Heli Putz: czyli Heli skiing
O swoich freeride´owych doświadczeniach opowiada Heli Putz: zawodnik, instruktor i przewodnik, właściciel profesjonalnego Freeride Camp na Krippenstein (Dachstein), dyrektor bezpieczeństwa na zawodach freeride´owych.
SKI: Co to jest freeride?
H.P.: Dla mnie jest to jazda poza oznakowanymi trasami, wcześniej upatrzoną linią, z tym, że na górę dostać się można wszelkimi dostępnymi środkami - kolejką, wyciągiem, helikopterem, etc. Najwyższy stopień wtajemniczenia to - jak największa góra, jak najdłuższy - dziewiczy zjazd, jak największa stromizna, trawersy nad przepaścią, długie skoki ze skał, piękno linii i jazda bez zatrzymywania. To jest ideał.
SKI: Jak stałeś się freeriderem?
H.P.: Robię to mniej więcej od 15 lat. Tak jest - robiliśmy to samo, co teraz już wiele lat temu, ale po prostu nie nazywaliśmy tego freeride czy free skiing. Jeździliśmy tak samo, tylko oczywiście na zupełnie innym sprzęcie. Od niedawna do tej dynamicznie rozwijającej się dyscypliny wchodzą nowości technologiczne, strategia, nowe techniki, nowy ekwipunek i w związku z tymi zmianami, ten sam sposób jeżdżenia stał się o wiele bardziej bezpieczny. Teraz można powoli mówić o bezpiecznym freeride.
Fot. Robert Lubycz
SKI: A kiedy zacząłeś jeździć na nartach?
H.P.: Gdy miałem 4 lata, niedługo po tym jak zacząłem chodzić... Od początku pociągała mnie jazda między drzewami, skałami, etc. W końcu mój ojciec stwierdził, że to niebezpieczne i powinienem iść doskonalić technikę do szkoły narciarskiej dla przyszłych zawodników. I tak przez kilka lat byłem zawodnikiem. Od początku mi się to nie spodobało. Denerwowało mnie, że wszyscy robią te same skręty, obijają się o tyczki i całe dnie spędza się na stoku dla tych głupich kilkudziesięciu sekund. Znudziło mnie to potwornie i dlatego po raz drugi zostałem freeriderem.
SKI: Jesteś zawodowym przewodnikiem i właścicielem freeride camp. Freeride to po prostu twój zawód czy nie czujesz kolejnego znudzenia tym co robisz?
H.P.: Freeride bardzo lubię, a pracuję w tym temacie dopiero od 3-4 lat i jeszcze mi się to nie znudziło. Wcześniej byłem instruktorem i uczyłem ludzi jeździć od zera - jak to instruktor. Szkoliłem też instruktorów i przewodników. Sam też oczywiście jestem przewodnikiem alpejskim, tak w zimie jak i w lecie, a od 4 lat jeżdżę freeride´owo z klientami - uczę ich techniki, uczę jak odróżniać rodzaje śniegu, uczę ich przewidywać pogodę, jak zachowywać się na słonecznym stoku, a jak w cieniu, uczę jak wytyczać trasę zjazdu, jak ją sprawdzać, jak uważać na skały. W Europie jest ogromna rzesza dobrych narciarzy, którzy lubią freeride. Mogliby jeździć sami, ale wolą to robić bezpieczniej - z przewodnikiem.
SKI: Jakie zmiany zaszły na przestrzeni tych lat w sprzęcie?
H.P.: Zmiany są kolosalne! Jest teraz o wiele łatwiej wybrać coś dla siebie. Do dzikiego śniegu preferuję nie krótkie carvery, ale solidne narty 2-metrowe. Taka długość jest potrzebna do utrzymanie odpowiedniej szybkości, do wycinania odpowiednio długich skrętów i do stabilnej jazdy - podobnie jak na snowboardzie.
SKI: Czym powinny się charakteryzować narty do freeride?
H.P.: Powinny być bardzo wytrzymałe i elastyczne. Zwracam szczególną uwagę jak wytrzymałe są tyły nart, gdyż to one poddawane są największym obciążeniom i podczas lądowań przyjmują największe uderzenie. Mam tu np. model 9.22 Atomica, która jest zdecydowanie za miękka do ostrej jazdy. Zniszczyłem już kilka egzemplarzy, które po prostu łamią się jak zapałki. Jest to bardzo niebezpieczne. 9.22 to dla mnie narta dziecinna, choć oczywiście bardzo dobrze skręca. Natomiast godny polecania jest model Atomic 10ex - to już prawie narta nie do zdarcia! Atomic wykonał ją korzystając z moich doświadczeń. Narta freeridowa powinna być szersza od normalnej, co jest nieodzowne na głęboki śnieg. Sidecut nie musi być taki zdecydowany. Natomiast materiały użyte do wytworzenia takiej narty po prostu muszą być "lepsze".
