Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

zapparena

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O zapparena

  • Urodziny 07.09.1968

Informacje osobiste

  • Imię
    Piotr
  • Miejscowość
    Sosnowiec

zapparena's Achievements

Nowy

Nowy (1/6)

0

Reputacja

  1. Wojażer kupiony w rachunku INTELIGO nie dał się potwierdzić, ktoś tak miał? Było to tak: Ze stoku mnie zwieźli ratrakiem bo nie mogłem stanąć na nodze, choć nie bolała zbyt, tylko coś tam chrupało, nie chciałem ryzykować. Na dole policjant zaczął od żartów - ale chodziło mu o ustalenie, czy kogoś tam po drodze nie uszkodziłem. Na terenie ośrodka narciarskiego Kuhtaj było takie małe pogotowie urazowe. Tam dwóch lekarzy się mną zajęło, wypytali o okoliczności i polisę, ja zadzwoniłem pod właściwy numer do Centrum Ratunkowego PZU, przejęło sprawę, oddzwonili do szpitalika. Ja w tym czasie miałem już CZTERY wywołane rentgeny stopy, w 5 MINUT!! Patrzą na nie i mówią: "No tak, no tak, główka kości piszczelowej przy stawie skokowym rozpadła się na 3 kawałki, operacja albo nigdy nie będę chodził. Tu ma pan kule, (jaki kolor pan sobie życzy?), zestaw leków na pooperacji, ma pan dobre prywatne ubezpieczenie, wezwaliśmy karetkę z prywatnej kliniki, tam się panem zajmą dalej, 800EU płatne natychmiast proszę! Komplet dokumentów dla ubezpieczyciela do zwrotu kasy w kopercie zalakowanej, proszę. Do widzenia, dużo zdrowia " Szpital www.medalp.com. Podstawili mnie pod sam kontuar, pani już miała wszystkie moje dane, tylko skorygowałem błąd. Czekamy na reakcję PZU, potwierdzą polisę czy nie? Przysłali fax z numerem telefonu do kontaktu. Przyszedł lekarz, przedstawił się i potwierdził wstępną diagnozę, zdecydował, że zrobią lepsze zdjęcia, sądzą, że są odpryski kości. Zdjęcia są w 5 min na ekranie komputera i w internecie, bez schodzenia z łóżka. Dali mi różne papiery i zgody do podpisu, po polsku oczywiście. Tam w papierach jest wiele stron i dokładny opis zabiegów rentgena, tomografii i wszystkich rodzajów znieczuleń jakich mogę się spodziewać, żebym był dobrze przygotowany do rozmowy z lekarzem. PZU nic - więc mam czas czytać. PZU nic, przeczytałem. No nie ma sensu dalej czekać, mam dobrą polisę więc podpisuję dokumenty. Akcja zaraz nabiera tempa. Tomografia, piżamy, sala oczekujących na zabieg. Wszystko oczywiście z wielką dbałością o mój komfort i poszanowanie prywatności. Przyszło jeszcze dwóch lekarzy, każdy się przedstawił, powiedział kim jest i co zamierza. Kość wymaga wyczyszczenia i zespolenia blachą i tytanowymi śrubami. Zanim "zgasili światło" założyli mi opaskę uciskową na udo - żeby odciąć krew, pooglądałem moje kości jak kręcą się na monitorze w 3D, rozejrzałem się wokoło po sali operacyjnej i (---). Włączyli mnie nagle, nic nie boli, żadnego dyskomfortu, obok piguła ze szklanką wody, przedstawia się, zaraz zajeżdża rosołek... Rano na pooperacyjnej jestem sam. Mam telewizor - własny, wmontowany w sufit - coś jak zegary samochodowe, żeby głową nie zahaczyć i sąsiadowi nie świecić po oczach chyba. Łóżko na pilota wygina się jak chcę: w sinus, cosinus, inne pośrednie stany. Jak mi spadł worek z lodem, to opuściłem się do podłogi i podniosłem go na miejsce. Światło też na pilota, w nocy podłoga sama się podświetla gdy wstaniesz, dla wygody i bezpieczeństwa. W szafach ręczniki, świeże piżamy, szczoteczki do zębów, hotelowe szamponiki... Przychodzi piguła i pyta: "Do śniadania kawa czy herbata? Woli pan dżem? ser?" Zaniemówiłem. "Dobra, przyniosę wszystko". Zawieźli mnie do 2 osobowego pokoju chorych, tam leżał już Siergiej, Rosjanin z Izraela, ma połamane jak ja, tylko w kolanie. Wychylam się, żeby sobie wody do szklanki nalać a Siergiej