Świętuj z nami 30 lat
SportFelieton

Nath Fresnois

Freeride znaczy wolność

Natha spotkałem po raz pierwszy rok temu w Obertauern. Ten młody Francuz był gościem testu Atomika i prezentował modele z grupy freeride. Należy do profesjonalnego Atomic Freeride Team (AFT), skupiającego kilkudziesięciu zawodników z całego świata. Jego życie wyznacza rytm startów i egzotycznych wyjazdów. Sam twierdzi, że to wolność, o jakiej zawsze marzył. Poznajmy zatem życie prawdziwego freeridera.

SKI: Jaka jest twoja filozofia freeride?
Nath Fresnois: Moja filozofia to wolność. Jest to najważniejsza rzecz. Kiedy byłem zawodnikiem, startującym w zawodach alpejskich, bardzo chciałem być francuskim Hermannem Maierem. Lubiłem to, ale zdałem sobie sprawę, że raczej nie osiągnę światowego poziomu. A jeśli już, to czeka mnie ciężka praca. Rzuciłem to 4 lata temu i postanowiłem skończyć studia. Wytrzymałem tylko 2 tygodnie, w czasie których nie mogłem jeździć na nartach. To było nie do zniesienia! Zrozumiałem, że narty to dla mnie synonim wolności. A jak wolność to oczywiście freeride... Rzuciłem studia i postanowiłem realizować nową drogę mojego narciarstwa. Wszystko podporządkowałem wolności.

SKI: Przypuszczam, że masz możliwość uprawiać freeride niedaleko domu.
N.F.: Masz rację. Mieszkam w La Rosiere we Francji. Tam dorastałem. Jest to ośrodek niedaleko Bourg St. Maurice i Val d´Isére. Ośrodek jest położony 8 km od granicy włoskiej i dlatego mogę z domu pojechać na narty do Włoch i wrócić także na nartach. Bliskość Włoch powoduje, że dużo jeżdżę także w Dolinie Aosty. Mogę po włoskiej stronie wjechać wyciągiem, by posurfować w puchu po francuskiej stronie, lub odwrotnie - jak kto woli. Wybór świetnych miejsc do takiej jazdy jest nieograniczony!

SKI: Kiedy zacząłeś jeździć na nartach?
N.F.: Jak miałem 2 lata lub nieco więcej. Pamiętam, że tego nie lubiłem. To były chyba narty biegowe. Na poważnie zacząłem jeździć jak miałem 5 lat. To była jazda codziennie. Wstąpiłem do klubu narciarskiego i zacząłem startować w zawodach, stałem się juniorem itd. Oto cała historia.

SKI: Czy jazda na nartach to było rodzinne zajęcie?
N.F. Moi rodzice mają duży sklep narciarski w La Rosiere. Odkąd pamiętam zawsze bawiłem się nartami. Tato próbował być instruktorem, ale praca w sklepie była bardzo absorbująca. W końcu przestał jeździć na nartach, przestał także się wspinać. Ale narciarstwo jest i było bardzo związane z rodziną. Dla mnie, jako dziecka było ono czymś naturalnym. Ubierałem narty i szedłem jeździć - gdzie chciałem.

SKI: Ile masz teraz lat?
NF.: 24 i jest to dobry okres dla freeridera.

SKI: A jak długo nim jesteś?
N.F.: Profesjonalnym 3 lata. Rzuciłem zawody alpejskie, gdy miałem 19 lat. Przez rok jeździłem w puchu tylko dla przyjemności. Potem stałem się profesjonalnym freeriderem. Zabawne, ale nawet gdy byłem zawodnikiem, częściej trenowałem poza trasą niż na bramkach. To jest zresztą świetny trening pod zawody. Przez rok wolności nikt mi tego nie wytykał. Mogłem jeździć, gdzie chciałem, ale potem musiałem przekonać swój klub, że zawody to nie tylko bramki. Tak powstała w naszym klubie sekcja freeride i regionalny team. Po ustabilizowaniu sytuacji w klubie, mogłem wrócić na studia, a szkoła biznesu dała mi jako zawodnikowi sporo wolnego czasu. Dlatego postanowiłem zająć się freeridem profesjonalnie.

