Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.09.2021 w Komentarze w blogu
-
25.08 (środa) – Kronplatz-Cortina d'Ampezzo (58 km, pod górę) Rowerowa kulminacja - krajobrazów, wysokości i wrażeń. Rano zjeżdżamy z Rasen w stronę rzeki Rienz, mając przed sobą widok na Kronplatz - jak na dłoni. Widoki będą jednak później jeszcze lepsze. W drodze: Zaporowe jezioro Olanger See: Takie tam, towarzyskie - na moście: Jedziemy w kierunku Toblach i wkrótce oczom naszym ukazują się kontury Dolomitów Sexteńskich: Relaksik w altanie po drodze: I jeszcze raz góry: Jesteśmy zaledwie kilka kilometrów od źródeł Drawy, gdzie startowaliśmy rok temu. Zajrzymy? Koniecznie! 2021: 2020: Tym razem zamiast na wschód - jedziemy na południe, do Cortiny d'Ampezzo. Szlak rowerowy prowadzi wygodną i szeroką szutrówką wśród gór, przez przełęcz Passo Cimabanche, dawną trasą linii kolejowej. Dzięki temu nabieramy wysokości lekkim i stałym wzniosem. Mając rowery z bagażami - bardzo efektywna opcja. Dużo osób w różnym wieku jeździ tutaj rowerami, ale generalnie na szlakach przeważają elektryki - tak 80%, turystyczne i mtb. I to nie tylko wśród publiki w dojrzałym wieku, ale również sporo młodych jeździ ze wspomaganiem. Takie wygodne pokolenie. Większość ludzi jeździ na lekko, długodystansowych sakwiarzy zdecydowanie mniej niż w Austrii, ale są. A jakie tu się robi przewyższenia? Strava pokazuje tak średnio 700-1000 m verticala dziennie, a na odcinkach tak odczuwalnie "z górki" - około 400 m podjazdów. Jezioro Toblacher See: Przy trasie, w Nasswand, trafiamy na cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej, na którym pochowano ponad 1200 żołnierzy różnych nacji - między innymi 145 Polaków. I faktycznie - odnajdujemy kilka krzyży z polsko brzmiącymi nazwiskami. Miejsc upamiętniających zaciekłe walki między Austro-Węgrami a Włochami w tym okresie jest zresztą sporo po drodze. Dojeżdżamy do jeziora Dürrensee i kultowego miejsca z fantastyczną panoramą na Drei Zinnen/Tre Cime - z jednej strony, a Monte Cristallo z drugiej. Obowiązkowy foto-stop. Croda Rossa: Zbliżamy się do granicy prowincji Trydent-Górna Adyga z Wenecją Euganejską: I jest - jest przełęcz Passo Cimabanche! 1530 m! Jeszcze nigdy nie byłam rowerem na takiej wysokości, jeszcze nigdy nie wjechałam rowerem tak wysoko! Teraz jeszcze parę kilometrów przepięknego zjazdu do Cortiny. Zobaczcie sami! Tunel ... ... a za tunelem ... Tym razem spędzamy wieczór i nocujemy na bardzo ładnym kempingu International Camping Olympia w Fiames, zaledwie kilka kilometrów od Cortiny. Przydały się namiociki i śpiwory, wiezione na wszelki wypadek. [cdn.]4 punkty
-
24.08 (wtorek) – Klausen-Kronplatz (72 km, pod górę) Rano, zanim wyjechaliśmy rowerami, przeszliśmy się spacerkiem pod wodospad Schrambacher Wasserfall w Feldthurns (tak nazywała się wioska, w której spaliśmy). Wodospad jest widoczny z "brennerki" i warto się zatrzymać w miejscowości, np. na nocleg - jeśli jedziecie gdzieś dalej, na południe Włoch. Z autostrady trzeba zjechać wyjazdem Val Gardena i kierować się na Brixen, z szosy SS12 droga jest bezpośrednia. Kilka kilometrów szlakiem nad rzeką i już jesteśmy w mieście biskupim Brixen, o czym świadczą liczne, emanujące przepychem sakralne budowle. Katedra: Akcent brukarski: Charakterystyczna fontanna na rynku: Eisack za Brixen: Po minięciu przedmieść Brixen szlak zaczyna bardziej stromo wspinać się w górę i odchodzi od rzeki, przechodząc z jednej strony autostrady na drugą. W pewnym momencie odbijamy się od zamkniętej kładki (obrywy skalne). Objazd jest źle oznaczony, próbujemy na azymut przedostać się do doliny Pustertal, co nie jest takie proste w plątaninie dróg, autostrady i linii kolejowej. Spektakularnym wysokim wiaduktem nad Eisack wjeżdżamy do miejscowości Aicha. Zdjęć nie robiłam, skupiona na tym, aby nie wpaść pod samochód na ruchliwej szosie SS49. Wreszcie można spokojnie odetchnąć wśród zieleni, z widokiem na dolinę: Ruiny zamku Mühlbacher Klause: Teraz jedziemy wzdłuż rzeki Rienz: Na szlaku rowerowym Pustertal-Radweg co jakiś czas umieszczono tablice z licznikiem rowerzystów. Pokazuje godzinę, datę, liczbę rowerzystów danego dnia i od początku roku. Podjazd - zjazd, podjazd - zjazd. Tak to wygląda. Przejeżdżamy przez gwarny i pełen turystów Bruneck, zastanawiając się, czy zaraz nie złapie nas ulewa. Oryginalna ekspozycja sklepu górskiego A podobno to w języku polskim jest dużo