Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

krynio72

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O krynio72

  • Urodziny 05.02.1972

Informacje osobiste

  • Imię
    Krzysztof
  • Miejscowość
    Trójmiasto

krynio72's Achievements

Nowy

Nowy (1/6)

6

Reputacja

  1. TRAMP - czy tylko moim zdaniem schodzi na psy??? Od 3 wyjazdów coraz gorzej. Relacja z ostatniego wyjazdu. Wyjazd z Trampem w terminie 21-29 styczeń 2011. Wlochy, dolina Val Di Fassa, miejscowość Mazzin di Fassa, Hotel Alpenrose. Grupa prawie 20 wspólnych znajomych, plus pozostali goście. Cena 1890 plus skipasy / 178-205 euro / Zacznę od plusów. 1+ Piękna pogoda. 2+ Bardzo fajne warunki śniegowe i ciekawe trasy 3+ Mili instruktorzy, starający się nadrabiać uśmiechem wszelkie niedostatki. 4+ Dosyć dobre desery w hotelu. A teraz meritum, czyli jak Tramp i jego właściciel trącają amatorką. Minusy 1- Autokar: Nasza grupa złożona była z uczestników 2 wyjazdów. Ilości obu grup mniej więcej porównywalne. Autokar z firmy Gwiździel jest z rocznika 2003 - nie za bardzo przypomina komfortowy autokar na dalekie trasy do jakiego przyzwyczaiły mnie firmy turystyczne. Może jednak da radę? Jakoś dał. Ale na tle wszystkich innych napotkanych pojazdów wyglądał jak wspomnienie swoich dobrych, młodych lat. Policja w czasie inspekcji przed wyjazdem z Gdyni zakwestionowała jego stan techniczny Podobno nic się nie stało, ale lepiej dmuchać na zimne! Policjant zakwestionował rzekomo cieknący przewód od wspomagania kierownicy. Kierowca jadąc w taką trasę jedyne co miał do powiedzenia Policji to to, że jakoś będzie/ sic!/. Ale nie ważne, że jedzie w góry, zimą z 50 osobami na pokładzie. I nie ważne, że będzie musiał wjechać z nami na 2240 m n.p.m. po czym zjechać drogą na 1340m n.p.m. o czym w ogóle wtedy nie wiedział, bo trasę strugali na bieżąco z mapy, czy pytając się na stacjach, czy aby na pewno autokar da radę. Przygotowanie ZERO! Autokar musiał pojechać na stację diagnostyczną na Hutniczą, a potem na Komendę Policji. Przedstawiciele Trampa twierdzili, że autokar przybędzie za 20 minut!!! Dobrze, że wszyscy wiedzieli, że to niemożliwe, nawet nocą a co dopiero w godzinach popołudniowego szczytu. Czekaliśmy na powrót 1,5 godziny. Dobrze, że nie sypał śnieg, nie było 15 stopni mrozu. I dobrze, że obok był Real w którym można było się ogrzać. Pomocy, ani informacji z biura Trampa brak. Wszyscy schowali głowy w piasek. Mnie to nie dziwi, jak można takie zadanie powierzać ledwo pełnoletnim dziewczynom, wystraszonym zaistniałymi kłopotami i zdenerwowaniem Klientów? Autokar wrócił i zaczął się załadunek. Coś mało miejsca na narty i bagaże... Czyżby Tramp pomylił wyjazd zimowy z letnim? Znowu jakoś się udało. Na styk. Przy komplecie pasażerów nie było by szans. Podróż jak to podróż. Nawet mogę pochwalić kierowców za płynną jazdę, nie było w ich stylu wiele z ułańskiej fantazji. Postoje też dobrze rozplanowane. Gorzej z powrotem. Tramp dobrał dodatkowe 8 osób / uszkodził im się samochód / i na miejscu siedzenia naszych dzieci - co mieliśmy obiecane w Trampie - znalazły się jakieś torby i narty. Po wielkiej i karczemnej bitwie na słowa udało nam się odzyskać zagwarantowane miejsce. Na powrocie pojawił się także nowy lider z Trampa. niejaki Pan Wojtek. Próbował na nowo wprowadzać porządki, forsować zmiany. Zapomniał tylko, że porządki w autokarze już dawno były ustalone... A komercyjna impreza to nie wycieczka szkolna. Na jednym z kolejnych przystanków dzieci wyszły do toalety, a torby i narty wróciły na swoje stare miejsce. Tym razem Pana Wojtka zastąpił nadgorliwy "kierowca - kierownik". Stwierdził, że jeśli się nie podoba proszę sobie wracać na własną rękę, a dzieci / 8-11 lat/ mogą siedzieć na losowo wolnych i rozsypanych po całym autokarze miejscach. I nic go nie obchodzą ustalenia z biurem. Przeszło 20 lat po upadku komuny ta jest nadal żywa w głowach poszczególnych organizmów. Cały czas mieliśmy wrażenie, że to my musimy