Kowalczyk wygrała na znienawidzonych nartach
Piątkowym i sobotnim startom Justyny Kowalczyk w Szklarskiej Porębie towarzyszyły ogromne emocje. Na szczęście Polka znakomicie poradziła sobie z ogromną presją i ku uciesze tysięcy fanów odebrała Marit Bjoergen żółtą kamizelkę liderki PŚ. - To były najważniejsze starty w tym sezonie - powiedziała.
- Czuję się wspaniale. Przez ostatnie dwa dni towarzyszyły mi ogromne emocje. Ostatniej nocy spałam ledwie trzy godziny. Były to dla mnie najważniejsze starty w tym sezonie. Bardzo dziękuję kibicom i organizatorom - oświadczyła polska biegaczka.
Justyna Kowalczyk, podobnie jak inni biegacze i biegaczki, do ostatniej chwili głowiła się nad wyborem odpowiednich nart. Ostatecznie Polka postanowiła, że wystartuje na bezwoskowych nartach, których zresztą nienawidzi.
- Warunki pogodowe były bardzo trudne. Mieliśmy przygotowanych kilka opcji nasmarowanych nart i kilka opcji "no-waxów". Smary praktycznie odrzuciłam po pięciu minutach. Później serwismeni próbowali jeszcze coś tam ze smarami robić, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tych nart. Pozostała więc sprawa wyboru nart spośród "no-waxów". Nienawidzę ich, ale nie miałam innego wyjścia. Dwie minuty po zamknięciu tras i mniej więcej pięć minut przed startem podjęliśmy decyzję, które narty powinnam wybrać. Jak pokazały różnice czasowe na mecie, była to trafna decyzja - potwierdziła Kowalczyk.