SKI: Jak wygląda życie profi freeridera?
N.F.: Jest to ten sposób życia, o którym zawsze marzyłem. Nie ma jakichś sztywnych norm, czy specjalnych obowiązków, jak w życiu alpejczyka. Jesteś do dyspozycji sponsora, wybierasz zawody, w których startujesz i jeździsz po całym świecie. To jest to co lubię. Na całym świecie freeriderzy to jedna wielka rodzina. Bez znaczenia jest skąd pochodzisz, jaki masz styl czy poziom jazdy. Nad każdym unosi się Wielki Duch freeridu i on ludzi łączy. Teraz myślę o tym jak połączyć biznes z narciarstwem i jest to o wiele prostsze odkąd zostałem profi.

SKI: Czy startujesz w zawodach?
N.F.: Oczywiście, biorę udział w zawodach. Zadebiutowałem 2 lata temu w zawodach World Tour. Było to w Andermatt w Szwajcarii. Zająłem tam 6 miejsce, co było dużą niespodzianką. W World Tour niełatwo o taki wynik. Skonstatowałem wtedy, że jak się postaram to mogę być w top 10. Oczywiście teraz jest jak ze wszystkim w życiu - czasem dobry start, czasem słaby.

SKI: Czy można trenować na trasie przed zawodami?
N.F.: Są różne sposoby rozgrywania zawodów, ale zasadniczo nigdy nie jeździ się po trasach. Pozostaje lustracja lornetką z linii mety. Potem wjazd na górę, zjazd i to wszystko. Wcześniej wybrałeś i zadeklarowałeś linię zjazdu i musisz być absolutnie pewien słuszności swojej decyzji. Zjazd musi być absolutnie zdecydowany, bez zachwiania. Nawet jeśli coś cię zaskoczy, musisz reagować błyskawicznie. Podstawowe trudności: skały, kamienie, krzaki, drzewa musisz wypatrzyć przez lornetkę i zapamiętać. Bez tego nie masz szans na zawodach. Ten rodzaj logistycznego podejścia bardzo mi odpowiada. Oczywiście podczas zawodów w lesie nie sposób wypatrzyć wszystkiego. Wtedy skupiasz się na skokach i miejscach lądowania. To wszystko co możesz zrobić. Podczas jazdy nie możesz wpadać w nagłe olśnienia - coś co może być lepsze w danym miejscu, wytrąci cię z obranego toru jazdy i za chwilę jesteś załatwiony. Dlatego tak ważne jest optymalne zaplanowanie linii. Zawody jak widzisz rozgrywają się bardziej w głowie niż na śniegu....

SKI: Czyli największym przyjacielem zawodnika jest lornetka?
N.F. Lornetka jest bardzo ważna, ale bez doświadczenia jest to martwy przedmiot. Lustracja musi być poparta wyobraźnią i doświadczeniem w dzikim terenie górskim. Sama brawura jest najkrótszą drogą do wypadku.

SKI: Co najbardziej lubisz - skoki, strome ściany, lód, lawiny?
N.F.: Jak mówiłem wywodzę się z zawodów alpejskich. Nie jestem dobrym trickerem, dlatego nie najlepiej czuję się w skokach. Ale stromy stok na dużej prędkości to jest moja silna strona. Lodu też się nie boję. Lawiny? No cóż, zdarzają się - taki sport - trzeba przed nimi uciekać i tyle. Oczywiście na początku moich startów w zawodach wybierałem linie, którymi mogłem bezpiecznie i w miarę szybko zjechać. Jednak bezpieczeństwo było priorytetem. Teraz po trzech latach w Freeride World Tour wybieram linie bardzo ryzykowne, takie gdzie jest tylko jedna możliwość zjazdu, gdzie nie można popełnić żadnego błędu. Tym zyskuję przewagę. W takich momentach, na naprawdę trudnym zje.dzie czujesz, że żyjesz pełnią życia, że masz nad nim kontrolę, a jednocześnie wiele ryzykujesz. To naprawdę wspaniałe uczucie! Nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich niespodzianek, ale ryzyko jest świadome, wcale nie czujesz się pozornie bezpiecznie, jak np. w samochodzie czy samolocie. Jesteś tylko ty, głęboki śnieg i ryzyko.

