Niedziela, Dzień 1 - Pogoda nie dopisuje, średnio-intensywnie pada śnieg - podejmujemy nieśmiałą próbę jazdy w kierunku Marmolady. Wsiadamy w skibusa z pod Hotelu Cristallo w Vigo di Fassa o 8.15. Dojeżdżamy do Alba o 9.20. Nie ma żadnej kolejki przy obu wyciągach, co bardzo cieszy po zobaczeniu kolejek przy wyciągach w Campitello i Canazei. Na szczycie Col dei Rossi jesteśmy już o 9.30. Zmierzamy w kierunku Arabba, po drodze zbaczamy na fajną trasę przy wyciągu Carpazza (czerwona i czarna). Z Alba do dwuosobowego krzesełka w Arabba prowadzącego w kierunku Marmolady potrzeba wyjechać czterema wyciągami, wspomniane krzesełko mijamy o 10.30. Uwzględniając dwa zbędne zjazdy, możliwe jest być pod tym krzesełkiem o 10. W tym momencie rezygnujemy z Marmolady ze względu na padający śnieg i jedziemy zieloną Sella Ronda. Warte uwagi trasy po drodze to: czerwona pod wyciągiem Boe-Campolongo z Campolongo do Corvara, czerwona pod gondolą Dantercepies do Selva - bardzo długi wyciąg ze stacją pośrednią. Wracamy wyciągiem do Alba, ale nie polecam takiego powrotu. Musieliśmy wyjechać wyciągiem w górę na Col dei Rossi, a później w dół do Alba. Zdecydowanie lepiej zjechać wyciągiem w dół do Canazei. Wyciąg w górę na Col dei Rossi i w dół do Canazei odjeżdża z tego samego miejsca.
Dzień 2 - Pogoda zdecydowanie lepsza, świeci słońce, na niebie ledwie parę chmurek. Wyjeżdżamy późniejszym skibusem o 8.40, wysiadamy przy Campitello o 9.15. Kolejka jest ogromna, na szczycie jesteśmy dopiero godzinę później. Dzień spędzamy w okolicach Sassolungo/Ciampinoi. Bardzo fajne są trasy z Piz Sella (czarna, lub niebiesko-czerwona), można jeździć krzesełkami Comici, lub gondolą Piz Sella. Dalej pojechaliśmy na Ciampinoi gdzie są trasy dla bardziej zaawansowanych pod wyciągami Sochers i Sochers-Ciampinoi. Można zjechać jeszcze niżej do St. Cristina trasą czarną, po drodze fajny widok na miasteczko. Czerwonej nie polecam ze względu na dużo muld i strażników. Na dzisiaj tyle, wracamy w kierunku Val di Fassa. Po drodze musimy przejechać trasą z Ciampinoi w dół do Vallongia, wzdłuż dwuosobowego krzesełka Piza Pranseis. Trasa ta jest absolutnie najgorszą z całego naszego wyjazdu. Z racji tego, że jest to część Sella Ronda, a nie jest to najłatwiejsza trasa, szybko tworzą się tu wielkie muldy, w połączeniu z ogromną liczbą osób porozstawianych w losowych miejscach stoku zjazd nie stanowi żadnej przyjemności. Sytuacja była identyczna dzień wcześniej, dlatego wydaje mi się że jest to typowy wygląd trasy.
Dzień 3 - Jedziemy do San Pellegrino, podróż z Vigo trwa około godziny. Niestety jest ogromna mgła i nie dane jest nam zobaczyć cokolwiek ze szczytu Col Margherita. Warunki są ciężkie, ale udaje się odnaleźć fajną trasę czerwono-czarną do Falcade. Czarna trasa stosunkowo łatwa, szeroka. Z powodu mgły uciekamy do Alpe di Lusia z nadzieją na lepszą pogodę. Okazuje się to świetnym pomysłem, bo na terenie całego ośrodka jest idealna widoczność. Ośrodek nie jest duży, ale praktycznie każda trasa jest świetnie przygotowana i przyjemna. Szczególnie polecam trasy czarne w tym ośrodku, jedna jest z połowy gondolki w dół do parkingu, druga ze szczytu gondolki prawie do jej połowy, ale uwaga, zjeżdżając tą górną połówką zjedziemy do krzesełka bez możliwości wjazdu/zjazdu gondolą, czy kontynuacji jazdy w dół do parkingu. Jeszcze raz bardzo polecam ośrodek Lusia, świetne trasy i mało ludzi.
Mogę jeszcze opisać kolejne trzy dni, jeśli są zainteresowani. Co do samych warunków w Val di Fassa, na tygodniu spadło mnóstwo śniegu, także w najbliższym czasie na pewno nie zabraknie, a chyba zapowiadają kolejne opady. Ośrodki poza Sella Rondą wydają się być lepiej przygotowywane(Pozza/Buffaure/Ciampac, Vigo/Pera, Lusia/San Pellegrino). Dwa dni po dużych opadach niektóre stoku na trasie Sella Ronda sprawiały wrażanie jakby w ogóle nie były ratrakowane, no chyba że są doprowadzane do takiego stanu już po dwóch godzinach jazdy...