spółgłosek? Jest i akcent wielkopolski (na cześć miasta partnerskiego): Na promenadzie - bach! Kolejny źle oznakowany objazd. Szukamy drogi, pytając napotkanych mieszkańców i rowerzystów. Jak widać sady ustąpiły miejsca polom kukurydzy. Za to mamy widok na Kronplatz: Zbliża się wieczór - czas poszukać noclegu. Odbijamy się od jednego telefonu do drugiego, od jednych drzwi do drugich. Nigdzie nie ma miejsc - podobno w sierpniu to tutaj normalne. W końcu jedna z właścicielek pensjonatu obdzwania po kolei kilka miejscówek i znajduje nam dwójkę i dwie jedynki w hotelu w Rasen. Jedziemy - ale, że trochę nam trudno trafić po ciemku i w deszczu, dzwonię na recepcję potwierdzić przyjazd i uprzedzić, że będziemy ciut później. Właściciel opieprza mnie, dlaczego jeszcze nas nie ma? A potem jest już tylko gorzej ... Gdy docieramy na miejsce, w recepcji zastajemy jakiegoś nienaturalnie pobudzonego chłopaka, który ma trudności w wykonaniu tak prostej czynności, jak zakwaterowanie czwórki gości. W końcu robi to za niego starszy kelner. Po otwarciu mojej "jedynki" kartą okazuje się, że jest ona ... zajęta przez kogoś innego. Wracam na recepcję i spokojnie przedstawiam, jak się sprawy mają - chłopak dostaje histerii, wszyscy biegają, telefonują, starszy kelner wkurzony - jak w jakimś wariatkowie. Okazuje się, że nie ma więcej wolnych pokoi i musimy przespać się z Darkiem w drugiej "jedynce" - wielkości kajuty na statku. Kelner przychodzi na górę i przeprasza moją koleżankę i jej męża w "dwójce" za zaistniałą sytuację. Istny dom dla obłąkanych, ale raczej nie mamy planu B, więc pozostaje nam iść napić się do baru i jakoś przenocować do rana. [cdn.]2 punkty
-
23.08 (poniedziałek) – Goldrain-Klausen (105 km) Sakwy spakowane? No to ruszamy! Zasadniczo koncepcja była taka, żeby objechać dookoła główny masyw Dolomitów dolinami rzek: Adygi, Eisack (Isarco), Rienz, Boite, Piave i Brenty. Wiodą tamtędy szlaki Via Claudia Augusta, Pustertal-Radweg, Dolomiten-Radweg oraz Eisacktal-Radweg. Cała pętla liczyłaby ok. 400 km, przy czym dołożyliśmy odcinek z Vinschgau, wzdłuż górnej Adygi (ok. 70 km). Trasa mniej-więcej opracowana, noclegi ogarniamy na bieżąco - w zależności, dokąd dojedziemy. Odcinek do Bolzano przejechał się sam, bo było z górki, za to ostatnie 30 kilometrów jechaliśmy w górę doliny Eisack (w kierunku Brennera). Pierwsza ciekawa miejscowość to Kastelbell, ze średniowiecznym zamkiem obronnym. Kolarska metaloplastyka w Naturns: Charakterystycznym elementem krajobrazu są duże krucyfiksy w drewnianych kapliczkach o formie deltoidu: Jedziemy nad rzeką ... ... aż do elektrowni wodnej w Töll: Docieramy do punktu widokowego ponad Merano: Tym razem nie zatrzymujemy się dłużej w Merano, bo przed nami jeszcze spory kawałek drogi. Ale przy trasie rowerowej taka ciekawostka : Dość płaski odcinek do Bolzano, wzdłuż linii kolejowej i rzeki. Jedyną atrakcją jest zjawiskowy kontur masywu Rosengarten (?) na horyzoncie. Bardzo fajnym udogodnieniem w lecie są też gęsto rozmieszczone ujęcia wody pitnej - wprost przy ddr-ce lub w miejscowościach. Zimna, krystaliczna woda w upał - bezcenne! W Bolzano zaglądamy na starówkę - do katedry i na Walthersplatz. Stoi tutaj monumentalny pomnik Walthera von der Vogelweide - średniowiecznego minnesängera niemieckiego, najwybitniejszego poety aż do czasów Goethego. Statuę wykonano z białego marmuru w Laas pod koniec XIX w. z inicjatywy niemieckojęzycznej ludności miasta, na fali ruchów narodowościowych. A dlaczego akurat Vogelweide? Otóż jedna z hipotez, dotyczących miejsca urodzenia Walthera, głosi, że przyszedł na świat w pobliskim Lajen, w dolinie Eisack. Katedra: Od Bolzano zmieniamy dolinę - teraz będziemy jechać na północ, wzdłuż Eisack. Niestety za sąsiedztwo - oprócz rzeki i linii kolejowej mamy teraz również autostradę i starą szosę na Brenner. Obydwie głośne i bardzo ruchliwe. Gdzie się dało, to poprowadzono ddr-kę w oddaleniu od dróg samochodowych, ale nie wszędzie było to możliwe, bo wąwóz miejscami jest dosyć wąski. Jeden z kilku tuneli rowerowych na trasie: Eisack: Rzut oka na zegarek, na mapę i decyzja, że nocujemy w okolicach Klausen. W samym miasteczku niestety nic nie znalazłam w naszym budżecie, ale kilka kilometrów dalej, w stronę Brixen były wolne pokoje w sympatycznej agroturystyce, u właścicielki okolicznych jabłkowych sadów. Podwieczorne klimaty w Klausen: I nasze lokum na noc: [cdn.]1 punkt