SKI: Czy to prawda, jak mówi wielu narciarzy, że free skiing jest zbyt niebezpieczne, że jest zbyt wiele wypadków, że jesteście gośćmi niespełna rozumu?

N.F.: Tak naprawdę na zawodach nie ma wcale wielu wypadków. Podczas mojej dotychczasowej kariery było tylko kilka złamań. To zdarza się często także na zawodach alpejskich. W zeszłym tygodniu byłem w Whistler, oczywiście na zawodach World Tour, nie poszło mi tam najlepiej, ale mniejsza o to. Na tych zawodach były tylko dwa niegro.ne wypadki - to nie jest wiele, jak na taki ryzykowny sport. Freeriderzy może robią szalone rzeczy - tak to wygląda dla obserwatora z zewnątrz, ale uwierz, że wiemy, co robimy. Wiemy, że to ryzykowne. Czasem bardzo ryzykowne manewry wyglądają niewinnie, a za to bezpieczne skoki na miękki śnieg wydają się kosmiczne. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jest to oczywiście sport specjalny, ale nie specjalnej troski. Ludzie nie są szaleni. Każdy myśli, że podczas pierwszej freeridowej wycieczki na pewno się zabije. To są ci, którzy oglądają zawody w TV. Freeride ma wiele twarzy, można się nim cieszyć na każdym poziomie. My zawodnicy to ekstremum - jak kierowcy Formuły 1, wśród milionów kierowców. Tak samo jest z freeridem. Jest to sport dla wszystkich.

SKI: Jak często startujesz?
N.F.: Na świecie w ciągu sezonu odbywa się ok. 15-20 ważnych zawodów. Ja staram się zaliczyć od 7 do 12 - nie więcej. Priorytetem jest oczywiście Puchar Świata czyli World Tour. Są takie miejsca, które lubię i takie, na których mi nie zależy. Lubię Chamonix, Whistler, Courchevel. Ale zawody nie są najważniejsze: mam za sobą cały cyrk startów w zawodach alpejskich i we freeridzie między innymi tego chciałem uniknąć. Jedziesz na zawody, siedzisz na starcie, czekasz, potem zjeżdżasz raz lub dwa i koniec. To jest bez sensu, nie jest to kwintesencja freeridu. Zawsze przy okazji zawodów staram się zostać w danym miejscu kilka dni dłużej i po prostu sobie pojeździć. Zresztą zawody tracą rozpęd medialny, trudno je pokazać, trudno wytłumaczyć widzom o co chodzi. Nawet we Francji, gdzie ten rynek jest bardzo duży. Według mnie najlepszy przekaz medialny to zdjęcia i filmy z jazdy w górach. To najlepiej działa na wyobraźnię...

SKI: Co byś powiedział komuś, kto chciałby zacząć uprawiać freeride? Co jest najważniejsze: sprzęt czy sposób myślenia?

N.F.: Oczywiście sprzęt jest bardzo ważny. Zwłaszcza po zmianach, jakie nastąpiły w ciągu ostatnich kilku lat, jest to duże ułatwienie dla freeriderów. Takie narty jak nasze 10.EX dają poczucie absolutnej stabilności i kontroli. To jest oczywiście wspaniały silnik, ale trzeba zadbać o paliwo. Takie narty nie będą same zjeżdżały. Do tego potrzebna jest technika, ale przede wszystkim wolny umysł. Każdy może czerpać radość z freeridu na swoim poziomie. Najważniejszą radą dla początkujących jest: "bądź cierpliwy". Ten sport uprawia się w dzikich górach, a góry uczą cierpliwości. Trzeba nauczyć się obserwować pogodę, jakość śniegu etc. Nikt nie skoczy z 40 metrowej skały pierwszego dnia! To niemożliwe. Są tacy, którzy nigdy nie skoczą i co? Mają czuć się gorsi? Bzdura! Najważniejsza jest przyjemność, a potem ogarnie was duch - duch freeridu.