się podporządkować awaryjnie zabranym pasażerom, a nie oni do nas. Jakieś pomieszanie z poplątaniem. Czuliśmy się jak intruzi można powiedzieć we własnym autokarze. Jeśli tak traktuje się prawie 20 osobową grupę turystów, jadących na wspólny wyjazd, to jak traktuje się pojedynczego klienta? Podsumowanie minusów autokarowych. - Brak postoju na ostatnim odcinku przeszło 500 km jadąc do domu! - Brak pilota odpowiedzialnego za organizację podróży. Nie zaliczam do roli pilota Pana Wojtka, który jest instruktorem i nie specjalnie się odnajduje w tej roli. - Walizki i narty walające się po autokarze w drodze powrotnej. - Nieoświetlona toaleta. - Brak toreb na śmieci. - Brak działającego barku z ciepłymi napojami. - Brak praktyki miejscówek w autokarze. Powoduje do każdorazowy chaos organizacyjny i walkę o miejsca. Wiadomo, kto pierwszy na liście ten lepszy. Proste jak mało co! - Brak specjalnego bagażnika na narty. Te były wciskane w każdy wolny kąt ładowni. Jednym słowem transport nie spełniał warunków oferty zawartej na stronie TRAMPA. 2 - Transport na miejscu W umowie Tramp gwarantuje dowóz na stoki autokarem. My tego dowozu byliśmy pozbawieni o czym nikt nie raczył nas poinformować.. 3 - Koszt TRAMPKA Dodatkowe 750 zł za dziecko. W 2010 roku 400 zł. Skąd taki skok ceny!? Coś co było znakiem firmowym Trampa przestalo nim być. Dodatkowo próbowano pozbawić dzieci lanczu po treningu. Przywrócono go po naszych uwagach! Do pracy instruktorów nie ma zastrzeżeń starali się i chwała im za to! Dziwimy się, że jeszcze są chętni do pracy dla Trampa za tak groszowe stawki. Sluchanie tylu uwag i pretensji za kilkaset złotych to wygorowana cena. Brak bezpiecznego transportu dzieci na stok - musiały jeździć przepełnionymi skibusami. 4 - SZKOLENIA Brak szkolenia narciarskiego w cenie, kiedyś był to żelazny punkt wyjazdów z Trampem. Zawsze te 2-3 godziny na stoku z instruktorem coś dają... A jeśli ktoś woli jeździć samemu droga wolna. 5- Hotel. - Po przyjeżdzie musieliśmy poczekać na zewnątrz 1,5 godziny na przygotowanie pokoi. - Klucze do pokoi zostały wydane na chybil trafił i nic się nie zgadzalo na liście nazwisk. - Hotel był pozbawiony miejsca w którym można by było wspólnie posiedzieć wieczorem nie korzystając z wątpliwej jakosci barku. Pani nie potrafiła wykonać najprostrzego drinka, a oferta hotelowego barku wyraźnie odbiegala od jakiegokolwiek standardu. - Tak zwana świetlica zostala zaanektowana przez włascicielkę jako jej duży pokój z telewizorem. Oglądała tam swoje seriale, a my siedzieliśmy stłoczeni w pokojach. W tym czasie dzieci biegały po korytarzach, bo co innego mogły robić? - Jedzenie: śniadania w zasadzie bez ciepłej potrawy, do wyboru wędlina albo ser. Standard nie lepszy niż w najtańszych przyautostradowych hotelach Formula 1. Jak na wyjazd narciarski stanowczo za mało. Obiady na chybił trafił, żadna rewelacja. Jadałem we Włoszech w hotelach *** dużo lepsze. Plusik za dzbanek z kranówą na stole do obiadu, tego nie ma na przykład w sławnej Teoli gdzie zmusza się turystow do placenia za picie! To dopiero brak klasy!!! - Raz zdarzyło się i czyjeś dziecko wpadlo na kelnera. Poleciał talerz. Właścicielka zaczęła się wydzierać i krzyczeć na rodzicow wszystkich dzieci. Może i źle się stało że dziecko biegło ze stołówki na korytarz. Ale, żeby KRZYCZEĆ na gości hotelowych??? To jakaś czarodziejska sytuacja. Mogła to powiedzieć spokojnie. Tu kolejny raz pokazała klasę i stała się idealnym symbolem swojego pseudo hotelu. - Notorycznie wyłączana winda. - Nie sprawna suszarka do butów i nieogrzewana narciarnia. - Personel nie znający w zasadzie języka angielskiego. - Bliskość kościoła / może 50m / wydzwaniającego co 15 minut czas. W dzień ok. Jeśli ktoś w nocy płycej spał miał problem. Dzwonił 1x 15 po. 2x o w pół do. 3x za 15 i co godzinę odpowiednio do aktualnego czasu. 