mówi : "Niet, nie tak, pakażu ja tiebie" i naciska dzwonek. Przychodzi piguła a on ją prosi żeby mu zrobiła to i tamto. Wyszła. Siergiej: "Tak tut jest. Kawu chocziesz? Pazwanij, priniesut " Z niedowierzaniem poprosiłem, przynieśli z uśmiechem i strudla dołożyli. Na obiad posiłki zamawiałem z karty dań, ze sześć zestawów do wyboru. Siergiej ma swój telewizor oczywiście po rosyjsku. Dał mi karteczkę z hasłem do darmowego WiFi, odpaliłem internet i skype, zadzwoniłem do domu darmo. Siergiej dostał szpitalny służbowy telefon do użytku, żeby mógł do tłumacza dzwonić w razie potrzeby, potem ja mu pomagałem się dogadać. Przynieśli mi plastikowy gips, taki ściągalny, pompowany. Wokoło absolutna cisza i spokój, czasem jakiś zabieg, zastrzyk. Dostałem specjalną pończochę na zdrową nogę, bo ponoć grozi mi tromboza od leżenia w łóżku (u nas nie wiedzą, co to). Nagle dzwoni PZU i pani mówi, że dostali zalecenie z Austrii, że mam wracać do domu vanem z uniesioną nogą i że chcą mi to zorganizować. Ja na to, że akurat mam takie auto z kierowcą i że nie, dziękuję. Pani na to, że w takim razie oddadzą mi pieniądze za podróż. To się ucieszyłem z prezentu. Automatycznie przyjąłem, że z polisą wszystko OK, I TO BYŁ MÓJ BŁĄD!! Rano, jak umówiono, o 10-tej przyjechał po mnie brat, idziemy do recepcji (wcześniej oczywiście miałem szkolenie z kul, zastrzyków przeciwtrombozowych (wiele szczegółów pomijam). W recepcji spodziewam się dostać papiery medyczne i zestaw leków na tydzień a pani wręcza mi rachunek na 5 tys. EU i CZEKA ZA ZAPŁATĘ!! Ja szok, coś bąkam o PZU, oni nic nie wiedzą, nikt nie dzwonił, żadnego faxa czy maila... Jak zapłacę, to mnie puszczą. Dzwonię do PZU na ten specjalny numer z polisy, ustalam osobę, która mnie prowadzi. Ona twierdzi, że konsultują z lekarzem diagnozę, czekać godzinę, no nie ma sprawy. Po półtorej godzinie dzwonię. Okazuje się, że lekarz to ściema. Chodzi o to, że nie potrafią potwierdzić mojej polisy bo nie ma jej w bazie i sugeruje, że może agent był lewy. Ja na to, że kupiłem w banku elektronicznie, polisa do konta i że trudno o lepszego agenta, i że to w ogóle absurd jest jakiś że PZU zgubiło moją polisę. Po następnej godzinie dzwonię, pani prosi, żebym im przysłał swoją kopię polisy. Tylko dzięki uprzejmości szpitala, który oddał mi do dyspozycji full wyposażone stanowisko biurowe wydrukowałem z internetu kopię polisy i przesłałem faxem do nich. Po kolejnej godzinie udaje mi się potwierdzić, że ją dostali ale nadal nie mają jak zweryfikować. Mnie już głupio, wstyd, tłumaczę w recepcji sprawę. Proszę koleżankę z Polski o pomoc, żeby spowodowała w banku przesłanie polisy do PZU i chyba to pomaga, potwierdzili, ale tylko ważność polisy! Kasy nie płacą bo lekarz jeszcze analizuje kosztorys wstępny, bo za wysoki. Pytam który mają rachunek? Bo wynikowy jest niższy. Okazuje się że mają stary. Mają tu zadzwonić żeby pobrać nowy. Po 1/2h nikt się nie skontakował więc znowu proszę w recepcji żeby przesłali aktualny rachunek do PZU. Wyjaśniam pani sprawę, ona chłodna i obojętna. No nie dziwię się, nie wie, z kim gada. Po 6-ciu godzinach pani wręcz wyskakuje cała w uśmiechach zza kontuaru machając do mnie papierami, zapłacili i mogę wyjść. Jeszcze oczywiście rozmowa wyjaśniająca dogłębnie każdy papierek: certyfikat i instrukcja transportu mojej chorej nogi, instrukcja chodzenia o kulach, robienia zastrzyków antytrombozowych, płyta CD ze wszystkim, papier o zwrot kasy za niewykorzystane skipasy!!, i hasło do strony internetowej z całą dokumentacją mojego leczenia (szok!), wiele innych. Szybka pomoc wiarygodnego ubezpieczyciela nadeszła po 48 godzinach nerwówy.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...