SKI: Radzisz każdemu tego spróbować?
N.F.: Oczywiście! Załóżcie narty Wide Body, wybierzcie się na łatwą wycieczkę, z kimś, kto już wie o co chodzi, załóżcie plecak i kask i spróbujcie. To wszystko. Przetestujcie się na polu bitwy. Bez pośpiechu i stresu. Potem przyjdzie czas na dzikie miejsca, strome stoki, maksymalny speed i skoki ze skał. Po trzech latach będziecie lepsi ode mnie.... Zaraz, zaraz - cofam wszystko, przecież ja z tego żyję. Nie możecie mi tego zrobić! Ale na poważnie - freeride jest dla każdego. Mam znajomych, którzy mają 75 lat i nie mogą żyć bez puchu. Jazda freeridowa nie jest trudniejsza od walki na stromej, twardej wyratrakowanej trasie. Wymaga tylko innej techniki, ale nie jest trudniejsza. Ale o ile przyjemniejsza. Widać to po krajach alpejskich, gdzie coraz więcej ludzi czerpie radość z freeridu. Myślę, że jest to najbardziej naturalna forma narciarstwa. Przecież tak jeżdżono, kiedy jeszcze nie było ratraków, ani wyciągów. Kiedy spadnie świeży śnieg i trasy nie są dobrze przygotowane, kiedy są muldy i nierówności, kamienie i lód - wtedy lepiej pójść na dziki śnieg, poza trasę. Tam będzie się jeździło znacznie lepiej i przyjemniej.

SKI: Czy istnieje zależność między doborem sprzętu a warunkami śnieżnymi?
N.F.: Jeśli śnieg jest bardzo głęboki należy bezwzględnie zabrać narty typu Wide Body...

SKI: Jaką długość?
N.F.: Ja jeżdżę z reguły na 191, czasem na 184 np. między drzewami. Takie narty zapewniają dużą stabilność oraz bezpieczeństwo przy lądowaniach. Narty o nowej konstrukcji nie wymagają jakiejś specjalnej techniki, po prostu trzeba jeździć w pozycji centralnej: ani na przodzie, ani na tyle. Co innego przy skokach, ale to już inna historia.

SKI: Jakie jest twój ulubiony rejon freeridowy?
N.F.: Trudno tak wytrzepać z rękawa. Jest kilka wspaniałych miejsc. Jedne miejsca są atrakcyjne ze względu na trudności techniczne, inne ze względu na egzotykę i piękne krajobrazy. Jeśli chodzi o element "techniczny" to Chamonix jest moim faworytem. Można tam zjechać linią o przewyższeniu 2000 metrów, bardzo stromym terenem, z wysokimi skałami, z dużą ekspozycją. Jest tam wszystko, co powinno być w wielkich górach. Whistler w Kanadzie jest za to świetne ze względu na jazdę między drzewami. To także bardzo lubię: treeskiing! Jeśli chodzi o egzotykę - bardzo lubię Chile i Argentynę, no i oczywiście Nową Zelandię. Uwielbiam podróżowanie, spotykanie nowych ludzi, zwiedzanie nowych krajów, poznawanie kultury. To jest także przyjemna strona freeridu.

Wywiad przeprowadził: Jacek Trzemżalski

Udostępnij ten tekst
Jacek Ciszak
Autor i redaktor skionline.pl · vlog „JC w podróży”

Od 30 lat odwiedza ośrodki narciarskie na całym świecie, od Kanady przez Europę po Japonię. Każdy ośrodek, o którym pisze, sprawdza na miejscu, z nartami na nogach.

Ubezpieczenie na narty od 34,51 zł/os. za 7 dni 
Pewne ubezpieczenie narciarskie: ratownictwo na stoku i leczenie za granicą, w wyższych wariantach także OC narciarza. Polisa przychodzi e-mailem kilka minut po płatności.
Oblicz cenę

Dodaj skionline.pl do ekranu

iPhone i iPad Safari

  1. Stuknij Udostępnij (w nowszym Safari najpierw „•••”).
  2. Przewiń listę i wybierz „Do ekranu początkowego”.
  3. Stuknij „Dodaj”.

W innych przeglądarkach na iPhonie ta sama opcja jest w menu Udostępnij.

Więcej o aplikacji