Witam.
Byłem, przejechałem, dałem rade i na mecie byłem bardzo szczęśliwy. Tak w krótkich słowach można opisać mój debiut w TdPA w Bukowinie Tatrzańskiej.
A było to tak... Rano w sobotę 14/07/2012 stawiłem się w Termach w Bukowinie po odbiór numeru i kilku gadżetów dla każdego uczestnika (koszulka pamiątkowa, voucher na termy, baton i żel energetyczny). Numer 259 :smile: Następnie udałem sie do Zakopanego, troszke pochodzić po górach, a po południu obejrzeć V Etap TdP RAabka - Zakopane. I poźniej do pensjonatu odpocząć przed debiutem w TdPA :smile:
No i nastał 15/07/2012 wyjazd o godzinie 8 z Niedzicy Zamek do Bukowiny Tatrzańskiej na start. Oczywiście było już dużo dróg pozamykanych przez policje i straż graniczną, więc z parkingu na start było jakies 2 km, ale w tym czasie mała rozgrzewka. Gdy już dojechałem pod Termy okolo 9.30 było już mnóstwo kolarzy. Ja na góralu... Tak sobie pomyślałem... Dam rade na tym góralu czy nie bardzo... Wszyscy na kolarkach, a górali wypatrzyłem raptem z 30 sztuk. A startujących wszystkich uczestników było ponad 1100.
I zaczeło sie wszsycy razem podjeżdzamy pod Termy na start, na następnie start honorowy i podjeżdzamy pod rondo w Bukowinie a następnie bardzo ostry zjazd do Poronina, gdzie zatrzymujemy sie i szukujemy sie do "prawdziwego" startu. Jeszcze czekamy aż przejedzie pociąg, w tym czasie policja blokuje Zakopianke i po chwili strzał i START!!!
Z 300m Zakopianka, a poźniej pierwszy, a zarazem bardzo ostry podjazd pod Ząb. Na tym podjeździe na 12km miałem pierwszy kryzys, no ale byli ludzie, którzy dopingowali i kibicowali wiec jakoś dałem rade. Poźniej kilka ostrych zjazdów , troche płasko, trochę lekko pod górke, troche płasko, a poźniej wypatrywanie gdzie ten słynny Gliczarów :smile: No i w koncu ukazał sie wielki podjazd. Przełożyłem na najmniejsze tryby i jechałem, tzn czołgałem sie pod góre. Patrze przedemna, wszyscy prowadza szosówki, patrze w dół to samo, a ja na moim góralu jade. Ale ujeachalem jeszcze z 50 metrów i stanęłem. Przeszedłem największe nachylenie i znowu wskoczełem na górala i jakoś udało sie dojechać pod Gliczarów. A następnie kilka ostrych zjazdów i końcówka 4km do metu pod górę. Dwa kilometry przejechałem jeszcze dobrze a poźniej już sie zaczął drugi kryzys. Myślałem że juz nie dam rady, a do mety 2km... Jeszcze ludzie dopingujący mowią żeby kręcic bo za 10 minut zamykają trase... Wiec ostatkami sił jakoś dałem rade i zmieścilem sie w czasie. A na mecie byłem dumny z siebie ze dałem rade :smile:
Z tego wyscigu nie da sie zapomnieć mnóstwo wspaniałych kibiców w wieku od 2 do 80lat stojących w każdej wiosce i ich wspaniały doping i wspomaganie. Najbardziej zapamiętam babcie która przyczała do każdego, kto podjechał pod którąś tam kolejną górkę: "GRATULACYJE" , "GRATULACYJE" :smile:
Nie można też zapomnieć o wielkiej rozbierzności predkości jakie sie uzyskiwało podaczas tego wyścigu. Na podjazdach predkość ta byla okolo 6-7 km/h , a na zjazdach moja max predkośc to 69,8 km/h!
Ogólnie wspaniałe przeżycie i polecam to każdemu, a na następny rok to szykuję sie do startu ale juz na rowerze szosowym :happy:
PS. I jeszcze bym zapomniał o medalu na mecie a na nim napisz: "DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ"