Wyjazdy organizowane przez uczelnie do Francji wychodzą podobnie, więc nie uważam, żeby to było jakieś burżujstwo :-) Zresztą pamiętam wyjazdy w liceum do Austrii, które zamykały się w granicach 2500zł, a to było już parę lat temu.
Rok temu byliśmy rejonie Paradiski (Les Coches/Montchavin), więc po co się cofać w rozwoju i męczyć na jednej górce? :-) Wiadomo, że lwią częścią tej kasy jest cena skipassa.
Wymagania są wg mnie praktycznie żadne - my też na pewno mamy swoje wady, chodzi o to żeby nikt nikomu nie mówił co ma robić, nie pienił się o niepozmywany kubek stojący na blacie w kuchni, nie kładł wszystkich spać o 22 albo organizował pobudkę i wyganiał po bagietki o 6 rano A że z takiego wyjazdu zawsze się ma znajomości, to chyba warto je zacząć wcześniej i po prostu zorientować z kim ma do czynienia, nie? Nie wiem co w tym takiego dziwnego.
Jakbym chciał się zdać na los to bym jechał z biurem, które mi zorganizuje dokwaterowanie
Ofertę należy raczej traktować w kontekście 'chętnie poznamy kogoś fajnego jeżdżącego na nartach', a nie 'żal nam 400zł na wolne miejsce w pokoju'. Reszta naszych jeżdżących znajomych albo w ciąży albo bez kasy albo bez urlopu.