierdliwe. Przygody zaczęły się już przy starcie gdzie zostawiłem przy drodze plecak i musiałem wracać około 7 km ale dzięki temu przekonałem się, że na moim rowerze MTB mogę przekroczyć na płaskim 40km/h. Później w wyniku błędu w nawigacji musieliśmy pokonać dobre kilkaset metrów dnem nieczynnego kanału w środku lasu a pod koniec drogi zamknięto nam przed nosem knajpę z pierogami i piwek w Kamieńczyku i podobnie w Broku. Rafał jechał na facie ale na asfaltach walił równo 30 na godzinę. Wyszło w sumie trochę ponad 160km. W sumie super wyprawa w świetnym towarzystwie.
  43. 10 points
    @marboru fajnie Ci się ten sezon ułożył, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolano, dużo świetnych miejsc i do tego pogoda. @Piotr_67 początek może i słaby, ale alpejska końcówka super. Ja tej zimy nie zaliczam do rewelacyjnych, raczej przeciętna. Warunki jako takie, śniegu trochę lepiej jak wcześniej, ale bez zachwytów. Od lutego do kwietnia zdecydowanie za ciepło.Sezon narciarski nie uważam jeszcze za zakończony, chociaż nie wiem czy jeszcze będę jeździł (nadzieja umiera ostatnia). Freeridów nie było, treningów nie było, skiturów prawie nie było, trochę zawodów zaliczyłem. Na plus parę fajnych wyjazdów z kumplami (Szczyrk, Karkonosze i zawody). I jeden plus bonus, wszystkie zawody w których brałem udział zakończyłem na pudle... Może w kolejnym sezonie na nartach więcej pojeżdżę... PS no i bez relacji @johnny_narciarz sezon nie może być zakończony⛷️🚴‍♂️🤤
  44. 9 points
    Będąc w ośrodku narciarskim Słotwiny Arena w Krynicy miałem okazję wyratrakować stok przed jazdą wieczorną. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak to wyglądało, dlaczego ze śniegu robi się sztruks... zapraszam na film!
  45. 9 points
    Dzień 3 Szlak Riegra w rezerwacie Udoli Jizery Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Bituchov. Jest tam wygodny parking, gdzie można bezpłatnie zostawić samochód. Plan zakłada przejście szlakiem Riegra, a powrót ścieżka Kamenickiego. Trasa niezbyt męcząca (około 8 km), którą przechodzimy w 2,5h. Za to widokowo również całkiem fajna. Dodatkowo na szlak wychodzimy dość późno, bo około 14:00 więc ludzi jest już bardzo niewiele. Większość trasy pokonuję tylko w towarzystwie syna. Koniec
  46. 9 points
    A ja się zastanawiam do jakiego kąta trzeba nachylić kieliszek i jak wysoko procentowy napój wypić aby osiągnąć odpowiednią ilość promili żeby ostatnie dwie strony tego wątku bez "upadku" przeczytać? Fascynujące Pozdrawiam.
  47. 9 points
    Dostałem nową, letnią mapę SMR. Zaznaczone są tam ścieżki rowerowe, które powstaną w tym roku lipiec i wrzesień 2019. Ale...! Na mapce zaznaczona jest też restauracja na Hali Skrzyczeńskiej z opisem 12/2019!
  48. 9 points
    Ja nie liczę dni. Po prostu staram się korzystać z gór, śniegu, wolnego czasu (którego zawsze za mało) na tyle na ile pozwalają mi okoliczności i zdrowie. Ten sezon jak najbardziej udany, do tego stopnia że na koniec zimy zainwestowałam w zakup nowego sprzętu w stopniu nadprogramowym (szaleństwo: SL + sprzęt skiturowy). Za udany sezon uznaję min. 1 tygodniowy wyjazd w Alpy + lokalne wyjazdy weekendowe w jak największej ilości zima jest piękna!
  49. 9 points
    Pilsko i Szczawiny zmrożone i beton do godz 10:00, śniegu dużo, ratrak pracuje - szykują się dobre warunki. https://www.skionline.pl/forum/topic/14360-freeride-skrzyczne-pilsko/?tab=comments#comment-301198
  50. 9 points
    Mgła kotłowała się z 2,5h a potem odpuściła i na goryczkowej wyszło słońce już do końca dnia. Śnieg lepszy na goryczkowej, w nocy lekko przymroziło, ścianka na gąsienicowej miękka od samego rana. Ludzi po 13 godzinie prawie nie było, rano trochę jeździło ale bez kolejek do wyciągów. Śnieg na nartostradzie kończy się jakieś 400-500m przed Kuźnicami. Jutro powtórka z rozrywki, pogoda ma być słoneczna. Dla mnie to powrót na Kasprowy po 4 latach.


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...