Narty - skionline.pl
Jump to content

tanova

Registered VIP Users
  • Posts

    2,603
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    122

tanova last won the day on September 18

tanova had the most liked content!

About tanova

  • Birthday 06/09/1971

Personal Information

  • Imię
    Magdalena
  • Miejscowość
    Zach-Pom
  • About me
    narciarka nizinna, trochę zdesperowana

Ski equipment

  • Narty marka
    Head Super Joy
  • Buty marka
    Tecnica

Skills

  • Poziom umiejętności
    6
  • Dni na nartach
    9

Recent Profile Visitors

14,675 profile views

tanova's Achievements

Weteran

Weteran (6/6)

6.7k

Reputation

  1. Mnie tato zrobił własnoręcznie stalowy w kształcie litery F, kto wie, czy gdzieś się nie uchował w czeluściach piwnicy? A wracając do tematu - u mnie ostatnio na rowerze była woda stojąca, a nawet znikająca. Dawne jezioro Piaski w Puszczy Wkrzańskiej zmienia się w trzęsawisko. Z każdą wycieczką coraz bardziej zarastające. I trochę szwędania się bocznymi drogami po lesie, żeby uniknąć korowodów zmotoryzowanych grzybiarzy.
  2. @Wujot pamiętam z dzieciństwa takie uchwyty do tzw. "wyrwirączek" - przy stoku narciarskim jeździła sama stalowa lina i kto miał, to wpinał się uchwytem, a pozostali darli rękawice . Piękne zdjęcia z pięknej wycieczki - jednak bliskość wody bardzo podnosi walory widokowe trasy. Pozdrawiam!
  3. Jest tak jak pisze @lokiec3 - Schladming-Dachstein to ośrodek w którym dominują czerwone trasy, a niebieskie w większości są łącznikami przez las, a nie szerokimi polanami. Oczywiście - jak w każdym ośrodku tej wielkości znajdziesz jakiś teren do nauki dla dzieci, ale są lepsze miejsca w regionie Ski Amade. Dienten-Hochkönig jak najbardziej - szczególnie koniec doliny w Maria Alm jest przepiękny i oferuje sporo łagodnych stoków, ale i mieszkając w Dienten czy Mühlbach mielibyście dostęp do fajnych terenów dla początkujących. Tutaj nasza relacja sprzed dwóch i pół roku: Alternatywnie można rozważyć Flachauwinkl - autostradą dojeżdża się praktycznie do samej miejscowości, w której jest rozległy ośrodek narciarski dedykowany właśnie dla rodzin z dziećmi. Stoki są puste, szerokie i znakomicie się nadają do szlifowania umiejętności przez słabiej jeżdżące osoby, są też różne atrakcje dla dzieci. A jak samo Flachauwinkl się znudzi, to macie połączenie gondolami do Flachau i drugie do Zauchensee. Poniżej jeszcze jeden link do bloga z opisem m.in. tych ośrodków - z ubiegłej zimy.
  4. Będzie drożej - to wiadomo. Ale obawiam się, że będzie drożej za kiepskie narty - mniej utrzymywanych tras w ośrodkach, ograniczanie sztucznego naśnieżania, rzadziej ratrakowane, spowolnienie prędkości wyciągów i krótsze godziny otwarcia.
  5. Operatorem wyciągów na Dachsteinie jest właściciel kolei linowych Planaibahnen, więc ... może decyzja o nieopłacalności inwestycji na lodowcu i zamknięciu tamtejszych orczyków miała dodatkowe powody, niż przedstawione oficjalnie.
  6. Tak, inne źródła podają również, że powodem decyzji o zamknięciu wyciągów jest konieczność przestawienia podpór orczyków, ponieważ cofający się lodowiec spowodował, że ich trasa aktualnie biegnie po nagiej skale. Wobec niskiej frekwencji narciarzy w sezonie, którzy preferują duże ośrodki po przeciwległej stronie doliny, nie opłaca się ani kosztowne przestawienie podpór, ani zamiana orczyków na wyciąg krzesełkowy. I jeszcze link: https://www.kleinezeitung.at/steiermark/ennstal/6189357/Es-fehlen-5-Meter-Schnee_Entscheidung-gefallen_Kein-Winterskilauf
  7. Ciekawa jestem, czy będą utrzymywane trasy biegowe - ośrodek szczycił się posiadaniem całorocznych "loip", na wysokości 2700 m. npm.
  8. Na dalekie eskapady czasu brak, ale i blisko koło domu bywa ładnie:
  9. Może goldena do skijöringu przyuczyć? Kiedyś miałam takiego (pół-goldena), który ciągał dzieci na sankach.
