Uff, jakos sie wyrobiłem z robotą, zawsze tak
Jechaliśmy 10 godzin, grupa z Wrocławia , Szczawna Zdroju i Wałbrzycha, Bielawa nawaliła. Było 800 km. i tłok przez Monachium, normalne. Legowisko super, polecam. to pensjonat U FOIDLA w St. Johann in Tirol, warunki doskonałe, bez wyżywienia bo my zawsze swoje a do knajpki nie było nawet czasu, opowiem dlaczego.
Region narciarski to Alpy Kitzbuheler zebrane w jeden olbrzymi region "ALL STAR CARD" http://www.skimap.kitzalps.com/ to link do mapy 7 regionów.
Zaczęliśmy od St. Johann, cały dzień to jeżdżenie na trzech "rodzinnych trasach". Dlatego rodzinne, ponieważ wszyscy bawiliśmy się jazdą w bliskim sąsiedztwie a do tego na różnej trudności stokach (czarny, czerwony, niebieski).
Ciepłe winko na stoku daje miłą przerwę na gwałtowne wyrzucenie z siebie zachwycenia tym wszystkim ( niektórzy byli na nartach za granicą po raz pierwszy).
Pierwsze zmęczenie i wspaniały smak jaggermaistra, piwo i obiadek.
Później spacerek 5 minut do nowego aqvaparku z rurą, gorącym basenem na otwartym powietrzu i bicze. No i dlatego ie było czasu na knajpy, jedynie późnym wieczorem komu się chciało.
W cenie wyjazdu - 1300 zł na osobę - karnet na kilkaset kilometrów, 7 noclegów w doskonałych apartamentach i 3 godziny codziennych rozkoszy w aqvaparku.
2 Dzień - SKI SAFARI w kołyskach kitzbuhel z gondoli w Kirchberg przez Ehrenbah i Pengelstein, widokowy przejazd nad przepaścią na Wurzhohe, powrót po 2 godzinach do Pengel.... i różnymi zjazdami do ewakuacji na czerwonej i niebieską do Kirchberg, ( zdążyliśmy ). Powrót do St. Johann 10 km. i piwko, wódeczka obiadek i cholerna ochota na walnięcie się w łóżeczko ale obiadek przede wszystkim a potem masochizm na biczach wodnych i na zjeżdżalni.
3 Dzień - SALBACH - trochę stracony bo byliśmy skatowani a poza tym pogoda paskudna (wiatr, opady, mgła). Teren to przecudna kołyska i na pewno tam wrócę bo mam niedosyt tego regionu. Trudno, powrót 20km. i normalka.
4 Dzień - powrót na Pengelstein i szaleństwo do bólu po wszystkich możliwych wyciągach. Można oszaleć z obawy, ze nie wszędzie się zdąży.
To tak jakbyście cały dzień jeździli szukając swojego stoku do jeżdżenia i nie znaleźli go a wracacie tak zjechani, że tylko alkohol ratuje zycie.
Mieliśmy przygodę, taka mgła, że 10 m to tajemnicza odległość a byliśmy w połowie 4,5 km trasy do mety, jakoś zeszła po 300 metrach.
5 Dzień St. Johann dla rozluźnienia to było jak powrót do źródeł, jazda na lampach.
6 Dzień !!!!!- To był zupełny odjazd!!!!!!, polecam zjeździć region Winklmoos. Wjazd na szczyt nówką gondolą 15 osobową a potem jazda po całym terenie, dziewczyny na niebieskich i czerwonych a my na wszystkich. Czarna tylko jedna 1800 metrów ale obłędna z górnym stokiem muldziątkiem niezapomnianym przez mojego kolegę, ja zdobyłem się na niego ale nie zdążyłem bo już zjeżdżaliśmy. Jest to szczyt pokryty szerokimi stokami łączącymi się różnego rodzaju trudnościami, można cały dzień szaleć po tym stoku w pełnym słońcu a jest się świeżym jak rankiem. Był to najpiękniejszy dzień no i pożegnalny.
Gorąco polecam karnet 7 REGIONÓW, to nowy i całkiem udany pomysł. Ten karnet 204 euro, ma w sonie też Kaprun z Zelam ZEE. Szkoda, ze tydzień to taki baaaardzo sciśniety okres w życiu narciarza. Jutro jadę do Zieleńca.