SKI: A co z butami, wiązaniami i pozostałym sprzętem?
H.P.: Buty nie mają jakiś specjalnych wymogów - muszą być dość sztywne i wytrzymałe na uderzenia. Natomiast zdecydowanie polecam wiązania zawodnicze o wysokich wartościach skali wypięcia. Do jazdy poza trasą ustawiamy skalę o dwie pozycje wyżej niż do normalnej jazdy. Ja normalnie mam ustawione wiązania na "11", a do freeride´u przestawiam na "14". Takie ustawienie utrudnia niespodziewane wypięcie, które może być śmiertelnie niebezpieczne! Kiedy się jedzie trawersem nad przepaścią lub po prostu na stromym, zlodzonym stoku, nie można dopuścić, by po uderzeniu np. w kamień narta się wypięła.
Oznacza to śmierć!
Jeśli chodzi o kije - nie ma tu specjalnych wymagań. Ja lubię carbonowe, gdyż są lekkie. Niestety wszystkie kije się łamią... Należy natomiast nauczyć się jeździć bez zakładania paska na dłoń - kij trzymamy tylko w dłoni. Przyzwyczajenie jest tylko kwestią treningu, a może nam to uratować życie w lawinie, gdzie kij pociągnąłby nas na dno jak kotwica.
SKI: Jeśli ktoś chce z tobą jechać - czy musi coś zabrać ze sprzętu?
H.P.: Mamy tutaj wszystko - narty, kaski, liny, uprzęże, kije - zalecamy tylko zabranie butów. Wyposażamy klienta w ochraniacze na plecy...
SKI: Co to takiego?
H.P.: To jest taka sama ochrona, jakiej używają na zawodach motocykliści. To jest właśnie produkt dla nich, zaadaptowany dla potrzeb freeride. Funkcja jest taka sama - zabezpieczenie pleców przed uderzeniem. Oczywiście niezbędnym elementem wyposażenia jest plecak, który także chroni plecy. Należy też obowiązkowo zabrać kask oraz radio. Zawsze go używamy, gdyż kontakt z innymi przewodnikami w górach i z centralą, tu na dole jest niezbędny! Można się także kontaktować z kimś bezpośrednio pod ścianą, można w ten sposób pilotować zjazd z dołu - "bardziej w lewo, bardziej w prawo, szybciej, wolniej, etc." Ale wracając do początku tematu - mamy tu absolutnie wszystko!
SKI: Kiedy jedziesz w nieznane sobie góry np. w Kanadzie, jak rozplanowujesz zjazd, skąd wiesz którędy jechać?
H.P.: Staram się sprawdzić wszystko. Ale ogólnie, kiedy teren jest nieznany, jedzie się po prostu wolniej. Dobrze jest sprawdzić stok z pokładu helikoptera i obejrzeć go z różnych stron. Nie wystarczy tylko sprawdzić teren na mapie. Warunki w górach są zmienne - raz jest więcej, raz mniej śniegu. Raz skały są pod kilkumetrową zaspą, a raz pod kilkucentymetrową warstwą śniegu. Każdy dzień jest inny, a warunki mogą się zmienić z godziny na godzinę.
SKI: Czy wcześniejszą linię zjazdu weryfikujesz jeszcze podczas samego zjeżdżania?
H.P.: Oczywiście, trzeba być elastycznym, lecz jednocześnie dość konsekwentnym. Nie dać się skusić pozornie łatwiejszą możliwością (jeśli wcześniej ustaliłeś sobie linię), trzymaj się tego.
SKI: Czy prawdą jest, że pierwsze kroki poza wyratrakowaną trasą lepiej robić z przewodnikiem?
H.P.: Absolutnie! Dotyczy to nawet bardzo dobrych narciarzy. Dzisiaj np. mieliśmy grupę zawodniczo jeżdżących dzieci i był to ich pierwszy kontakt z terenem poza trasą. One wszystkie świetnie jeżdżą, ale w głębokim śniegu na początku były bardzo nieporadne. Trzeba im było pokazać od początku jak ustawić ciało, co robić z kijami, jaki trzymać odstęp i wreszcie jak szukać linii zjazdu. Są oczywiście różnice w poruszaniu się w stromym i w płaskim terenie etc. Takie szkolenie jest niezbędne, by przyspieszyć samodzielną jazdę poza trasami, by szybciej mieć z tego frajdę.
SKI: A ile potrzeba doświadczeń, by samodzielnie uprawiać freeride?
