Aiguille du Midi i Vallée Blanche
7.00 zrywamy się z łóżek i patrzymy przez okno w stronę Aiguille du Midi. Choć nie ma słońca, widać szczyt! Według prognoz chmury mają się rozejść jeszcze przed południem. Spotykamy się przy dolnej stacji gondolki. Tłok panuje tu, jak na dworcu kolejowym.
Trwa organizowanie grup, ubieranie uprzęży i detektorów lawinowych. Wagoniki zabierają kolejnych narciarzy. Pośrednia stacja, Plan de l'Aiguille, znajduje się na 2317 m. Jedziemy dalej, na 3842 m. Górna baza wykuta jest w skale. Aby dostać się z niej do miejsca, z którego można rozpocząć jazdę, trzeba przejść pod wierzchołkiem góry. Najpierw jeden tunel, potem nadwieszony most i kolejny tunel. Tu, przed wyjściem na zewnątrz, trzeba być już w pełni gotowym. Wiążemy się więc liną asekuracyjną, spinamy sprzęt i, po pokonaniu ostatniego, tym razem już lodowego tunelu, wychodzimy na zewnątrz. Silny, mroźny wiatr zawiewa śniegiem w twarz.
Pierwszy, stromy odcinek trzeba pokonać na nogach. Idziemy granią gęsiego kilkadziesiąt metrów, trzymając się liny. Na wypłaszczeniu zapinamy sprzęt i ruszamy w dół. Widoczność kiepska, więc jedziemy blisko siebie. Wokół pełno świeżo nawianego śniegu. Przejeżdżamy pod kolejką gondolową, która łączy szczyt Aiguille du Midi z włoską stroną Alp. Po drodze mijamy pęknięcia w lodowcu. W niektórych miejscach to głębokie, ponad 50-metrowe przepaście. Większość to jednak kilkumetrowe wyrwy, wypełnione miękkim śniegiem. Gilles (nasz przewodnik) zwraca nam uwagę, w których miejscach mogą się znajdować.
Pokonujemy kolejne odcinki Vallée Blanche. Większość jest raczej łagodna, ale przy panujących warunkach niebezpieczna. Nagle Gilles znika w połaci śniegu. Gdy podjeżdżamy bliżej, widzimy, jak gramoli się z kilkumetrowego dołu. Widać, że nawet najbardziej doświadczonych, na pozornie łatwej trasie może spotkać niemiła niespodzianka. Na szczęście nic się nie stało. Suniemy więc dalej, ale już teraz nikt nie chce jechać tuż za Gillem :).
Więcej przeczytasz na blogu Chamonix Tour 2010