  10. Dziękuję , to chyba dobrze, bo małżonek zwykle na zdjęciach się nie uśmiecha, baa ... unika obiektywu raczej. @cyniczny - dziękuję za miłe słowa. Cały szlak Malerweg liczy 116 km, choć chyba najbardziej znany jest ten fragment przy Bastei i ten przy Bad Schandau. Dla nas to też był powrót po kilku latach. Wtedy byliśmy cały tydzień, ale bez rowerów, więc głównie chodziliśmy po szlakach - ludzi było sporo więcej niż aktualnie. Ponoć w tym roku turyści masowo poodwoływali rezerwacje z powodu pożaru.
  11. Nareszcie doczekałam się tegorocznego urlopu - dwa tygodnie rowerowej laby! Wróć - nie laby, tylko Łaby. Jak było? Świetny i urozmaicony szlak, zarówno dla miłośników zwiedzania jak i pięknych krajobrazów. Cała trasa ma blisko 1300 km długości, z czego 370 km przypada na Czechy, a pozostała część na Niemcy. Na jedną wyprawę to dużo, ale rzeka jest na tyle blisko Polski, że można trasę podzielić na odcinki, albo wybrać jej fragment. Tak właśnie zrobiliśmy i my tego lata. Niedziela, 14 sierpnia Jest niedzielny poranek, szósta rano, w środku długiego, sierpniowego weekendu. Piękny wschód słońca. Zaspana córka podwozi mnie i moją drugą połówkę na dworzec, na Intercity "Matejko". Szczecin-Przemyśl to prawie najdłuższa trasa kolejowa w Polsce. My jednak jedziemy nim tylko do Wrocławia, gdzie mamy przesiadkę. W tym roku urlop będzie "eko" - auto zostaje w domu, a my dojedziemy do Łaby pociągiem i rowerami. Benzyna droga, inflacja i kryzys paliwowy szaleją, więc cena za bilety kolejowe dla dwóch osób z rowerami (przezornie kupione z miesięcznym wyprzedzeniem) - jedyne 74,20 zł - cieszy. Jakaś ekstra promocja weekendowo-grupowa, bo cena bazowa była dwa razy wyższa. W pociągu haki na rowery (obok stojaków na narty!) i półki na sakwy. We Wrocławiu okazuje się, że TLK z Warszawy ma półtorej godziny opóźnienia, które dalej rośnie. Udaje nam się przebukować bilety na pociąg Kolei Dolnośląskich, ale w Sędzisławiu - gdzie mieliśmy spotkać się z zaprzyjaźnioną parą z Krakowa, będziemy godzinę później. Umawiamy się więc ze znajomymi w Kamiennej Górze, gdzie można coś zjeść przed dalszą drogą. Polregio KD nabity ludźmi i rowerami, dobrze, że jedziemy niedaleko. Okazuje się, że nasi przyjaciele mają awarię roweru - dosłownie rozsypała się sztyca siodełka. A tutaj niedziela i żaden serwis nie pracuje. Co za pech! Na miejscu, w Kamiennej Górze zastanawiamy się, czy uda się zablokować sztycę, która wpada do rury podsiodłowej. Wpadam na pomysł, aby wykorzystać butelkę Cisowianki do redukcji średnicy, oklejamy sztycę taśmą - i proszę! Prowizorka, bo prowizorka, ale dało się dojechać przynajmniej na nocleg w Czechach, a następnego dnia poszukać czynnego sklepu rowerowego z serwisem. Z Kamiennej Góry jedziemy do Krzeszowa bardzo wygodną i widokową DDR-ką. Góry na razie mamy tylko na horyzoncie. W Krzeszowie, w opactwie benedyktynek, trwają przygotowania do odpustu 15 sierpnia. Oglądamy zespół klasztorny i barokowy kościół: Dalej kierujemy się w stronę Chełmska Śląskiego. To urokliwe, nieco senne miasteczko, zdecydowanie na uboczu. Warto obejrzeć zabytkowy rynek i bardzo ciekawe, drewniane Domy Tkaczy z XVII wieku: Za Chełmskiem zaczyna się podjazd w stronę granicy. Ale nie jest ani bardzo stromy, ani szczególnie długi, więc jedzie się dobrze, nawet z sakwami. Ostatnia wioska po polskiej stronie to Okrzeszyn. Tutaj kończy się asfalt, a granicę pokonujemy szutrową drogą. Po czeskiej stronie dojeżdżamy do szosy, która na szczęście okazuje się niezbyt ruchliwa i spektakularnym zjazdem - mijając ośrodek narciarski Petrzikowice - dojeżdżamy do przedmieść Trutnova, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Do Łaby coraz bliżej. [cdn.]
