Robiliśmy Prisojnik z przełęczy Vrsic, szlakiem turystycznym i przyznam się, że adrenaliny trochę było, zwłaszcza, że nie ma tam praktycznie zabezpieczeń, po grani lazłem na czworaka miejscami. Słoweńcy wychodzą z założenia, że gdy masz się czego chwycić i gdzie postawić nogę, to nie ma potrzeby dawać zabezpieczeń. Tylko w miejscach rzeczywiście gładkich były klamry i liny.