6- Najbliższa okolica. - Brak jakichkolwiek atrakcji. - Jeden sklepik spożywczy. - Bar, tak zwana "buda" po drugiej stronie drogi. Po pierwszym Apres Ski zabraklo piwa... na 2 dni. - Jednym słowem dziura zabita dechami. - Słaby dojazd do miejscowości turystycznych poza godzinami narciarskimi. Podsumowując obserwujemy od 2 lat ciągly spadek jakości usług oferowanych przez Pana Szumilewicza, właściciela firmy TRAMP. Kiedyś były to potknięcia, teraz jedno pasmo nieszczęść. Przy obecnej ofercie na rynku, oferta Trampa ma się nijak to pozostałych ofert na rynku. Sprawdziliśmy konkurencyjne oferty. TRAMP pozostaje daleko w tyle, gdzie już na starcie czyli w autokarze traci sporo punktów. Dla nas to ostatnie zderzenie z tą firmą. Wystarczy zobaczyć w jakim baraku mieści się ta firma aby pozbawić się wszelkich złudzeń. Mawiają: "nie szata zdobi..." niestety nie w tym przypadku. A miłe panie w biurze to trochę za mało aby uznać firmę TRAMP za profesjonalnego Tour Operatora. c.d.n. Trampki dobre są dla dzieci? Dodam tylko, że po przyjeździe do Mazzin od naszych Trampowych opiekunów nie można było się niczego dowiedzieć na temat tras, wyciągów, okolicy, hotelu... Przepraszam wiedzieli po ile są skipasy. Ale tego, że nie ma na nie kaucji już nie. Powód? Byli tam pierwszy raz / albo pierwszy po kilkunastu latach / i wiedzieli nie wiele więcej niż my, klienci Trampa. Oczywiście nie mam/y żalu do pracowników wynajętych przez Trampa. Starali się dowiedzieć to i owo. Często wiele mogli dowiedzieć się od nas... Winą za to obarczam biuro turystyczne. Nie ma przygotowanych i przeszkolonych rezydentów! Wielu z tych, którzy z Trampem współpracowali nie chcą już mieć z nim nic wspólnego. Tak było rok temu na wyjeździe w Apeniny, instruktorzy żalili się na złe traktowanie przez biuro. Często instruktor był zmuszany do pracy w charakterze rezydenta/ opiekuna grupy. Niestety obie funkcje są do siebie niepodobne. I mają rację instruktorzy mówiąc, że są tu tylko instruktorami. Rezydent to rezydent. Basta! Zastanawiam się tylko w czym obecnie Tramp jest lepszy od indywidualnego wyjazdu? I za co kasuje te "komercyjne" pieniądze? Transport autokarowy? - taki poziom jak w tym roku zapewnia każda firma łącznie z PKS. Wartość usługi wg. biura 250,00 PLN. Opieka dla dzieci? - za 750 zlotych + normalne koszty wyjazdu pomniejszone o rabat dla dziecka - za mniejsze pieniądze można wyszkolić dziecko w Dolomitach u polskiego instruktora, reszta która zostaje to zbyt wiele za opiekę nad dzieckiem w pozostałym czasie! Nie znalazłem nikogo kto zgadzałby się z kalkulacją Trampa. Szczególnie, że cena wzrosła prawie 2 razy, a jakość spadła wielokrotnie. Opieka na miejscu przedstawiciela biura - Tramp nie oferuje opieki, bo Ci ludzie nic albo prawie nic nie wiedzą o miejscach w których muszą pracować! Są przerzucani z kąta w kąt często co tydzień. Uczą się nowych destynacji razem z uczestnikami. Miejsce zakwaterowania - najtańsze z możliwych. Chyba większej dziury w okolicy ze świecą trzeba by było szukać. Do tego uważam, hotel nie był sprawdzony w kontekście oczekiwań biura / poza ceną / jak i klientów. Potem dowiedzieliśmy się, że właścicielka tego przybytku jest znana w okolicy ze swoich nierozwiązanych "problemów" i alergicznych reakcji na hotelowych gości. W grudniu pojechałem prywatnie do Val Gardeny, za dużo mniejsze pieniądze w dużo lepszym standardzie. Rolę rezydenta wypełniał personel hotelu. Wypełniał ją profesjonalnie i dawał poczucie komfortu przebywania w obiekcie. Mało tego oferował animacje dla dzieci. Teraz jeszcze jedno. Nie są to uwagi pisane przez wiecznie niezadowolonego Klienta. Są to uwagi zebrane wśród uczestników tego wyjazdu podczas jego trwania i chwilę po. Nasze spostrzeżenia w drodze powrotnej potwierdzili nasi współtowarzysze podróży, chociaż hotel trafił im się o niebo lepszy. A cenę mieli aż o 200 zł wyższą. Piszę to nie po to żeby się zemścić na Trampie, a po to aby powrócił na drogę którą zgubił jakiś czas temu. Renomę wypracowuje się latami. Traci się znacznie szybciej.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...