Pierwsze złoto olimpijskie Marii Riesch i świetny powrót Anji Pärson
Rok po zdobyciu swego pierwszego złotego medalu w slalomie na mistrzostwach świata w Val d’Isere, Maria Riesch ponownie sięgnęła po złoto. Tym razem Niemka triumfowała po rozegranej w Whistler Creek super kombinacji.

Po zjeździe alpejka z Garmisch-Partenkirchen plasowała się na 2. miejscu, tracąc kilka dziesiątych sekundy do swej przyjaciółki Lindsey Vonn. Jednak w slalomie Riesch nie miała sobie równych. Niemka uzyskała najlepszy czas i pewnie sięgnęła po swe pierwsze olimpijskie złoto.
Drugie miejsce wywalczyła Amerykanka Julia Mancuso, a trzecie (zasługująca na wielkie uznanie) Anja Pärson. Walcząca o kolejny złoty krążek Lindsey Vonn, zahaczyła nartą tyczkę i wypadła poza trasę slalomu.
Warto podkreślić, że od 1998 roku, gdy złoto w super kombinacji wywalczyła Katja Seizinger, niemieckie alpejki ani raz nie triumfowały w tej konkurencji. Riesch sprawiła swym fanom ogromną radość i zrehabilitowała się po raczej nieudanym zjeździe, w którym zajęła dopiero 8. miejsce.
- Wciąż nie mogą uwierzyć, że dokonałam tego! Liczyłam dziś na jakikolwiek medal, ale złoto jest dla mnie spełnieniem marzeń. - komentowała tuż po zawodach.
- Po wczorajszym, ciężkim zjeździe nie mogłam doczekać się kombinacji. Stojąc w budce startowej, wiedząc o tych wszystkich fatalnych upadkach, które miały miejsce przed moim przejazdem, nie byłam w stanie pojechać tak, by wykorzystać swój cały potencjał. Musiałam długo czekać, co fatalnie wpłynęło na koncentrację. Zamiast płynnej jazdy, walczyłam ze stokiem na większości odcinków.
- Dziś, na szczęście start był obniżony, ale mimo wszystko nie uniknęłam poważnego błędu w górnej części, tuż po pierwszym długim skoku. Zatraciłam właściwą linię gubiąc dużo czasu, tak więc na mecie i tak cieszyłam się z uzyskanego rezultatu. Do Lindsey straciłam tylko kilka dziesiątych sekundy i miałam świadomość, że jestem w stanie nadrobić stratę w slalomie. Przed drugim przejazdem czułam się bardzo pewnie, ponieważ ten stok bardzo mi odpowiada.
- Od początku złapałam dobry rytm i przyspieszałam aż do mety. Niesamowitym przeżyciem było dla mnie wykręcenie najlepszego czasu i pewność, że mam swój pierwszy olimpijski medal.
- Ze względu na doznaną tuż przed rozpoczęciem Olimpiady w 2006 roku kontuzję kolana, nie pojechałam do Turynu, dlatego też te Igrzyska są dla mnie tak ważne. Wszyscy oczekiwali ode mnie w Vancouver doskonałych wyników, a walka o medale pod taką presją naprawdę nie jest łatwa. Na szczęście udało mi się zebrać siły po wczorajszym, nieudanym zjeździe; odzyskałam motywację i wole walki w kombinacji.
- Złoto olimpijskie to największe trofeum, jakie można zdobyć. Zarówno ja, jak i cały mój team jesteśmy niezwykle szczęśliwi mając je w kieszeni. Na wygraną podczas Igrzysk składa się mnóstwo czynników, które muszą ze sobą współgrać. Dziś jest naprawdę mój dzień. Osiągnąwszy swój cel, teraz, z dużo większym luzem mogę stanąć do walki w kolejnych konkurencjach. Oczywiście, podczas najbliższych zawodów dam z siebie wszystko. Będę walczyć z wielką determinacją, lecz pod mniejszą presją.
6. medal olimpijski Anji Pärson
Wielką bohaterką czwartkowych zawodów pozostaje Anja Pärson. Na 24 godz. po fatalnym upadku na tej samej trasie, Anja stanęła do walki o medal w super kombinacji.
Szwedzka weteranka stoków, odważnym zjazdem i agresywnym slalomem wywalczyła brązowy medal. Oznacza to, że 18. lutego 2010 Pärson wyrównała rekord legendy narciarstwa alpejskiego: Janicy Kostelic. Obydwie zawodniczki, jako jedyne zdobyły po 6 medali olimpijskich.
Cztery lata temu, w Sestriere Anja wywalczyła brąz w kombinacji, złoto w slalomie i brąz w zjeździe. Teraz, do olimpijskiej kolekcji brakuje jej tylko krążka w super gigancie.
Zdobywczyni dwóch Wielkich Kryształowych Kul była równie szczęśliwa co wykończona po zawodach.
- Stoczyłam dziś ze sobą wielką walkę; byłam tak obolała po wczorajszym upadku, że decyzję o starcie podjęłam dopiero na kilka minut przed rozpoczęciem zawodów. - wyjaśniała później.
- W wyniku uderzeń spora część mojego ciała jest pokryta siniakami; z powodu otarcia łydki miałam rano kłopot z założeniem buta. W konkursie piękności w ramach dzisiejszych zawodów pewnie nie miałabym szans. - komentowała z uśmiechem na twarzy.
- Bardzo chciałam wystartować. To była wewnętrzna walka, by ponownie zjechać tą trasą i pokonać własny strach. Pomimo bólu, agresywnie pojechałam na górnym odcinku trasy, końcówka była trochę słabsza. Ulżyło mi, gdy bezpiecznie wykonałam ostatni skok, naprawdę odetchnęłam!
- Podczas slalomu zamieniłam złość na dobrą energię i wydobyłam z siebie wszystko, na co było mnie dziś stać. Jestem z siebie bardzo dumna i cieszę się, że powrót wyszedł naprawdę w dobrym stylu. Z pewnością, była to jedna z najtrudniejszych walk, jakie stoczyłam, ale było warto!
- Nie wiem, jak będę czuła się w najbliższe dni; mam nadzieję, że będę wracać do zdrowia, bo to jest teraz dla mnie najważniejsze. - podsumowała zawodniczka z Taernaby, która od 2001 roku, czyli pierwszego zwycięstwa w slalomie w St. Anton zgromadziła na swym koncie aż 16 medali!
Źródło: HEAD / opracowanie skionline.pl
