Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.08.2016 w Odpowiedzi
-
No i jestem. Kraków na rowerze po raz kolejny. Najpierw skierowałem się do centrum,od tak dla formalności,ale tam straszne tłumy! Ciężko gdziekolwiek przejechać. Szybko się ewakuuję i wolę pojeździć przy Wiśle. Szeroki asfalt i brak tłumów. Objeździłem co nieco i czas na powrót. Dziś celem nie był Kraków,ale zaliczenie odpowiednio długiej trasy. Nieco zmartwił mnie nasilający się wiatr,bo jego kierunek nie był mi przychylny. Czyżby 100 km jazdy "pod prąd"? Najpierw fotki z centrum. Centrum piękne,ale ja tam wolałem nabrzeże. Tam rundka po jednej i drugiej stronie Wisły. Ciekawe co mieli na myśli twórcy z tą świnią na stosie? Trochu objechałem i skierowałem się w drogę powrotną. Wymyślona trasa była super,więc powrót po swoich śladach. Tym razem tor dla kajakarzy górskich już otwarty i nurt odpowiedni. Tym razem dobrze przemyślałem strategię odnośnie posiłków i regularnie pochłaniałem kaloryczne batony. To wyraźnie pomagało. Forma się trzymała,jedynie tylna część ciała zaczynała protestować,mimo założenia typowych, kolarskich spodenek z tzw. pampersem. Ale znalazłem na to sposób. Swego czasu kupiłem jakąś żelową nakładkę na siodełko,więc ją zabrałem ze sobą. Ale nie założyłem ją od razu,tylko po przejechaniu ok. 170 km. Co by nie zrobić,każde siodełka wcześniej czy później da o sobie znać. Więc najlepiej je zmienić. Siodełka nie zabiorę ze sobą,ale nakładka nie jest ciężka i można ją odpowiednio zagospodarować. Tak więc założyłem ową nakładkę i jakbym miał nowe, wygodniejsze siodełko. To zdecydowanie pomogło! Dalej jechało się wygodniej. Po drodzę śluza. Pon ok. 230 km dotarłem ponownie do Oświęcimia i tu postanowiłem zrobić jedyną dłuższą przerwę na jedzonko. Trochę niezdrowe,ale brałem pod uwagę tylko restaurację,w których nie musiałem zsiadać z roweru. Po za tym co znaczy zdrowe-niezdrowe? Najważniejsze było wchłonąć trochu kalorii,bo już trochę ich straciłem i najlepiej w formie mi smakującej... Niewielka strata czasowa i znowu jestem w drodze. Ale brzuszek pełny. Sił nadal nie brakuję. Skierowałem się najpierw nad Sołę,później nad j.Goczałkowickie,żeby na końcu pokręcić się w moich okolicach. Chyba największym przeciwnikiem w tej nierównej walce to... nuda. Od pewnego momentu człowiek ma dość tej wiecznej jazdy. Dopóki coś się dzieje,to jeszcze nie ma problemu,ale kiedy zalicza się znane miejsca,zwyczajnie to już nie cieszy. No ale plan trzeba wykonać. Najważniejsze,że do samego końca noga podawała,jak mówią kolarze i ani przez chwilę nie miałem jakiegoś kryzysu formy, czy słabszych momentów. Jakby tego było mało,po przekroczeniu liczy 300 km jakbym dostał drugi oddech. Tempo jeszcze wzrosło. Jedynie nieco czułem już ból w kolanach. Kręciłem tak,aż zbliżyła się godzina 21.00, czyli czas odebrać żonę z pracy. No cóż, nie można wiecznie się bawić,są też obowiązki. Ostatecznie zakończyłem jazdę wynikiem 324 km,ale to nie kres możliwości. Jak najbardziej mógłbym jechać dalej i to był najważniejszy wniosek po dzisiejszej próbie. Co dalej? W tym roku już pewnie nic ważnego,ale w przyszłym sezonie letnim będzie jasne... Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Hej , lato w pełni, to może rzut oka na zimowe klimaty w letniej szacie? Byłem w Trentino na rowerze, przez kilka dni jechałem dookoła całej prowincji, jadąc między innymi przez Val di Fiemme. Głównie chcąc zobaczyć miejsca znane z zimowych relacji biegówkowych. Na miejscu dowiedziałem się, że trasa kultowej Marcialongi biegnie dokładnie moją drogą rowerową, położoną w dużej części po dawnej linii kolejowej z Predazzo aż do miejscowości Ora w dolinie Adygi, między Trydentem a Bolzano. Kilka letnich-zimowych obrazków z Val di Fiemme: Widok z Cavalese na przeciwległe zbocze Val di Fiemme i słynny stok Alpe Cermis - biały budynek to stacja wyciągu pod którym wspinają się biegacze w ostatnim etapie biegówkowego cyklu Tour de Ski Raz jeszcze zbocze Alpe Cermis Dolna stacja wyciągu - początek wspinaczki biegaczy pod słynną "ścianę" Droga rowerowa "Fiemme" - jedna z kilkunastu świetnie przygotowanych tras rowerowych w Trentino, zimą wykorzystywanych pod biegówki, między innymi Marcialongę Jeszcze raz, kawałek dalej, za zakrętem doliny - droga rowerowa między Cavalese a Predazzo Ośrodek sportów zimowych w Lago di Tesero w Val di Fiemme - główne miejsce biegówkowe w dolinie "Witacze" w barwach Trentino - znane ze scenerii ostatnich finiszowych metrów podczas biegów narciarskich w Val di Fiemme Mapa Marcialongi - widoczne Cavalese, Predazzo i Lago - po środku Latem bezkolizyjny przejazd rowerowy, zimą dodatkowa "przeszkoda" dla biegaczy Koniec doliny Fiemme, widoczne w oddali Predazzo, powoli kończy się dzień [cdn]1 punkt
-
[cd] Niestety, nie wiem jak to zrobiłem, że zapomniałem zobaczyć skocznie w Predazzo, gdzie wygrywali Małysz i Stoch. Chyba spieszyło mi się na pizzę na kempingu w Bellamonte... . Tyle klimatów biegówkowych, które dla mnie ewidentnie zdominowały Val di Fiemme. Jednak całe - już rowerowe - Trentino było przepiękne. Wspomniane genialne drogi rowerowe w dolinach, wykorzystanie dawnej linii kolejowej, świetne, dość spokojne podjazdy do Madonny di Campiglio, czy na Passo Rolle, ale też fajna trasa na Passo Cinque Croci... To był fajny wyjazd. Kilka rowerowych fotek: Trasa rowerowa w dolinie Adygi - taki trochę kręgosłup rowerowy Trentino Dawna górska szosa, dziś droga tylko dla rowerów Takie mosty rowerowe - tutaj Val Rendena Val di Sole - droga rowerowa "Sole" I trzy foty z drogi kolejowej do Val di Fiemme Generalnie piękne okolice. W rozmowach w informacjach turystycznych zawsze słyszałem, że zimą do Trentino przyjeżdża mnóstwo Polaków. Latem - bardzo mało. Kto by pomyślał, że będziemy tak zimowo rozkręconym narodem! Cała moja rowerowa wycieczka po Trentino tutaj - szczegółowa trasa i mnóstwo zdjęć. Może w oczekiwaniu na świeżą dostawę puchu zechcecie rzucić okiem Pozdrawiam! I aby do zimy! :] Szy.1 punkt