H.P.: My wyróżniamy 3 poziomy klientów. Z reguły są to stali bywalcy, którzy przyjeżdża- ją tu co roku na 2-3 dni. My za każdym razem proponujemy im odrobinę więcej i obserwujemy, że bardzo łatwo jest im przyswoić tę nowość. Gdybyś zobaczył na śniegu naszych klientów i innych narciarzy, różnica byłaby od razu widoczna. Oczywiście wszyscy na trasie prezentują ten sam poziom jazdy, ale poza trasą "moi" poruszają się o wiele pewniej, kreślą równiejsze łuki, wybierają lepszą linię. Free skiing to oczywiście także jazda po płaskim terenie i takiej jazdy można się nauczyć już po jednym dniu szkolenia. Może nie najlepszą linią, ale na pewno bez problemów technicznych. Natomiast by poznać tajniki bezpieczeństwa, zmiany zachowania śniegu, etc. - na to potrzeba o wiele więcej czasu. Oczywiście najlepiej mieszkać w górach i praktykować freeride codziennie...
SKI: Czy jest skala trudności zjazdów tak jak np. we wspinaniu?
H.P.: Nie ma tu ocen, ale kiedy np. zjeżdżam drogami wspinaczkowymi, mają one swoje wyceny. W zeszłym roku zjechałem z Wysokiego Dachstein drogą o trudnościach II. Kiedy minąłem po drodze wspinający się tą drogą zespół, miny tych wspinaczy nie były tęgie...
SKI: W jaki sposób oceniasz poziom klientów?
H.P.: Tylko przez jazdę.
SKI: Czy zdarzyła się taka sytuacja, że ze względu na małe umiejętności potencjalnego klienta musiałeś odmówić jazdy?
H.P.: Nie. Zdecydowanie nie! Zwykle zabieram gościa na długą trasę, taką jak np. Standard. wykonujemy kilka skoków, gwałtownych skrętów i już wiem wszystko. Ciekawą rzeczą jest to, że gdy przyjeżdżają do mnie Austriacy i np. Polacy, zawsze mówią to samo: "Nie jestem zbyt dobry, ale powinienem się pozbierać, jak potrenuję". Potem z reguły okazuje się, że tacy goście jeżdżą świetnie! Ale kiedy przychodzą Niemcy i Amerykanie, ich samoocena jest zgoła inna: "Jeżdżę świetnie - zabierz mnie na najtrudniejszy zjazd". Po takiej przemowie okazuje się z reguły, że ci ostatni prawie nie umieją jeździć.
SKI: Przewaga Polaków opiera się na tym, że stoki są u nas słabo przygotowywane i narciarze muszą sobie jakoś radzić, jeśli chcą pojeździć...
H.P.: Ale tak samo jest w Ameryce i co z tego. Kiedy pracowałem w Squaw Valley, ze zgrozą stwierdziłem, że oni tam w ogóle nie przygotowują stoków. Jazda w takim ośrodku (bardzo popularnym) jest świetnym treningiem przed freeridem.
SKI: Czy miałeś jakieś freeridowe kontuzje?
H.P.: Na razie nie, ale na wiosnę miałem problemy z nogą na ski tourach.
SKI: Powiedz, jakie są zasady rozgrywania zawodów freeridowych?
H.P.: Ocenia się kilka cech zjazdu:
- Kontrolę zjazdu
- Linię
- Płynność. Ilość zatrzymań (im mniej tym lepiej)
- Dynamikę, agresywność jazdy
- Zmieszczenie się w limicie czasu.
Stok do rozgrywania zawodów musi być szeroki na min. 500 metrów i dostępne są 3 miejsca startowe: niebieskie, żółte i czerwone. Zawodnik musi zadeklarować linię. Oceny dokonuje jury, które głosuje po każdym przejeździe. Sędziów jest 7. Cykl zawodów Pucharu -wiata wynosi minimum 12 edycji i jeden z sędziów musi być obecny na każdej imprezie. Zawody rozgrywane są w takich słynnych miejscowościach jak: Courchevel, Les Arcs, Tignes, Chamonix, Les 2 Alpes, Valdez (Alaska). Każdy z sędziów zapisuje ocenę, a maksymalna wynosi 10 pkt. Zdecydowanie najważniejsza jest linia. Jeśli linia ma np. tylko 1-2 pkt., to płynność nie może mieć więcej niż 5 pkt. Oprócz Pucharu Świata odbywają się także inne imprezy: np. YOZ w Vars, Masters w Sölden czy X-Games. Wszystkich imprez może być nawet 25. Zawody freeridowe to dość popularna impreza - ma swoich sponsorów i dość wysokie nagrody.
SKI: Ile średnio zawodników startuje w takich zawodach?
H.P.: W Sölden mieliśmy ponad 80 chętnych, a zawody były przewidziane na 50 startujących. Ostatecznie dopuściliśmy do startu 70 osób.
SKI: Dzięki za rozmowę.
Rozmowę przeprowadzili: Jacek Trzemżalski i Maciej Trzemżalski
Zdjęcia: Robert Lubycz
