Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 31.07.2016 w Odpowiedzi
-
Podczas testów rowerów Scott,po raz pierwszy miałem okazję pojeździć na wyjątkowej maszynie,która zwie się Big Ed. Niezwykłe opony o gigantycznym rozmiarze 4,8 cala robiły wrażenie,więc koniecznie chciałem przetestować tą maszynę. Udało się i mogłem pośmiagać na niej niemal 2 godziny,po lasach, singlach, a także po zwykłych asfaltach i brukach. Wrażenia bardzo pozytywne,ale co do sensu zakupu miałem wątpliwości. Jednak ziarenko zostało zasiane. Kiełkował, kiełkowało, aż zaczęło mnie męczyć. Więc tuż przed ostatnim weekendem przyszła duża przesyłka,a w niej niezwykły sprzęt. Rozpakowałem, poskładałem i już można było udać się na jazdę próbną. Na początek okolice. Trza było jeszcze dopompować, podregulować i maszyna była gotowa do następnego dnia,na większy wypad górski. Następnego dnia ruszam w stronę Szczyrku. Już po pierwszych metrach stwierdzam,że jedzie się zupełnie jak na normalnym rowerze. Może nieco ciężej się rozpędza i podjeżdża,ale to bardziej kwestia przyzwyczajenia. Za to dźwięk toczących się opon nie może przejść nie zauważony. Zwłaszcza,kiedy przestaniemy pedałować i zacznie terkotać - chyba celowo to tak głośno chodzi? Normalnie król lansu! Nie ma możliwości,żeby być anonimowym. Ale można się przyzwyczaić. Po drodze mam możliwość przetestowania grubasa w różnych warunkach i im bardziej uciekam w teren,tym lepiej. Ale tu go niewiele. Do Lipowej pod kościół docieram w normalnym czasie. Niby tłuścioch wymaga włożenia większej siły,ale średnia wyszła podobna jak przy normalnym rowerze. Podobnie,jak to było przed zawodami Śnieżka Uphill Race, zrobiłem sobie małą pauzę przed podjazdem,po czym ruszyłem w stronę szczytu. Mimo nieco gorszej dyspozycji niż ostatnim razem, idzie dobrze. Asfalty przelatuję ekspresowo. Trochę szkoda,bo tu na dole,w wąwozie wyraźnie zimniej. Ale za to im wyżej,tym piękniejsze widoki. Do tego kompletna pustka! Tak,to jest najlepsze - tu nikogo nie ma. Jak się minie jednego rowerzystę to wszystko. Ponieważ tym razem nie walczę o czas,to też robię sobie przerwy na zdjęcia i delektowanie się widokami. Trasa jest bardzo malownicza. Tym razem posłuchałem się pewnego turysty i skręciłem na niebieski szlak. Na krótkim odcinku jest stromy i niestety duże głazy nie pozwalają podjechać,ale to tylko może 100 metrów. Później już wjeżdżamy na polanę koło schroniska i dale prosto na szczyt. Oczywiście tu znowu anonimowy być nie mogłem i setki plażowiczów - tak,na szczycie mnóstwo opalających się - przyglądało się mojej wspinaczce. Często z niedowierzaniem, bo ludzie myślą, że Fat Bike wymaga włożenie zdecydowanie większej siły. Prawda leży gdzieś po środku... Najważniejsze,że ja ponownie się zameldowałem na wierzchołku i miałem szczęście,bo tu pusto! Tak! Tłumy na szczycie,ale chyba nie zainteresowane samym szczytem,jedynie schroniskiem i jego asortymentem,zwłaszcza napoi... Szczyt zdobyty,czas udać się do wodopoju. Trzeba uzupełnić płyny w organizmie,jak i w "bidonie". Ponieważ dziś nie bardzo byłem w formie,myślałem wrócić Ondraszkiem do Jaworzyny i dalej drogą.którą ciężarówki wwoziły części do nowego wyciągu krzesełkowego. Jednak męczyły mnie myśli,żeby pojechać choć na Małe Skrzyczne. Tak też zrobiłem i ostatecznie ruszyłem wzdłuż szczytów. Piękna trasa! Ale dojechałem tylko do Małego Skrzycznego i postanowiłem ruszyć trasą narciarską w dół. Przy okazji mogłem zobaczyć,że coś grzebią przy orczyku. Dalej ruszyłem wzdłuż trasy narciarskiej - super zjazd! Nie wymagający i malowniczy. Wyjątek to krótka ścianka,że tak to nazwę,kończąca się sporym i zamaskowanym błotem. Później już sama przyjemność aż do Hali Skrzeczeńskiej. Oczywiście tu pusto i można poczuć siękomfortowo,bo tu nie ma żadnego szlaku. To znaczy prawie nie ma... Nie ma to jednak jak delektowanie się ciszą i przy okazji trochę fotek na pamiątkę. Od Hali Skrzeczeńskiej,ruszyłem dalej w dół jakąś nową drogą szutrową. Ładnie wyrównana i poprzecinana rynienkami metalowymi do odprowadzania wody. Przypuszczam,że to taka przygotówka pod budowę nowych wyciągów. Ale jedzie się po tym wyśmienicie! Nawet nie potrzeba by tu tłustej opony. Przyjemna jazda i piękne widoki. Dalej to już spokojne zwiedzanie Szczyrku i kierunek dom. Po drodze posiłek - skoro tłusty rower,to i jedzonko na tłusto... Ale to dopiero pierwszy dzień.Drugi opiszę jutro,jak starczy czasu. Dziś przede wszystkim relację zepsuła przeglądarka Googa,która nie radzi sobie z nowym forum. Żeby nie utracić PO RAZ DRUGI tekstu,wgrałem inną i się udało. Szkoda tylko pierwszej wersji,bo raczej była lepsza...1 punkt







