Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.08.2016 w Odpowiedzi

  1. Korzystając z okna pogodowego, wybraliśmy się z kolegą w sobotę na gościnne występy w Beskidzie Małym. W planie 100km, szosowa pętla Andrychów - Andrychów z kilkoma klasycznymi górkami po drodze. Jeszcze dobrze nie ruszyliśmy, a już pod górę... pierwszy podjazd to Przełęcz Kocierska. Bez zbędnych ceregieli spokojnie wyjeżdżamy... no cóż, powiedzmy, że kiedyś wydawała mi się ta góra trudniejsza Zjazd w stronę Żywca, to świetna okazja, by poćwiczyć technikę, bez niej bardzo łatwo zostać jadąc w grupie. Następnie trochę mieszanego terenu i jesteśmy w Międzybrodziu, by zacząć klasyczny podjazd na Żar. Po drodze wyprzedza nas jeden "dzik" :stupid:, nie zamierzamy się jednak szarpać i go gonić, wyjeżdżamy spokojnie, oszczędzając raczej energię na ciąg dalszy trasy. Mimo spokojnego tempa, strava pokazuje czas lepszy o kilkanaście minut. No cóż, poprzednim rezultatem, nie było się co chwalić Na górze mały popas i przerwa zdjęciowa... Po zjeździe zaczyna się już nieco psuć pogoda, wracamy w stronę Żywca, jeszcze jeden widok na górę: No i jedziemy w kierunku głównego celu dnia - Magurki Wilkowickiej. Pogoda coraz bardziej straszy, nad Szkrzycznem czarno... Ciemne chmury straszą i straszy również podjazd. Wspinaczka na Magurkę, to ponad 500m przewyższenia, przy średnim nachyleniu na kilku ostatnich kilometrach ponad 12%! Co tu dużo mówić - kolarska rzeźnia. Od momentu jeziorka (?) nad Wilkowicami, cały czas asfalt pnie się ostro w górę, za miejsca do odpoczynku robią fragmenty 8-9%... Mimo "januszowych", lekkich przełożeń, całą drogę trzeba pokonać na stojąco. Ale udaje się wjechać do końca asfaltu, po czym już pieszo pokonujemy ostatni fragment do schroniska. Tutaj znów odpoczynek. W międzyczasie chmury przelatują gdzieś bokiem i wygląda na to, że jednak nas tym razem nie złapią. Zjazd z Magurki już nie tak fajny jak poprzednie. Wąsko, kiepska nawierzchnia, nie ma co szaleć. Do mety zostaje nam już tylko jedna góra - Przełęcz Przegibek. Po wcześniejszej mordędze, ten podjazd już nie robi większego wrażenia. Po prostu wyjeżdżamy, by następnie w nagrodę pocisnąć w kierunku Międzybrodzia. I tu również znacznie poprawiam własne czasy zarówno na podjeździe jak i zjeździe Potem jeszcze przejazd wzdłuż jeziora... Porąbka z wiatrem, trochę patatajni i jesteśmy z powrotem na parkingu w Andrychowie. Wyszło 104km. Tutaj więcej detali.
    1 punkt
  2. Pierwszego dnia tłuścioch wycisnął mnie jak cytrynkę,więc w niedzielę postanowiłem zrobić krótszą trasę.Ale to nie znaczy,że było łatwo. Postanowiłem zrobić,jak to nazywam, "beskidzki klasyk" - Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia. Wyjazd o podobnej porze jak dzień wcześniej i kierunek B-B,a dokładnie Gemini Park i stamtąd w górę. Początek to oczywiście piękna, asfaltowa ścieżka rowerowa. Już na wysokości szpitala dostrzegam korek,a na rondzie Policja zawraca samochody. Na szczęście rowerzystów puszczają. Jak się okazało, to z powodu ŚDM. Coś tam zorganizowano pod Dębowcem. Moje szczęście,że nie kolidowało to z moją trasą. Dojechałem do szlaku i zacząłem wspinaczkę. W tym samym czasie tuż za mną jechał inny rowerzysta,wyglądający profesjonalnie. Myślałem,że mnie szybko wyprzedzi,jednak ku mojemu zdziwieniu, to ja mu odjeżdżałem. Chyba całkiem nieźle z moją kondycją,skoro na grubasie mam całkiem niezłe tempo. Ale różnica jest zdecydowanie mniejsza niż mi się wydawało. Po drodze wyprzedziłem jeszcze jednego "górskiego wymiatacza". Wspinaczka nie zajęła zbyt dużo czasu,ale słońca dało mi popalić. Gdzieś w połowie trasy nie było ani grama wiatru,za to grzało niemiłosiernie. Na szczęście później było już tylko lepiej i udało się nawet wyjechać jednym ciągiem na szczyt,a dokładnie to do polany koło orczyka. Tutaj podjechałem pod górną stację gondoli w poszukiwaniu jedzonka,ale ze względu na tłumy postanowiłem jechać dalej. No właśnie - odcinek koło orczyka. Tutaj chwila prawdy. Przyczepność opon tłuściocha pomaga,ale chyba ze względu na ciężar kół wspina się trudniej. Przydało by się jeszcze jedno wolniejsze przełożenie. Ale na normalnym góralu miałem podobnie. Udało się,ale z trudem. Dalej kierunek Klimczok. To niedaleko i w większości po płaski,ale i tu mogłem docenić zalety szerokiego łapcia. Duża ilość luźno leżących kamieni zawsze wyraźnie utrudniała pokonanie wzniesień,zwłaszcza końcówki na sam szczyt Klimczoka,ale nie dla takiego roweru. Dość szybko delektuję się już tylko widokami. To też najwyższy punkt wyprawy. Dalej będzie już właściwie z górki. Po odpoczynku ruszam na Błatnią. Teraz to już sielanka,ale niepokojąco wyglądały chmury nad Skrzycznem. Na wszelki wypadek podkręciłem tempo i nie dłużej jak po 20 min. dotarłem do kolejnego szczytu. Tutaj jest bar na dworze,więc można bez wchodzenia do środka i zostawiania bryki bez opieki sobie pojeść i napić się. Nie ma też takich tłumów jak na Szyndzielni. Niepokoją jedynie chmury. Napojony, najedzony, ruszam w kierunku Wapienicy. Trasa bardzo przyjemna - w połowie to zjazd w połowie po płaskim,do tego jeden mały podjazd niemal na początku. Później ostry zjazd i jestem już nad zaporą. Fotka i kierunek lotnisko. Tam jeszcze przetestowałem nowy odcinek ścieżki rowerowej i czas udać się do domciu. Wypompowany,ale szczęśliwy. Pozdrawiam, Johnny
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...