  12. Piątek, 27 sierpnia Powrót pociągiem zaplanowaliśmy na piątek, w godzinach przedpołudniowych - aby uniknąć weekendowego tłoku w Deutsche Bahn. Wiadomo - bilet za 9 euro cieszy się popularnością, a jeden z pociągów naszego połączenia jedzie do Stralsundu, czyli nad morze. Rano mamy jeszcze trochę czasu, żeby pokręcić się po Magdeburgu, bo poprzedniego dnia już było za późno. Ostatnia fotka nad Łabą: Katedra - podobnie jak w Dreźnie - odbudowana z gruzów po wojnie. Udaje się wejść do środka przed nabożeństwem, choć oficjalnie nie ma o tej porze zwiedzania. A po przeciwnej stronie placu - Zielona Cytadela. Ostatni projekt Friedensreicha Hundertwassera, wzniesiony w 2005 roku. Gdy byłam w Magdeburgu w 2008 roku, cytadela była dużo bardziej różowa - przez kilkanaście lat drzewa urosły i coraz bardziej korespondują z nazwą obiektu: Pora zbierać się na dworzec. W pociągu dość tłoczno i duszno - cały przedział rowerowy zawalony sprzętem i kłótnie, kto i dlaczego ma wstać. Tłumy również na dworcu Berlin Hauptbahnhof i oblężone windy. Czterdzieści minut na przesiadkę okazuje się zapasem w sam raz, zanim przeniesiemy się z górnego poziomu na dolny i na właściwy peron. W składzie do Stralsundu już luźniej i więcej miejsca na rowery. Wysiadamy w Pasewalku, a ponieważ jest jeszcze "młoda" godzina, to zamiast jechać kolejnym pociągiem do przygranicznego Tantow, ostatnie 50 km pokonujemy rowerami - przy okazji pokazując naszym znajomym z Krakowa, gdzie jeździmy na co dzień. Robimy sobie postój w Krugsdorfie, żeby obejrzeć pałac i odpocząć trochę nad jeziorkiem Kiessee. Granicę przekraczamy w Dobieszczynie. Na liczniku ponad 900 km. Wyprawę kończymy następnego dnia rundką honorową i pamiątkowym zdjęciem w Szczecinie. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś dokończyć szlak Łaby odcinkiem w północnych Niemczech, aż do ujścia w Cuxhaven. A może w odwrotnym kierunku? O ile w Czechach, zasadniczo do okolic Pragi jedzie się "z górki", to w Niemczech jechaliśmy ... pod wiatr, czasem naprawdę silny i uciążliwy. Dlatego też większość niemieckich sakwiarzy spotykaliśmy jadących z naprzeciwka. I generalnie ten niemiecki odcinek jest bardziej popularny - od wielu lat wybierany jest przez ADFC jako najlepszy długodystansowy szlak rowerowy. Choć nam bardzo podobało się również w Czechach i ten czeski odcinek też polecamy. Z noclegami na trasie nie ma problemu, o ile nie traficie na jakiś festiwal czy inną masową imprezę. Ceny - od 900 do 2000 koron za dwójkę w Czechach i analogicznie od 52 do 72 euro w Niemczech, w zależności od standardu oraz opcji zjedzenia śniadania. Cała trasa zasadniczo jest dobrze skomunikowana koleją, więc można kombinować z odcinkami według własnej koncepcji i możliwości. Polecam też stronę: https://www.elberadweg.de/ - są różne wersje językowe, niestety polskiej brak. I niezawodną radreise-wiki z roadbookiem (po niemiecku): https://radreise-wiki.de/Elbe
  13. Czwartek, 25 sierpnia Ostatni dzień naszej wyprawy wzdłuż Łaby i najdłuższy dystans, bo ponad 100 km. Początek nawet fajny, druga część dnia - nieco mniej. Taka trochę monotonna jazda wałami przeciwpowodziowymi przez średnio ciekawy krajobraz. Ale od początku: Zaraz rano przeprawiliśmy się w Coswig na drugi brzeg. Szlak niby zasadniczo prowadzi obydwoma brzegami, ale w praktyce często jednak ten "drugi" wariant to nieatrakcyjne objazdy, słabo oznakowane. A że mostów na naszym odcinku jest niewiele, to pozostają promy. Trzy razy przeprawialiśmy się tego dnia w ten sposób. Cena? 1.50-2.00 euro za osobę i rower. Widok z promu na panoramę Coswig: Niedaleko zatrzymujemy się w pięknych ogrodach w Wörlitz - na drugie śniadanie i na zrobienie porządku z rowerem Mai, której schodzi powietrze i to z obu kół: Kolejny przystanek to Dessau - w sumie ciekawe miasto z licznymi obiektami architektury nurtu Bauhaus. Patrząc na te nowoczesne budowle, aż trudno uwierzyć, że powstały sto lat temu. Most na Łabie - już współczesny, ale pasuje do kolorytu miasta: Kolejny prom w Breitenhagen i ostatni - w Barby: Jeszcze parę obrazków z trasy: Pod wieczór zatrzymujemy się na kolację w Schönebeck, a do Magdeburga docieramy już o zmierzchu: "Z tak daleka, aż tutaj" - głosi napis na moście. To dobre podsumowanie naszej wyprawy. [cdn.]
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...